czwartek, 21 czerwca 2018

piosenka na piąteczek



Я - солдат, недоношеный ребенок войны
Я - солдат, мама залечи мои раны
Я - солдат, солдат забытой богом страны
Я - герой скажите мне какого роман
   tłumaczenie dla niecyrylicznych
Ja - żołnierz, niedonoszone dziecko wojny
Ja - żołnierz, mamo zalecz moje rany
Ja - żołnierz, żołnierz kraju zapomnianego przez Boga
Ja - bohater,  powiedzcie mi jakiej powieści 

Po to jest ten Mundial, żeby pokazywać takie obrazki: stoi sztywny pan z wiszącym szalikiem, otoczony akolitami w barwach narodowych, z piwem w dłoniach. Podpis pod zdjęcie: łączy nas piłka. Co innego stadion, pod którym ten pan stoi. Ten stadion jest zły, bo teraz zamiast stadionów modne są strzelnice i nieprofesjonalni wojacy. Tacy, co kopną. Może nie piłkę, ale obcego. Łączy ich piłka, ale z wyłączeniem innych, obcych. Znacie ten cytat: byłem głodny, a nie daliście mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie... To o nich. Ich łączy piłka – nie dobra nowina.
Polscy kibice wyśmiewają się z piłkarzy o niewystarczająco białym kolorze skóry. Oczywiście! Ich znajomość historii sportu wymazała z pamięci zupełnie niebiałego Pelé. To nie było trudne, w końcu nazywał Edson Arantes do Nascimento. Owszem, był doskonałym brazylijskim piłkarzem, ale pod koniec ubiegłego tysiąclecia został ministrem sportu Brazylii. Wiadomo: żółto-zielone barwy niezwyciężone! Co innego biało-czerwone, łączy je piłka --podobno nawet IPN wydał biało-czerwone piłki.
Rosyjskie media z upodobaniem prezentują filmik, jak polscy kibice skandują w centrum Moskwy Rasija! Rasija! Jak wołają: dawaj! dawaj! I jak siadają z wrażenia na Placu Czerwonym. Po to jest ten Mundial: żeby świat przysiadł z wrażenia, a jeszcze lepiej – przyklęknął. Rosyjski władca – to biały pan. Biały – jak śniegi Syberii, biały – jak niedźwiedź polarny, biały – jak łabędzi śpiew. Biały jak bandaże, którymi sołdaty owijają rany. Słuchajcie ze mną jak śpiewa 5'nizza i jak skanduje publiczność. Oni dobrze znają łaskę białych panów i czerwonych placów.

piątek, 8 czerwca 2018

ścigając się z wiatrem

Nic nie jest szczególnie trudne do zrobienia, jeśli tylko rozłożyć to na etapy


Jeżeli pojazd ma być wprawiony w ruch, to kierowca wsiada na niego, chwyta za kierownicę i łączy motor z kołem pojazdu. Dzieje się to za pomocą dźwigu, sznurka i rolki napinającej. Jeżeli pas napędzający znajduje się w górnym położeniu, to maszyna jedzie wolno, jeżeli w dolnym – jazda staje się szybsza – relacjonował w 1885 roku naoczny świadek przejazdu przez pojazd dwukołowy trzykilometrowej trasy. 
Tym samym Wilhelm Maybach i Gotlieb Daimler udowodnili, że opracowany przez nich dwa lata wcześniej silnik czterosuwowy może mieć moc mniejszą. Niestety, "Encyklopedia techniki" nie podaje, z jaką prędkością ów pojazd się poruszał. Niemniej, spełniło się jedno z tysiącletnich marzeń człowieka. Dziewiętnastowiecznym wizjonerom udało się przekroczyć barierę czasu i przestrzeni. Opowieść o pracy silnika jest nudna, niezdarna i brzydka. A jednak służy do objaśnienia doniosłości wynalezienia koła i wszystkich kolejnych cudów techniki. 
Tych wszystkich wynalazków, z których tak chętnie korzystamy, ale nie zauważamy nawet ich istnienia kryjącego przebłyski ludzkiego geniuszu. Większość tych osiągnięć  zawdzięczamy lenistwu. Umysł nasz lubi być karmiony, jak łyżeczką, pomysłami innych ludzi. Dlatego ludzie zachłystują się rewolucją informatyczną i lawiną informacyjną. Czy jednak łatwość z jaką student może publicznie krytykować ministra jest myśleniem oryginalnym? Czy może przynieść cenne rezultaty? Wiekopomne wynalazki? 

poniedziałek, 4 czerwca 2018

noc kultury

Kultura przynosi także zwycięstwo, choć zwycięstwo czasem obniża kulturę

Kultura jest sprawą zbyt poważną, by pozostawiać ją politykom. Rozwój Polski w ostatnim ćwierćwieczu był nierównomierny; doprowadził do rozwarcia się nożyc nowoczesności i regresu. Regres kulturalny, funkcjonalny analfabetyzm itp. utrwalają się w kolejnych pokoleniach już nie tylko w braku dostępu do oświaty i kultury, ale we własnym obyczaju kulturowym – w braku potrzeb wyższego rodzaju.
Nakręca to błędne koło szeroko pojętego życia intelektualnego. Polacy nie czytają książek, ponieważ brak im zwyczaju wydawania na nie pieniędzy, a znalezienie w bibliotekach nowości wydawniczych graniczy z cudem. W mniejszych miejscowościach niedługo ostaną się pewnie tylko biblioteki szkolne. Wszystkie badania od lat wskazują na masowy wzrost wtórnego i funkcjonalnego analfabetyzmu zarówno na obszarach zacofanych, a nawet w ośrodkach akademickich. W obliczu zapaści cywilizacyjnej argument braku środków przestał być oczywisty, skoro racjonalność ich wydatkowania budzi wątpliwości. Oczywistym warunkiem uzdrowienia gospodarki w tej dziedzinie stało się przywrócenie podmiotowości elit kulturalnych.  


wtorek, 8 maja 2018

siedzą święci


A Jezus myśli o nas w liter ciemnym stuku, jak trudno w niebo wstąpić spod robactwa druku - zauważył ks. Twardowski.

teologia
dogmat
półdogmat
ćwierćdogmat
tajemnica 
frasobliwy 
zaduma
kapliczki 
sanktuaria

Są to nie tylko miejsca kultu, ale również zabytki sztuki, usytuowane wśród pięknych krajobrazów. Nawet dla wierzących–niepraktykujących podróż do nich, stanowić może okazję do refleksji nad życiem. Natomiast przy okazji czysto turystycznych wypraw po najbliższej okolicy, warto poświęcić trochę uwagi przydrożnym kapliczkom.
Stanowią charakterystyczny element krajobrazu Lubelszczyzny, nierzadko są dziełami sztuki ludowej. Do najpiękniejszych należą drewniane, często misternie rzeźbione. Niestety, jest ich coraz mniej. Do najstarszych zaliczana jest murowana kapliczka w Kazimierzu Dolnym, sygnowana datą 1588 r.
Kapliczki stawiano zwykle wśród zabudowań wiejskich, na rozstajach dróg, nad wodą i w lasach lub wieszano je na przydrożnych drzewach w miejscach związanych z pamiętnymi wydarzeniami. Powstawały najczęściej na chwałę Boga, z prośbą o opiekę nad rodziną, dobytkiem, ochronę przed plagami, chorobami i wszelkim złem, o czym świadczą zachowane na nich napisy.
Najbardziej archaiczną formę mają kapliczki wykonane z pnia drzewa, w którego górnej części wyciosana wnęka z figurą świątka. Podobne do nich są kapliczki słupowe, mające kształt kolumny zwieńczonej kapliczką w kształcie czworobocznej latarni. Kapliczki szafkowe, zawieszane na drzewach, krzyżach przydrożnych, ścianach domów lub świątyń, mają formę prostokątnych szafek przykrytych dwuspadowym daszkiem.
Największy rozwój wznoszenia kapliczek w naszym regionie przypada na wiek XIX. Są to przeważnie dzieła anonimowych twórców, którzy uwieczniali datę ich powstania, niekiedy początkowe słowa modlitwy, ale bardzo rzadko własne nazwisko. Byli wśród nich nie tylko chłopi, snycerze, cieśle, stolarze – samoucy, ale i artyści związani z tradycjami rzemieślniczymi warsztatów pracujących na potrzeby kościołów.
Kapliczki spełniają do dziś jeszcze rolę obiektów kultowych. We wsiach, gdzie nie ma w pobliżu kościoła zbiera się przy nich ludność z okazji święcenia pól, czy też pokarmów w Wielką Sobotę, bywają też miejscem nabożeństw majowych. Nadal również przy polskich drogach wznoszone są nowe obiekty kultu, przybierające jednak coraz bardziej współczesne formy.

środa, 25 kwietnia 2018

5 poziom – moja danina


Właśnie dzięki takim bohaterskim wysiłkom zmierzasz na poziom 5 – napisał do mnie wielki gOOg od map. Wysiłek mój jest taki, że próbuję nie gubić drogi, a gdy widzę coś interesującego – fotografuję
Prowokacje
Konfrontacje
Kontestacje
Noc Kultury
Spotkania Folklorystyczne
Carnaval Sztukmistrzów
jarmarki
festiwale

Ekscytujące nazwą i fascynujące programami. Organizowane w Lublinie dla koneserów, czekających na nowinki ze świata mody, teatru i filmu. gromadzą tłumy publiczności – chociaż organizatorzy deklarują spotkanie z kulturą wysoką. Amatorzy kultury jako takiej mają Jarmark Jagieloński, a smakosze i żarłoki - Festiwal Smaku. Festiwale to jednak tylko jeden z powodów umieszczenia Lublina na liście niezbędnych do poznania atrakcji turystycznych.
Pogranicza, peryferie i prowincja to miejsca o szczególnej mocy kulturotwórczej. W tym mieście stykają się przecinające Europę na pół – cywilizacje łacińskiego Zachodu i bizantyjskiego Wschodu. Od początku swego istnienia Lublin był bramą między nimi, tyglem narodowości i religii. Najłatwiej dostrzec to w najcenniejszym z zabytków Lublina – gotyckim kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy. Świątynia z pierwszej połowy XIV w. ma unikalną dwupoziomową strukturę, sklepioną na pojedynczym, centralnym filarze. Wnętrze jest pokryte polichromią w stylu bizantyjsko-ruskim. Zachodnia architektura ozdobiona jest wschodnimi malowidłami. To wspaniały, ale nie jedyny przykład przenikania kultur.
Tak jak Rzym na Zachodzie, tak na Wschodzie – Lublin rozłożył się na wzgórzach. Podobnie jak Rzymianie, Lublinianie mają legendę o dzieciaczkach przygarniętych przez zwierzę i wykarmionych jego mlekiem.... Tyle, że Rzym ma waleczną waderę, a Lublin... cudnego capa w herbie. Pewnie dlatego bardziej popularna jest legenda o biednej kobiecie, której działa się krzywda. Ważny w ziemskiej hierarchii sędzia okazał się skurczybykiem. Poczciwy i sprawiedliwy okazał się szatan. Nie. Nie szatan. Szatan jest zły. I nie diabeł. Diabeł jest wredny. W lubelskiej legendzie występuje czart – wprawdzie nie jest uosobieniem dobra, raczej - tępawa z niego poczciwina. Toteż jeden z lokali na lubelskim Starym Mieście z dumą nosi znak czarciej łapy wymierzającej sprawiedliwość.
Na tarasie pod tym znakiem, latem pić można herbatkę. W Carnavale Sztukmistrzów można podziwiać, jak ponad głowami gości przechadzają się akrobaci na rozpiętych między dachami linach. Można też usiąść w Browarze i przy świeżo warzonym piwie wspominać „Sztukmistrza z Lublina”, o którym pisał Isaac Bashevis Singer, laureat Nobla. Na Starym Mieście w Lublinie, nieopodal Teatru Starego jest są też restauracje: Złoty Osioł oraz Mandragora. Knajpiani goście ani pomyślą, że to tytuły sztuk Machiavellego! Może dlatego, że Mandragora nijak nie nawiązuje do włoskiego myśliciela – ale do tradycji żydowskich, oferując pyszne latkesy i inne cymesy. Amatorzy żydowskiej kuchni mogą stąd powędrować dalej, do Szerokiej, a zainteresowani katolickimi cudami – w przeciwną stronę, do kościoła Dominikanów. Tu zachwyt powinien budzić obraz pożaru Lublina. „Któren to pożar ugaszon został przeżegnany Świętym Krzyżem”. Jest na świecie inne miasto obdarzone równie cudowną protekcją? Może i jest. Niemniej w skarbcu u Dominikanów są artefakty ciekawsze niż inne relikwie.
Bo Lublin to miasto wielu cudów! Tak naprawdę, tu zaczął wielki zryw Solidarności w lipcu 1980 roku strajkiem w lokomotywowni. 3 lipca 1949 był cud lubelski: łzy na obliczu Matki Bożej w katedrze. 22 lipca '44 – manifest PKWN, zwany lubelskim, ale w Chełmie, a dokładniej w Moskwie opublikowany. Także w lipcu roku 1569 miało miejsce podpisanie Unii Lubelskiej – łączącej królewskim ożenkiem Wschód z Zachodem. Przypomina o tym obelisk na placu Litewskim, ale nie jest jedyny powód, aby spacerować Deptakiem w stronę miasteczka akademickiego. Nawet wspaniałe pokazy fontann też nie są najważniejszym powodem. Warto spacerować dla zdrowia i wypicia kawy na tarasie Centrum Spotkania Kultur, skąd podziwiać można panoramę miasta.


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

raz dwa trzy: słuchaj ty


Jadę na rowerze. Słuchaj! Do byle gdzie. Rower mam. Posłuchaj! W taki różowy jazz... śpiewa Janerka. Inni gadają do kamerki nad kierownica w samochodzie, ale nie dowiesz się od nich o:

VAT – Value Added Tax
PIT – Personal Income Tax
CIT – Corporate Income Tax
RRSO – rzeczywista roczna stopa oprocentowania
RODO – Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych
GIODO – Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych

Nie będę pytać, czy TY znasz rozwiązanie powyższych skrótów... Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Potrzebuję tego, żeby wierzyć w ludzi. Ostatnio moja wiara została mocno nadwyrężona. Po internecie krąży prościutki rebus, w którym pod rysunek frytek, kanapek i napojów trzeba podstawić liczby i rozwiązać banalne równanie. I co? Zdziwko! Nie uwierzysz, jakie wyniki podają wysoko wykształceni ludzie. Dlaczego? Dlatego, że nie patrzą, nie rozwiązują problemu – tylko gadają. Gadają – bo wiedzą.
Wsiadają do samochodu i mówią: słuchaj jadę do byle gdzie i gadam do ciebie. Nie patrzą na jezdnię, na otaczającą ich przyrodę, nie patrzą na architekturę. Nie słuchają, no chyba, że stacyjki w radyjku. Najchętniej jednak gadają, przez szybę do innych kierowców lub przez radio, telefon, kamerę. Nie patrzą. Nie słuchają. Gadają. I czemu się dziwić, że każdy żyje w swojej informacyjnej bańce? Wystarczy rzucić hasełko, że jest afera VAT lub PIT, CIT, RRSO, RODO.... a już zaczyna się gadanie, że to... że sio.... że tamto... Ale poporoś gadającego, niech wytłumaczy, co to jest podatek od wartości dodanej? Co to w ogóle jest wartość dodana? Po co ją dodawać, skoro państwo musi ją zwracać? Rozumiesz to? Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Jestem profesjonalnym czytelnikiem. Jestem też profesjonalnym słuchaczem.
A poza mną, czy ktoś gdzieś uczy się słuchać? Zdumiewające jest to powszechne założenie, że umiejętność dobrego słuchania stanowi naturalny dar, którego nie trzeba w żaden sposób ćwiczyć. Przychodzą kolejni uzdrawiacze szkół, ale nie podejmują wysiłku nauczania uważnego słuchania, niezbędnego do krytycznego myślenia. Spotkaliście lekarza, który uważnie słucha, nie gapiąc się w ekran swojego komputera? Nie, nie chodzi mi o staruszków, który nie opanowali sztuki korzystania z komputerów. Tylko o tych, co wypisują karty pacjentów, ale nie słuchają ludzi. A może spotkaliście nauczyciela, słuchającego uważnie? Urzędnika? Prawnika? Kogokolwiek? Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Potrzebuję tego, żeby wierzyć w możliwość dialogu. Bo porozumienie nie rodzi się z dialogu, dialog rodzi się z uważnego słuchania.
Gadać można do każdego – rozmawiać mało z kim...

czwartek, 22 marca 2018

dwa razy śmierć


Fajny widziałam. A nawet dwa filmy, bo staram się wyrabiać normę chodzenia do kina za całą moją wieś. Niewielu chce oglądać na wielkim ekranie

śmierć
dźiohar
sati
samospalenie
samobójstwo
burżuazję
bogactwo
innych
obcych

Happy End obejrzałam na początku. Taki dyskretny urok burżuazji z Calais. Jednak to zupełnie inne miasto niż się spodziewałam. Dla sprawdzenia wpisuję w okienko wyszukiwarki C A L – a wielki gOOg usłużnie dopisuje: CALAIS imigranci. Druga z listy wiadomość to: 2 lut 2018 - 5 osób jest w stanie krytycznym w rezultacie strzelaniny, do jakiej doszło w czwartek w trakcie bójki między afgańskimi i erytrejskimi imigrantami w Calais...Z innych informacji wynika, że to francuskie miasteczko jest miejscem scen dantejskich. W filmie Happy End natomiast – są chętni do umierania, ale ani małej dziewczynce, ani starszemu panu samobójstwo się nie udaje. A imigrantów prawie w ogóle nie widać. Niby we Francji jest ich całe mnóstwo, ale na ekranie króluje biała rasa. Taka biała i taka zdegenerowana dosyć.
Poszłam więc obejrzeć obcych – zupełnie nie białych. Jednak nie wiem, jak biali ich określają. Na plakacie wyglądali jak bogowie. Trochę to było dziwne, bo Indie, które widziałam na innych obrazkach, były tak przygnębiające, że nigdy się tam nie wybierałam. A tu proszę: Padmaavat w reżyserii Sanjay Leela Bhansali z piękną Deepiką Padukone. Podobno za rolę w tym filmie, hinduscy patrioci chcą ją ukarać śmiercią. A już przed premierą na ulicach miast wybuchły rozruchy! Podobno ze względu na jakiś seks, którego   nie zauważyłam. Musiał być bardzo wyrafinowany. Były za to monumentalne sceny batalistyczne, taneczne i samobójcze. Scenografia była przebogata, a kostiumy ociekające precjozami. Nie jakąś tam broszka, ale deszcz kosztowności.
Fabuła typowa – on kochał ją i ona go kochała. Był też ambitny watażka kolekcjonujący klejnoty i inne wspaniałości oraz niezwykłości, takie, jak na przykład struś. Do kolekcji potrzebował tytułowej piękności. A ona nie chciała być uprzedmiotowiona. Nie chciała, żeby jakiś facet, nawet w randze sułtana, wziął ją do swojej kolekcji. Rani Padmini zasłynęła jako bohaterka Indii, dzięki swojemu poświęceniu w walce o obronę kobiecego honoru. Jako pierwsza miała dokonać dźiohar, czyli aktu samospalenia. Zapoczątkowała nie tylko dźiohar wśród radżpudzkich kobiet, które wielokrotnie w historii dokonywały go zbiorowo. Stała się też prekursorką sati, czyli samospalenia wdów wraz z zwłokami mężów.
Tam samobójstwo w imię honoru jest dopuszczalne --  są bowiem  sprawy ważniejsze niż życie. Bo lepiej nie żyć, niż wegetować w pogardzie. Tego jednak nie da się przetłumaczyć na polski.