sobota, 27 kwietnia 2013

gołabek zdegradowany


Gołąbek fruczak z zawisakowatych - zadziwiające stworzenie. Unosi się na ukwieconych surfiniami balkonach. Pierwsza myśl na jego widok: koliber?! A to tylko ćma, co lata w ciągu dnia.

gołąb powiślański,
głąb z Golubia,
gołab z Lipowej,
głąb cypryjski,
grzywacz,
synogarlica'
sierpówka,
pigeon,
dove,

Sławny członek osławionej Partii Komunistycznej machnął parę razy długopisem w knajpie przy wrocławskim hotelu Monopol. Stworzył logo, którego popularność można porównać do fajki Nike. Jeden i drugi znak jest symbolem ruchu i maszerowania.  Z jednym ludzie obnoszą się uwiedzeni ideą cielesnej doskonałości, z drugim - ideą sprawności intelektualnej. Zapomnianego gołąbka pokoju stworzył bowiem Picasso podczas "Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju" w 1948 r. Nagroda Lenina przyniosła gołąbkowi popularność wielką, acz ulotną.
Dziś o wiele bardziej znany jest symbol zewnętrznej czystości cielesnej, który można zobaczyć na półkach z kosmetykami byle marketu. Chociaż  mało kto pewnie zauważa, że symbol Dove to lekką kreską rzucona na papier synogarlica. Dla wielu (nawet porozumiewających się angielskim) nie różniąca się od gołębia, zwanego pigeon.
Dla przeciętnego Polaka ptaki są niepoliczalne i nieodróżnialne jak drobinki mąki lub wody. Sierpówki i grzywacze należą ptasiej masy ogólnie znanej z tego, że rozczula unosząc się nad rynkiem zwiedzanego podczas urlopu miasta. Natomiast w dni powszednie irytuje, obsrywając przydomowe balkony i chodniki. Tylko ptasiarstwo (z ang. birdwatching) wyróżnia i potrafi nazwać poszczególne osobniki, ale o wiele bardziej ekscytuje się cietrzewiem na biebrzańskich bagnach.
Pewnie dlatego w turystycznych wyprawach mało uwzględniany jest Gołąb z Powiśla. Wprawdzie nie jest to ptak, ale miejsce w powiecie puławskim, zasługuje jednak na większą popularność. Tam bowiem pan Majewski stworzył muzeum rowerów. Zgromadził nie jakieś tam odnowione rupiele, ale przedziwne konstrukcje poruszane siłą mięśni, ale nie zawsze nóg i niekoniecznie jednoślady. Gołąb położony nieopodal Wisły jest jednak tylko nieco bardziej popularny niż ten, reprezentujący cudowną wyspę kotów i migdałowców.
Gołąb cypryjski też nie jest szczególnie popularny ani w świecie, ani w kraju którego jest znakiem. Cypr wziął na swoją herbową tarczę gołębiego celebrytę, brylującego na salonach od tysiącleci. Opisanego w światowym bestselerze białego ptaka, którego Noe wypuścił z arki. Biblijny gołąb z gałązką oliwną w dzióbku pojawiał się na kartach Świętej Księgi jeszcze kilkakroć, z profilu i enfance, z gałązką lub bez. Zawsze jednak symbolizując wszystko, co najważniejsze.
Może i najważniejsze, ale równie dostrzegalne w świecie jak fruczak z zawisakowatych - gołąbek...

ważne zdarzenia: http://www.erepetitio.pl/pl/set/413/historia-swiata 

czwartek, 25 kwietnia 2013

słoiki wekują hejterów

Słoiki zrobiły te chińskie lampiony - przeczytałam w komentarzu pod wiadomością o warszawskiej nocy lampionów.
Słoiki i duity (od ang. do it, jak mniemam) zaśmiecają stolicę.

To lemingi są.
Taki niewielki kraj, a taki poszatkowany.


A dla CIEBIE - co jest stolicą?

Moja koleżanka, taka kędzierzawa, spod Zmościa - studiowała w Lublinie – teraz profesor na uniwersytecie Śląskim uważa, że oni Ślązacy (bo ona teraz jest Ślązaczką) dokładają do nas lubelaków i małopolaków. Serdecznie nie znoszą też tej pieprzonej warszawki.
Przy ostatnim spisie powszechnym oni - Ślązacy wpisywali w rubryce narodowość: śląska; tak jak Kaszubi – kaszubska. A na terenie między Odrą a Bugiem są też: Łemkowie i Grecy w Bieszczadach; Prusowie i Litwini na Mazurach, Ukraińcy i Tatarzy na Podlasiu... etc.
Gdyby nie poeta Szewczenko - Ukraińcy nie wiedzieliby, że są narodem
A narodem polskim, jak myślisz - kto jest?
Wiesz, od kiedy chłopi mają nazwiska?
Wiesz, że dopiero Witos powiedział chłopom, że są narodem polskim? Dlatego w narodowe święto odpalamy grila. Tym co nas straszą stolicą w Brukseli mówimy: HAHAHA
Mieliśmy już stolicę w Moskwie, Wiedniu, Berlinie, a wcześniej w Krakowie i Gnieźnie
A i w Lublinie mieliśmy stolicę. My, tzw wykształciuchy, możemy mieć stolicę w Bychawie, Bełżycach, Biłgoraju, Brukseli, Warszawie - zarówno nam to.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

migranci z przedmurza

Anglik czy Amerykanin zatrudnia się za granicą i traktuje to jak wyzwanie, awans, atrakcję. Polak, gdzie by nie jechał do pracy - czuje się jak skazaniec, styczniowy powstaniec uwożony kibitką na Sybir. 

emigranci
imigranci
migranci
ekspaci
rugi
ewakuacja
repatriacja
deportacja
ekstradycja
katorga

Te słowa brzmią jak styropian pocierający szybę, zepsute łożysko igłowe, skrzypce w rękach dziecka. Na zmywaku pracuje się tylko za granicą. Słyszeliście kiedy o pracujących w Polsce "na zmywaku"? Według Banku Światowego, na całym świecie 214 milionów ludzi wyjechało za chlebem. Do rodzin w swoich ojczyznach przesłali w 2012 roku więcej, niż warty jest roczny PKB Polski. Wartość emigranckiego wsparcia jest co najmniej trzy razy wyższa, niż cała pomoc udzielana przez bogate kraje państwom biedniejszym. W niektórych - te pieniądze stanowią filar gospodarki. W Tadżykistanie to prawie połowa PKB, w Mołdawii jedna trzecia. W Polsce pieniądze przesłane do kraju przez minioną dekadę, wystarczyłyby do budowy całej sieci autostrad. Chociaż "tylko" jeden na stu zarobkowych emigrantów to Polak.
A jednak ciąży na nas kanon lektur szkolnych, wbijających do uczniowskich głów, jak straszne jest porzucenie Ojczyzny zdobytej "krwią i blizną". Może nie wiemy kim był Wawrzon Toporek i jego córka Marysia, ale wiemy, że "Za chlebem" jechać do Ameryki strach, bo koniec jest kiepski. Historia Skawińskiego, politycznego emigranta, obsługującego latarnię - to ból nostalgii w pigułce. Mamy też dzieciaki przemierzające Afrykę. Nasz chłopak Staś Tarkowski chroni małą Angielkę, Nell Rawlison. Ich ojcowie są inżynierami zatrudnionymi przy budowie Kanału Sueskiego. Anglik przyjechał tam porządkować świat, Polak... wiadomo: zmuszony geopolityką.
Czy jest w literaturze anglosaskiej emigracyjna nostalgia? Mowgli z „Księgi Dżungli” Rudyarda Kiplinga, porządkuje otaczający go świat i bierze we władanie. Tarzan (syn Brytyjczyków o szlacheckim pochodzeniu) Edgara Rice'a Burroughsa też zawładnął otaczającym go światem. Czy w naszej literaturze jest odpowiednik WASP (White Anglo-Saxon Protestant)? Czy kiedykolwiek pozbędziemy się garbu podległości?




czwartek, 18 kwietnia 2013

bełkot z blekotu

Etykieta
to nie tylko nadrukowana na papierze informacja o produkcie.
Etykieta

to nie tylko oznaczenie w językach programowania.
Etykieta

to savoir-vivre, takt i kurtuazja.
Etykieta

dla wielu jest jednak nadmiernym wyzwaniem. 



Zaiste, odeszła w niepamięć wraz z absztyfikantem i safandułą. Żak może onegdaj ją chędożył (bo luby z niego był szaławiła) jednak, aby ją opisać  z melancholią nurzał pióro w kałamarzu pełnym inkaustu.
Bowiem znajomość etykiety to sposób na zdobycie przyjaciół, kontrahentów, klientów. Tymczasem powszechne jest nadużywanie wielkich liter w nazwach stanowisk i tytułów naukowych lub zawodowych. Fundusze kiedyś przeznaczane teraz są dedykowane i można o nie aplikować (dawniej starać się), zgodnie z agendą (dawniej planem). Na wznoszonym gmachu umieszcza się baner o jego komercjalizacji.
Owszem wzywał poeta, żeby język giętki powiedział, co pomyśli głowa, ale tekst hermetyczny ma niską skuteczność komunikacyjną.
Co było do okazania powyżej.

wtorek, 16 kwietnia 2013

παιδεία

Nie wiedziałem! - odpowiada dziennikarce starszawy poseł, pytany, czy wiedział, że to przestępstwo, jeśli koleżanka odpowiada za niego w sejmowym głosowaniu. Teraz uczniowie mogą mówić, ściągnie jest  


moralne
przyzwoite
eleganckie
dżentelmeńskie
cywilizowane
kurtuazyjne
przyzwoite
układne
parlamentarne


καλὸς κἀγαθός - ładny wzorek na t-shirta? Bo do czego jeszcze można wykorzystać starożytny ideał piękna i dobra? παιδεία - nadaje się tylko do wyklejania różowymi cekinami na opiętej bluzeczce. Dobrego wychowania nie znajdzie się w domach, a szlachetnej edukacji w szkołach. 
Jak mówił wieszcz "grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą", a rymujący komedie dramaturg pisał  "kara boska z tą grzecznością!" Cóż to mogłoby dziś znaczyć? Życzliwość to treść, a grzeczność to forma. Powitania, komplementy, grzeczne zachowanie zgodne z zasadami przyjętymi w danej społeczności – to tylko forma dla życzliwości. Człowiek zachowuje się grzecznie, jeśli jest życzliwy dla innych.
Jesteśmy dobrze wychowani? Bywamy co najwyżej okazjonalnie życzliwi. Uprzejmość, grzeczność spotyka się niezwykle rzadko. Brak życzliwości to przypadłość dość powszechna w świecie. Co najważniejsze jednak: nikt nie pyta o rzeczy, które są powszechnie znane. Jeśli zatem w ogóle pojawia się takie pytanie, to oznacza, że życzliwość nie jest czymś powszednim. Co można zrobić, żeby to zmienić? Wszyscy przecież wolimy spotykać na swojej drodze ludzi grzecznych.  Wystarczyłoby realizować ewangeliczne hasło „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Nic więcej nie potrzeba. Cała etykieta, cały savoire vivre, to jedynie formy w jakich możemy okazać swoją życzliwość innym. Wystarczy lubić ludzi – cała reszta to pochodne.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Z hackerem do Santiago


Podróże są jak uniwersytety bez ścian. Wiele się można nauczyć podróżując. Wędrowanie w stronę sacrum budzi refleksję nawet u profana.
Jan Paweł II mówił, że drogi św. Jakuba od setek lat jednoczyły Europę. Camino de Santiago - najsłynniejszy europejski szlak pielgrzymkowy, zaczynał się gdzieś w Estonii i prowadził przez Polskę, Niemcy i Francję na zachód.
Z muszlą przegrzebka w dłoni wędrowano aż do Santiago de Compostela w zachodniej Hiszpanii, gdzie - według tradycji - znajduje się grób św. Jakuba Apostoła. Opisany przez  Coelho "Pielgrzym" wyrusza w drogę, którą po śmierci Jezusa szła Maryja wraz ze św. Jakubem apostołem i uczy się uwalniać od cierpień.
Natomiast PUP w Lublinie zaprasza do pracy na stanowisku opiekuna wyprawy. A właściwie jest to pielgrzymka "w zakresie aktywizacji zawodowej i społecznej młodocianych więźniów". Moim zdaniem: rewelacja. Oczywiście jeśli dostanie się jakiegoś interesującego więźnia, np. zdolnego programistę, który zbłądził w stronę hackerstwa. Przez cały dzień szedłby i dotleniał umysł, a wieczorem pisał program edukacyjny na urządzenia mobilne. Po 700 kilometrach program byłby gotowy do sprzedania... Ale wtedy przydałby się jakiś kreatywny księgowy z podatkowego raju. Takich jednak nie znajduje się w więzieniu....

piątek, 12 kwietnia 2013

hashtagiem do lata


Kiedy Beata Kozidrak zaśpiewała po raz pierwszy piosenkę „Piechotą do lata”, lubelskie polonistki pouczały uczniów, aby tej piosenki nawet nie nucili.
Mówiły, że poprawnie powinno się iść do lata pieszo.
Młodzież jednak śpiewała na swą własną nutę.
 
 
 
 
 
W owym czasie toczyła się również dyskusja o tym, jak jednym słowem określić środki masowego przekazu, czyli massmedia, co uznano za określenia niezbyt fortunne. Ogłoszono więc, że będą to „publikatory”. Dziś nikt już chyba nie pamięta tego pomysłu. Podobnie jak nikt nie pamięta, kogo określano niegdyś mianem metrampaża lub zecera. Zastąpili ich „łamacze komputerowi”, co brzmiało fatalnie, ale nie można było ich nazwać grafikami. Graficy zajmują się bowiem np. litografią lub szkicami ołówkiem. Ołówkiem pisał też pierwszy reporter, żyd Egon Kisch, z obywatelstwem austro-węgierskim, a potem czechosłowackim.
Nazwy owych wielkich mocarstw trafiły do lamusa wraz z drukującym je linotypem. Reportera zastąpił copywriter  serfujący po tekstach, a żurnalistę  -bloger. Blogujące polonistki oznaczają teraz Beatę Kozidrak hashtagiem i wydają komendę: piechotą do lata!

czwartek, 11 kwietnia 2013

grząski gąszcz słów

Chcą pomalować mi świat: na żółto i na niebiesko. Niech jednak na niebie stanie tęcza malowana kredką

amarantową
bahama yellow
ecru
grynszpanową 
hebanową
indygo
karmazynową
magenta

Złoty - pierwszy wśród kolorów w ikonach, symbolizuje świętość, bóstwo. Żółty wiązano ze zdradą i fałszem. Dlatego też w malarstwie postać Judasza przedstawiano w żółtych szatach. Ponadto kolor ten uznano za barwę wrogości, złych zamiarów i bezwstydu. Z tego powodu przypisano go kurtyzanom. We Włoszech w czasach renesansu kazano im nosić żółte znaki na ubraniu.
- W grząski gąszcz się pan zapędza - zauważyła radiosłuchaczka. - Mój konkubent gubi się przy kolorze amarantowym. Dalej było o kolorach, co w radio jest karkołomnym przedsięwzięciem. Jednak dzisiejsze wiatraki nie mielą już ziaren tylko słowa. Gdy się przeczyta "Kolor purpury" Alice Walker, to nadal nie wiadomo, że purple, a nawet Deep Purple - to nie to samo co purpurowy, jak mucet purpurata, czyli kardynała.
Konkubent - był jednak w tej wypowiedzi o wiele bardziej interesującym słowem. Dotychczas występował na pierwszych stronach gazet, w kontekście alkoholizmu i porubstwa. Dżentelmen nigdy by się do kogoś takiego nie przyznał, no chyba, że byłby to ewentualnie ten fajny muzyk Gentleman. Nie, on raczej również nie.
Dżentelmen dzisiejszy to jednak kto inny niż dawny gentleman. Tamten to był z definicji taki łagodny facet. Taki, co to karczemnych burd nie robi, tylko przechadza się w cylindrze i surducie. Teraz przeciwnie, żeby wyglądać jak dżentelmen (są specjalne poradniki, jak to osiągnąć) - trzeba się zajmować agresywną sprzedażą. Teraz bowiem agresywny może być tylko marketing, a nie, jak dawniej - konkubent.

Ale... ale jest jeszcze "Kolor magii" 

środa, 10 kwietnia 2013

infantylna neotenia

Chcemy wierzyć, że człowiek przychodzi na świat czysty i nieskalany, że ma otwarty, chłonny umysł, że jest w nim

optymizm 
humor
ufność
śmiałość
serdeczność
czułość
lojalność
cierpliwość
tolerancja

Wierzymy, że dzieci istnieją ponieważ możemy zaspokoić ich potrzebę miłości, przyjaźni, wiedzy i radości. One zaś odpłacają nam swoim entuzjazmem nad naszymi dokonaniami. Są bezbronne i zdane na naszą opiekę, co sprawia, że w ich oczach jesteśmy obdarzeni jakąś magiczną nieomal mocą. 
Niestety, każde dziecko kiedyś dorośleje i staje się coraz bardziej nam podobne. Tymczasem tęsknota za duszą dziecka, która pozwalałaby nam utwierdzać się w przekonaniu o naszym człowieczeństwie, domaga się zastąpienia w jakiś sposób wyrośniętego niemowlaka. Trudno jednak płodzić dzieci bez opamiętania, ale przecież można je jakoś zastąpić. Bez problemu można pokochać zwierzaka. Prawda jest taka, że przyznajemy mu etat wiecznego dziecka. Nasze psy, koty, żółwie i ptaki nie bronią nas przed niczym. Ba! Bezmyślnie marnotrawią energię biegając wokół nas i wyśpiewując swoje piosenki. Z takim żółwiem na przykład jedyny kontakt polega na tym, że wrzucamy mu listek sałaty, a o on chyżo do niego biegnie.
Dzięki temu jednak mamy kogoś, kogo można obdarzać miłością. Tak jak kocha się niemowlaka, który nie różni się wiele od uśmiechającego się z rzadka przewodu pokarmowego. Po nim jednak spodziewamy się, że kiedyś wyrośnie, "wyjdzie na ludzi" i będziemy mieli z niego podporę na starość. Po zwierzaku nie spodziewamy się niczego prócz neotenii. Lubimy jego wielkie oczy, mały pysk, zwisające uszy, pomarszczoną skórę i infantylizm.

To wszystko, co u ludzi trudno się znosi. 

wtorek, 9 kwietnia 2013

... I Julia


Myślę o niej, kiedy zbliża się weekend majowy. Może by jak ona, ubożuchna łemkini/łemka, przejść po bieszczadzkich ścieżkach?
Nie widzieć
krwawych kleksów w newsach i glamurowych celebrytów?
Nie słyszeć,
co jeden naród ma drugiemu do zarzucenia?
Nie mówić,
że powszechna komunikacja wcale nie zbliża ludzi?

 

Dziś, gdy granice państw przekracza się łatwiej niż kiedykolwiek, jedyną barierą dzielącą ludzi pozostaje brak możliwości porozumiewania się. A przecież dostępność nauki języków jest fundamentem nowoczesnej edukacji. Computer, Ipad, smartphone nie mają polskiego tłumaczenia, ale nie są to obce słowa. Przed wiekiem nie było powszechnych szkół, żeby uczyć się języków. Nie było dróg, żeby beztrosko podróżować. A ją, Julię, miłość prowadziła. Z bieszczadzkiej wsi przeszła piechotą do Gdańska. Odczekała kilka tygodni na statek i popłynęła do Ameryki. Bo tam czekał wierny mąż. I tam ona, niepiśmienna kobiecina urodziła synka Ondrejka. Świat poznał go pod nazwiskiem Andy Warhol.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

respect czyli szacun

Tak mówią: respekt! Z naciskiem na pierwszą sylabę. Przy tym zaciskają dłoń w pięść, stukają pięścią w serce, a następnie prostują ramię. Trochę to straszne i traci znaczenie "respect". A nawet znaczenie "szacuneczek" wypowiadane w pozdrowieniu, ze staromodnym uniesieniem kapelusza lub nawet bejsbolówki...
Kiedy mówię szacunek, to mam na myśli, że dbam o swoje dobre imię, zdrowie, samopoczucie, rozwój i przyszłość. Szanuję innych traktując ich grzecznie, z troską o ich uczucia i dobro. Mówię: proszę, przepraszam, dzień dobry, dziękuję... Słucham uważnie, nie przerywam, gdy ktoś inny mówi. Ubieram się odpowiednio do okoliczności. Nie narzucam innym swojego sposobu myślenia i życia. Szanuję pracę innych. Dotrzymuję słowa. Respektuję wolność innych - do czegoś i od czegoś.
Kiedy słyszę: "wielki szacun dla odważnego człowieka, który wystawia się na wściekły atak wszelkiej maści spuszczonych ze smyczki idiotów i łajdaków" - to ... nie wiem, czy "respekt" jest tłumaczeniem słowa "respect". Czy w ogóle ma jakiś związek z szacunkiem, a nawet oldskulowym szacuneczkiem.

sobota, 6 kwietnia 2013

monstrualna moda

Awesome - modne słowo wśród modnej młodzieży. To nawet miłe, bo odjazdowość słowa zajebiste zanikła. Popularne w swoich grupach nastolatki używają egzaltowanego okrzyku "osem".
Pokolenie oznakowane +siąt powtarza za Sokratesem: młodzi z pokolenia na pokolenie są coraz gorsi! Brak im kultury, elokwencji i erudycji. Bełkocą globiszem. "ONI nie czytają" oskarżamy tych, którym zazdrościmy młodzieńczego wigoru.

Ejże?! Doprawdy?!

A te setki stron "Gry o tron" to się nie liczy? A "Zmierzch"? A niemodny nieco "Władca pierścieni"? Pewnie - nie przeczytali "Chłopów" i "Trylogii". Ani "Nad Niemnem". "Cichy Don" z niczym im się nie kojarzy.
Ale jadą pospolitym pociągiem i czytają. Prasę dla nastolatków. Internetowy przegląd wiadomości w różnych językach. Krótkie wiadomości przesyłane telefonem komórkowym.
Łoj, laboga, czy to nie jest osem?
Posted by Picasa

odi profanum vulgus et arceo



tak miał ponoć mówić rzymski poeta Owidiusz, co się przekłada na nasze, że nie lubi tłumu i powstrzymuje się od jego towarzystwa.
Od początku cywilizacji świat dzielił wszystko na powszechnie dostępne i elitarne.
I tak zostało do dziś. Taka zasada jest biednym nie w smak i większość marzy o tym, aby poprawić swoją sytuację życiową, a przynajmniej podnieść swoją pozycję społeczną widocznymi oznakami powodzenia. A nic nie służy temu lepiej niż pieniądze i swobodne dysponowanie własnym czasem. Nie ma chyba kobiety, która ubrana w wytworne stroje nie chciałaby spędzić najkrótszego chociażby urlopu w luksusowym hotelu, gdzieś w Wenecji lub sercu Londynu.
Czy to jest wystarczająco elitarne? A może to egalitarne, dostępne dla pierwszego lepszego prekariusza?