wtorek, 14 lipca 2015

narkotyczna solidarność

Droga do zagłady jest szeroka i łatwa. Któż wstąpiłby na nią, gdyby zaczynała się w rynsztoku? To nieprawda, że narkoman to brudny żebrak śmierdzący uryną - wystarczy zajrzeć do literatury pięknej, by się przekonać:  

 

Narkotyki. Niemyte dusze
Podróż do Ixtlan
My, dzieci z dworca Zoo
Pamiętnik narkomanki
Hera moją miłość
Narkomanka
Ćpun
Witkacy postuluje bezwzględną walkę z alkoholem i nikotyną. Twierdzi, że tylko całkowite odcięcie społeczeństwa od używek może uratować ludzkość. Ludzkość, która powoli się degeneruje, a każde następne pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Pisze, że używki, kryją pod maskami przyjemnych dziewczynek zgniłe mordy zakazanych prostytutek. Można domniemywać, że wszystko jest używką i tylko od wielkości dawki zależy, jak bardzo szkodliwą. Dawni ludzie nie potrzebowali sportu: byli zdrowi i silni z natury. Dziś sport zabija wszystko, zastępuje nawet sztukę, która upada coraz bardziej. Ja sam - pisał Witkacy - bardzo lubię narty, ale nie znoszę, jak z was, sportsmanów, robi się największe chwały narodów i kiedy wasze idiotyczne rekordy zajmują tyle miejsca w gazetach, gdzie tego miejsca nie ma na poważną artystyczną krytykę – bo ta, która jest, to są bzdury – i na polemikę w kwestiach sztuki.
Tak było przed wiekiem i tak jest teraz. Tyle, że przed wiekiem czas kanikuły zapewniał sezon ogórkowy. Teraz nie ma czasu na robienie weków, bo trzeba sycić się papką, jaką wciskają media. Rok temu od rana do wieczora ekscytował osławiony Sowa i jego wątpliwi przyjaciele. Tego lata - handlarze narkotyków i ich klienci-pacjenci oddziałów szpitalnych. Widzimy litościwych lekarzy, przejętych policjantów oraz promujących się polityków.
Nie zauważyłam ekonomistów etosu. A gdy tak człowiek słucha wieści z narkotycznego frontu i jednocześnie listonosz przyniesie informację z ZUS, to nachodzą refleksje. Solidaryzm społeczny szwankuje - ile to z zapracowanych pensji poszło na ubezpieczenie zdrowotne?  Ile z tego poszło na narkomanów, alkoholików? Rok leczenia narkomana w ośrodku społecznym kosztuje  ok. 40 tys. zł.
Miło jednak, ćpuny siedzą w miejscu przypominającym nieco gułag, odizolowani, poddani władzy terapeutów. Warto by policzyć, ile jeden ćpun generuje dochodów/kosztów zważywszy, że w prywatnym ośrodku 8tygodniowa terapia w pokoju jednoosobowym kosztuje 14,800 zł. Można też wykupić 4dniową terapię dla bliskiej osoby w cenie 1.200zł. Do wydatków na leczenie (skuteczne w niewielkim procencie) trzeba dodać koszty na akcje policyjne, procesy sądowe, na celników i psy tropiące narkotykową kontrabandę, na  nieskuteczne akcje profilaktyczne i renty dla kalek-ofiar nałogów...
A może dać sobie z tym wszystkim spokój? Może ćpuny niewarte są tego wszystkiego?