sobota, 21 września 2013

a Rajmund powiedział

Powtarzam za Buddą jego cztery szlachetne prawdy o  cierpieniu i szłabym jego ośmioraką ścieżką, gdyby nie ta konieczność powstrzymywania się od tańca i noszenia girland...

©;
(cc);
copyright;
copywriter;
prawa autorskie;
dozwolony użytek;
konwencja berneńska;
creative commons;
imprimatur;
cenzura;
Zanim jednak usłyszałam o Buddha Dharma, wytworzyłam samodzielnie koncepcję, że posiadanie nie jest ważne. Głównie dlatego, że musiałam donaszać ubrania siostry.  Potem po mężu, a nawet jego kolegach, gdy szczęśliwie im się przytyło i tylko ja wchodziłam w nr 36. Ach! To były piękne, lanserskie  wranglery. Teraz się spospolitowały - słusznie - denim wynaleziono dla chłopów i robotników. Wszystko staje się dostępne, a w konsekwencji pospolite. Nawet słowa.
Jak mówi Księga: na początku było słowo. A słowo było dla wybranych. Kiedyś papier dystrybuowany był w ograniczonym zakresie do drukarni, wydawnictwa licencjonowane i cenzurowane. Teraz każdy może odpalić internet i  jak Dalida śpiewać (z karaoke) paroles, paroles i pisać w wordzie (czy w czym tam lubi). Podaż słów wzrosła - popyt nie za nadto. Ilu piszących może liczyć na sukces czterech ewangelistów? Homera choćby? Wieszczów narodowych? Niewielu wybrańców.
Mało kto ma szczęście, się (jak pisał zapomniany poeta) jednak zdarza. Danka na przykład tworzy system komentarzy, który można by opatrzyć tytułem "a Bogdan powiedział..." Ludzie mu zazdroszczą. Mój mąż np. mówi: jak miło ludzie wymieniają słowa. A ty?! (znaczy ja) Ty używasz moich słów, zdań, całych historii i ani słowa o autorze. Aha. To prawda. Większość słów, które zapisuję powiedział Rajmund. Albo kto inny. Nie byłam lekarzem w RPA, Flying Doctors w Australii, inżynierem w Andach... ale dobrze opowiadam te historie, lepiej niż ci, co tam byli. Powtarzam słowa wielokrotnego użytku. Bez cenzury. Z Waszym imprimatur.