wtorek, 1 kwietnia 2014

zabawna aliteracja



Nigdy nie byłam w Holandii. To oczywiście nie jest powód melancholii wiosennej. Chociaż chciałoby się zobaczyć te poldery w depresji i całą resztę krainy wiatraków i chodaków.


Niderlandy
poldery
sława
osławienie
Ukraina
melancholia
depresja
aliteracja

Koleżanka opowiadała, że to taki miły, mały kraj, który odwiedziła z grupą licealistów. Zapowiedziała im na początku wyprawy, że jej zmysł topografii jest słaby, więc muszą się nią opiekować. W Amsterdamie jakoś się ich trzymała, żeby przykładnie zwiedzali muzea i nie zbłąkali do osławionych dzielnic. Zagapiła się, gdy postanowili pociągiem pojechać na prowincję.
Oglądała przez szybę żagiel sunący wśród zieleni. Iluzoryczna łódeczka płynąca po kanale była wytchnieniem po dziełach Vermeera, Bruegla, Rembrandta, Rubensa i całego malarstwa holenderskiego. Konduktor wyrwał ją jednak z błogiego nastroju, oznajmiając, że jej uczniowie zaalarmowali kolejarzy, że ich opiekunka się zgubiła. Przez kwadrans na każdej stacji megafony wykrzykiwały jej nazwisko, ale  niderlandzkie brzmienie nie trafiło do niej. Szybko jednak została odtransportowana do nadopiekuńczych podopiecznych, aby podziwiać holenderską sztukę.
A przecież w Muzeum Lubelskim można sobie obejrzeć wystarczająco dużo tego malarstwa. Jest nawet słynny Piłat umywający ręce ter Brugghena. Tego od kontrastów światłocieniowych, owej mroczności, w której rozgrywa się niedopowiedziany dramat. Ludziom jednak zawsze mało, zawsze wyruszają po więcej. Innej mojej koleżance nawet biuro podróży nie wystarczyło.  I teraz r
omanistka Roma galerię otwiera - Domus Aurea, prezentując grafiki Romanyszyna Romana. A żeby aliteracja była pełniejsza: Romana to także imię córki tego pana. I zamiast wyjeżdżać za wschodnią granicę, będziemy podziwiać młodą ukraińską sztukę u siebie.