wtorek, 7 października 2014

powiedział mi sensei

Łzy Hioba - z nasion tej trawy w październiku robimy różańce.  W paciorkach tkwią tajemnice; te radosne i bolesne, świetliste i chwalebne. Wszystkie tęsknią do ciepła ludzkich dłoni.



róża;
różaniec;
pacierz;

stos pacierzowy;
paciorki;
rudraksza zen;
suficka sebha

paciorki
koraliki
sznur

To zdarza mi się co jakiś czas: znajduje mnie różaniec. Bo przecież nie ja znajduję w Rzymie różane koraliki - to one gniotą mnie w plecy, gdy zalegam na ławce zmęczona upałem. Albo na dziedzińcu Santiago de Compostela uciskają stopę. I gdy wreszcie uwalniam się z tłumu, okazuje się, że w sandał wkręcił mi się różaniec. Tak wiem - powinnam szukać właściciela. Podniosłam więc dłoń z paciorkami z białego plastyku w górę, ale po spojrzeniach poznałam, że nie traktują mnie jak uczciwego znalazcę, ale jakąś nawiedzoną tercjarkę. I teraz to samo: jadę sobie rowerem i coś z ulicy do mnie błyska. Znowu różaniec - tym razem z kilku łez Hioba. To nie jest żadna metafora, tylko nazwa trawy, z której nasionek robi się różańce.
Kiedyś zaprzyjaźniony ksiądz podarował mi kilka ziarenek, zapewniając, że przywiózł je rowerem z Rzymu i będą miała piękny różańcowy klomb w ogródku. Mimo starannej uprawy - nic z tego wyszło, więc może niebo podrzuca mi te sznury modlitewne jako zadośćuczynienie za nieudane zbiory? A może stara się zachować chrześcijański stos pacierzowy? Wszak wśród licznych fascynacji miałam moment zachwytu tańczącymi derwiszami, bo jakże nie zachwycić się słysząc poezję, którą tworzył Dżalaluddin Rumi? Zachwycający wydawał się również suficki sznur modlitewny ze stu - bez jednego - koralików, służący do powtarzania imienia Boga.
108 pestek rudrakszy służących jako sznur medytacyjny zen - wydawało się jeszcze bardziej cudowne. Wiecznie zielona rudraksza rośnie w Himalajach, ale podobno natchnieni ogrodnicy potrafią uprawiać ją także w Europie. Okazało się, że ja do nich nie należę. Może ziarenka, które dostałam były jakieś przeterminowane... Próbowałam medytacji; dostałam nawet osobistą mantrę, z zapewnieniem, że koraliki nie są konieczne do osiągnięcia czystego umysłu. Ba! Nie jest nawet potrzebna cudza wiara. Tak mi powiedział sensei, który nie monetyzował swoich nauk. Człowiek wychowany chrześcijaństwie, nigdy nie poczuje tego, co czuje buddysta, czy muzułmanin - powiedział mi sensei.
Teraz taki czas jednak nastał, że można nie korzystać z zakładu Pascala, ale trzeba zrozumieć dusze obcych.


http://www.erepetitio.com/pl/set/8/fiszki-religia