czwartek, 22 sierpnia 2013

bold & beautiful


 
cnota,
pokora,
wierność,
szacunek,
grzeczność,
miłosierdzie,
spolegliwość,
wstrzemięźliwość...
... słowa, które obumierają
.
 
Żywotne coraz bardziej jest życiowe motto "no risk no fun".
 
Biorąc reklamy za wykładnię, kilka lat temu znaczyło to z grubsza: w życiu najważniejsza jest zabawa i ogolone nogi. Teraz, głównym życiowym celem (według reklam) jest zabawa i ubezpieczenie przed śmiercią.
Turpizm zniknął ze sztuki, popkultura woli glam. Telewidzowie coraz częściej otrzymują reportaże o ludziach żądających ślubów jednopłciowych, jako gwarancji pasjonującej zabawy życiowej. Pojawiają się też reportaże o ludziach żądających eutanazji na koszt podatnika. Aż chce się westchnąć za autorem "Innego świata": ech, nadojeła żyzń. Kiedyś tacy terroryzowali otoczenie groźbą samobójstwa. Teraz nie. Nie grożą już, że się zabiją, otrują, powieszą, utopią...
Może dlatego, że Państwowa Inspekcja Pracy wydała elegancki plakat z liną zwiniętą w węzeł szubieniczny, na tle wartkiego nurtu fal. I obwieszcza złowieszczo: pierwsza praca - bezpieczna przystań. Prawie jak reklama firm ubezpieczeniowych, gwarantujących obronę przed losem topielca lub wisielca. Twoje życie nie jest dobrą zabawą? No to pa!
Edukacja mniej lub bardziej formalna (obowiązkowo również w wersji obcojęzycznej) kształci postawę "move up". Pnij się do sukcesu, zwyciężaj! Join the rat race. Ścigaj się! Graj! Furda tam z tymi koncepcjami nadstawiania policzka, czy przyjmowania hiobowych wieści z pokorą.
 
postscriptum
 
I znów nieoceniona Danka zauważyła, że omsknęłam się w świat seriali i powtórzyłam "modę na sukces". A co tam! Powtórzę tytuł i to w oryginalnej wersji.