środa, 18 lutego 2015

żywią y bronią

Jestem chłopem. Nie w sensie genderowym, ale społecznym. Tak jak 80 proc. Polaków mam przodków, którzy ledwo 151 lat temu byli niewolnikami, czyli chłopami pańszczyźnianymi. Czuję więc zażenowanie, słysząc "polskich rolników słowiańskich, tych co żywią i bronią", nieporadnie używających słów
 
rokosz
języczek u wagi
tę i tą
dzień dzisiejszy
brać na tapetę
bynajmniej
posiadać braki
najmniejsza linia oporu

Nie jestem purytanką i Boże broń - purystką. I nie mam żalu do prostych chłopów, jak również wyrafinowanych publicystów, którzy zapomnieli, że hasło "żywią y  bronią" zdobiło sztandary powstańców w czasie Powstania Kościuszkowskiego w 1794 r. „Żywią y bronią”, czyli inaczej „Krwią i orężem – bronią”, bo kiedyś krew nazywano także „żywią” od „życia”. Nie chodzi tu o żywienie i bronienie. Jaki byłby sens pisać na sztandarach Kościuszki o żywieniu i bronieniu, gdy powstańcy nie mieli nic do bronienia. Byli nikim. Postawione na sztorc kosy były cenniejsze niż oni.
Teraz, gdy rolę języczka u wagi (a nie - języczka uwagi) pełnią uliczne protesty, chłopi zawiązują rokosz przysługujący jedynie szlachcie. Niektórzy myślą: posiadam traktor - jestem posiadaczem, czyli prawie szlachtą. Ale panowie - posiadać to można drogocenne precjoza na przykład tĘ koronĘ (nie tĄ). Traktor się po prostu ma, tak jak ma się inne narzędzia pracy: długopis czy łopatę. Nie bierzmy jednak na tapet (bo nie na tapetę) popularnych błędów językowych. Nie można iść po linii najmniejszego oporu (bo nie - po najmniejszej linii oporu). Trzeba żywią y bronią lub krwią i blizną stać na straży imponderabiliów lub przynajmniej wartości.   
Można też pośpiewywać z Młynarskim:
Za kim to, choć go wcześniej nie znałem, Przez ciasny peron się przepychałem? Za Panią, bynajmniej za Panią... Przez kogo płonę i zbaczam z trasy, Czyniąc dopłatę do pierwszej klasy? Przez Panią, bynajmniej przez Panią!
Lub przynajmniej powtórzyć historię: kliknij - trzeba pamiętać