poniedziałek, 15 września 2014

strzeżcie się strażników

Radość z dotykania książek mogą mieć tylko ci, którzy nigdy nie czytali "Imienia róży". Czytelnicy Eco zawsze będą pamiętać, że każda książka może być trucizną nie tylko dla ducha, ale i dla ciała.


wolni najmici;
kondotierzy;
lancknechci;
psy wojny;
najemnicy;
ochroniarze;
zielone ludziki;
żołdacy;
zabijacy

W czasach panoszącej się alergii, imponująca biblioteka jest groźniejsza niż zasłony i dywany, które można wyprać. Najlepsze odkurzanie i wycieranie półek nie gwarantuje, że goście nagle nie zaczną łzawić, charczeć, kichać - co bardzo psuje imprezę. Dziś imprezuje się w sieciach społecznych i tam wymienia myśli i rzeczy. Zdygilitalizowany świat pozwala łatwo dzielić się z innymi, obchodząc bariery czasowe i przestrzenne. Bo od zarania dziejów podstawowym elementem funkcjonowania wszelkich kultur jest wymiana. A tu, tyle można znaleźć za darmo.
Ejże? Czy aby na pewno? Nie ma darmowych obiadów, Podawanych do stołu usłużnie, Za każdy obiad się płaci, I raczej prędzej, niż później. Za to, że biło się brawo, Tym, co nie godzi się klaskać, Grosz przyjdzie złożyć na tacę, Gdy Życie szepnie: co łaska - śpiewa Jarosław Chojnacki. W sieci nie chodzi o pełne pychy mniemanie, że ktoś dybie na moją prywatność. Gospodyni domowa, to musi raczej chronić kotlety, żeby ich pies nie ściągnął ze stołu. To legiony gwiazdeczek potrzebują ochroniarzy - strażników swej cnoty i chaty, raczej po to by odsłaniali ich sekreciki. I tylko czekają na wolnych strzelców, wolnych najmitów i kondotierów, którzy ujawnią tajemnice. Tylko po to, żeby prostej gosposi mącić w głowie.
Bo jak zauważyli starożytni: Quis custodiet ipsos custodes – "kto strzeże samych strażników?". To pytanie powraca teraz w globalnej sieci i w świecie kelnerów podsłuchujących ministrów oraz mediów publikujących intymne zwierzenia celebrytów. I gdy tak łatwo popularność znajdują banały i uproszczenia. Gdy my tu obśmiewaliśmy nieudolnych strażników państwowych, nieco dalej grasowały "zielone ludziki". Nie jacyś straszni najemnicy, zabijacy, czy psy wojny - tylko "zielone ludziki". I ani media, ani memy nie wspominały, że w naszym stuleciu to nie władze organizują armie wojowników i strażników. Wojna stała się jedną z usług sektora prywatnego.
Niedawno przypominały o tym amerykańskie obchody rocznicy 11 września. O masakrze 16 września 2007 na placu Nisur w Bagdadzie – media i memy nie wspomną. Tamtych lancknechtów nie można przecież nazwać "zielonymi ludzikami". Będziemy wspominać "IV rozbiór Polski" 17 września, gdy na straży granic stały państwa, nie korporacje, a "Sztukę wojny" czytało się na papierze.