czwartek, 19 września 2013

e-booki pod strzechy

Telewizja to tylko zastępcza rozrywka dla mózgu, kto nie czyta, ten właściwie nie potrzebuje już głowy, nie mówiąc oczywiście o wyobraźni i fantazji - powiedział Billie Joe
 


gliniane tabliczki;
kamienne tablice;
supełki na sznurkach;
tusz na jedwabiu;
inkaust na welinie;

hieroglify na papirusie;
ruchoma czcionka;
manuskrypty;
inkunabuły;
linotyp

Czego to nasze uczelnie nie wymyśliły? Ach, na wołowej skórze by nie spisał! Nie wymyśliły edytorów tekstu, arkuszy kalkulacyjnych, programów graficznych i ekranów ciekłokrystalicznych. Nie nasi uczeni wymyślili eklera/suwaka/zippera ani zapięć na rzepy. Kopernika co i rusz próbują zawłaszczyć Niemcy, a Skłodowską - Francuzi. Ktoś pamięta, jakieś współczesne osiągnięcie? Nie, nie chodzi mi ekspertyzy lotnicze na podstawie zgniatania puszek po piwie i latanie na konferencje...
Chodzi mi o tego profesora, ostrzegającego przed książkami w wersji elektronicznej. Podobno powinna być do nich dołączana ulotka na wzór tej, jaką producenci lekarstw dołączają do farmaceutyków. Powinny się na niej znaleźć informacje dotyczące ryzyka utraty zdrowia przez uczniów.  Naprawdę! Cytuje go gazeta (kiedyś rządowa, zaliczana do kategorii quality).

Przed książkami w wersji cyfrowej bronią się też wydawcy książek tradycyjnych. Mówią:  – Jesteśmy za cyfrową szkołą, za wyposażeniem 
szkół w sprzęt i dostęp każdej klasy do 
internetu. Jesteśmy jednak także zgodni, że bezpłatny e–podręcznik, zlecony 
i aprobowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, to nie jest rozwiązanie wolnorynkowe.  Zapowiedziany przez państwo 
e–podręcznik zepsuje rynek, a szanse na to, że znajdzie dla siebie na nim miejsce, są małe. Uczniów jest coraz mniej, a niż musi jeszcze przejść z podstawówek do gimnazjum i liceum. W szkołach mamy 4,25 mln uczniów, choć niecałe 10 lat wcześniej było ich 6,5 mln.
Zmiany przerażają. I zawsze można przypisać im zgubne skutki zdrowotne. Rylce do glinianych tabliczek i dłuta do tablic kamiennych kaleczyły dłonie.  W ogóle księgi, jak pamiętamy z "Imienia róży", bywają zatrute. Charles Chaplin zauważył zaś, że najmądrzejszy naród na świecie to niewątpliwie Chińczycy. Wynaleźli druk - ale nie gazety, proch - ale tylko do sztucznych ogni, wynaleźli wreszcie kompas - ale powstrzymali się przed odkryciem Ameryki.
Sto pociech z tymi naukawcami.
{Nie, nie zrobiłam literówki, chociaż usłużny edytor mnie poprawia. Tak jak pani od chemii wyróżniała kwasy siarkawe i azotawe (cokolwiek to znaczyło), tak i pani polonistka wyróżniała teorie naukowe i naukawe. I obydwie zalecały czytać księgi od deski do deski (kto wie co to znaczy).

Zaznaczyłabym to na marginesie, ale niewygodnie na ekranie robić margines.
Nie narzekam, wspominam jak tłukli mnie w szkole po lewej dłoni, którą wygodniej było mi pisać, ale atrament ze stalówki się zacierał...}