poniedziałek, 20 czerwca 2016

brexit & brentrance

Media straszą "brexitem", jakby miał ruszyć z posad bryłę świata. Chcielibyśmy bowiem wierzyć, że nasz świat jest

solidny
mocny
niewzruszony
elastyczny
antykruchy
pewny
bezpieczny
spokojny
radosny

Tak jednak nie jest. Co więcej, wynik referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie ma mocy wiążącej - decyzja należy do parlamentu, a nie do pospólstwa. Zwłaszcza, że "wyjście" Brytanii, nie jest tak proste jak "zjazd" z autostrady. Uczciwie byłoby mówić  o "brentrance", czyli takim przedefiniowaniu Europy, że ​​Wielka Brytania będzie robić więcej tego, co lubi.
Przecież nie lubi być samotną wysepką na krańcu świata, skoro włączyła do The Commonwealth of Nations potężną Australię, całkiem sporą Kanadę i pół setki innych krajów, w których mieszka jedna czwarta całej ludzkości. I niby każdy z paszportem Commonwealthu może wjechać na Wyspę, ale nie do końca, bo pół wieku temu odmówiła prawa pobytu "obywatelom brytyjskim pochodzenia azjatyckiego ze wschodniej Afryki". Na pracowitych Polaków patrzy z wyższością, ale przecież bez ich ciężkiej pracy zapchałyby się zlewy, zgniły owoce, etc.
Nassim Nicholas Taleb,  Libijczyk zamieszkay w USA - pisze w książce "Antykruchość": Zastanówcie się nad jatrogenią prasy codziennej. Każdego dnia gazety muszą zapełnić strony jakimiś wiadomościami - przede wszystkim tymi, o których piszą inne gazety. Żeby działać jak należy, powinny milczeć wtedy, gdy nie mają nic do powiedzenia. Jednakże media muszą zarabiać, dlatego sprzedają nam papkę informacyjną.
Dlatego żyjemy w coraz bardziej kruchym świecie, przekonani, że coraz lepiej go rozumiemy. Nie rozumiemy. Wierzymy w iluzje i ponętne teorie spiskowe, zamiast czytać i uczyć się.