piątek, 26 października 2018

tęczowy piątek


Najpiękniejszą nawet teorie może uśmiercić jeden brzydki fakt. Na moście między Bramą Grodzką a Zamkiem opowiadałam: tu stał potrójny rządek gapiów, a tam na placu ludzie z

flagami
tęczowymi
mniejszościowymi
LGBT
spółdzielczymi
autonomicznymi
inkaskimi
leprechauna


Lubelskie Stare Miasto opanowali zaś chuligani. Chłopak siedzący na ławeczce, też mnie słuchał i mówi: to nie byli chuligani proszę pani. Kto? – spytałam ja. – Ja tam byłem proszę pani, bo myśmy bronili Lublina przed psami. – Ja byłam po drugiej stronie kordonu... Powiedziałam i zorientowałam się, że chłopak nie tylko nie śpiewał o granicach i kordonach, ale nie wie, co to kordon. – W marszu szłam – wyjaśniłam. – Z tą homofobią? – Nie przeciw, homofobii, ksenofobii i faszyzmowi...
Nie zauważyłam w marszu nikogo epatującego seksualnością, czego tak się obawiali rządzący. Zauważyłam ekscytujących się wrogością chuliganów, pardon' młodzieńców spod znaku falangi. Jednak policjanci byli świetni – naprawdę. Czułam się jak wewnątrz „żółwia”, którego z tarcz robili rzymscy legioniści. Bezpiecznie oddzielona od wrogich widzów – takich facetów, których zwykle eskortuje policja w drodze na mecz piłki nożnej lub wygrzewających się na skwerze. Widzę ich czasem, jak skupieni podsłuchują, co mówię. Mogliby być moimi młodszymi kuzynami. W jakimś dożynkowym korowodzie albo na koncercie disco polo, moglibyśmy tańczyć razem...
Może to muzyka nas dziel? Może gdyby zakazać disco polo świat stałby się lepszy? Przecież to gwiazdeczki jarmarcznej muzyki epatują seksualnością i łatwą muzyką. Muzyką, która dla mnie przyjemna nie jest i powinna być zakazana. Zakazany i potępiany jest jednak „tęczowy piątek”. A przecież w 1921 r. na Międzynarodowym Kongresie Liderów Spółdzielczości w Bazylei przyjęto kolory tęczy jako symbol spółdzielczości. Wcześniej tęczową flagę nosili Inkowie, później autonomiczni Semici. Tęczowa flaga w latach '80 stała się też symbolem ruchu na rzecz równouprawnienia osób LGBT.
Równouprawnienie, braterstwo, wolność są chyba do zaakceptowania nawet dla chłopców z drugiej strony kordonu. Gdyby tylko dowiedzieli się, że na przykład mocarny wojownik Aleksander Wielki najbardziej kochał Hefajstiona...

czwartek, 11 października 2018

gruntowa zmiana


Dla kobiety nie ma jak dom. Ja to zawsze powtarzać będę – zapisała Zapolska. Ważna jest tradycja, coś stałego, do czego się wraca jak do domu. Nie do mieszkania. A do tego potrzebny jest

areał
ziemia
działka
opoka
ugór
podwalina
parcela
posesja

Tymczasem najnowsze notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance wskazuje, że ceny mieszkań w największych miastach Polski są najwyższe od października 2008. Przez ostatnich 12 miesięcy przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania w największych miastach wzrosła o 8,4 proc. W większości polskich miast zanotowano podwyżki średnich cen gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. Wysoki popyt i wzrost cen na rynku lokali mieszkalnych spowodował, że część popytu skierowana została na rynek domów jednorodzinnych, a przede wszystkim na grunty przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną.
Grunt to bezpieczeństwo, tarcza antyinflacyjna, a przy okazji ograniczone zasoby ziemi zapewniają wysokie stopy zwrotu z inwestycji. No chyba, że grunty kupuje gapa i po jakimś czasie wychodzi jednak na jaw, że to działka rolna – nie budowlana, a zmiana jest możliwa po miesiącach formalności. A i to nie zawsze. Gminy otaczające miasta nie mogą opędzić się od chętnych do zamieszkania na ich terenie – a terenu brak. Chociaż, gdy się wokoło potoczy wzrokiem, wydaje się, że ziemi jest mnóstwo. Co innego widać jednak w Miejscowych Planach Zagospodarowania Przestrzennego.
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi bardzo niechętnie wyraża zgodę na zmianę gruntów rolnych na działki budowlane. Wielu mieszkańców wsi oburza, że nie mogą przeznaczyć do przekształceń gruntów dla własnych dzieci. Jednak Polak potrafi, zwłaszcza z prawnikiem na usługach. Jeśli władza się nie zgadza na dworki, wille, a nawet domki określane wdzięcznym mianem „kloc polski” – trzeba myśleć o zabudowie zagrodowej. Wszak zapisano w literaturze, że właściciel na zagrodzie – równy wojewodzie, który jest przedstawicielem ministrów w terenie.
Zatem jeśli nie udaje się dobra zmiana – możliwa jest gruntowa zamiana.

środa, 3 października 2018

Kler rules!


Refleksje o „Klerze” rządzą dyskusjami. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy filmu nie widzieli, ale wiedzą, że klechy to nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

1 nieczystość
2 gniew
3 pycha
4 chciwość
5 lenistwo
6 zazdrość
7 samo zuo

Jest w tym filmie jedna scena, o której nikt nie mówi. Ach! Prawda! Jak ktoś ma mówić, skoro filmu nie widział? A nawet, gdy widział, opowiada o grzechach katabasów. Moja relacja z tej scenki nie zaburzy indywidualnego obioru obrazu, więc opowiadam – było tak: chłopak skarży się rodzicom na krzywdzącego dorosłego. Rodzice karzą go chłostą za kłamstwo i wysyłają do placówki wychowawczej. W placówkach opiekuńczych spędzają dzieciństwo także dwaj inni chłopcy. Tam również są krzywdzeni.
Opowiem jeszcze jedną scenę – bo i tak każdy może zobaczyć to w reklamówce. Widzimy trzech panów przy wódce, nie licząc Boga. O nim wesoło śpiewają i o nim mówią cytatami z Biblii. Teraz możemy wyobrazić sobie trzech przyjaciół w służbowych uniformach. Co komu najłatwiej się wyobraża: togi, kitle, mundury, kombinezony... I wyobraźmy sobie, jak tym panom z hierarchicznej organizacji zaczyna rosnąć garb grzechów cudzych. Ach! Scenariusz sam się pisze. Grzechy główne, grzechy cudze – cała kultura i sztuka jest o tym. Nie to, co cnoty, które są nudne, zwłaszcza – umiarkowanie. Uczynki miłosierne wobec ciała? Nuda. Uczynki miłosierne względem duszy? Nudy na pudy.
A religia? Tak jak i ateizm nie jest nudna! W samej rzeczy bowiem szczery ateista, bardziej niż byle kleryk myśli o b/Bogu bezustannie, choć istotnie w terminach negacji. Zatem ateizm jest formą wiary. Gdyby ateista naprawdę nie wierzył, nie przejmowałby się lub nie przejmowałaby się zaprzeczaniem. Jednakże ateiści i agnostycy są tacy niezorganizowani, niehierarchiczni i nietytułowi. Trudno o nich zrobić dobrą opowieść. Bo jakby to brzmiało: ateiści rządzą! Słabo, nieprawdaż?