czwartek, 24 kwietnia 2014

miłość na maturze

Przedmaturalna giełda ogłasza, że nie pojawi się na egzaminie pytanie o Przedwiośnie i Gloria Victis, bo były w tamtym roku, Lalka i Pan Tadeusz były na próbnej, była raz Zbrodnia i kara, raz Świętoszek, raz Edyp i raz Makbet ...

Orzeszkowa
Szymborska
Konopnicka
Żeromski
Molier
Sofokles
Mickiewicz
Dostojewski
Szekspir
Prus        
Barańczak    

A miłość? Temat uroczy i chwytliwy, nieomal jak najnowsze modele samochodów i sukien, rozgrywki sportowe i wybory. Chociaż już Boy-Żeleński "o tym co i owszem" nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Ubóstwo językowe każe się krygować "O! Miłość! Tak! Ważna sprawa" lub  rzucić frywolnie:  he, he - o tym się nie mówi, to się robi. A  o miłości można w nieskończoność... Poczynając od definicji fizjologicznych, sprowadzających cały problem do specyficznych zaburzeń w biochemicznym funkcjonowaniu organizmu ludzkiego, poprzez dywagacje natury socjologicznej, zapewniające, że służy ona do wywołania stanu zadowolenia subiektywnego w interakcji międzyludzkiej, aż do historycznych przykładów Casanovy i Don Juana. W przekazanej przez tradycję różnicy między nimi chodziło o to, że Don Juan szukał wielkiej miłości, Casanova zaś - wielkiej przyjemności. Osobiście w to nie wierzę i myślę, że całą historię ludzkości przenikają okresy bezwzględnego realizowania męskiej, a nawet mieszanej erotyki. Całą zaś strategię jednego i drugiego słynnego kochanka sprowadzić można do czterech prostych zasad: zdobyć przychylność wybranej osoby, uwieść ją, dostarczyć jej i sobie przyjemności erotycznej, na koniec zaś, w sposób dworny ją opuścić lub wyegzekwować z całą bezwzględnością obietnice trwałego związku.
I doprawdy nie tylko piękna figura, siła lub bogactwo są do tego potrzebne. Słowa, słowa, słowa - to jest potrzebne w miłości. Za moimi plecami stoi ze dwa metry tomików poezji i pewnie połowa słów w nich zawartych poświęcona jest miłości. Wszystkie niezwykle przydatne w pielęgnowaniu miłości. Cytowanie naszej Noblistki bardzo się strywializowało, ale jak tu nie sięgnąć po te wytarte przez lata książeczki z Biblioteki Poetów. Tej serii w cieniutkich okładkach, z buźką poety na okładce i tej eleganckiej, w okładce twardej w żółtym kolorku... Kto lepiej niż Szymborska opowiada o miłości szczęśliwej:

Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,

czy to poważne, czy to pożyteczne -

co świat ma z dwojga ludzi,

którzy nie widzą świata?

Wywyższeni ku sobie, bez żadnej zasługi,

pierwsi lepsi z miliona, ale przekonai,

że tak stac sie musiało - w nagrodę za co? Za nic;

światło pada znikąd -

dlaczego właśnie na tych, a nie innych?

Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.

Czy narusza troskliwie piętrzone zasady,

Strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.

A cóż oni mówią do siebie owi, szczęśliwie zakochani? Oni nawet nie mówią, tylko szczebiocą:

Tacy jesteśmy zadziwieni sobą,

że cóż nas zdziwić może?

Ani tęcza w nocy.

Ani motyl na śniegu.

Zakochani tak są wpatrzeni w siebie, że plotąc największe komunały i bzdury, są zachwyceni odkrywczością swoich myśli. Może nie dokładnie w ten sposób konwersują podczas po randkowych spacerów, ale z pewnością mogliby cytować Stanisława Barańczaka "Zwierzecą zajadłość" wierszyk po wierszyku. Otóż w parku przechadzając się alejkami i podziwiając urodę ptactwa, jedno mówi do drugiego, zaśmiewając się do łez, mniej więcej tak:

Czyż

Głosem jak Spiż

Nie grzmi, Aż mu odebrzmi

Echo na Krańcach Świata, gdzieś w Kosmosu Jądrze?

E, skądże - odpowie mu drugie z filozoficzną zadumą.

A ona może mu jeszcze tak od niechcenia rzucić, powtarzając za Pawlikowską-Jasnorzewską:
Kto chce bym go kochała, nie może być nigdy ponury

i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry.

Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce

i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trawce.

A on jej na to sypnie Słonimskim na przykład:

Kochać długo, zbyt silnie, nie jest w mojej mocy.

Nienawidzić nie umiem - przyznaję otwarcie.

Nie przepłakałem nigdy jeszcze całej nocy

Ani życia na jednej nie stawiałem karcie.

Co tam jednak te rozkoszne szeptania młodzieńczych drgnień duszy. Sięgnijmy do zbiorku księdza poety - Wacława Oszajcy:

kiedy widzę tych dwoje

jak w każdym włóknie ciała

w każdej kropelce krwi

unoszą ponad ziemię

spełnienie ognia

kiedy widzę jak matka

kobieta ciężka jak ziemia

przemienia siebie dla synka

w strumyczek mleka

a owłosione łapy ojca

bezpieczniejsze są od snu

kiedy widzę jak starzy oboje

przedłużają dzień

powolnym spacerem

prędzej uwierzę w nieistnienie Boga

niż w przemijalność

tego piękna

I chyba już nic więcej nie można powiedzieć, chyba, że ktoś chciałby zapytać, gdzie spotkać tych szczęśliwców. Proszę bardzo i na to mam gotową odpowiedź. Gotową, bowiem przed laty już Tadeusz Nowak w swojej prowincjonalnej balladzie zdradził, że

W małym miasteczku żyją święci

z drewna kozikiem tak wycięci,

że im po brodach ciekną jeszcze

pachnące mirrą niebios deszcze.

Chodzą w kożuchach, ale boso

i na łabędzich dłoniach niosą

jeszcze gorące bochny chleba

i na wrzecionach płótno nieba.

Porozmawiajcie o miłości, słowa leżą na półkach w księgarniach.
Lista lektur obowiązkowych na maturze została zebrana w fiszki http://www.erepetitio.pl/pl/set/279/egzamin-z-polskiego