wtorek, 28 lipca 2015

Planeta JA

- Ja nie chcę być waszą służącą! - złościła się na plaży młoda pani. Młody pan i dwójka dzieciaków, znudzeni słuchali, że ona jedzie nad morze wylegiwać się na piasku, a nie gotować i prać gacie.  Nikt z tej czwórki nie patrzył na bliskich, ale gdzieś za linię równo odgradzającą niebo od morza. I raczej nie rozważali, co to

narcyzm
altruizm
egocentryzm
alterocentryzm
filantropia
merkantylizm
ofiarność
bezduszność
służba

Służba zwłaszcza została pejoratywnie nacechowana, jakby znaczyła tylko marnie wynagradzana pracę w cudzym domu lub poddanych jaśniepaństwa. Nikt już nie bierze na poważnie deklaracji, że to praca na rzecz jakiejś wspólnoty, wykonywana z poświęceniem. Służba zdrowia? Skądże! Skomercjalizowana medycyna raczej. Służba cywilna? Armia urzędników. Służba wojskowa? Po co to komu - wszyscy jesteśmy pacyfistami. Służba dyplomatyczna - ach, zwykli lobbyści. Służba jako pokorne poświęcenie dla innych? No przepraszam - jakich innych? Ja jestem najważniejsza! Jak mówią reklamy: jak JA nie mam, co lubię - to biorę chwilówkę. I ten abonament: japlus. Się ogląda w tv tych wszystkich cudnych celebrytów, tych wszystkich, z angielska mówiąc, kołczów na kałczu.
Na planecie JA najważniejsza jest dobra zabawa i ogolone nogi, żyją tylko młodzi, piękni i bogaci. To nie jest świat dla starych ludzi ani "pokolenia Kolumbów", ani świętych Franciszków, Teres i Faustyn. Chociaż nie - gdyby współczesny Franciszek z Asyżu dołączył do ekoterrorystów - też mógłby trafić na couch w telewizyjnym poranku i opowiadać jako coach newagowy, jak walczyć z wiatrakami i bronić trzody przed rzezią. Mógłby też walczyć o prawa nienarodzonych, bo łatwiej być bojownikiem niż troszczyć się o szpetnych, głupich, leniwych. Planeta JA wyklucza służbę, co najwyżej można być popularnym filantropem. Filantropia jest prawdziwą maskaradą interesowności przebranej za altruizm.
Największą chorobą naszych czasów nie jest AIDS czy gruźlica, lecz raczej doświadczenie tego, że się jest nie chcianym, porzuconym, zdradzonym przez wszystkich. Największym złem jest brak miłości i miłosierdzia, okrutna obojętność wobec bliźniego, który wyrzucony został przez margines życia w skutek słabości, wyzysku, nędzy, choroby. Dobrzy? Święci? Chyba na starej Ziemi. Planeta JA ich nie uznaje, ale oświadcza: Dochody Matki Teresy były takie, że mogła z powodzeniem wyposażyć kilka pierwszorzędnych klinik w Bengalu (ogółem prowadziła 600 misji w 123 krajach). To była świadoma decyzja, by tego nie robić i w zamian zakładać dobroczynne placówki, które natychmiast stałyby się celem pozwów sądowych, gdyby były placówkami służby zdrowia. Celem nie było uczciwe niesienie ulgi w cierpieniu, lecz kult śmierci, bólu i pokornego poddania się losowi.
Planeta JA uznaje jedynie kult piękności. Po korekcie lancetem, bezboleśnie.