czwartek, 11 października 2018

gruntowa zmiana


Dla kobiety nie ma jak dom. Ja to zawsze powtarzać będę – zapisała Zapolska. Ważna jest tradycja, coś stałego, do czego się wraca jak do domu. Nie do mieszkania. A do tego potrzebny jest

areał
ziemia
działka
opoka
ugór
podwalina
parcela
posesja

Tymczasem najnowsze notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance wskazuje, że ceny mieszkań w największych miastach Polski są najwyższe od października 2008. Przez ostatnich 12 miesięcy przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania w największych miastach wzrosła o 8,4 proc. W większości polskich miast zanotowano podwyżki średnich cen gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. Wysoki popyt i wzrost cen na rynku lokali mieszkalnych spowodował, że część popytu skierowana została na rynek domów jednorodzinnych, a przede wszystkim na grunty przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną.
Grunt to bezpieczeństwo, tarcza antyinflacyjna, a przy okazji ograniczone zasoby ziemi zapewniają wysokie stopy zwrotu z inwestycji. No chyba, że grunty kupuje gapa i po jakimś czasie wychodzi jednak na jaw, że to działka rolna – nie budowlana, a zmiana jest możliwa po miesiącach formalności. A i to nie zawsze. Gminy otaczające miasta nie mogą opędzić się od chętnych do zamieszkania na ich terenie – a terenu brak. Chociaż, gdy się wokoło potoczy wzrokiem, wydaje się, że ziemi jest mnóstwo. Co innego widać jednak w Miejscowych Planach Zagospodarowania Przestrzennego.
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi bardzo niechętnie wyraża zgodę na zmianę gruntów rolnych na działki budowlane. Wielu mieszkańców wsi oburza, że nie mogą przeznaczyć do przekształceń gruntów dla własnych dzieci. Jednak Polak potrafi, zwłaszcza z prawnikiem na usługach. Jeśli władza się nie zgadza na dworki, wille, a nawet domki określane wdzięcznym mianem „kloc polski” – trzeba myśleć o zabudowie zagrodowej. Wszak zapisano w literaturze, że właściciel na zagrodzie – równy wojewodzie, który jest przedstawicielem ministrów w terenie.
Zatem jeśli nie udaje się dobra zmiana – możliwa jest gruntowa zamiana.

środa, 3 października 2018

Kler rules!


Refleksje o „Klerze” rządzą dyskusjami. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy filmu nie widzieli, ale wiedzą, że klechy to nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

1 nieczystość
2 gniew
3 pycha
4 chciwość
5 lenistwo
6 zazdrość
7 samo zuo

Jest w tym filmie jedna scena, o której nikt nie mówi. Ach! Prawda! Jak ktoś ma mówić, skoro filmu nie widział? A nawet, gdy widział, opowiada o grzechach katabasów. Moja relacja z tej scenki nie zaburzy indywidualnego obioru obrazu, więc opowiadam – było tak: chłopak skarży się rodzicom na krzywdzącego dorosłego. Rodzice karzą go chłostą za kłamstwo i wysyłają do placówki wychowawczej. W placówkach opiekuńczych spędzają dzieciństwo także dwaj inni chłopcy. Tam również są krzywdzeni.
Opowiem jeszcze jedną scenę – bo i tak każdy może zobaczyć to w reklamówce. Widzimy trzech panów przy wódce, nie licząc Boga. O nim wesoło śpiewają i o nim mówią cytatami z Biblii. Teraz możemy wyobrazić sobie trzech przyjaciół w służbowych uniformach. Co komu najłatwiej się wyobraża: togi, kitle, mundury, kombinezony... I wyobraźmy sobie, jak tym panom z hierarchicznej organizacji zaczyna rosnąć garb grzechów cudzych. Ach! Scenariusz sam się pisze. Grzechy główne, grzechy cudze – cała kultura i sztuka jest o tym. Nie to, co cnoty, które są nudne, zwłaszcza – umiarkowanie. Uczynki miłosierne wobec ciała? Nuda. Uczynki miłosierne względem duszy? Nudy na pudy.
A religia? Tak jak i ateizm nie jest nudna! W samej rzeczy bowiem szczery ateista, bardziej niż byle kleryk myśli o b/Bogu bezustannie, choć istotnie w terminach negacji. Zatem ateizm jest formą wiary. Gdyby ateista naprawdę nie wierzył, nie przejmowałby się lub nie przejmowałaby się zaprzeczaniem. Jednakże ateiści i agnostycy są tacy niezorganizowani, niehierarchiczni i nietytułowi. Trudno o nich zrobić dobrą opowieść. Bo jakby to brzmiało: ateiści rządzą! Słabo, nieprawdaż?

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

tylko koni żal


Nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi, niż fałsz, co się pozory bawi nabożnemi – pisał Molier. Czy jednak pozorami są zasady teorii ograniczeń, mówiące że 

każdy:
człowiek jest dobry
konflikt można usunąć
rzeczywistość jest prosta
sytuację można poprawić
można żyć pełnią życia
mieć obopólne zwycięstwo

No nie wiem... 
Ostatnio na przykład okazało się, że ulga na start i mikrofirmę - to pozór. Księgowi nawet mówią, że była to nie tylko obiecanka, ale perfidna pułapka, bo przepisy będą stosowane dopiero w czasie kontroli. Wtedy w rachubę wchodziłby już obowiązek zapłaty zaległych składek z odsetkami, nawet za kilka lat wstecz. A to może kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pułapek na przedsiębiorców jest więcej, a miało być tak pięknie. Jednakowoż nie pierwszy raz rzeczywistość nie nadąża za polityką. W hucznie świętowanym jubileuszu 100-letniej historii odzyskania niepodległości, co i rusz się zdarzały takie sytuacje.
Z zapisków Teatru NN można się dowiedzieć, dlaczego przedwojenna armia nie miała dobrze wyposażonych wojsk lotniczych. Mogła była mieć, bo w Lublinie prężnie rozwijała się prywatna fabryka samolotów. Na skutek dążenia szefa Departamentu Aeronautyki Ministerstwa Spraw Wojskowych, gen. Rayskiego, do skupienia całości polskiego przemysłu lotniczego w rękach państwowych, ministerstwo pod koniec 1935 roku cofnęło zamówienie na pozostałe samoloty, przez co „Zakłady mechaniczne A. Plage i T. Laśkiewicz” zostały doprowadzone do upadłości. W 1936 roku zakład został upaństwowiony i przyjął nazwę Lubelskiej Wytwórni Samolotów (LWS). Ukończono produkcję samolotów R-XIIIF, którą rozpoczęto przed bankructwem zakładu. Przykre, ale szkoda ronić łez nad losem kapitalisty i jego znacjonalizowanych przedsiębiorstw.
Popłakałam się ostatnio przepisując odręczne notatki, przedwojennego urzędnika z mojej gminy. Pod koniec sierpnia 1939 powołany został do wojska. A następnie przez trzy tygodnie jego jednostka przegrupowywała się o chłodzie i głodzie, bez ładu i składu, po borach i lasach. A tych, którzy przeżyli - wróg z samolotów wystrzelał jak kaczki. Dowódcy tej Armii, co to miała nie oddać ni guzika, śmignęli sobie potem za granicę, skąd znów wydawali rozkazy. Nie zawsze nienajmądrzejsze. Po wojnie Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się coraz dostatniej. Potem było kilka robotniczych przewrotów. Kolejne rządy prowadziły politykę tak, że słowo „polityka” nabrało pejoratywnego zabarwienia. Tak bardzo żenującego, że teraz kandydaci do władz, wstydzą się miana polityka i wolą nazwę społecznika, czy miejskiego zagończyka. Społeczne wrzenie i wrogie wszystkich do wszystkich nastawienie, osiągnęło poziom przedwojenny. Amatorzy wojaczki trenują po lasach, domagając się dostępu do broni. Kawalerzystami nie zostaną – bo stadniny podupadły. Wojacy prezentują się jednak w jubileuszowych paradach.
Tylko koni żal.

niedziela, 12 sierpnia 2018

prawda odczuwalna


Nie jest istotne, czy to jest fake, czy autentyk, bo prawdziwy. Wszyscy się z tym zetknęliśmy – napisała administratorka grupy disując suwerena, czyli

hołotę
gawiedź
pospólstwo
hałastrę
tłuszczę
tałatajstwo
dzicz
….

Wydawało się, że co innego znaczy suweren? Ha! Jak śpiewają Indios Bravos: widzę że z czasem sens słów się zmienia / Słowa nabierają nowego, innego znaczenia / A słyszę że z czasem sens słów się zmienia / Choć z pozoru dobre, przyczyną są cierpienia … Na przykład słowo zgłoszone w plebiscycie na Młodzieżowe słowo roku 2016 – disować, czyli zamknąć komuś usta, zgasić go. Do gaszenia zapalczywości oponentów używane są memy prezentujące sławnego człowieka i jakąś myśl, wpisaną przy jego wizerunku. Czy to musi być jego myśl? Skądże!
Sezon ogórkowy w mediach zanikł, bo cały rok fałszywych wiadomości tyle, że brak już miejsca na kręgi w zbożu, bakłażany przypominające Winstona Churchilla, tosty z obliczem Jezusa... Potwór z Loch Ness się ukrywa, rekiny-ludojady nie grasują u wybrzeży Kalifornii. Kolega przypomina czasy, gdy grasowała czarna wołga, koleżanka natomiast udostępnia bez opamiętania biały bus porywający dziewice, aby wyrwać z nich organy. Ja rozważałam powołanie smoka do wirtualnego życia, ale wyciągnęłam z internetowego lamusa kosmicznych porywaczy ciał w NOL, czyli UFO.
Wspomniałam rozkoszne czasy, gdy w Jeziorze Białym grasował wyimaginowany krokodyl.
Teraz rząd przestrasza katastrofalnymi SMSami: unikaj otwartych przestrzeni, zabezpiecz dobytek, śledź komunikaty pogodowe. Ileż to kosztowały takie komunikaty o kataklizmach? Potencjalnych kataklizmach. A przecież jest rządowa telewizja i rządowe radio, które mogą co kwadrans, od świtu do zmierzchu emitować nadchodzącą grozę. Ale nie. Tam jak u Leśmiana Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu! Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu! Niemniej oni oczekują, że my nie będziemy wychodzić na otwarte przestrzenie.
O! o! Niedoczekanie! Chcemy całego życia! Chcemy całej przestrzeni... Całej prawdy - a nie odczuwalnej przez kolorystów. 


wtorek, 24 lipca 2018

tabula rasa - 1

Tabula rasa, czyli biała, niezapisana karta to według J. Locke’a – pierwotny stan umysłu ludzkiego, pozbawionego wszelkiej wiedzy, którą daje tylko .

autopsja
biegłość
ćwiczenie
doświadczenie
kompetencja 
nauka
praktyka
rutyna

Na początku XIX wieku dowodem na słuszność tej koncepcji miał być tajemniczy podrzutek Kasper-Hauser, chłopiec utrzymywany przy życiu bez kontaktu z ludźmi. Później naukowcy opracowali eksperyment izolacyjny, sposób hodowli zwierząt w izolacji od innych osobników swojego gatunku, w celu ujawnienia odziedziczonych form zachowania się. Co miało dowieść, że mózg ssaka pojawia się na świecie, jako czysty i niezapisany. Z ludźmi nie robi się takich eksperymentów, ale poeci wciąż śpiewają o białych kartkach.
Wpisuję tabula rasa do wyszukiwarki i jako pierwszy wynik Wielki gOOg zamienia ekran w białą kartę, na której wyświetla się „Tekst lub teledysk może zawierać wulgaryzmy bądź treści erotyczne i jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich. Masz ukończone 18 lat?” Aha. Zatem udaję nastolatkę i szukam dalej. Od razu lepiej.
Seweryn Krajewski, Biała kartka: – Już powoli myśli zbieram, płomień świecy sennie mruga, a przede mną kartka jeszcze pusta
Agata Budzyńska, Biała kartka: – Gdy nie mogę, nie mogę uciec od siebie, to wysyłam białą kartkę ze swoim imieniem
Agata Grześkiewicz, Jestem białą kartką: Jestem białą kartką, podeptaną i naddartą, pełną śladów czarnych...
Chwała programistom! Po moim tak krótkim błąkaniu się po Internecie, Wielki gOOg znajduje odpowiedni profil i wyświetla ogłoszenie, które według algorytmu powinno mnie zainteresować: IPN Lublin serdecznie zaprasza na spotkanie upamiętniające 20. rocznicę śmierci Zbigniewa Herberta... i... jak to mówią nastolatki: ZONK! Próbuję wyobrazić sobie Pana Cogito, ale nawet białej kartki nie potrafię sobie przywołać przed oczy duszy mojej. Lubię Herberta, ale w tej sytuacji wolę sobie samotnie nucić:
Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął
Nie jeden zginął już kwiat!
Nie omami nas forsa
Ni sławy pusty dźwięk!
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren

Piechotą idę, więc nie mogę sobie wzorem celebryty wywiesić białej kartki w oknie samochodu. ZONK - jak mówią nastolatki 


czwartek, 12 lipca 2018

dzwonki i ogniki

Ile to będzie 20 procent z 96 godzin? Potraficie to obliczyć w głowie? A w Excelu? Czy moglibyście wyliczyć, o ile więcej śmieci zrobiło się w Polsce przez minione trzy lata?



No i właśnie te śmieci płoną na prywatnych składowiskach w Polsce. Nikt nie protestuje, bo to unijne śmieci, więc unia, a zwłaszcza Niemcy za protesty nie zapłacą – przekonuje znajoma. Ej, zaraz... Jak ona to liczy? Wszak rząd i jego zastępy nie powinni chyba brać niemieckich pieniędzy?! A bierze wynagrodzenia tyle, że nie tylko powinien protestować, ale nie dopuścić śmieci z innych kontynentów, nieprawdaż? Czemu pozwala na ich palenie? Politycy zajęci jałowymi sporami nie zauważają mnie. Narzekają, że się nie angażuję. Dlaczego miałabym? Żeby lepiej liczyli procenty swojego poparcia?
Tyle jesteś wart, ile potrafisz sprzedać. Jesteś sprzedawcą i tego nie wiesz? Pisał Artur Miller w „Śmierci komiwojażera”. Być komiwojażerem nie jest łatwo. Jednak w dzisiejszym świecie – każdy jest sprzedawcą i wszyscy coś sprzedają. Jedzenie albo śmieci mają podobną wartość handlową. Powietrze też. Ileż to kosztuje, żeby przekonać naród skąd się bierze smog...? Politycy przekonują a nawet specjalistów wynajmują, żeby mówili trudne nazwy szkodliwych cząsteczek morowego powietrza. Rzadziej mówią o liczbach i procentach ludzi umierających od śmieciowego powietrza i śmieciowego jedzenia. Nie przeliczają na wskaźniki poparcia dobra wspólnego. Rzadko mówią o odpowiedzialnym zarządzaniu zasobami i pomocy wzajemnej.
Widzą w nas homo economicus, samolubną, kalkulującą, zachłanną na korzyść jednostkę. Tymczasem jesteśmy bardziej skomplikowani. Dobro wspólne zakłada ważną rolę samoorganizacji i samorządu, uzupełniających, a zarazem będących wyzwaniem dla rządu państwowego. Bo kto ma bronić naturalnych ekosystemów, lasów, łowisk, upraw i niezliczonych innych zasobów, jakie moralnie lub prawnie współposiadamy? Zbyt długo nas obrażano, zapominając, że jesteśmy siłą, która odepchnie całe to zachłanne dziadostwo...