niedziela, 10 stycznia 2016

2 słowa: dobra ...mowa


Powiadam Wam: zanim włączycie telewizor - poczytajcie! Najlepiej profesora Bralczyka, dzięki tej lekturze mniej Wam zbruka umysł
kampania
propaganda
agitacja
rzecznictwo
indoktrynacja
demagogia
populizm
pranie mózgów
PR

"Najpierw jest specjalna konstrukcja formy modalnego czasownika mieć z przysłówkiem lub wyrażeniem przysłówkowym, używana do określania stanu zdrowia, samopoczucia. Mam się dobrze, on miał się pod psem. Ten gramatyczny kontekst jest ważny, bo inne mieć się, z wyrażeniem przyimkowym za, odnosi się do sposobu myślenia o sobie" napisał Jerzy Bralczyk w felietonie pt. "Sie ma!" zakończonym zdaniem: Pozdrawiamy się i jesteśmy razem, wspierając się i ciesząc się z siebie. Dobrze jest. Sie ma.
"Mój język wyznacza moje granice" zauważył filozof i pedagog Wittgenstein. Wsłuchując się w słowa bohaterów szklanego ekranu - łatwo te granice można nakreślić.
Wśród działań językowych i metajeęzykowych są rozmaite sposoby. Pierwszy to deklaratywne odrzucanie starego języka, łącznie z wyszydzaniem takich haseł, jak „jedność" czy „Polak potrafi”. Drugi to wyraźnie podkreślane wprowadzanie pojeć nowych - zarówno pozytywnych, jak „niepokorni”, jak i negatywnych, odreagowujących, takich jak „sitwa”. Trzeci typ, to mniej już zaznaczane przejmowanie pojeć stosowanych, a nawet nadużywanych przez przeciwnika, jak pojęcia z kręgu „godności”. I na koniec, chociaż nie najmniej ważne - to przypisywanie przeciwnikowi cech sobie dawniej zarzucanych i stosowanie w odniesieniu do oponenta  takich wyrazów jak „nomenklatura”, „mainstream”,  „dyspozycyjność”, „manipulacja”. Przymiotnik "narodowe" ma podkreślać powszechność i bezideologiczność. Identyfikacja przez treści negatywne tworzy wspólnotę nieszczęścia przez epatowanie zagrożeniem i zrozumieniem. Elementem aktywizacji społeczeństwa jest odmieniany na wszelkie sposoby wyraz zmiana.
Kolega mój Ryś zarzuca mi jednak, że męczę go sformułowaniami zbyt  skomplikowanymi... OK. Jeśli ktoś nie chce studiować lingwistyki - niech zwróci się do fantastyki i przeczyta "Martwą strefę". Steven King napisał  tę powieść w roku 1979 (taki przynajmniej jest copyright). Wtedy możliwość wykorzystania mechanizmów demokratycznych dla przejęcia władzy na fali populizmu wydawała się abstrakcyjna i rodem z political fiction. Obrzydzenie budził populistyczny manipulator  Greg Stillson - psychopata, który na skutek przemyślanej kampanii wyborczej szybko pokonuje kolejne szczeble drabiny, prowadzącej do największej władzy w państwie – prezydentury.
A jeśli w ogóle lektura jest zbyt męcząca na długie zimowe wieczory - trudno, usiądźcie przed szklanym bożkiem i obejrzyjcie nieoczekiwanie heroiczny czyn życiowego nieudacznika, który mógłby odmienić jego los, gdyby nie uzurpator,  odbierający mu zasługi. Zobaczcie jak się robi media w komedii "Przypadkowy bohater".