środa, 3 lipca 2019

cienie wielkich słów

Czytajcie... Czytajcie wiersze nieznanych poetów, a może traficie na te właściwe. 
I nie śmiejcie się z inności. Może się zdarzyć, że trafiliście na talent, okryty mgiełką pełnej tajemnic niezwykłości...

czwartek, 20 czerwca 2019

Gelotologia, czyli terapia śmiechem


Jest nauka, zajmująca się badaniem wpływu śmiechu na zdrowie. Gelos to po grecku
śmiech
beka
chichot
rechot
rżenie
euforia
ekstaza
polewka
Jestem już w tym wieku, że mam wielu znajomych na fejsbuniu, pokazujących swoje perypetie w dostępie do usług medycznych. Czasami mam wrażenie, że ten organizacyjny chaos przed gabinetami lekarskimi jest zamierzony. Bo gdyby system publiczny był efektywny, to efektowny system prywatnych usług medycznych byłby niepotrzebny. Dlaczego tak jest? Ponieważ prywatne, estetycznie projektowane przychodnie i kliniki są nastawione na zysk. W prywatnej placówce dowiesz się, że jesteś chory na raka. I że ci go nie wyleczą. To bardzo długie i drogie procedury. To wyrafinowana wiedza. I oczywiście tylko niektórzy, mogą skorzystać z kosztownych terapii. A inni nie, chociaż wszyscy płacą w ZUS ubezpieczenie zdrowotne z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym.
Jednak wszyscy tak boją się utraty dostępu do „bogów – uzdrowicieli”, że nikt nie ośmieli się robić dobrej zmiany w systemie ich świadczeń. Na przykład media i mieszkańcy Lublina długo i wytrwale ekscytowali się kolorkami budynku usług medycznych. Być może dzięki temu nie poświęcono wiele uwagi jakości usług. Dlatego najwyższy czas przestać używać określenia „służba zdrowia”. To są usługi, a my jesteśmy klientami. Powinniśmy dyskutować nie o kolorkach, ale o składkach i ogłaszanych kilka lat temu przez rząd pompatycznych narodowych programach ochrony zdrowia. Dobry rząd ogłasza i co? Nico! Jest gorzej z roku na rok. Pytamy o diagnozę doktora gOOgla i konsultujemy z dr Yahoo. Na razie!
Niech no tylko rozkwitną sztuczne inteligencje! W boskiej WWW można uruchomić wiele alternatywnych algorytmów, tak by wieśniaczka z Polski B za pośrednictwem smartfona skontaktowała się z Sztuczną Inteligencją Lekarską. Jej diagnozy będą wciąż ze sobą porównywane. Nie podoba się, co powiedział lekarz IBM? Do konsultacji jest gotowa Baidu – najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa w Chinach. Niech no tylko rozkwitną programiści! Świat nie będzie taki zły. Świat nie będzie wcale mdły. Tak skończymy te narzekania. Latem ludzie umierają, latem ludzie się kochają. I dziewczyna z ulicy, i złodziej będą mogli korzystać za pośrednictwem smartfona z dużo lepszej opieki medycznej, niż dziś bogacz w prywatnej klinice.
A póki co – terapia śmiechem: przychodzi baba do lekarza...

piątek, 14 czerwca 2019

bójcie się blackoutu


Media nie straszą jak dawniej poczciwymi roztoczami i kleszczami. Widmo zagłady po redakcjach krąży, a w tle unosi się oldskulowa piosenka Bajmu

Nie ma, nie ma
Wody na pustyni,
Wielbłądy nie chcą iść
Czołgać się dłużej
Nie mam siły,
O, bardzo chce się pić
Tylko piach!
Suchy piach!
Tylko piach!

Jesteśmy zewnątrzsterowalni, co nam media podrzucą – tym się ekscytujemy. Żyjemy w swoich bańkach informacyjnych, których nie przebijają nawet alerty RCB. Żądamy klimatyzacji w pracy i kurtyn wodnych na deptakach. Ponieważ jest coraz cieplej, rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Klimatyzacja potrzebuje wiele energii. Elektrownie w lecie pracują jak szalone. Tymczasem w czasie suszy - rzeka sucha, coraz mniej wody do ochłody. Już dwukrotnie w ciągu ostatnich lat byliśmy na krawędzi blackout’u – utraty napięcia w sieci elektroenergetycznej obejmującej albo cały, albo większą część kraju. To zagrożenie będzie się powtarzać, bo nasze potrzeby energetyczne rosną, a my zamiast inwestować w odnawialne źródła energii, palimy węglem cały czas.
Czytamy romanse, a lekturą obowiązkową powinien być „Blackout”, thriller naukowy Marca Elsberga o tym, jak w Europie zabrakło energii elektrycznej. Wyobrażacie sobie? Nie tylko komputery i telefony nie działają. Nie działa nic. Nie ma nie tylko wody, ale nawet kawy brak! A potem przywracanie zasilania na dużym obszarze, uruchamianie produkcji i dystrybucji żywności, ponowne uruchamianie wodociągów i kanalizacji, etc. Jakie skutki taka awaria zasilania miałaby w dłuższym okresie? Byłby odczuwalne przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Może byłyby to skutki nie tylko gospodarcze, ale i społeczne.
W przyszłości, z powodu zmian klimatu oraz ochrony środowiska, zamiast tradycyjnych upraw, rolnictwo będzie stopniowo zmieniało zestaw roślin na polach i zasady nawożenia. Trzeba się będzie na nowo nauczyć gospodarowania wodą. W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza przede wszystkim problemy z wodą, której w rolnictwie będzie niedostatek lub nadmiar. Obecnie praktycznie nie nawadnia się upraw, a w przyszłości może się to okazać zbyt kosztowne. To już było u Sapkowskiego, w „Krańcu świata” – Znasz się na rolnictwie? - My, poeci, musimy znać się na wszystkim – rzekł wyniośle Jaskier. – W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się, pisząc. Uczyć się trzeba, mój drogi, uczyć. Od rolnictwa zależy los świata, dobrze więc znać się na rolnictwie. Rolnictwo karmi, ubiera, chroni od chłodu, dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. – Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. – A gorzałkę z czego się pędzi?
Zatem: wypijmy za błędy...

piątek, 7 czerwca 2019

komu się uda


Nie mów, że Ciebie polityka nie interesuje, bo polityka żywo interesuje się Tobą. Polityka to nie gadające głowy w telewizorze. Polityka to


cena pietruszki
szkoła dziecka
chodnik przydrożny
źródła ciepła
efekt cieplarniany
fontanny na placach
kopalnia na łąkach
erozja gleb
migracje tam
transport tu

Pamiętacie tamten 4 czerwca? Na lubelskim plakacie 1989 roku są przedstawiciele trzech pokoleń ze znaczkami "Solidarności" na piersi. Dziecko 9-letnie, bo tyle lat miała wtedy Solidarność. Działacz Solidarności, brodaty opozycjonista, pamiętający stan wojenny. Starszy pan, który mógł był być żołnierzem podziemia z drugiej wojny. I czerwony napis „Tobie się uda”. Te kolory, wydają się teraz słabe, ale wtedy wyglądały doskonale. Wtedy pewne było, że coś się kończy, coś się zaczyna i że nastolatkom się uda chodzić po wygodnych chodnikach do dobrych szkół, że będą źródła ciepła nie wywołujące efektu cieplarnianego...
Trzy dekady minęły i słyszę w radiu, jak jakaś młoda osoba wytrząsa się nad określeniem "homosovieticus". Mówiła, że od tego określenia zaczął się w Polsce czas pogardy dla zwykłych szarych ludzi, dla słabych, niedających sobie rady w życiu. Tym nowym, kapitalistycznym. I ja się chyba z tym zgadzam – tak, roztrwoniliśmy tamten czas. Miała być równość, wolność, braterstwo – a jak jest każdy widzi i słyszy. Japy, chuje, kurwidołek, ograbiane pola tak lepsi mówią o gorszych. Pogarda aż kipi, a potem wrze zdumienie, że pogardzani nie wybierają pogardzających. Miastowi tkwią w wygodnych fałszywych schematach. Policzyłam profesorów mieszkających we wsi z której pochodzę - 3, inne zawody - większość, rolnik – 1. We wsi, w której mieszkam teraz – podobnie, więcej inteligencji niż chłopstwa. Akademicy zadzierają nosy, a my... my ich trochę lekceważymy
O istnieniu uczelni przypominamy sobie, gdy ekscytują liczbą kandydatów na jedno miejsce i gdy pojawi się tytuł "bunt profesorów". A czy słyszeliście głos etyków lub ekonomistów, gdy pojawia nowinka medyczna typu - pompa serca za pół miliona lub inne koszty zdrowia? Większym posłuchem cieszą się antyszczepionkowcy, niż wykładowcy uczelni medycznych. Ekscytują ekolodzy broniący klimatu, ale nierezygnujący z klimatyzacji w biurze, samochodzie i domu. Patrzymy na nich z zainteresowaniem, czy im się uda?

piątek, 24 maja 2019

tworzę nie kradnę


Małych złodziejaszków wieszacie, wielkim w pas się kłaniacie – pisał Mikołaj Rej w czasach, gdy Dekalog cieszył się uznaniem i poważaniem. Może dziś warto przypomnieć przynajmniej kilka przykazań, np.:
. . .
Czcij rodziców

Nie zabijaj

Nie cudzołóż

Nie kradnij

Nie szkaluj

Nie pożądaj cudzego
. . .

Ale zaraz! Zaraz! Jeśli ja robię kopiuj-wklej z Dekalogu – czy nie jest to złamanie siódmego przykazania? Zwłaszcza, gdy nie podaję źródła? Przecież Mojżesz trochę się napracował przy tych kamiennych tablicach, a teraz co? Klik-klik kopiuj-wklej i to jest okej? Taka akcja jest #TworzęNieKradnę. Oczywiście! Nikomu do głowy nie przyszłoby wykradanie tablic z wyrytym na nich Dekalogiem. Czy można zwędzić same słowa? Ideę? Koncepcję życia? Dziesięciorga przykazań ukraść nie można – zostały dane ludzkości. Jednak co dziś znaczy kraść?
Mojemu dalszemu sąsiadowi zniknęły ostatnio dwie małe alpaki. W tym jedna ślepa, dlatego bardzo się o nie martwił. Ja też się martwiłam, bo miałam taki plan, że jedną sobie wypożyczę. Byłabym z nią wędrowała i jak Marshall Rosenberg nauczała porozumienia bez przemocy. Czy jednak mogłabym wziąć sobie słowa i idee amerykańskiego psychologa i głosić je jak własne? Czy to byłaby kradzież równie odrażająca, jak zabranie dwu ślicznych zwierzaczków? Sąsiad mój podniósł raban w Internecie. 1000 razy udostępniono jego prośbę o zwrot zwierzaków i co ciekawe – zwierzaki zostały podrzucone do zagrody. Niemniej #sumienie to mało popularny hasztag, bo i pojęcie mało modne.
Można by powiedzieć: potęga Facebooka – złodzieja ruszyło sumienie i oddał skradzione mienie. Myśli, muzyka, malarstwo to też czyjeś mienie, czyjeś umiejętności i czas zostały zużyte do ich stworzenia. Jednak czy kogoś nyje sumienie, gdy zobaczy w sieci fajną fotkę skopiuje ją i wrzuci jak własną? Jak mówi klasyk: to dobrze, czy źle? Inny klasyk odpowiada: jak Kain kraść – dobrze! Jak Kainowi by ukradziono – źle! Taka moralność. Nie komunistyczna, nie wspólnotowa – internetowa. Inaczej jest traktowana kradziona krowa, a inaczej krowa opisana lub fotografowana.
A Ty? Jak myślisz, gdy bierze się coś za darmo [z Internetu] to dobrze, czy źle?


wtorek, 14 maja 2019

zbędne penisy


Penis sprzedać łatwo nie jest, nawet jako bardzo wyrafinowany implant. Jeśli jednak ludzie za coś zapłacą – to jest im to sprzedane. Człowiek chce dużo

pożywienia
picia
oddychania
spania
seksu 
miłtości
rozrywki
przynależności
bezpieczeństwa
szacunku

Potrzeby podstawowe są ważne, jednak bycie potrzebnym i ważnym jest równie istotne. - Świątek-piątek, ale prezentacja sama się nie wygłosi – anonsuje znajoma i jedzie na drugi koniec kraju. Tymczasem wypowiedź jest w formie cyfrowej i bez problemu można przekazać ją na koniec świata. Nawet z dodanym hologramem, udałoby się wysłać lub na bieżąco odpowiadać na pytania uczestników webinaru. Żywy człowiek potrzebny jest jedynie do zebrania wiadomości i ich spisania. Chociaż – niezupełnie, a właściwie – zupełnie można się bez człowieka obyć. Program komputerowy zrobi to szybciej, dokładniej i obiektywnie. Taki program nie je, nie pije – a pracuje za dwóch. „Zatrudnij cyfrowego pracownika do działu kadr, logistyki, administracji” proponuje agencja pracy robotów.
Pół wieku temu Ira Levin opisał idealne żony ze Stepford: piękne, posłuszne, zadbane, niewymagające. Mężczyźni chcą mieć właśnie takie żony. Jak daleko mogą się posunąć sprzedawcy, aby dostosować rzeczywistość do potrzeb i wymagań klientów? Dotychczas można było kupić implanty zębów, soczewek, uszu, sutków, penisów itp. A gdyby je dołączyć do cyfrowego robota spełniającego wszelkie potrzeby? Byłby piękny, pożyteczny a jego cyfrowa sztuczna inteligencja, ułatwiałaby przeciwstawianie się ludzkiej, naturalnej głupocie. Mógłby być hermafrodytą, ale producenci implantów byliby na tym stratni – więc zostanie wyposażony w drugorzędowe cechy płciowe. Jednocześnie cyfrowy doktor, kapłan czy pedagog nie będzie popełniać grzechów głównych ani pospolitych.
Już dziś przy największej modernizacji dróg w Wielkiej Brytanii pracują autonomiczne wywrotki, których zadaniem jest przewożenie ogromnych ilości wykopanej ziemi. Pracują przez całą dobę, co skraca czas robót. Gdyby posłać tam roboty wyręczające robotników - drogi powstałyby jeszcze szybciej. Byłyby bezpieczniejsze, bo sztuczna inteligencja samochodów autonomicznych zapewniałaby bezwzględne przestrzeganie przepisów ruchu. Był już taki skok cywilizacyjny, gdy automobile zastąpiły dorożki. Dorożkarze przekwalifikowali się na szoferów, a konie... ach koni tylko żal. Teraz kierowcy nie przekwalifikują się na programistów, raczej podzielą los koni i komiwojażerów. Zbędnych będzie więcej, choćby przedstawiciele producentów sutków i penisów staną się zbędni w świecie sztucznej inteligencji.

poniedziałek, 6 maja 2019

uniwersalna duchowość


Sarkazm to szpetny kuzyn gniewu. Jest nie do przyjęcia, tak jak

pieniactwo
jątrzenie
furia
ironia
irytacja
złośliwość
zgorzknienie
warcholstwo
irytacja

A jednak to właśnie te cechy są premiowane i promowane, chociaż historia wskazuje jak przykre miały konsekwencje. Przypomnijmy sobie sytuację, która wyniosła na ołtarze św. Stanisława. Osobiście lubię wersję podawaną przez Kadłubka, że biskup stanął w obronie niewiernych żon rycerzy, walczących na wyprawie kijowskiej, które król rozkazał okrutnie ukarać, choć ich mężowie im przebaczyli. Anonim pisał ogólnie o irytacji króla wywołanej napomnieniami kapłana. Cóż byłoby, gdyby władca zarządzał armią cyfrowych żołnierzy? Nie byłoby rodzin opłakujących poległych w boju. Jakie przesłanie mieliby cyfrowi kapelani?
Co powiedziałby na to cyfrowy biskup? Czy stanąłby na na stopniach cyfrowego ołtarza, aby besztać despotę? Jednak czy w ogóle miałby informacje o sytuacji na froncie? 
W świecie naturalnej głupoty i sztucznej inteligencji władza będzie dysponentem wszelkich wieści. Dyktatura skupia wiadomości w jednym miejscu – w demokracji informacje są rozproszone. Każdy pisze i czyta, co mu się podoba. Jeśli nie podoba mu się, gdy czyta szpetne słowa władcy – publicznie oznajmia światu swoje myśli. Pisze: mam jedno życie, wyjadę, a nie oddam tego, co zapracowałam – oddałem już wystarczająco dużo. Moja starsza córka, informatyk, już wyjechała i nie wróci na pewno. Druga córka też wybrała studia informatyczne, studiuje za granicą – też z pewnością nie wróci. Córki drugiego kolegi pracują w Skandynawii, jedynak trzeciego we Francji. Co dziesiąty młody wyjeżdża i będzie budował bogactwo innych krajów. Ci, którzy zostają popadają w ksenofobię lub znużenie obywatelskimi obowiązkami.
Przekonanie, że nasze demokratyczne dziedzictwo automatycznie chroni nas przed takimi zagrożeniami, może być kuszące. To błędny odruch. Nasza własna tradycja wymaga studiowania historii, aby móc pojąć najgłębsze źródła tyranii i zastanowić się nad tym, jak należy na nią reagować. Nie jesteśmy wcale mądrzejsi od Europejczyków, którzy widzieli w XX wieku, jak demokracja ulegała faszyzmowi, nazizmowi czy komunizmowi. Mamy natomiast nad nimi jedną przewagę – możemy się uczyć na ich doświadczeniach. Teraz jest na to właściwy moment, pisał Timothy Snyder „O tyranii  
20 lekcji z 20 wieku”.
1. Nie bądź z góry posłuszny
2. Broń instytucji
3. Strzeż się państwa jednopartyjnego
4. Weź odpowiedzialność za oblicze świata
5. Pamiętaj o etyce zawodowej
6. Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi
7. Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny
8. Wyróżniaj się
9. Dbaj o język
10. Wierz w prawdę
11. Bądź dociekliwy
12. Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje
13. Uprawiaj politykę w sensie fizycznym
14. Chroń swoje życie prywatne
15. Wspieraj słuszne sprawy
16. Ucz się od ludzi z innych krajów
17. Nasłuchuj niebezpiecznych słów
18. Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój
19. Bądź patriotą
20. Bądź tak odważny, jak potrafisz