poniedziałek, 15 lipca 2013

piekło postępu

Liberalnych cyników i religijnych fundamentalistów łączy jedna wspólna cecha: jedni i drudzy utracili wiarę we właściwym sensie tego słowa. Symptomatyczne, że dla jednych i drugich twierdzenia dotyczące religii mają charakter dowodu, pretendujący do bezpośredniej wiedzy.

archetypy
obrzędy
rytuały
ryty
tabu
nawyk
sacrum
profanum
imponderabilia


Nie należę do żadnej partii, stowarzyszenia, zespołu. Jak większość ludzi jestem wyznawcą religii, ale jak większość traktuję to ,jako pewien nawyk utrzymywania tradycyjnych rytów, rytuałów, obrzędów. Jak większość społeczeństwa nie robię wnikliwej autoanalizy archetypiczności moich zachowań. Jak większość nie szukam granic między sacrum i profanum, a tabu utrwalam jako pojęcie słownikowe, a nie element codziennego życia. Jestem typowym elementem większej całości. A jednak.
A jednak: ja to ktoś inny. Arystoteles w swojej Polityce zauważył, że każda wspólnota powstaje dla jakiegoś dobra. I że państwo powinno być wspólnotą, a nie jednolitym organizmem. Traktuję to jako usprawiedliwienie, dla faktu nierównego rytmu bicia mojego serca, niezgodnego z rytmem serca narodu. Taki defekt, dysfunkcja, na którą mogę przedstawić zaświadczenie lekarskie. Niemniej uważam, że praca organiczna jest podstawą wspólnoty jaką jest państwo. A wolność, równość, braterstwo - jakkolwiek należą do najważniejszych imponderabiliów - kończą się na czubkach sztachet mojego płotu.
Nie czuję równości z całością żywego stworzenia, odmawiam braciom mniejszym wolności i nie czuję braterstwa. Nie, nie z pobudek feministycznych i genderowych, bo siostrzanych uczuć także nie mam. Nigdy nie dam wolności moim psom i żółwiowi. Bezlitośnie tępię mszyce, muchy, komary. Wrzeszczę na kawki, wymachuję na sroki, przepędzam gołębie. Truję pędraki, kretom rozwalam kopce. A raz wypędziłam z ogródka jeża. Teraz, gdy obrońcy zwierząt tańczą taniec zwycięstwa na mogile rytualnego uboju zaczynam się bać. Życie to życie. Jętka jednodniówka, bielinek kapustnik i stonka - czym one są gorsze od brudnej świni i jurnego byka?
Boję się ekologów, tak samo jak ortodoksyjnych obrońców wiary. Boję się tych, którzy tworzą hierarchię i tych, co występują przeciw niej. Boję się tych wszystkich posiadaczy prawdy jedynej i absolutnej, podnoszących pięść w słusznej sprawie. Niewzruszenie trwają przez wieki. Kiedy patrzę na fajerwerki fetujące rocznicę zburzenia Bastylii, ciarki przechodzą mi plecach. Nie rozumiem jak to się dzieje, że sympatyczni rzemieślnicy zaczynają produkować gilotyny i tysiącami odciętych głów sąsiadów napełniają kosze. Ta historia ciągle się powtarza: masakra w imię postępu.
... elektryczne kotły w piekle to też postęp.