piątek, 13 listopada 2015

kontrabanda w kontrabasie

Pan Piotruś grał na wszystkim, chociaż jak to niegdyś bywało - najbardziej lubił grać władzy na nosie. Teraz nazywałby się klezmerem, ale przed laty chałturzył do kotleta, niekiedy za granicą, nieobce mu więc było

 
geszefciarstwo
cinkciarstwo
spekulacja
szmugiel
kontrabanda
handelek

biznesik
emigracja



Ze wszystkich instrumentów wyjątkowo lubił kontrabas. Zostawiał go w domu, a z wielkim futerałem wędrował na zagraniczne występy. Grał mniej, więcej sprzedawał rzeczy przemyślnie ukrytych w pokaźnym etui. Niewiele było atrakcyjnych towarów, które można było wywieźć. Przywieźć natomiast mógł wszystko, bo wszystkiego brakowało - strun do instrumentów szarpanych, ustników do dętych, pałeczek do perkusyjnych. Brakowało też modnych ciuchów, eleganckich butów i mądrych książek.
Pod względem książek nie zmieniło się wiele - mądrych książek nadal nie ma. Nie dlatego, że zniknęły księgarnie, ale ogólnie nie ma zapotrzebowania na przykład  na Ingardena, Wittgensteina albo Russella. Wystarczy filozoficzna wytanianka jakiej dostarcza Coelho. A nawet cytaty na obrazkach zaspokoją głód głębokich myśli. Ot, weźmy pierwszy z Internetu: życie jest dolegliwością przenoszoną drogą płciową. Albo inny cytat: W filozofii rzecz polega na tym, by zacząć od czegoś tak prostego, że wydaje się niewarte wypowiedzenia, a skończyć na czymś tak paradoksalnym, że nikt w to nie uwierzy.
Wyobraźmy sobie zatem taki paradoks: nie podoba nam się zagranica, więc się od świata odetniemy. Wiadomo jak to jest: najpierw integracja - potem imigracja. Się nam wydaje, że zawiązujemy sojusze, a jesteśmy co najwyżej państwem satelickim. Będziemy więc samowystarczalni i niepodlegli, nad głowami będą nam powiewać proporce z falangą. Zadowolimy się tym, co sobie wyhodujemy i wyprodukujemy. Gdyby komu czegoś brakło, skorzysta z kontrabandy w kontrabasie.
Dobre, co?