poniedziałek, 2 września 2013

piramida potrzeb

I po wakacjach... Jak śpiewa bard  - Popijamy calutki ten dzień - Próbujemy nalewki Z dzikiej róży, z porzeczki Żeby sprawdzić - czy zimą da

rozkosz
frajda
ekstaza
radość
zadowolenie
pomyślność
przyjemność
uciecha
szczęście


Odwiedził mnie Krzyś z córką. Kiedyś sprzedawał cukierki. Przyjeżdżał z torbą słodyczy, po których szybko zostawały tylko papierki. Pożeraczem pyszności byłam ja. Dzieci Krzysia patrzyły przerażone. Tata wmówił im, że to są produkty do sprzedaży. Teraz Krzyś sprzedaje urządzenia do produkcji piwa. I znów: wmówił córce, że piwo to produkt do sprzedaży... A ja.. używam piwa.
Córka Krzysia jest wiotka, ja walczę z nadwagą. Jestem przez to idealnym klientem, kołem zamachowym gospodarki, konsumentem niezdrowego i niepotrzebnego żarcia. Konsekwencją tego jest konsumpcja preparatów odchudzających, kupno ubrań i urządzeń sportowych oraz karnetów na siłownie. To dla mnie pracuje branża rozrywkowa i reklamowa. Dzięki temu więcej pracy mają spece kampanii zdrowotnych powstrzymujących przed używkami na literę "P". A przecież dają tyle szczęścia. Albo przynajmniej uciechy (bo nie extazy), przyjemności, zadowolenia.
Cóż - cukiereczki też odpalają dopaminę zwaną hormonem szczęścia. I cukiereczki, ciasteczka, lodziki - zakazane nie są. A biodra i barki pęcznieją. Pękate ciałko obciąża stawy i tętnice. Rozum tępieje od nadmiaru sztucznych bodźców radości. Pojawiają się teorie, że przesłodzone życie może być przyczyną przemocy. Przemocy najwięcej jest w szkołach, a nie ma na nich ostrzeżeń ministra zdrowia, że mogą być przyczyną utraty zdrowia. Na słodyczach też nie ma ostrzeżeń, jakie umieszczane są na używkach na literę "P"...
Pamiętacie piramidę potrzeb Maslowa? Nie macie wrażenia, że cukiereczki sprawiają, że została z niej tylko podstawa: fizjologia (uzupełniona internetem).