niedziela, 19 maja 2013

anafora, czyli repetitio


- Po co współczesnemu człowiekowi wiedzieć, co to anafora? Znani publicyści nie wiedzą, a są uznani! - grzmiał znany publicysta. Oburzyło go pytanie o anaforę, wpisane w #egzamin dojrzałości.
retoryka
synantropizacja
ciąg Fibonacciego
prawo Pitagorasa
prawo Ohma
Ludolfina
Hastings
scrabble
archaizm
skuwka

Anafora i retoryka - po co komu? Bitwa pod Hastings - data nieważna? Ciąg Fibonacciego w c++ tylko dla programisty? Synantropizacja w mieście - dla służby porządkowych? A, anafora? Że niby współczesny człowiek anafor nie używa. Jasne! A nawet, tak jak pan Jourdain nie mówi prozą. O, pardon, według Moliera ten miły mieszczanin nie wiedział, że mówi prozą. Nie wiedział również, że we współczesnej Warszawie nazwaliby go "słoikiem". Z wyżyn płynie jednak przesłanie dla społecznych nizin, że mądre słowa prostakowi są zbędne. Bo i po co je znać? Do gry w scrabble? Do wypełniania krzyżówek?
Ponadto po co komu liczba π albo Ludolfina? Ciąg Fibonacciego do pasania bydła też nie jest potrzebny. Tak samo jak data upadku Rzymu do niczego się nie nada szewcowi. Ani prawo Ohma, ani prawo Pitagorasa nie jest użyteczne przy wypełnianiu PITu. Ziomal i dziunia mogą sobie oglądać "Prawo Agaty" bez wyrzutów.
Błyskotliwi publicyści usprawiedliwią ich luzackie podejście do edukacji nieżyciową głupotą programów szkolnych. I wiarę, że wystarczy mieć arkusz kalkulacyjny i dostęp do danych, aby mieć dobre wyniki. Tymczasem ułamek procenta uczniów namnażał będzie swoją siatkę neuronów, zakuwając rzadkie słowa i liczby. Bez komputera wykuje swój sukces antycznym piórem ze skuwką i archaicznym repetytorium.