środa, 22 maja 2013

szkarłatne litery

Jakże to my potrafimy mówić o  nich.  A oni? Ach oni! Oni to są znacznie od nas bardziej. Bardziej rubaszni, aż grubiańscy. I obelżywi, a nawet wulgarni. Mówią o nas pogardliwie, żeby siebie wywyższyć


guwerner i belfer
ochmistrzyni i faworyta
uczeń i akolita
partner i totumfacki
sojusznik i satelita
tradycja i ciemnogród
I jeszcze ta pozorna aprobata.
A także wyrafinowana drwina
i słabo skrywane szyderstwo.

Oni są zawsze obcy i próbują zająć należne nam miejsce. Stary kontynent jest zatłoczony i każdy, kto nie ma konkretnego fachu, może zostać zepchnięty na ulicę po darmową zupkę. Nawet my.
Dlatego oni nas tak przerażają. Dlatego chłoszczemy ich biczem satyry. Dlatego nadajemy im piętno poniżających ksywek i nazw.... Zaraz! A jeśli to my czujemy się zagrożeni i to my jesteśmy nacechowani? Może nie nosimy barbarzyńskim zwyczajem brody, może nie mamy jak Hester Prynne wyhaftowanej na piersi szkarłatnej litery, ale dają nam jakiś inny znak hańby? Słoik, czy swastykę - nie, znak słońca popadł w niełaskę...
Tak to bywa z tymi wielkimi ideami. Jak słyszę o szczytnych ideałach, to zaraz uruchamia mi się w pamięci szczęk gilotyny puszczonej w ruch ideami Rousseau i tłuszczą wrzeszczącą Liberte, Egalite i Fraternite do Dantona. HA! - odpowiadamy my, dzieci wieśniaków. Ha - dla nas zawsze był kryzys. My jeszcze nie mieliśmy tego, co nie jest kryzysem. My nie mieliśmy tak bardzo, że nawet nie mamy na to słowa.
My  byliśmy bidni, gdy Jagiełło gromił Krzyżaków; i gdy Sobieski gromił Turków;i gdy Konstytucja 3 maja znosiła pańszczyznę; i gdy Churchil/Stalin/Roosvelt gromił hitlerowców. Za Gomułki mieliśmy kontyngent, a teraz - konkurencję unijną.
Przeżyjemy, a nawet jeśli nie - cóż, bywa.


a propos' Unii - podstawowe informacje powtarzamy tu: http://www.erepetitio.pl/pl/set/445/unia