wtorek, 2 czerwca 2026

Mordor w Gardzienicach!

Korporacjuszy na scenie Festiwalu Generator Nadziei zaprezentował Teatr KTO, przypominając

w majowy wieczór 

Teatr KTO - Generator Nadziei

firmowe poranki

firmowe posiłki 

firmową stołówkę

firmowe spotkania motywacyjne

firmowe klikanie w klawiatury

firmowe imprezy integracyjne

firmowe rywalizacje

firmowe awanse 

firmowe romanse 


Zabrakło tylko arkuszy kalkulacyjnych wyświetlanych na ścianie. Gospodynie z Gardzienic
przygotowały pączki dla poprawienia nastroju po niewesołym spektaklu. Mnie widowisko 
przypomniało sytuację sprzed lat, gdy pracowałam na posadzie, może nie w korporacji,
ale w firmie, którą kupiła korporacja światowa. Siedziałam z rękami nad klawiaturą,
układając w myśli tekst, który miałam napisać. Nagle odwróciłam się i zobaczyłam twarz szefa,
nawet nie rozgniewanego, ale w jakimś straszliwym zdumieniu. Zapytał: 
- Ewa, co ty robisz?  
- Myślę - odpowiedziałam.  
- Pisz! Nikt tu nie płaci za myślenie. Pisz…  
To była już końcówka mojej pracy w tamtym miejscu. Później głównie byłam sprzedawcą,
bo wszyscy jesteśmy sprzedawcami, chociaż mało kto się do tego przyznaje. 
Sprzedawca, pośrednik, nie są zawodami cieszącymi się poważaniem. Lepiej być bezrobotnym
patriotą niż pospolitym sprzedawcą lub producentem. Jednak w dzisiejszym świecie będzie się
liczyła umiejętność myślenia i sprzedawania. Bo czy nie nie było tak zawsze? Zawsze liczyli się
kupcy, twórcy nowych przedmiotów i odkrywcy nowych rynków zbytu. A także ci,
którzy nie marudzą, tylko szybko oswajają nowe idee i umiejętności
Ostatnio na Facebooku i wyświetlił mi się dramatyczny apel, jakby sprzed lat:    
- Ostatnio mało publikujesz! Publikuj więcej, wrzuć jakieś zdjęcie. Animuj zdjęcie. . .Kilka lat temu musiałam prosić grafika, żeby legalnym programem zrobił korektę fotografii.
Teraz manipulacje i zmiany mogę robić kciukiem na smartfonie z pomocą Sztucznej Inteligencji
(AI). Pozwala to na wpisywanie tekstowych komend w celu zmiany tła lub stworzenia
fotorealistycznych ludzi od zera. I jak zwykle w takich sytuacjach pojawia się pytanie,
czy to jest moralne? Ja się tylko bawię, ale wielu na tym zarabia. Dużo.

piątek, 10 kwietnia 2026

dolce far niente

Jesteśmy wędrowcami na tej Ziemi, która uczy patrzeć na rzeczywistość, jak na przejście, a nie turystykę. Dla mnie Sycylia to tam, gdzie wiosna pachnie

pierwszy lot z Lublina do Trapani 

 mimozą
 puchowcem wspaniałym 
 gorzką czekoladą
 słodkim espresso
 smażonym tuńczykiem
 morską solą
 kościelnym kadzidłem
 pochodniami procesji
 gałązkami palmowymi
 wiosennym deszczem



Sycylia nie jest po prostu wyspą. To stan umysłu, w którym zasady są święte, historia zagląda w okna, a deszcz... cóż, deszcz to darmowe nawilżanie cery w cenie wędrówki! Zapraszam Cię w podróż śladami „Geparda”, czerwonych koszul i smaków, których nie zapomnę do końca życia. 
Palermo przywitało nas deszczem. Stara część miasta wciąż ma w sobie to „coś”. Sycylijska wiosna bywa kapryśna. Deszcz pokrzyżował plany wędrowania w parku Zingaro i podziwiania gór soli w Trapani. Jednak nawet, gdy morze jest żółte od piasku, a tonara w Scopello zamknięta, Sycylia jest wyjątkowa. Miejscowi mówią: minchia - to słowo pasuje tu do wszystkiego!
Wielkopiątkowa procesja w Ennie to najstarsza tradycja pasyjna w Europie, wywodząca się z czasów hiszpańskiego panowania. Około 2500 członków 16 bractw przemierza miasto w ciszy lub przy żałobnej muzyce, niosąc figury Chrystusa i Matki Boskiej. Uczestnicy ubrani są w długie tuniki i kaptury zakrywające twarz, z otworami na oczy, co ma symbolizować pokutę.
Istniejące od wieków grupy (najstarsza od 1261 r.), od wieków mają inny kolor szat. Bractwa niosą narzędzia męki Chrystusa: gwoździe, młotki, srebrniki Judasza. W procesji niesiony jest XVI-wieczny relikwiarz Świętego Ciernia
W Modice też można przeżyć coś mistycznego: procesję Madonna Vasa Vasa. Dwa tłumy, dwie figury - Chrystus Zmartwychwstały i Madonna w czerni. Po spotkaniu na rynku następuje „vasata” - pocałunek. Madonna zrzuca czarny płaszcz, spod którego wyłania się błękit sukni, a w niebo wzlatują białe gołębie. 
Modica to także czekolada, która pamięta Azteków. Nie przypomina niczego, co znacie ze sklepowych półek. Jest szorstka, ziarnista, bez dodatku masła kakaowego. Czuć w niej nutę cynamonu i kryształki cukru, które powoli rozpuszczają się na języku. To receptura przywieziona wieki temu przez Hiszpanów, którzy nauczyli się jej od rdzennych mieszkańców Meksyku. Prawdziwa podróż w czasie ukryta w kostce kakao.       
„No co wy!”, czyli sycylijski kodeks kulinarny. Na Sycylii jedzenie to religia, a dogmaty są jasne: Cappuccino po południu? Zapomnij. Wino Marsala przed obiadem? Absolutnie nie! Kolacja przed 19:00? Nawet nie próbuj pytać. Choć pizza kusi kolorami a makaron kształtami, ja oddałam serce tuńczykowi. Zapomnijcie o tym z puszki. Tutaj króluje ten z patelni lub rusztu. Największe zaskoczenie? Tuńczyk średnio wysmażony, podawany z prażoną czerwoną cebulą i... truskawkami. Połączenie absurdalne? Nie, po prostu genialne.
Podczas wiosennej podróży po Sycylii można dostrzec drzewa z żółtymi kwiatami. Okazało się, że to mimozy, które są symbolem kobiecej siły i zwiastują wiosnę na wyspie. Można je spotkać w ogrodach, na balkonach, a także w cukierniach jako Torta Mimosa - biszkoptowe ciasto przypominające te słoneczne kwiaty. W Syrakuzach, gdzie Archimedes dokonywał odkryć, czuć ducha Grecji, Arabii i Hiszpanii. Zachwyca tu puchowiec wspaniały.
Wszędzie zwracają uwagę sycylijskie donice w kształcie głów. Legenda głosi, że dziewczyna odcięła głowę niewiernemu kochankowi i zasadziła w niej bazylię. Do dziś Sycylijki sadzą zioła w takich „głowach”. 

💝💝💝 zobacz proszę 👇👇👇
Wielki Tydzień sycylijski na fotografiach

💥dolce far niente, czyli słodkie lenistwo 💦



czwartek, 5 lutego 2026

uczciwa robota

Jesteś w IV kohorcie! Zaniepokoiła mnie ta wiadomość. Przecież starożytny Rzym upadł a jego legiony znikły. Jednak w kolejnym zdaniu doczytałam, że zakwalifikowałam się do bezpłatnego programu AIDEAS i nauczę się korzystać z
pies w ubraniu Mikołaja z kotem w tle 
Grammarly
ChatGPT (OpenAI)
Claude (Anthropic)
Gemini (Google
DeepSeek
Microsoft Copilot
Midjourney
DALL-E 3
Adobe Firefly
Stable Diffusio
Sora
Runway

Ucieszyłam się, że mnie przyjęli na kurs wykorzystywania sztucznej inteligencji w pracy. Obawiałam się, że będzie jakiś ageism i komputer powie: nie! Starszej pani nie bierzemy, bo nowe rzeczy są dla młodych. Jednak dostałam prompt guide, żeby zrobić coś samodzielnie na początek i czytam pierwsze polecenie: “Wykonaj hiperrealistyczne zdjęcie zwierzaka w podstawie załączonego zdjęcia ubranego w kompletne przebranie świętego Mikołaja. Wymagania: Zwierzak ubrany w czerwony strój Mikołaja z białą futrzaną lamówką, czarnym paskiem i czapką Mikołaja. Zwierzak powinien wyrażać radość, ciekawość, pozując bezpośrednio do obiektywu. Tło powinno być rozmyte, ale rozpoznawalne jako świąteczne wnętrze. Światło powinno być ciepłe i nastrojowe. Cała postać zwierzaka widoczna na zdjęciu. Na grafice nie może być żadnych postaci ludzkich
Szkoda, że nie może być tych ludzkich postaci, bo ja mam świetne zdjęcie, ze świetnym psem w świetnym przebraniu. Właściwie to mam już wszystkie zdjęcia wszystkiego i potrzebuję czegoś nowego. Bo już nawet teksty mam napisane o wszystkim. Nawet moja wirtualna koleżanka Natalia mówi:  "O, myślałam, że napisałaś coś nowego, a tu zonk! jakiejś starocie sprzed lat”. Dlatego skorzystałam z możliwości, przedstawionych przez inną wirtualną koleżankę i zapisałam się na kurs robienia czegoś nowego. 
Ale czy ja potrzebuję widzieć sztucznego psa? Ja nawet nie potrzebuję brunatnego niedźwiedzia, aligatora, ani żadnego potwora - takie ruchome obrazki robi Sora. To zaawansowany model sztucznej inteligencji stworzony przez OpenAI, który generuje realistyczne i kreatywne materiały wideo na podstawie opisów tekstowych tzw. promptów. Nie wiem tylko, po co mi nierealistyczne video w moralnej pracy?
Bo praca przede wszystkim powinna być uczciwa, nieprawdaż? 
🙈🙉🙊

wtorek, 14 października 2025

historia nauczycielką życia

Moja koleżanka, jak wielu Polaków kupiła sobie mieszkanko w Alicante. Jest tam bardzo ładnie,


morze ciepłe

palmy wysokie

ulice szerokie

ludzie życzliwi

kultura bogata

zabytki wspaniałe

turystów wielu



W tych dniach jest wspaniała fiesta, upamiętniająca czasy, gdy Maurowie wylądowali na hiszpańskich plażach i zostali na kilka stuleci. Parady organizowane są w wielu miejscowościach Hiszpanii, ale najpiękniejsze odbywają się ponoć w Alicante. W średniowieczu nazwą Maurów określano wszystkich muzułmanów zamieszkujących Andaluzję i północne obszary Afryki.

Jak widać na zdjęciach przybycie wyznawców islamu i zajęcie przez nich półwyspu Iberyjskiego jest świetną okazją do imprezowania. I nikogo nie dziwi upamiętnienie  najeźdźców i wieków zniewolenia, które przyniosło nieeuropejską kulturę, nieeuropejską architekturę, nieeuropejską sztukę.

Fascynujące dla mnie jest to, że w tej imprezie uczestniczy chyba całe miasto. Wszyscy przebierają się za średniowiecznych chrześcijan i muzułmanów. Widowisko prawie tak barwne, jak Semana Santa, które świętują na Wielkanoc. Wynoszą wtedy wielkie ołtarze, które niosą bractwa, pięknie ubrane w peleryny z wysokimi i spiczastymi kapturami. Taka platforma to pewnie waży tonę albo i więcej. A oni idą kołyszącym się krokiem w rytm muzyki, podobnej do tej z fiesty "Moros y Cristianos"

Dziwne, nieprawdaż? W Polsce rekonstrukcje historyczne są dramatycznie martyrologiczne. Inaczej niż w Wielkiej Brytanii, gdzie kultywują zdobycie Brytanii przez Cesarstwo Rzymskie. Rzymscy legioniści zrobili sobie fantastyczną promocję i zdobyli zachwyt kolejnych pokoleń. A przecież byli bezwzględnymi mordercami. Tymczasem co i rusz możemy obejrzeć jakiś angielski film, w którym pokazują króla Artura i jego dzielnych rycerzy, którzy z dumą donaszają rzymskie miecze, bo legioniści byli wspaniali. Zabijali wieśniaków, byli bezwzględnymi mordercami, ale budowali też wielkie mury, miasta i drogi. Armia była wspaniała, a Juliusz Cezar, który zniewolił Europę był wspaniałym wodzem. 

We wdzięcznej pamięci najwyraźniej zapisują się ci, którzy potrafią dobrze pisać. Historia jest nauczycielką życia, pisaną przez zwycięzców.

poniedziałek, 8 września 2025

tężnie i tatuaże

 W “Żalu nad starym szlafrokiem, czyli przestrodze dla tych, co posiadają więcej smaku niż pieniędzy“ Denis Diderot wyjaśnił fenomen konsumpcji. Filozof pisał w połowie XVIII wieku o sobie i pewnie nie znane były jeszcze wtedy podręczne 

na rynku w Marakeszu

kłamstwa rynkowe
bibeloty z wycieczki

utensylia ozdobne

woda w plastiku

T-shirty z hasłem

russian lips

hybrydowe paznokcie

siłownie w piwnicy

tężnie we wsi

Diderot po pół wieku życia i wzbogaceniu, kupił wytworny szlafrok. Po czym zauważył, że musi kupić inne rzeczy, żeby pasowały do nowobogackiego stylu. Po kolejnych dwóch wiekach kompulsywne zakupy zyskały nazwę efektu Diderota. Wiesz jak jest: zepsuje się spłuczka w toalecie - żeby wymienić trzeba rozbić trochę glazury, tego wzoru nie ma już w sklepach, więc trzeba wymienić wszystkie płytki. No i umywalkę, bo widać spękane szkliwo. O! armaturę też… terakotę … drzwi… przedpokój…

Po remoncie całego mieszkania - czas na relaks, ale kto remontuje, ten nie podróżuje. Jednak miasta dbają o mieszkańców, fundując namiastki uzdrowisk i tężnie, prawie jak w sanatorium. Tężnie w XIV w. stworzono w Lombardii, do pozyskiwania soli ze słonej wody. W Kołobrzegu po 1710 pojawiło się kilka takich warzelni soli. Słynną konstrukcję w Ciechocinku. zaprojektował Jakub Graff, profesor Akademii Górniczej w Kielcach. Gdy pojawiły się tańsze sposoby pozyskiwania soli, szkoda było rozrzucać górę patyków. Sprzedano ideę leczenia siedzeniem przy wodzie płynącej po gałązkach, miastom i wioskom.

W wakacje '2025 Uniwersytet Rolniczy w Krakowie przeprowadził badania nad tężniami. Stwierdzono obecność bakterii E. coli, Clostridium perfringens i Enterococcus faecalis, wykryto też inne bakterie i grzyby, w tym szczepy potencjalnie chorobotwórcze. 

I tak arystokratyczne wyjazdy “do wód” zjechały do prostego ludu, mającego w pogardzie elity mówiące językami i świecące gładką skórą. “Na kwadracie”, jak teraz nazywa się osiedla, powstają salony - nie literackie, kulturalne, czy ogólnie: elitarne. W modzie są salony populistycznie plebejskie - tatuażu, manicuru i makijażu. Przed wiekami, za górami, za lasami te ozdoby miały silne znaczenie duchowe i społeczne,  były związane z rytuałami przejścia i odzwierciedlały status społeczny. Były też oznaką przestępczości lub niewolnictwa. Teraz są pospolitą usługą. No i sztos - jak to mówią.


środa, 30 lipca 2025

Singera ślad



W Lublinie zakończył się 16. Carnaval Sztukmistrzów. Jedną z jego największych atrakcji była możliwość podziwiania highlinerów - informują lokalne media. Jeszcze przed dekadą niebo nad Starym Miastem pełne było linoskoczków. . .  Teraz już tylko zagraniczni highlinerzy. Chociaż jak się zastanowić, to słowo wprowadzone do polszczyzny powinno być zapisane hajlajner?
Zastanawiam się również, czy mieszkańcy oraz turyści odwiedzający Lublin i fotografujący się pod rzeźbą zawieszoną na linie zastanawiają się, że ta postać przedstawia Jaszę Mazura ze słynnej powieści Singera "Sztukmistrz z Lublina", linoskoczka, który swoją zręcznością podbijał serca widzów podróżując po świecie i zawsze wracając do Lublina.
Podziwiam ludzi, którzy potrafią opisać historię swojej okolicy bez zawoalowanych faktów. Ja nie potrafię. Pochodzę ze wsi pod Lublinem, w której nie mieszkali Żydzi, ale mieszkali w okolicznych miasteczkach. Pamiętam jak dowiedziałam się o ich istnieniu. Gdy byłam małą dziewczynką, babcia zabrała do domu w miasteczku. Był zupełnie inny niż chłopskie domy. Wtedy nie znałam słowa intarsja, więc byłam tylko zdumiona pięknymi meblami. Na pytanie, skąd takie piękne i dlaczego my takich nie mamy, babcia odburknęła - bo to po Żydach.
W liceum zaczęłam czytać Singera. Byłam zdumiona zaginionym światem tak bardzo, że nigdy nie poszłam na obowiązkowe, szkolne wyjścia na uroczystości upamiętniające ofiary Majdanka. Szkoła była usytuowana o kwadrans drogi od muzeum-obozu i uczniowie byli stałą publicznością. Cenię za to moich nauczycieli, chociaż nigdy nie poszłam dalej niż pod płot. Kręciło mi się w głowie i w żołądku, gdy wyobrażałam sobie, co tam się wydarzyło.
Jestem nieodrodnym dzieckiem mojego plemienia - nie ja pierwsza nie chciałam przyjąć do świadomości bezmiaru bestialstwa.
Czytam, że w wieku 96 lat odszedł fotograf Tadeusz Rolke, który opowiadał:
- Byłem w Szarych Szeregach, pamiętam, o czym nam mówiono i czego uczono. Nigdy nie zaistniał temat, nigdy nie padło słowo „Żydzi” albo „getto”. Coś się w Warszawie odbywało, olbrzymia dzielnica była zamknięta, potem wielki pożar – o tym w harcerstwie nie powiedziano słowa. Robiliśmy zbiórki, śpiewaliśmy – zupełnie obok. A ja patrzyłem na dym, chodziłem pod getto, widziałem, jak niemiecka armata strzela w mury.



środa, 11 czerwca 2025

Z Girony do Lublina

Hiszpanie mogą do Lublina przylecieć na śniadanie. Nie widziałam w Katalonii polskiej kuchni. Mają Salvador Dali Museum w Figueres, ale nie mają
Muzeum Salvadora Dali
cebularzy
chmieloniady
flaków
forszmaku
kołdunów
pierożków konopnych
babek kartoflanych
umiarkowanych temperatur

Cywilizacje od wieków dostrzegają zdolność miast, aby w razie potrzeby się nagrzewać lub ochładzać. Nawet tam, gdzie nie rosną wielkie drzewa. Architekci starożytni nakłaniali do zwężenia ulic, aby zmniejszyć temperatury późnym popołudniem. Wąskie ulice chłodzą powietrze, ograniczając obszar narażony na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. Jasne ściany i dachy mogą pomóc w chłodzeniu miast poprzez odbijanie światła słonecznego. Tak jest na starym mieście i w Lublinie, i w Gironie.
Hotel w centrum starego miasta to lokalizacja idealna do zwiedzania starego miasta. Do katedry kwadrans spacerem i wszędzie indziej również. Jest wszystko, czego potrzeba turyście w upalnym mieście: obfite śniadania rano, łazienka czysta pościel i klimatyzacja wieczorem. Z hotelowymi bufetami trzeba uważać. Obfitość dań jest porażająca i mam ochotę próbować jak smakuje polecane przez przewodniki ciasteczko xuixo. Jak tu smakuje awokado, jak... A trzeba być wstrzemięźliwym. Świętować w katedrze, większej niż w Lublinie, najszerszej w Europie. Katedra o poranku przepiękna! Nie umiem zrobić fotki pokazującej rozświetlone witraże na wysokości 5. piętra i mroku na parterze. Msza rano odprawiana jest w bocznej kaplicy, większej niż mój kościół. Polecam wszystkim - przecież skrypt jest jednakowy dla całego Kościoła Katolickiego. Uczący się hiszpańskiego dla darmowej lekcji, ateiści dla nastroju wspaniałego śpiewu w doskonałej akustyce.
Organy, tak ze 2 piętra wysokie, stoją na środku katedry. Świątynia rzuca na kolana swoim ogromem, przepychem i geniuszem ludzi żyjących w poprzednim tysiącleciu. I trochę zazdroszczę doskonale zachowanych witraży, złotych ołtarzy i gobelinów, że przez tyle wieków przetrwały wojny, rewolty i zmiany władzy. Gobeliny z wełny i jedwabiu tkali już w średniowieczu. W Polsce tapiserie i arrasy nie są często spotykane, tu są ogromne.
W katalońskiej Gironie kelner poleca unikalne danie katalońskie: kiełbaska z pieczarkami i frytkami oraz ciasteczko xuixo (wymawia jak siusiu) - tutejszy przysmak. Wielkie wrażenie robi średniowieczna dzielnica żydowska. Stare Miasto jest naprawdę stare a nie odbudowane. W dzielnicy z której wypędzono Żydów kilka wieków temu, znaleźliśmy jedną mezuzę (karteczkę z wersem biblii), nowoczesną, z pleksi. Pięknie wyglądają kolorowe domy nad rzeką Onyar i mosty nad nią. Po zmierzchu rzeka odbija światła okien, o świcie - różane niebo.
kliknij - moje fotografie z Girony