poniedziałek, 9 września 2013

glühwein i vintage


mulled wine
glühwein

tokaj
port-wine
dated port
vintage
tawny
ruby
beaujolais



Aladdin z fb zaprasza na wielką degustację grzańców w różnych smakach m.in. malinowego, wiśniowego, migdałowego i orientalnego. No nie wiem... Nie jestem wyrafinowanym smakoszem, nawet nie otarłam się o kiperów, o sommelierach (specjalistach w dziedzinie enologii) nie wspominając. A to chyba oni zajmują się degustacją. Ja to sobie mogę popijać co najwyżej. Tylko  wytrawni degustatorzy 
potrafią kwadrans, a i pół godziny, rozwodzić się nad aromatami i konsystencją bachusowego trunku. A nawet dowodzić jego zbawiennego wpływu na zdrowie.
Poza tym: grzaniec o tej porze roku? Glühwein - rozgrzewa Austriaków na świątecznych jarmarkach. Jest symbolem Adwentu i w Austrii nieodłącznie kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia. Zatem: za wcześnie.
A w ogóle, to my, ludzie północy pijemy wódkę. Oh! Pardon. Mówienie o piciu w sensie chlania jest passe. Au courant jest mówić o produkcie do obrotu. Nie do handlu - handlarze, a zwłaszcza handlary są w złym guście. Jedyne co pozostaje  - to dzierżyć rżnięty kryształ z produktem destylacji kartofla. Nie. To brzmi również fatalnie.
Musimy jak południowcy z wdziękiem trzymać wiotką, szklaną nóżkę pucharu. Bo jak mówi zapomniana pisarka między ustami, a brzegiem pucharu wiele może się zdarzyć. Możemy spoglądać jak krew Dionizosa z wdziękiem osuwa się po szklanej czaszy. To brzmi i wygląda elegancko. Teraz pozostaje nam czekać na Beaujolais Noveau. Jednak ten szeroko promowany produkt trafi na rynek dokładnie minutę po północy w trzeci czwartek listopada, bez względu na to kiedy były zbiory.
Tymczasem możemy zachwycać się innym produktem genialnej promocji, winem z zielonej, płaskiej, okrągławej butelki ozdobionej fotką portugalskiego pałacu Villa Real. W tej winnicy fermetują winne grona i z politowaniem patrzą na turystów pielgrzymujących w okolice Fatimy, mylnie traktując Palacio de Mateus, jako źródło trunku. I opowiadają, jak to kiedyś przyjechał gość z Ameryki, zjadł obiad i zapytał czy może strzelić fotę pałacu. Pozwolili. Zapytał, czy może wykorzystać ją jako nalepkę na wino. Pozwolili. I w supermarketach to wystandaryzowane wino idzie jak woda. Podobnie jak najzwyklejsze porto tawny.

Bo nie vintage.