poniedziałek, 10 marca 2014

oksymorony i oksydanty

Konserwatysta i reformator - przeczytałam na plakacie
reformator
rewolucjonista
oksymoron

paralela
eufemizm
homonim
antonim
synonim
epitet

 Dla mnie to trochę jak oksymoron - te osławione plusy ujemne rewolucjonisty, co nie chciał, ale musiał. Z drugiej jednak strony - cóż nam po rewolucji? Miała być demokracja, a tu każdy wygaduje co chce! Może rzeczywiście lepsza jest reformacja zamiast rewolucji? Tylko jak konserwatysta przywiązany do tradycji i niechętny zmianom może być reformatorem wprowadzającym zmiany i reorganizującym tradycję?
Tylko nadzwyczajny moron zrozumie ów polityczny oksymoron. Fascynujące właściwości homonimów wyjaśnią lepiej, dlaczego zawód polityka tak często przynosi zawód wyborcom. Gdy wszystkie obietnice zapięte są na zamek - polityk buduje sobie zamek, żeby nie powiedzieć: niedostępną twierdzę.  Przestaje być swojakiem i krajanem a zaczyna być obcym i nieznanym (żeby nie używać epitetów). Tak to bywa w słowniczku polityki: najpierw wyborcy szukają  synonimów do przedstawiciela, potem elektorat staje się antonimem przedstawiciela.
Stłucz pan termometr, nie będziesz miał pan gorączki - radził polityk, konsultując zrakowacenie życia społecznego. Paralela z medycyną wydaje się słuszna. Niedawno rynek farmaceutyków przekonywał, że lekiem chroniącym przed rakiem są antyoksydanty. Zaczęto produkować liczne suplementy, bogate w te cudowne substancje. Jak się później okazało - chemicznie wyprodukowane antyoksydanty mogą nie tylko nie pomagać w leczeniu chorób, ale także przyspieszać ich występowanie i rozwój.
Reformatorskie i rewolucyjne recepty polityków działają podobnie - eufemistycznie mówiąc.