wtorek, 28 maja 2013

kto jest bliźnim

Nie pamiętasz, że był czas, gdy Polska na mapie świata rozciągała się od morza do morza. I był taki czas, że Polski nie było.
Jeździsz niemiecką bryką;
napędzaną perskim paliwem.
Jesz włoską pizzę; tureckiego kebaba;
pijesz rosyjską wódkę; brazylijską kawę; indyjską herbatę. Na chińskiej elektronice
oglądasz amerykańskie filmy.
Arabskimi cyframi liczysz;
łacińskimi literami piszesz
o greckiej demokracji.

Był taki czas, że były Prusy, a nie istniały Niemcy, nie istniała Hiszpania. Była Złota Orda, a nie było Rosji, ani Stanów Zjednoczonych. Nie było też szarlotki z kruszonką. Chińczycy do niedawna w ogóle nie znali pysznych słodyczy. 
Świat się zmienia, granice się przesuwają. Zwłaszcza te, kreślone na mapie zręczną dłonią kartografa. Liczne umysły pielęgnują jednak mocne mury odgradzające od szwabów, kacapów, chachłów, pepików, żabojadów, makaroniarzy i ogólnie od ciabatych. Albo dziabatych - łatwo powiedzieć, często się słyszy, ale w piśmie byłoby to jak deklaracja ksenofobii, więc się tylko tak mówi. I co zrobić z mizoginem oraz szowinistą? 
Kto więc jest moim bliźnim? Rodzina? Do którego pokolenia? Czy liczy się powinowactwo po kądzieli? Może najważniejsze są świekra, snecha i stryjna? A może przyjaciele, z którymi dzielimy sekrety – bliżsi są niż kuzyni? Może sąsiedzi, z którymi dzielimy obowiązki utrzymania ulicy są bliżsi niż krewni? A może rodacy, zwłaszcza partyjniacy wierzący w tę samą ideologię?
A może nie jest ważne, kto jest moim bliźnim – tylko: kto czuje się bliski mnie?