czwartek, 6 czerwca 2013

Donald z raju

Kiedy wiosna w liść ustroi drzewa I otuli je miłości tchnieniem, Wtenczas bóle, które wiatr im śpiewa, One czują liści swoich drżeniem. I wspominamy raj 
pairi - dookoła (w staroirańskim)
diz - otaczać (w staroirańskim)

paradise - menażerie/ogrody (w starożytności)
ogród - po polsku
gard - po starosłowiańsku
garden - po angielsku
огород - po rosyjsku
A teraz śpiewamy:
Old MacDonald had a farm, E I E I O,
And on his farm he had some chicks,

With a chick chick here...
Jesteśmy jednakowi. Wyszliśmy z jednego ogrodu i mamy jedno słowo na jego opisanie. To było gdzieś w Azji Mniejszej/Asia minor/Anatolii. Tam dzielny Hektor walczył o Troję, Odys wracał do Itaki, a Krezus gromadził bogactwo. Mamy jedno słowo na miejsce szczęśliwości - raj/paradise. Wyalienowane z pospolitego otoczenia sanktuarium cudownych stworzeń. Stworzenia różnią się. Wystarczy zaśpiewać piosenkę o gospodarstwie Donalda.  Zwierzęta amerykańskiego Donalda nie gdaczą, nie kwiczą, nie ryczą, nie gęgają, ani nie szczekają!
Mamy takie same uszy - a słyszymy inaczej. Mamy takie same usta - a mówimy inaczej. Mamy takie same żołądki - ale nie trawimy żab, ostryg, glonów. Na razie. Niebawem nie tylko sushi będzie naszym ulubionym daniem. Skoro wyrafinowaną lasagne zamieniliśmy na pospolite łazanki, to i durian niebawem zacznie nam pachnieć smakowicie. Zwłaszcza, że nie ma już chłopów, a tym bardziej wieśniaków. Znasz tę piosenkę: "rolnik sam w dolinie..."? Nawet dzieci już jej nie śpiewają, wolą opiewać rajskie życie Donalda. A gdy telefonują do dziadków na wsi pytają, co tam nowego na farmie?
A jest o czym opowiadać. Ursusy zastąpiły masseye fergusony, które ostatnio zostały wyrugowane przez john deere. Budzi to pewien niepokój na Lubelszczyźnie, mającej w herbie skaczącego jelonka. Uprawiane tu dotychczas kartofle i buraki ustąpiły pola rabarbarom, szarłatom i hibiskusom.  I oczywiście cydonii, czyli pigwie, o której mówi się, że to jej owocem wabił wąż mieszkańców raju.