poniedziałek, 3 października 2016

drobna zmiana

Fajny film wczoraj widziałam. Momenty były! Najlepiej, jak stara panna po czterdziestce, puszcza się z pijanym nieznajomym. Potem, nadal stara i znów pijana, puszcza się ze starym znajomym. Gdyby nie to, że ona jest producentką telewizyjną, a jednorazowi kochankowie – samotnymi bogaczami, byłaby to

elegia
treny
epopeja
dramat
horror
thriller
melodramat
czarny kryminał

Tymczasem „Bridget Jones's Baby” to przezabawna komedia i nie można jej nijak porównać do „Rosemary's Baby”. Ale... pamiętacie tamto „dziecko”? Poczęcie też pamiętacie? I jak u ciężarnej pojawiają się niepokojące bóle, trupia bladość, chudnięcie, apetyt na krwiste mięso... To był horror! Co innego Bridget, wprawdzie jest geriatryczną pierworódką, ale wizyty u ginekologa są zabawne, chociaż – a może właśnie dlatego – że ojciec jest nieznany.
Jak mówią krytycy: komedia pomyłek. Można nawet zaryzykować tezę, że to damska odpowiedź na The Hangover. Jednakże tu nie jest kac w Vegas, ale syndrom dnia następnego po niezobowiązującym seksie. Wystarczy drobna zmiana i scenariusz nie da się powielić. Gdy faceci pójdą w tango, to mogą stracić ząb, pieniądze albo kawalerski stan. Żaden jednak nie wróci z brzuchem, jak Bridget Jones, która z pierwszego lepszego poradnika dowiaduje się, że ciąża 40latki wiąże się ze zmęczeniem i żylakami; poronieniem; nadciśnieniem, cukrzycą ciążową, trisomią... etc.
Drobna zmiana scenariusza mogłaby wywołać jeszcze większe konsekwencje. Gdyby kochankowie Bridget nie byli samotnymi bogaczami, ale zubożałymi karierowiczami, jak Ziembiewicz z „Granicy” albo Niepołomski z „Dziejów grzechu” - nie byłoby miło. Tymczasem, gdy ponad czterdziestoletnia panna Jones traci pracę w ósmym miesiącu ciąży, nie jest to żaden problem. Nawet przedwczesny poród nie jest żadnym problemem w naszych czasach. Teraz medycyna utrzymuje przy życiu płód niespełna półkilogramowy. Brawo medycyna! On nie jest tak uroczy i zabawny, jak Bridget Jones's Baby, ale kino nie porodówka. Można się śmiać.