wtorek, 2 lipca 2013

słoiki z Brukseli


 
słoiki;
wyliczanki;
Warszawianka;
Ouagadougou;
Katowice;
Bruksela;
hanysy;
cepry;


Mój syn jest słoikiem, tak jego kolega z Lublina, tak jak jego koleżanka z Brukseli. U Kamila w Krakowie są ceprami, u Kuby w Katowicach - hanysami. Nie! to Kuba jest hanysem! Kim my jesteśmy na Śląsku?
Dziewczyna z Brukseli ma imię brzmiące tak niezwykle w naszym uchu, że nazywana jest Rybą. Mówi po francusku, angielsku oraz w swoim rodzimym języku - walońskim lub flamandzkim. Ten język brzmi niezwykle - a może tylko Ryba nas pragnie nas zadziwiać. Recytuje więc wyliczankę podobną do naszej królowej Karoliny, której król Karol.... lub angielskiej "Three switched Witches watch three Swatch watch switches. Which switched Witch watches which Swatch watch switch?"
Dziewczyna z Brukseli będzie teraz mieszkać z rodowitą Warszawianką. Mogłaby ona wywodzić swój ród od Warsa lub Sawy, ale ma wygląd przybysza z Ouagadougou, stolicy Burkina Faso. Podobno nazwa tej stolicy znaczy tyle, co "miasto wiecznego słońca", a nazwa państwa oznacza miejsce, gdzie wszyscy się uśmiechają. No, naprawdę... też pomysł! Miejsce, gdzie wszyscy się uśmiechają - to nie może być w Polsce. To nie może być w kraju, w którym statystycznie wszyscy wyznają prawdę objawioną przez przybysza, obcego, wędrowca. Ba! W naszym kraju owemu niebiańskiemu imigrantowi przyznano tytuł królewski...
I co z tego, że tak się obnosimy z tym krzyżykiem na szyi? Nic, kompletnie nic. Nawet w wakacje, gdy podróżujemy i spotykamy obcych oraz celników, nie śpiewamy o tym, co "z celnikami jadł, zapomniał, kto to wróg, pochylał się nad tymi, którzy płaczą"...