piątek, 12 lipca 2013

żądza krwi


płuca
nerki
serce
krew
kaszanka
kiszka
krupnok
kadrel
żymlok
czarnina
czarny salceson


Jestem ze wsi. Rodzice posłali mnie na studia, bo do niczego innego się nie nadawałam. Nie potrafiłam poderżnąć kurze gardła na niedzielny rosół. Nie potrafiłam karmić gęsi na pâté de foie gras de Strasbourg. Nie potrafiłam posiekać zwierzęcego tyłka na tatara i jeszcze rozbić na to jajka odebranego kurze marzącej o potomstwie. No i co najważniejsze - przygotowanie kaszanki łączyło się z psychozą. Nawet dziś nie jestem w stanie przeczytać przepisu. Zwłaszcza w tej części o spuszczaniu krwi. A wiadomo, niektórzy wierzą, że zwierzęta też mają nieśmiertelną duszę. A inni wierzą, że dusza unosi się we krwi, więc wolą pozwolić na śmierć dziecka niż na transfuzję.
Jestem ze wsi. Dziś jednak jestem zaproszona na kolację przez Tomka, noszącego arystokratyczne nazwisko. Mam nadzieję, że zrobi swoje przepyszne caprese i tiramisu. I ten ser, w którym  podpuszczka z koziego żołądka zastąpiona jest chemicznym ersatzem. Mam nadzieję, że nie będzie mnie przekonywał, że kaszanka jest pyszna. Nie po to ja te studia kończyłam, żeby siadać do kolacji z wyrafinowanym inżynierem i z rosentalowej porcelany wcinać kaszankę. I konwersować z jego bratem (pediatrą), jak to u niego na oddziale walczy się o dzieci z ich rodzicami, którzy na transfuzję nie pozwalają.
Jestem ze wsi. Mam tyle ziemi, ile w doniczkach. Wielki świat widzę w telewizji i mam nadzieję, że ominie mnie ten widok przy dzisiejszej kolacji. Bo czuję jak burzy się moja chłopska krew. Panowie z białymi rączkami, znów mówią nam - chłopom jak mamy żyć, uprawiać ziemię, hodować trzodę i bydło, w co wierzyć. Nucę więc: O, cześć wam panowie, magnaci, za naszą niewolę, kajdany, o, cześć wam książęta, hrabiowie, prałaci, za kraj nasz krwią bratnią zbryzgany... Panowie nie mówicie, czy pozwalać z chłopskiej ziemi wydobywać gaz i czy sprzedawać hodowlę do ubojni gazujących, czy ogłuszających. Najpierw zobaczcie jak pozyskuje się krew naszych braci mniejszych na kaszankę. Potem wyciągnijcie niewidzialną rękę rynku.
Jestem ze wsi. Postawię kosę na sztorc. Muszę jakoś ściąć wiśnie z czubka drzewa na dżem wiśniowy. Coś trzeba jeść. Pasteis de Belem i baklawa do życia nie wystarczą.