poniedziałek, 27 kwietnia 2015

strachy na lachy

Kara śmierci dla morderców i zdrajców stanu – zapowiada kandydat na prezydenta. Gdyby wszystko poszło po jego myśli – w przyszłym roku obowiązywałoby prawo, które mógłby wymyślić

 
Mojżesz
Drakon
Hammurabi
Solon
Jezus
filozofowie
socjolodzy
 
Dobrze powiedziane. I groźnie. Morderców i zdrajców na samą myśl o tym, powinna ogarnąć trwoga i drżenie, a także winni porzucić wszelką nadzieję. Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, że zabijanie ludzi jest na końcu łańcucha przemocy.
To są pojedyncze przypadki. Groźnych przestępstw jest kilkadziesiąt rocznie, nieco mniej groźnych kilkaset, a zwykłych - tysiące. Niszczenie znaków drogowych, rozbijanie szyb, wyrywanie torebek zdarza się codziennie, ale to jest pierwsze ogniwo łańcucha, na którego końcu jest zabijanie. Beztroskie lekceważenie przepisów zakazujących wyrzucania śmieci do lasu – to także tylko rozciąganie smyczy praworządności. Oczywiście nie każdy, kto dziś wyrywa torebki, jutro kogoś zabije. Nie każdy, kto śmieci, będzie miał okazję do zdrady stanu. Jednak każdy, kto zabił lub zdradził, ma na sumieniu także wcześniejsze grzechy. Zazwyczaj bez żadnych konsekwencji, a nawet prostego rachunku sumienia.
Nie jestem znawcą prawa, śmiem jednak domniemywać, że większa kontrola nad młodocianymi rozrabiakami i starymi cwaniakami przyniosłaby lepsze efekty. Czyż nie jest bowiem prawdą, że nie surowość lecz nieuchronność kary skuteczniej hamuje zbrodnie?