czwartek, 10 września 2020

hot16challenge2 zwizualizowany

Big data. Rewolucja, która zmieni nasze myślenie, pracę i życie - książka Kennetha Cukiera i Victora Mayer-Schonbergera,  powinna być lekturą obowiązkową po lockdownie. Warto wiedzieć, jak przewidywane są 

ciąże klientek
grupy inwalidztwa
kolory samochodów
korzystne ceny
kierunki podróży
modne piosenki
liczne choroby
czasy zarazy

Google przetwarza codziennie mnóstwo danych. Instagram co godzinę dostaje do przetworzenia miliony nowych fotografii. Na Facebooku miliardy razy dziennie klikany jest przycisk „lubię to”, informujący świat o popularnych preferencjach. Na YouTube co sekundę dodawane są miliardy filmów, a na Twitterze krótkich wiadomości.
Autorzy „Big Daty” pokazują, że wystarczy mieć wiedzę i odpowiednie narzędzia, by móc poddać dane analizie, zbadać korelacje między nimi i dowiedzieć się wszystkiego o wszystkim. Dane mogą wtedy pomóc zmieniać świat, a także odpowiednio personalizować oferty. Kiedyś zestawy danych liczbowych pokazywano jako „linie, słupki i serki”. Teraz wizualizacja danych ma zupełnie nowe formy, interaktywne i interesujące, uwidaczniające na ekraniku smartfona ogrom wiadomości. Na przykład angażowania społeczeństwa w dobroczynność.
Akcja hot16challenge2 zaczęła się 28 kwietnia, dwa tygodnie po zamknięciu Polskich granic w związku z koronawirusem. Polega na zbiórce pieniędzy mającej na celu wsparcie służby zdrowia w walce z pandemią. Akcja wyszła mocno poza świat hiphopu. Włączyły się do niej osoby z różnych środowisk, niezwiązane z muzyką, jak, Tata Maty, znany szerzej jako prof. Matczak, Michał Karmowski czy Zbigniew Stonoga.
Przeglądaj interaktywny wykres ze szczegółami

piątek, 4 września 2020

wołanie do Yeti

Media nie przestaną straszyć koronawirusem, póki nie znajdą innego stracha, gdyż media żyją ze straszenia. Straszyły kiedyś
UFO
yeti
rekinami
trującymi grzybami
krokodylem w j. Białym
nowalijkami
roztoczami
kleszczami
inwazją ruskich
inwazją stonki

Straszenie imigrantami czy lesbijkami jest w złym tonie. Natomiast epidemia jest super! Ileż to stworzono horrorów z zabójczym wirusem? I można się na tym wzbogacić, jak na wojnie. W kwietniu nie było testów nawet dla dentystów - teraz nawet w Lublinie prywatna firma robi setki testów co dnia, inna firma też Lubelska ogłosiła produkcję szczepionki, a pół roku temu była w procesie upadłościowym. Rok temu ogłoszono koniec zabójczych dla planety jednorazowych plastików. Teraz plastikowe jednorazówki żywią i bronią mieszkańców Ziemi.
Spece od pseudorozwoju znajdują coraz to nowe pożytki z czasu zarazy. Ja natomiast bardzo jestem zadowolona z dygitalizacji komunikacji. Bardzo mnie cieszy, że nie muszę wsiadać do samochodu, szukać miejsca postojowego i płacić za parking, wchodzić do urzędu, stać w kolejce, stykać się z innymi petentami, itp. Piszę prośbę i nawet nie muszę wypełniać nieudolnie skonstruowanego formularza, robię przelew na opłatę skarbową, potwierdzam profilem zaufanym i dostaję odpowiedź. I to nie tylko z urzędu w Lublinie, ale we Włodawie, Chełmie, Urzędowie - również, czyli oszczędzam na wyjazdach.
Oburza mnie, że dopiero w czasie zarazy można się z urzędem komunikować cyfrowo.
Nie oburza, ale ... śmieszy/smuci, że tej cyfrowej komunikacji XXI wieku towarzyszy średniowieczna mentalność urzędnicza. Urzędnik ma specjalną urzędniczą pieczęć i musi ją przystawić na papierze, papier wpakować do koperty, kopertę wysłać. Urzędnik przyjmuje cyfrowy pieniądz, wydaje cyfrowy dokument, ale na koniec musi jeszcze zrobić papier z pieczątką swoją i pocztową.
Po co?
ps
tak, to tytuł Pani Szymborskiej, ale po co taki dobry tytuł ma się marnować na półce?

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

czyste ręce

 WHO zaleca pracownikom służby zdrowia mycie rąk według instrukcji, w ramach kampanii „Clean Care” prowadzonej od kilkunastu lat. Jak długo należy je myć? Organizacja proponuje, aby w czasie mycia rąk np. dwukrotnie zaśpiewać „Happy Birthday”

zdrowia więcej
Happy Birthday to You
Happy Birthday to You
Happy Birthday Dear (name)
Happy Birthday to You.

From good friends and true,
From old friends and new,
May good luck go with you,
And happiness too.



Nauka angielskiego od przedszkola jest zdobyczą świętujących jubileusz 30-lecia samorządów. Toteż dzieciaczki lepiej śpiewają angielską piosenkę urodzinową, niż narodowe „sto lat” imieninowe. Facebook i Google radzą na dzień dobry, jak bronić się przed wirusem. Że najważniejsze to powstrzymywać się przed tłumem. Traktować ludzi na odległość. Myć ręce. Nie dłubać w nosie, nie drapać się w głowę. A jak nie można obronić się przed tłumem - to założyć maskę. Tylko dlaczego za niemanie maski jest mandat, a nikt nie sprawdza czystości rąk?

Sorry za sarkazm, ale tak mnie myśl naszła, gdy oglądałam radosne fotki z przygotowania do powrotu do szkół. A nie, przepraszam. To nie jest moja myśl, ale myśl koleżanki – metodyka nauczania. I drugiej mojej koleżanki, powtarzającej, że cały ten angielski, którego nauczyła mnóstwo dzieci, to nic przy nauczeniu ich smarkania w chusteczkę i mycia rąk. Prócz moich koleżanek także  minister edukacji i Sanepid - również radzą ręce myć. Najwyraźniej jednak program czyste ręce, ma w narodzie taką popularność, jak inny rządowy program – czyste powietrze. 

I że nikt jeszcze nie napisał, ile czasu zajmie jednej klasie umycie rąk chociaż RAZ w ciągu dnia. Bo toaleta na piętrze na ogół jedna, umywalek w toalecie jest średnio 5, w klasie średnio 20 dzieci. Czyli: cztery tury, niech myją superszybko i sprawnie, czyli 2 minuty, to trzeba 8 minut na klasę. A przerwa trwa 5 minut. A klas jest na piętrze kilka lub kilkanaście. Jeśli szkoła i nauczyciele będą chcieli spełnić wymogi, to zamiast uczyć będą myć, wietrzyć i odkażać. Albo nie, bo w wiejskich szkołach - po pierwsze dzieci mało. Po drugie - przerwy po 10 minut. Czyli wiejskie szkoły mogą ratować naród przed piętnem „czerwonych powiatów”. Mają więcej umywalek i mniej smogu.

wtorek, 4 sierpnia 2020

oblicze śmierci


Śmierć z książek Pratchetta to bardzo fajny facet. I zabawny, nie straszny mu

zaraza
zgon
zgroza
zguba
zagłada
zgliszcza
skon
głód
wojna
apokalipsa
armagedon

Jak w niektórych opowieściach z wieków średnich, uosobienie Śmierci jest facetem. Nie jakimś tam drętwym safandułą, czy nadętym bufonem, ale sympatycznym odludkiem mieszkającym na krańcu świata. Takim, co mógł się pewnie dobrze bawić na dance macabre, gdzie pełnił funkcję wodzireja i nie mordował ludzi, z którymi tańczył.
Śmierć ze Świata Dysku
ma jeszcze inny spadek po średniowiecznych malowidłach. Nie chodzi piechotą, ale dosiada pięknego rumaka. Takiego, co to podkowami krzesze iskry na kamieniach. Żeby było śmiesznej, rumak ma na imię Pimpuś... Sam Śmierć wygląda raczej typowo: naga czaszka, błyszczące oczy, kości nieco pożółkłe, a wszystko otulone, obszernym, ciepłym płaczem. Chociaż raz wystroił się w rock’n’rollowe ubranka...
Pratchett obdarzył w swoich książkach Śmierć filozoficznym nastawieniem do swojej profesji. Wprawdzie nie cytuje on Konfucjusza, ale swoim zachowaniem dobitnie daje do zrozumienia, że przesłanie chińskiego myśliciela nie jest mu obce. Wie, że „Ten, kto ujrzy Drogę rano, może z ochotą umrzeć wieczorem.” Objeżdżający świat na Pimpusiu i spadający czasem ze swego rumaka Śmierć, mógłby też pewnie cytować XIV Dalajlamę.
Z każdym razem przypomina wszak, że „śmierć jest naturalną częścią życia i wcześniej czy później każdemu przyjdzie stawić jej czoła. Póki żyjemy, możemy podejść do niej na dwa sposoby: ignorować ją bądź śmiało spojrzeć w oczy perspektywie własnej śmierci i, trzeźwo o niej myśląc, spróbować zmniejszyć cierpienia, jakie ze sobą przyniesie. Równie ważne, jak przygotowanie się do własnej śmierci, jest pomaganie umierającym.”
Takie stwierdzenia znudziłyby młodego czytelnika. W realnym świecie uczymy się jak się bogacić, zdrowo żyć, czasem wspomina się nawet o moralności, ale
śmierci się nie zauważa.
Umieramy najczęściej w szpitalach, z dala od rodziny i przyjaciół, zdani na samych siebie, pozbawieni ciepła i czułej opieki. Kiedy już jest po wszystkim, ciałem zajmuje się specjalista, który wie, co trzeba zrobić, żeby wyglądało jak żywe i nie niepokoiło widzów rozkładem. A także wyrzutami sumienia, że bliska osoba, została opuszczona i przerażona pośród kabli, elektrod, respiratorów...
Tylko nieliczna grupa doświadcza teraz rzeczywistości umierania. Dawniej normą było kilkoro dzieci w rodzinie, z których dwoje, troje umierało w pierwszych tygodniach, czy latach. Starsi chorowali i umierali w domach, pielęgnowani przez najbliższych. Umieranie było częścią życia. Teraz śmierć przychodzi bez ludzkiej twarzy.
Nawet seks, dotychczasowe tabu wychowawcze, stał się tematem rozmów i szkolnych programów wychowawczych. Kwestia śmierci otaczana jest natomiast coraz większym milczeniem. Sama myśl o niej odsuwana jest jako niewłaściwa. Niejedna przyjaźń ucierpiała na skutek nieumiejętności rozmawiania o tym, wydawałoby się oczywistym temacie. Współcześni ludzie ukrywają żałobę, nie chcą znajomych „stawiać w trudnej sytuacji”, a zawiadomienia o pogrzebie, opatrywane są prośbą o „nieskładanie kondolencji”. Socjologowie określają te zjawiska jako „medykalizację”, a nawet
zdziczenie śmierci.
Koniec życia coraz częściej traktowany jest jako klęska medycyny i nauki. Szpitale oferują swoisty rytuał, którego ważnymi elementami są dążenia do utrzymania chorego przy życiu. Współczesna cywilizacja dała zezwolenie na pozostawienie umierającego człowieka bez obecności bliskich. P. Aiers w książce „Człowiek i śmierć” pisze: „Uważa się, że żałoba jest zakaźną chorobą, której można nabawić się w pokoju zmarłego”.
Nie nosi się już nawet czerni na znak żałoby, coraz barwniej natomiast stroi się cmentarze. Współczesne pogaństwo woli być określane ateizmem, a w tej koncepcji zgon jest definitywnym kresem życia. Żarliwi chrześcijanie wierzą zaś, że jest on dopiero początkiem nowego życia. Człowiek, który umiera dla Ziemi, rodzi się dla Nieba. Niemniej jedynie nieliczne wspólnoty kościoła katolickiego, akcentują w pogrzebowych rytuałach element wiary w Zmartwychwstanie. Przeważająca część katolików czuje raczej nieswojo, uczestnicząc w pogrzebach, gdzie zamiast tragicznych pieśni pogrzebowych pojawiają się pogodne śpiewy o zmartwychwstaniu.

poniedziałek, 27 lipca 2020

angielski online


Miliony zwykłych ludzi zna obce języki. Jednak wielu innych myśli, że nie są w stanie się ich nauczyć. Mówią więc:
🙂Nigdy nie miałem okazji nauczyć się obcego języka, a teraz jestem za stary. Nie! Nigdy nie jest się za starym na naukę.
☺️Nauczenie się wszystkich słów i gramatyki zabrałoby mi całe lata. Nie musisz nauczyć się całego języka - możesz zacząć się posługiwać językiem przy bardzo małej jego znajomości, ucząc się go po trochu.
😌Gdy robię wiele błędów, czuję się zażenowany. Nie musisz. Robienie błędów jest częścią procesu nauki języka I inni to zrozumieją, więc nie przejmuj się.

🤩Po prostu używaj języka!

Kliknij i sprawdź swój poziom znajomości angielskiego TU kliknij >>> angielski online

środa, 8 lipca 2020

po co debata?

Najnowsze formy komunikacji, zwłaszcza w Internecie, czy wykorzystujące zaawansowane technologie telekomunikacyjne, absorbują symbolikę z zaskakującą siłą. Dawniej były debaty:

za i przeciw
oksfordzka
panelowa
plenarna
nieformalna
akwarium
sokratejska
z zaproszonym gościem
punktowana 

Równie zdumiewające są naturalnie rozwijające się w tej przestrzeni rytuały, odwołujące się do bogatej mitologii. Różnorodność rytuałów rozciąga się od magii i religii, poprzez tabu, zakazy, obrzędy przejścia i inicjacje, obrzędy świąteczne, aż po rytuały masowe o charakterze politycznym, sportowym, rozrywkowym (muzycznym), medialnym. Dotyczą one także codziennych kontaktów międzyludzkich. Wyrażają się w powściągliwości, uprzejmości, ale także w „biesiadności”.
 W porozumiewaniu się i perswazji - same słowa nie wystarczą. Potrzeba znaków i symboli w celu wywarcia wpływu na czyjeś przekonania, postawy i decyzje: zdobycia czyjeś akceptacji dla proponowanych poglądów, sposobu zachowania, decyzji. Pierwszorzędnym celem perswazji jest nie tyle logicznie poprawne dowodzenie słuszności jakiegoś poglądu, co uzyskanie wpływu na daną osobę lub osoby.Najsłynniejsze zdjęcie w historii amerykańskiego ruchu praw obywatelskich zrobił Bill Hudson w maju 1963 w Birmingham, gdzie manifestowali aktywiści M.L. Kinga. 
Prezydenta Kennedy'ego ta fotografia zaszokowała, a powielana we wszystkich amerykańskich gazetach - zmieniła historię Ameryki.Chłopiec na słynnej fotografii Billa Hudsona nazywa się Walter Gadsen. Nie był jednym z demonstrantów tylko widzem. Pochodził z konserwatywnej czarnej rodziny do której należały dwie gazety ostro krytykujące M.L. Kinga

czwartek, 25 czerwca 2020

wróg kusi słodyczą


Byłam kiedyś dziennikarką. Zdarzyło mi się uścisnąć dłoń Woodwardowi (opisał aferę Watergate). Pisałam o hrabim Zamoyskim walczącym ze szkolną nieuczciwością. Teraz pisać każdy może. W Internecie – trochę lepiej lub trochę gorzej, ale czy można o piszącym powiedzieć

dziennikarz,
żurnalista
eseista,
felietonista,
redaktor,
reporter,
sprawozdawca,
publicysta
?

Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym – napisał przed wiekiem José Ortega y Gasset w „Buncie mas”. A teraz? Teraz przeciętność i banał rządzą. Czy banał nie jest prawdą? Tyle, że prawdą oczywistą? Ile razy jednak przekonujemy się, że te prawdy oczywiste torują sobie drogę z niesłychanym trudem albo w ogóle nie mogą przebić się na powierzchnię? Prawdy oczywiste to są te, które mówi mędrzec, a które mędrek wydrwiwa, jako banały. Teraz jest czas drwin z myślących inaczej – o ekologii lub o Nowym Zielonym Ładzie, o przedsiębiorczości lub tokenizacji. Bo łatwiej drwić niż dyskutować.
Tak było za czasów słusznie minionego systemu i tak jest teraz. Warto odwiedzić Muzeum Socrealizmu w Kozłówce, żeby zadumać się nad PeeReLowskim hasłem: wróg kusi cię coca colą! Warto popatrzeć na socrealistyczne zachody słońca na obrazach i propagandowe nagłówki w gazetach. Ach! Ta „linia partii programem narodu”, ci „proletariusze wszystkich krajów łączący się”oraz „tu zaszła zmiana”. Tu my – tam oni. Obcy źli, bo dybią na dobrych swoich. Teraz podobnie. Zamykamy się wśród swoich, ugruntowując podziały na zamaskowanych i odsłoniętych, górkobrońców i płaskoziemców, prawaków i lewaków... Zamykamy się w zdalnej komunikacji i epidemicznej izolacji. Pisać każdy może – mało komu chce się czytać.
Za czasów drukowanych gazet było inaczej. W starym kinie warto obejrzeć film „Wszyscy ludzie prezydenta” opowiadający historię dziennikarskiego śledztwa. W okresie poprzedzającym amerykańskie wybory prezydenckie w 1972 roku reporter "Washington Post" Bob Woodward napisał o drobnym włamaniu do głównej siedziby Partii Demokratycznej. Zaskakuje go jednak odkrycie, że najlepsi prawnicy opracowują już linię obrony, a lista oskarżonych zawierająca nazwiska i adresy osób odpowiedzialnych za fundusze Republikanów wzbudza dalsze podejrzenia. Naczelny "Washington Post" decyduje się na kontynuację śledztwa, które powierza Woodwardowi i Carlowi Bernsteinowi. Reporterzy idą tropem prowadzącym do postaci z coraz wyższych szczebli Partii Republikańskiej, docierając aż do Białego Domu, a tym samym afery Watergate, która wymiotła z polityki prezydenta Nixona.