czwartek, 10 grudnia 2015

moc słów

Ach! Nie wiesz jaki wybrać prezent? Doradzimy... Wszyscy Wam coś radzą? Poradzę i ja: nic nie kupuj! Daj talon na godzinę bycia

uroczym
grzecznym
miłym
uprzejmym
uśmiechniętym
wyrozumiałym
empatycznym
entuzjastycznym
spontanicznym

Sieciowe sklepy w mojej okolicy oprócz tradycyjnych bożonarodzeniowych durnostojek i starych bombonierek, owiniętych w świąteczne pazłotka podsuwają różne książki na prezenty. Zwykle uwielbiam grzebać w tych koszach, bo zdarza się tam znaleźć... nie bestselery. Raczej nonselery, a nawet total flopy, czyli dobre powieści lub albumy. W sezonie zakupowym zastępują jednak je poradniki celebrytów.
Już same tytuły zachęcają do zakupów: "Magia sprzątania", "Klub 50+", "Ja nie mogę być modelką?!" itp. Jedna taka popularna publicystka, radzi żeby otaczać się tylko młodymi ludźmi, bo to dodaje energii. A to pomysł! W starzejącym się społeczeństwie, gdzie ludzie 80+ płaczą z niedołężnej samotności, celebryci 50+ przekonują, że tylko młodość jest inspirująca. Inaczej można trafić w krąg "Żon ze Stepford" Iry Levina.
"Żony ze Stepford" - dobra lektura na dzisiejsze czasy - lekka, łatwa i nieprzyjemna. Ja jednak bardziej poleciłabym "Grę Endera" Orsona Scotta Carda. Zwłaszcza wierzącym, że likwidacja gimnazjów, zlikwiduje ekscytacje nastolatków. Nie zlikwiduje. Powtarzam za Peterem z "Gry Endera": To nie moja wina, że mam dwanaście lat. W chwilach zamętu świat zawsze jest demokratyczny i wygrywa człowiek z najsilniejszym głosem. Wszyscy myślą, że Hitler stał się potężny dzięki swoim armiom. Ale on panował przede wszystkim słowami, wypowiadając właściwe słowa, we właściwym czasie.
Ira Levin napisał też Dziecko Rosemary, historię o starych ludziach, którzy widzieli w dziecku diabła. Prawdopodobnie przyszłego gimnazjalistę. Czytajcie! Wiele się można dowiedzieć z podrzędnej literatury.