środa, 3 lipca 2019

cienie wielkich słów

Czytajcie... Czytajcie wiersze nieznanych poetów, a może traficie na te właściwe. 
I nie śmiejcie się z inności. Może się zdarzyć, że trafiliście na talent, okryty mgiełką pełnej tajemnic niezwykłości...

czwartek, 20 czerwca 2019

Gelotologia, czyli terapia śmiechem


Jest nauka, zajmująca się badaniem wpływu śmiechu na zdrowie. Gelos to po grecku
śmiech
beka
chichot
rechot
rżenie
euforia
ekstaza
polewka
Jestem już w tym wieku, że mam wielu znajomych na fejsbuniu, pokazujących swoje perypetie w dostępie do usług medycznych. Czasami mam wrażenie, że ten organizacyjny chaos przed gabinetami lekarskimi jest zamierzony. Bo gdyby system publiczny był efektywny, to efektowny system prywatnych usług medycznych byłby niepotrzebny. Dlaczego tak jest? Ponieważ prywatne, estetycznie projektowane przychodnie i kliniki są nastawione na zysk. W prywatnej placówce dowiesz się, że jesteś chory na raka. I że ci go nie wyleczą. To bardzo długie i drogie procedury. To wyrafinowana wiedza. I oczywiście tylko niektórzy, mogą skorzystać z kosztownych terapii. A inni nie, chociaż wszyscy płacą w ZUS ubezpieczenie zdrowotne z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym.
Jednak wszyscy tak boją się utraty dostępu do „bogów – uzdrowicieli”, że nikt nie ośmieli się robić dobrej zmiany w systemie ich świadczeń. Na przykład media i mieszkańcy Lublina długo i wytrwale ekscytowali się kolorkami budynku usług medycznych. Być może dzięki temu nie poświęcono wiele uwagi jakości usług. Dlatego najwyższy czas przestać używać określenia „służba zdrowia”. To są usługi, a my jesteśmy klientami. Powinniśmy dyskutować nie o kolorkach, ale o składkach i ogłaszanych kilka lat temu przez rząd pompatycznych narodowych programach ochrony zdrowia. Dobry rząd ogłasza i co? Nico! Jest gorzej z roku na rok. Pytamy o diagnozę doktora gOOgla i konsultujemy z dr Yahoo. Na razie!
Niech no tylko rozkwitną sztuczne inteligencje! W boskiej WWW można uruchomić wiele alternatywnych algorytmów, tak by wieśniaczka z Polski B za pośrednictwem smartfona skontaktowała się z Sztuczną Inteligencją Lekarską. Jej diagnozy będą wciąż ze sobą porównywane. Nie podoba się, co powiedział lekarz IBM? Do konsultacji jest gotowa Baidu – najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa w Chinach. Niech no tylko rozkwitną programiści! Świat nie będzie taki zły. Świat nie będzie wcale mdły. Tak skończymy te narzekania. Latem ludzie umierają, latem ludzie się kochają. I dziewczyna z ulicy, i złodziej będą mogli korzystać za pośrednictwem smartfona z dużo lepszej opieki medycznej, niż dziś bogacz w prywatnej klinice.
A póki co – terapia śmiechem: przychodzi baba do lekarza...

piątek, 14 czerwca 2019

bójcie się blackoutu


Media nie straszą jak dawniej poczciwymi roztoczami i kleszczami. Widmo zagłady po redakcjach krąży, a w tle unosi się oldskulowa piosenka Bajmu

Nie ma, nie ma
Wody na pustyni,
Wielbłądy nie chcą iść
Czołgać się dłużej
Nie mam siły,
O, bardzo chce się pić
Tylko piach!
Suchy piach!
Tylko piach!

Jesteśmy zewnątrzsterowalni, co nam media podrzucą – tym się ekscytujemy. Żyjemy w swoich bańkach informacyjnych, których nie przebijają nawet alerty RCB. Żądamy klimatyzacji w pracy i kurtyn wodnych na deptakach. Ponieważ jest coraz cieplej, rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Klimatyzacja potrzebuje wiele energii. Elektrownie w lecie pracują jak szalone. Tymczasem w czasie suszy - rzeka sucha, coraz mniej wody do ochłody. Już dwukrotnie w ciągu ostatnich lat byliśmy na krawędzi blackout’u – utraty napięcia w sieci elektroenergetycznej obejmującej albo cały, albo większą część kraju. To zagrożenie będzie się powtarzać, bo nasze potrzeby energetyczne rosną, a my zamiast inwestować w odnawialne źródła energii, palimy węglem cały czas.
Czytamy romanse, a lekturą obowiązkową powinien być „Blackout”, thriller naukowy Marca Elsberga o tym, jak w Europie zabrakło energii elektrycznej. Wyobrażacie sobie? Nie tylko komputery i telefony nie działają. Nie działa nic. Nie ma nie tylko wody, ale nawet kawy brak! A potem przywracanie zasilania na dużym obszarze, uruchamianie produkcji i dystrybucji żywności, ponowne uruchamianie wodociągów i kanalizacji, etc. Jakie skutki taka awaria zasilania miałaby w dłuższym okresie? Byłby odczuwalne przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Może byłyby to skutki nie tylko gospodarcze, ale i społeczne.
W przyszłości, z powodu zmian klimatu oraz ochrony środowiska, zamiast tradycyjnych upraw, rolnictwo będzie stopniowo zmieniało zestaw roślin na polach i zasady nawożenia. Trzeba się będzie na nowo nauczyć gospodarowania wodą. W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza przede wszystkim problemy z wodą, której w rolnictwie będzie niedostatek lub nadmiar. Obecnie praktycznie nie nawadnia się upraw, a w przyszłości może się to okazać zbyt kosztowne. To już było u Sapkowskiego, w „Krańcu świata” – Znasz się na rolnictwie? - My, poeci, musimy znać się na wszystkim – rzekł wyniośle Jaskier. – W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się, pisząc. Uczyć się trzeba, mój drogi, uczyć. Od rolnictwa zależy los świata, dobrze więc znać się na rolnictwie. Rolnictwo karmi, ubiera, chroni od chłodu, dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. – Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. – A gorzałkę z czego się pędzi?
Zatem: wypijmy za błędy...

piątek, 7 czerwca 2019

komu się uda


Nie mów, że Ciebie polityka nie interesuje, bo polityka żywo interesuje się Tobą. Polityka to nie gadające głowy w telewizorze. Polityka to


cena pietruszki
szkoła dziecka
chodnik przydrożny
źródła ciepła
efekt cieplarniany
fontanny na placach
kopalnia na łąkach
erozja gleb
migracje tam
transport tu

Pamiętacie tamten 4 czerwca? Na lubelskim plakacie 1989 roku są przedstawiciele trzech pokoleń ze znaczkami "Solidarności" na piersi. Dziecko 9-letnie, bo tyle lat miała wtedy Solidarność. Działacz Solidarności, brodaty opozycjonista, pamiętający stan wojenny. Starszy pan, który mógł był być żołnierzem podziemia z drugiej wojny. I czerwony napis „Tobie się uda”. Te kolory, wydają się teraz słabe, ale wtedy wyglądały doskonale. Wtedy pewne było, że coś się kończy, coś się zaczyna i że nastolatkom się uda chodzić po wygodnych chodnikach do dobrych szkół, że będą źródła ciepła nie wywołujące efektu cieplarnianego...
Trzy dekady minęły i słyszę w radiu, jak jakaś młoda osoba wytrząsa się nad określeniem "homosovieticus". Mówiła, że od tego określenia zaczął się w Polsce czas pogardy dla zwykłych szarych ludzi, dla słabych, niedających sobie rady w życiu. Tym nowym, kapitalistycznym. I ja się chyba z tym zgadzam – tak, roztrwoniliśmy tamten czas. Miała być równość, wolność, braterstwo – a jak jest każdy widzi i słyszy. Japy, chuje, kurwidołek, ograbiane pola tak lepsi mówią o gorszych. Pogarda aż kipi, a potem wrze zdumienie, że pogardzani nie wybierają pogardzających. Miastowi tkwią w wygodnych fałszywych schematach. Policzyłam profesorów mieszkających we wsi z której pochodzę - 3, inne zawody - większość, rolnik – 1. We wsi, w której mieszkam teraz – podobnie, więcej inteligencji niż chłopstwa. Akademicy zadzierają nosy, a my... my ich trochę lekceważymy
O istnieniu uczelni przypominamy sobie, gdy ekscytują liczbą kandydatów na jedno miejsce i gdy pojawi się tytuł "bunt profesorów". A czy słyszeliście głos etyków lub ekonomistów, gdy pojawia nowinka medyczna typu - pompa serca za pół miliona lub inne koszty zdrowia? Większym posłuchem cieszą się antyszczepionkowcy, niż wykładowcy uczelni medycznych. Ekscytują ekolodzy broniący klimatu, ale nierezygnujący z klimatyzacji w biurze, samochodzie i domu. Patrzymy na nich z zainteresowaniem, czy im się uda?

piątek, 24 maja 2019

tworzę nie kradnę


Małych złodziejaszków wieszacie, wielkim w pas się kłaniacie – pisał Mikołaj Rej w czasach, gdy Dekalog cieszył się uznaniem i poważaniem. Może dziś warto przypomnieć przynajmniej kilka przykazań, np.:
. . .
Czcij rodziców

Nie zabijaj

Nie cudzołóż

Nie kradnij

Nie szkaluj

Nie pożądaj cudzego
. . .

Ale zaraz! Zaraz! Jeśli ja robię kopiuj-wklej z Dekalogu – czy nie jest to złamanie siódmego przykazania? Zwłaszcza, gdy nie podaję źródła? Przecież Mojżesz trochę się napracował przy tych kamiennych tablicach, a teraz co? Klik-klik kopiuj-wklej i to jest okej? Taka akcja jest #TworzęNieKradnę. Oczywiście! Nikomu do głowy nie przyszłoby wykradanie tablic z wyrytym na nich Dekalogiem. Czy można zwędzić same słowa? Ideę? Koncepcję życia? Dziesięciorga przykazań ukraść nie można – zostały dane ludzkości. Jednak co dziś znaczy kraść?
Mojemu dalszemu sąsiadowi zniknęły ostatnio dwie małe alpaki. W tym jedna ślepa, dlatego bardzo się o nie martwił. Ja też się martwiłam, bo miałam taki plan, że jedną sobie wypożyczę. Byłabym z nią wędrowała i jak Marshall Rosenberg nauczała porozumienia bez przemocy. Czy jednak mogłabym wziąć sobie słowa i idee amerykańskiego psychologa i głosić je jak własne? Czy to byłaby kradzież równie odrażająca, jak zabranie dwu ślicznych zwierzaczków? Sąsiad mój podniósł raban w Internecie. 1000 razy udostępniono jego prośbę o zwrot zwierzaków i co ciekawe – zwierzaki zostały podrzucone do zagrody. Niemniej #sumienie to mało popularny hasztag, bo i pojęcie mało modne.
Można by powiedzieć: potęga Facebooka – złodzieja ruszyło sumienie i oddał skradzione mienie. Myśli, muzyka, malarstwo to też czyjeś mienie, czyjeś umiejętności i czas zostały zużyte do ich stworzenia. Jednak czy kogoś nyje sumienie, gdy zobaczy w sieci fajną fotkę skopiuje ją i wrzuci jak własną? Jak mówi klasyk: to dobrze, czy źle? Inny klasyk odpowiada: jak Kain kraść – dobrze! Jak Kainowi by ukradziono – źle! Taka moralność. Nie komunistyczna, nie wspólnotowa – internetowa. Inaczej jest traktowana kradziona krowa, a inaczej krowa opisana lub fotografowana.
A Ty? Jak myślisz, gdy bierze się coś za darmo [z Internetu] to dobrze, czy źle?


wtorek, 14 maja 2019

zbędne penisy


Penis sprzedać łatwo nie jest, nawet jako bardzo wyrafinowany implant. Jeśli jednak ludzie za coś zapłacą – to jest im to sprzedane. Człowiek chce dużo

pożywienia
picia
oddychania
spania
seksu 
miłtości
rozrywki
przynależności
bezpieczeństwa
szacunku

Potrzeby podstawowe są ważne, jednak bycie potrzebnym i ważnym jest równie istotne. - Świątek-piątek, ale prezentacja sama się nie wygłosi – anonsuje znajoma i jedzie na drugi koniec kraju. Tymczasem wypowiedź jest w formie cyfrowej i bez problemu można przekazać ją na koniec świata. Nawet z dodanym hologramem, udałoby się wysłać lub na bieżąco odpowiadać na pytania uczestników webinaru. Żywy człowiek potrzebny jest jedynie do zebrania wiadomości i ich spisania. Chociaż – niezupełnie, a właściwie – zupełnie można się bez człowieka obyć. Program komputerowy zrobi to szybciej, dokładniej i obiektywnie. Taki program nie je, nie pije – a pracuje za dwóch. „Zatrudnij cyfrowego pracownika do działu kadr, logistyki, administracji” proponuje agencja pracy robotów.
Pół wieku temu Ira Levin opisał idealne żony ze Stepford: piękne, posłuszne, zadbane, niewymagające. Mężczyźni chcą mieć właśnie takie żony. Jak daleko mogą się posunąć sprzedawcy, aby dostosować rzeczywistość do potrzeb i wymagań klientów? Dotychczas można było kupić implanty zębów, soczewek, uszu, sutków, penisów itp. A gdyby je dołączyć do cyfrowego robota spełniającego wszelkie potrzeby? Byłby piękny, pożyteczny a jego cyfrowa sztuczna inteligencja, ułatwiałaby przeciwstawianie się ludzkiej, naturalnej głupocie. Mógłby być hermafrodytą, ale producenci implantów byliby na tym stratni – więc zostanie wyposażony w drugorzędowe cechy płciowe. Jednocześnie cyfrowy doktor, kapłan czy pedagog nie będzie popełniać grzechów głównych ani pospolitych.
Już dziś przy największej modernizacji dróg w Wielkiej Brytanii pracują autonomiczne wywrotki, których zadaniem jest przewożenie ogromnych ilości wykopanej ziemi. Pracują przez całą dobę, co skraca czas robót. Gdyby posłać tam roboty wyręczające robotników - drogi powstałyby jeszcze szybciej. Byłyby bezpieczniejsze, bo sztuczna inteligencja samochodów autonomicznych zapewniałaby bezwzględne przestrzeganie przepisów ruchu. Był już taki skok cywilizacyjny, gdy automobile zastąpiły dorożki. Dorożkarze przekwalifikowali się na szoferów, a konie... ach koni tylko żal. Teraz kierowcy nie przekwalifikują się na programistów, raczej podzielą los koni i komiwojażerów. Zbędnych będzie więcej, choćby przedstawiciele producentów sutków i penisów staną się zbędni w świecie sztucznej inteligencji.

poniedziałek, 6 maja 2019

uniwersalna duchowość


Sarkazm to szpetny kuzyn gniewu. Jest nie do przyjęcia, tak jak

pieniactwo
jątrzenie
furia
ironia
irytacja
złośliwość
zgorzknienie
warcholstwo
irytacja

A jednak to właśnie te cechy są premiowane i promowane, chociaż historia wskazuje jak przykre miały konsekwencje. Przypomnijmy sobie sytuację, która wyniosła na ołtarze św. Stanisława. Osobiście lubię wersję podawaną przez Kadłubka, że biskup stanął w obronie niewiernych żon rycerzy, walczących na wyprawie kijowskiej, które król rozkazał okrutnie ukarać, choć ich mężowie im przebaczyli. Anonim pisał ogólnie o irytacji króla wywołanej napomnieniami kapłana. Cóż byłoby, gdyby władca zarządzał armią cyfrowych żołnierzy? Nie byłoby rodzin opłakujących poległych w boju. Jakie przesłanie mieliby cyfrowi kapelani?
Co powiedziałby na to cyfrowy biskup? Czy stanąłby na na stopniach cyfrowego ołtarza, aby besztać despotę? Jednak czy w ogóle miałby informacje o sytuacji na froncie? 
W świecie naturalnej głupoty i sztucznej inteligencji władza będzie dysponentem wszelkich wieści. Dyktatura skupia wiadomości w jednym miejscu – w demokracji informacje są rozproszone. Każdy pisze i czyta, co mu się podoba. Jeśli nie podoba mu się, gdy czyta szpetne słowa władcy – publicznie oznajmia światu swoje myśli. Pisze: mam jedno życie, wyjadę, a nie oddam tego, co zapracowałam – oddałem już wystarczająco dużo. Moja starsza córka, informatyk, już wyjechała i nie wróci na pewno. Druga córka też wybrała studia informatyczne, studiuje za granicą – też z pewnością nie wróci. Córki drugiego kolegi pracują w Skandynawii, jedynak trzeciego we Francji. Co dziesiąty młody wyjeżdża i będzie budował bogactwo innych krajów. Ci, którzy zostają popadają w ksenofobię lub znużenie obywatelskimi obowiązkami.
Przekonanie, że nasze demokratyczne dziedzictwo automatycznie chroni nas przed takimi zagrożeniami, może być kuszące. To błędny odruch. Nasza własna tradycja wymaga studiowania historii, aby móc pojąć najgłębsze źródła tyranii i zastanowić się nad tym, jak należy na nią reagować. Nie jesteśmy wcale mądrzejsi od Europejczyków, którzy widzieli w XX wieku, jak demokracja ulegała faszyzmowi, nazizmowi czy komunizmowi. Mamy natomiast nad nimi jedną przewagę – możemy się uczyć na ich doświadczeniach. Teraz jest na to właściwy moment, pisał Timothy Snyder „O tyranii  
20 lekcji z 20 wieku”.
1. Nie bądź z góry posłuszny
2. Broń instytucji
3. Strzeż się państwa jednopartyjnego
4. Weź odpowiedzialność za oblicze świata
5. Pamiętaj o etyce zawodowej
6. Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi
7. Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny
8. Wyróżniaj się
9. Dbaj o język
10. Wierz w prawdę
11. Bądź dociekliwy
12. Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje
13. Uprawiaj politykę w sensie fizycznym
14. Chroń swoje życie prywatne
15. Wspieraj słuszne sprawy
16. Ucz się od ludzi z innych krajów
17. Nasłuchuj niebezpiecznych słów
18. Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój
19. Bądź patriotą
20. Bądź tak odważny, jak potrafisz

czwartek, 18 kwietnia 2019

easter people


Lubimy udawać, że otacza nas samo piękno. Żądamy całego życia i samego szczęścia. A przecież jesteśmy świadomi istnienia

klęsk
głodu
chorób
pożarów
ubóstwa
rozpaczy
wojen
śmierci

„Do not abandon yourselves to despair. We are the Easter people and hallelujah is our song” – to mój ulubiony cytat z JP II. Powiedział to kiedyś w Australii i do tej pory nie udało mi się znaleźć dobrego tłumaczenia. Właściwie żadnego tłumaczenia. Bo jak mniemam, nie chodzi tu po prostu o Wielkanoc, ani nawet Święta Zmartwychwstania. Po angielsku to religijno-wiosenne święto, ma nazwę pochodzącą od słowa „wschód”. I jak rozumiem nie oznacza jedynie kierunku geograficznego, ale świtanie, brzask, jutrznie, ranne zorze i wreszcie – wschód słońca. I jeszcze wiarę, że mrok zniknie, staniemy w blasku i radośnie zaśpiewamy Alleluja!
Czy to jest to samo Alleluja, które mieli na ustach biblijni wędrowcy? Świat tak bardzo się zmienił. Zielone puszcze padają pod ostrzami zdobywców, czyniących sobie ziemię poddaną. Nie słyszy się głosu nawołującego „zzuj buty swoje z nóg swoich, bowiem ziemia na której stoisz jest święta”. Chcemy całego życia! Żądamy szczęścia. Bogactwo nam się należy. Nie chcemy jałmużny. Chcemy utrzymać własne ekskluzywne praktyki, kochając tych, którzy wyglądają i myślą tak jak my, osądzając tych, którzy są inni. Ignorujemy zaproszenie do radykalnej zmiany własnych priorytetów, naszych słów i działań, wykorzystania czasu.
Może i chcielibyśmy być ludźmi pełnymi światłości, ale to nie jest łatwe. Trzeba by ufać, że mrok ustąpi a brzask nastąpi, nawet w obliczu przeciwności. Trzeba by odmawiać dotrzymania kroku celebrytom i wychowywać dzieci do uważności a nie do sukcesu. Trzeba by zaakceptować choroby, karmić głodnych i dawać jałmużnę. I gromadzić rodziny w obliczu zbliżającej się śmierci i przypominać, że są ludem porannych zórz, ludźmi jasności.

wtorek, 16 kwietnia 2019

koziołek w Notre Dame


Tych miasteczek nie ma już, Okrył niepamięci kurz, Te uliczki, lisie czapy, kupców rój, Płotek z kozą żywicielką... tak malował pan Chagall

pan Chagall
malował tak
stolicę - Paryż
Wieżę Eiffla
Notre Dame
maszkarony
rzygacze
chimery
strzygi

Chimera nie jest strzygą, ale też jest sporym dziwadłem. Te wszystkie maszkarony, swojskie cudaki pospolite ptaki i lotne latawice – ustępują urodą hybrydowemu koziołkowi. Stworzenie sennie kontempluje stolicę, ciemnoniebieską w księżycowej poświacie. Kogut śpiewa u jego boku, wołając do nadciągającego poranka, którego przybycie zapowiada złoty ptak. Pięknie spleciona para unosi się nad dwoma zwierzętami. To ten drżący moment między pierwszym światłem a brzaskiem...
Nie wiem, co tam sobie myślą we świecie, gdy patrzą na ten obraz. Ja z miasta pieczętującego się koziołkiem wrzysającym się na winorośl – widzę znak Lublina w katedrze nad Sekwaną. Ja z regionu, noszącego na tarczy mknącego jelonka – widzę nas, ludzi z pogranicza wspinających się do serca Europy. I nucę sobie Zapomniany świat,  płynie, płynie w dal, Z kogucim i baranim łbem Na białej chmurze ginie, hen Tak, jak malował pan Chagall.
A tymczasem media płoną swoimi ulubionym tytułami: szok i dramat! Katedra w ogniu! Gdyby każdy, co uronił udostępnienie tego widoku – wpłacił 100 zł na remont... Remont kościółka w swojej parafii – to dopiero byłby szok.
ps
Tak, to prawda - obróciłam obraz. Bo mogę, a zawsze czuję wewnętrzny sprzeciw, gdy te zwierzaki z herbów biegną w lewo.


piątek, 5 kwietnia 2019

czarne złoto


Był sobie król, był chory i nikt nie wierzył w jego uzdrowienie. Byli też trzej synowie, brzydki karzeł, piękna królewna i

woda życia
eliksir
mikstura
esencja
ekstrakt
remedium
koncentrat
magia
wiedza

W baśniach, do uratowania rodziny w szczególności i świata w ogólności – niezbędny był jakiś artefakt o magicznej właściwości. Wprawdzie w baśnie nikt już nie wierzy, ale wciąż trwają poszukiwania cudownego rozwiązania problemów bliskiej gleby i odległego globu. Vandana Shiva, indyjska ekofeministka wzywa do odnalezienia tożsamości pomiędzy wolnością osobistą i wiedzą, a żywnością i mieszkaniem. Shiva mówi, że zachodnie kobiety odcinają się od zasady żeńskiej, boją się zaszufladkowania jako kobiece – czyli bierne, pasywne, bezsilne. Proponuje harmonię, której możemy uczyć się, przyglądając się naturalnie rosnącym roślinom. Ponieważ planecie kończą się zasoby naturalne – ludzie muszą zmienić swój światopogląd. Czas przyznać, że jesteśmy częścią poplątanej sieci życia, która powinna być przez nas chroniona i szanowana.
Tymczasem człowiek usiłuje ciągle przechytrzyć przyrodę i doprowadzić do tego, aby z najmniejszego areału powierzchni uzyskiwać możliwie największe zbiory i jak najtaniej produkować żywność. Całkowicie różny sposób myślenia towarzyszy zakupowi rzeczy niż kupowaniu żywności. Dom, meble, auto – powinny być solidne, na lata. Żywność? Tania, najtańsza. Nawet jeśli trzeba samochodem jechać do odległego supermarketu. Byle więcej jeść „po taniości”. Byle więcej mieć na zapas, w większej lodówce...
W minionym wieku zmieniło się w polskie rolnictwo. Plony głównych ziemiopłodów zwiększyły się kilkukrotnie. Radykalne zmiany dokonały się w technicznych metodach produkcji rolniczej. Pięciokrotnie zwiększył się obszar użytków rolnych na jedną osobę zatrudnioną w rolnictwie. Na pola trafia więc coraz więcej nawozów sztucznych. Ich nadmiar ma negatywny wpływ na glebę, na wszelkie wody – rzeki, jeziora i oceany, na organizmy w niej żyjące, a w rezultacie na nasze zdrowie. Nasze życie zależy od gleby pokrywającej glob ziemski. Sztuczne nawozy nie są ratunkiem. Ratunkiem jest „czarne złoto” – kwasy humusowe, ekstrakt, remedium...

HumicAgro

sobota, 23 marca 2019

serce do upraw


Nowy zakład produkcyjny powstał w Lublinie. W pierwszy dzień wiosny rozpoczął wytwarzanie innowacyjnego stymulatora wzrostu roślin, produkowanego z polskiego węgla brunatnego. 
Paweł Onyszczuk, ukraiński przedsiębiorca z polskim rodowodem, postanowił rozszerzyć swoją działalność na Polskę. Jego fabryka w Równym na Ukrainie NPF Organic group ( www.organic-group.com.ua ) od 10 lat, dostarcza ukraińskim gospodarstwom rolnym znane i cenione na tamtejszym rynku produkty humusowe TM EKSTRA PLUS, koncentrat kwasow organicznych BIO GROWER i wiele innych
Kiedy pięć lat temu przyjeżdżałem na targi rolnicze w Kielcach i mówiłem o silnym użyźnieniu gleb koncentratami kwasów huminowych i fulwowych, nikt nie wiedział, co to – opowiada. Teraz na Targach Rolniczych Agro-Park, które odbyły się w Lublinie na początku marca, pytano już tylko o cenę i dostawy. W Lublinie będziemy produkować koncentrat kwasow humusowyh o nazwie HUMICAGRO. Dla niezajmujących się rolnictwem i chemią, najprostszym wyjaśnieniem będzie fakt, że jest to idealna odpowiedź na potrzeby rolnictwa ekologicznego.
HUMICAGRO to – najwyższej jakości koncentrat kwasów humusowych z ekstraktu węgla brunatnego. Zawiera również kompleks kwasów fulwowych, kompleks minerałów, mikroelementów, aminokwasów, witamin i kwasów organicznych. Jest niezwykłe opłacalny: 200 ml koncentratu wystarczy do użyźnienia 1ha. Dowiedziono, że zwiększa plon zbóż i roślin uprawnych o 10-20 proc., warzyw – o 20-40 proc., owoców – o 20-60 proc., co potwierdzają opinie wydane przez Instytut Upraw i Nawożenia Gleb w Puławach.
W planach rozwoju firmy w Polsce są laboratoryjne i polowe badania całej serii produktów pod znakiem towarowym TM HUMICAGRO – w tym koncentratu kwasow organicznyh i aminokwasow.
Koncentrat ma być produkowany z ekologicznego węgla brunatnego najwyższej jakości, z Polskich kopalń, z wykorzystaniem nowoczesnych innowacyjnych technologii. Na rynkach europejskich i światowych prezentowana będzie innowacyjna technologia przetwarzania węgla brunatnego. Powstaje dzięki temu substancja o konsystencji łatwo rozpuszczalnej w wodzie, z zachowaniem wszystkich wyjątkowych właściwości. Koncentrat zawiera cały kompleks minerałów i mikroelementów, witamin oraz aminokwasów, kwasy humusowe fulwowe oraz kwasy organiczne.
Na rynku nie ma preparatów o równie wysokim stężeniu i właściwościach:
- 100 proc. koncentratu stanowi materiał organiczny bez żadnych chemicznych, syntetycznych i sztucznych składników;
- w produkcji nie są stosowane lignogumaty i lignosulfoniany;
- HUMICAGRO nie zawiera patogennych mikroorganizmów, wirusów, jaj pasożytów i szkodników, ponieważ nie przedostają się one do pokładów węgla brunatnego;
- produkty zawierają cały kompleks minerałów, pierwiastków śladowych, aminokwasów i witamin, kwasów organicznych zawartych w węglu brunatnym i innych surowcach organicznych;
- całkowita zawartość kwasów humusowych i fulwowych w koncentracie próchniczym wynosi 15 proc., w przeliczeniu na suchą masę – 95 proc., co jest największym wskaźnikiem takich produktów organicznych na rynku;
- produkty są stabilne biologicznie, co jest ważne dla przechowywania i transportu gotowych produktów;
- mają najmniejszy wskaźnik ilościowy do obliczania zużycia na 1 hektar - 200 ml;
- HUMICAGRO nie tylko zwiększa plony o co najmniej 30 proc., ale obniża koszty nawożenia.
https://humicagro-sawka.business.site/

sobota, 9 marca 2019

taka dziwaczka


Czytałam, że chleb jest już niemodny – teraz jada się morwę i chia. Ja jednak tradycyjnie potrzebuję chleba i igrzysk. Igrzysk u nas dostatek, w co się nie uderzy 

ekolodzy się odezwą:
brońmy górek
sprzątajmy wąwozy
chrońmy żółwia
szanujmy pszczoły
ratujmy lasy
polepszyć powietrze
oczyścić wody
Są też inne wydarzenia - Kobiety przeciw nienawiści oraz My jesteśmy rewolucją, itp. itd. Kiedyś rewolucja to były czerwone paznokcie, teraz nawet żałoba za paznokciami nie dziwi. Kobieta wyzwolona przecenione kwiatki kupuje sobie po święcie pań, recytując wiersz z przedpoprzedniej epoki. Recytujcie i wy podpisując, maszerując, sprzątając i walcząc, słowami Brzechwy tnąc jak brzytwą: Bije godzina niezapomniana, zakręt historii - druga zmiana. Trzeba zwycięstwu drogę torować, Marsz rozpoczęty, Partio prowadź!
I to by było na tyle w temacie igrzysk. Temat prostego pożywienia jest o wiele bardziej wyczerpujący. Czytam, że ruszyła kampania o depresji nastolatków. Według statystyk, w 2017 roku w Polsce 730 młodych osób podjęło próbę samobójczą, z czego 116 zakończyło się śmiercią. Oczywiście jest proste wytłumaczenie: źli rodzice, źli nauczyciele, złe smartfony etc. A co by było, gdyby było wytłumaczenie nieproste? Co jest depresją, a co nią jeszcze nie jest? Co jest smutkiem lub melancholią? Czyż nie jest możliwe, że depresja byłaby odpowiedzią organizmu na zbyt częste stany zapalne, alergie, astmę itp.?
Wszak wiele spożywanych substancji może wywierać wpływ na pojawienie się depresji. Jeden lek może osłabiać działanie innego, albo wzmacniać działanie na zasadzie synergii, czy też działać na różne receptory w błonach komórkowych, powodując skutki uboczne. Podobno inspiracją do pracy nad lekami przeciwdepresyjnymi, było odkrycie, że przeciwgruźliczy iproniazyd wykazuje skutki uboczne typu mania lub leczenie depresji. Wygląda na to, że nie ma prostych odpowiedzi na pytanie, co zmienia psychikę. Czy tylko to, co zapisują lekarze, czy również to, co znajduje się w pożywieniu? 
Kaczka w buraczkach - to już nie ten sam drób w dawnych warzywach...

🥀💐🌺💐🌹💐🌼💐🌷💐

poniedziałek, 25 lutego 2019

drzewo wiadomości


Oczy czarnego kota świeciły złotym blaskiem. To filtr? Zapytałam. Nie – odpowiedziała autorka fotki – filtry zakładam tylko na insta. To prawdziwe oczy. Tymczasem po sieci krąży mnóstwo
kłamstwa
półprawdy
fałszywek
obrazków
memów
fikcji
ułudy
rojeń
fejków

Moje ulubione sieciowe kłamstewko,  to uczniowie ze smartfonami, pod słynnym obrazem w muzeum. Pod fotką zadufane podpisy, typu „totalna ignorancja”. Wskazujące, że młodzież jest głupia, a kiedyś to ho ho ho... Czy ktoś zadałby sobie trud, bo podać nazwisko autora i opis zdjęcia? Nikt. Bo jeszcze by się okazało, że nastolatki oglądały obraz uważnie, a później korzystały z muzealnej aplikacji. Jest ich wiele. Wpiszcie w wyszukiwarkę „muzeum aplikacja” to się zdziwicie. Zdziwicie się też pewnie widząc w muzeach dorosłych, czytających ze smartfonów. Tak, to mogą być wiadomości od szefa, ale równie dobrze mogą to być informacje o dziełach, które wystawiono, podając jedynie tytuł i nazwisko autora. A człowiek (na przykład ja) lubi wiedzieć więcej.
Są też tacy, którzy lubią wiedzieć więcej i znać wszelkie wyjaśnienia. I są tacy, którzy skwapliwie dostarczają wyjaśnień lekkich, łatwych i przyjemnych. Kto winien jest złu tego świata? Ogólnie: tamci – inni. Szczegółowo: szczepionki, obcy i linie na błękitnym niebie. Tymi liniami, obcymi, szczepionkami – źli ludzie szkodzą ludziom dobrym. Dobrzy ludzie mogą nieźle zarobić sprzedając obronę przed złymi. To ma długą tradycję, kiedyś sprzedawali amulety i relikwie. Teraz: sprzedają reklamy. Tymczasem YouTube wyłączył wyświetlanie reklam przy treściach zamieszczanych w serwisie przez środowiska antyszczepionkowców. Firma wyjaśnia, że publikowanie materiałów mogących mieć niebezpieczny wpływ na użytkowników jest sprzeczne z regulaminem platformy.
A inne materiały mające niebezpieczny wpływ na użytkowników? Och, są potrzebne jak relikwie i amulety – świetnie się sprzedają, pomagają podnosić się z kolan i odzyskiwać godność. Do mnie zadzwonił akwizytor – słuchałam grzecznie, bo akurat jemu taka robota przypadła. Aż przedstawił się mówiąc: moja godność .... I nie wytrzymałam, roześmiałam się. Bo razi mnie „moja osoba”, ale już przywyknąć zdążyłam. Podobnie śmieszy mnie dzień dzisiejszy, okres czasu, trwać nadal i fakt autentyczny. Bawi mnie, gdy w zaniedbanym urzędzie zamiast o nazwisko pytają: pani godność? Lub gdy przedstawiają się: moja godność Jan Kowalski.
Chociaż nie ma się z czego śmiać. Ze słów utkany jest świat, więc ze słów pomylonych powstaje obraz świata szalony.

wtorek, 19 lutego 2019

drepczemy po bogactwie


Gdzie są największe złoża bursztynu? Na bałtyckich plażach? Nie! 
Są pod naszymi stopami, 
na Lubelszczyźnie!
O powstawaniu 
wykorzystaniu  
sposobach wydobycia
skutkach eksploatacji  
perspektywach aktywizacji 
rozwoju regionu
marce bursztynu 
kondycji polskiej przedsiębiorczości 
przez dwa dni w lutym 2015 roku dyskutowali uczestnicy konferencji „Lubelski Bursztyn – znaleziska, geologia, złoża, perspektywy”.
W otoczeniu Zatoki Gdańskiej stwierdzono utwory bursztynonośne głęboko położone, zwykle poniżej 100 m. Ewentualne prace poszukiwawcze muszą być poprzedzone wstępną oceną ekonomiczną eksploatacji możliwych złóż. Na Wyżynie Lubelskiej bursztynonośne utwory paleogeńskie znajdują się w wielu rejonach na głębokości do 20-30 m. Udokumentowano tu złoże Górka Lubartowska o zasobach 1088 ton. Szanse zagospodarowania złóż są duże według opublikowanych przed pięciu laty przez Ministerstwo Środowiska "Zasad poszukiwań i dokumentowania złóż bursztynu".

Organizatorzy konferencji – Katedra Budownictwa Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie – postawili sobie za cel wszechstronne przedstawienie aktualnego stanu wiedzy o pochodzeniu, eksploatacji i zastosowaniu bursztynu oraz sprostowanie niektórych, nie zawsze rzetelnych informacji, nadmiernie pobudzających nadzieje lokalnych społeczności.
- Na świecie mówi się, że najbardziej rozpoznawalne polskie marki to sól, węgiel i Czarna Madonna, my zaś wytrwale pracujemy nad dodaniem do tej trójcy bursztynu - mówiła prof. Barbara Kosmowska-Ceranowicz z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie.
Pierwotnym źródłem bursztynu są obszary lądowe na obrzeżeniu eoceńskiego basenu morskiego. Wyróżnia się dwa takie obszary: północny, obejmujący południową Skandynawię i pół-nocną część basenu Morza Bałtyckiego i południowy, położony na obszarze Polski południowowschodniej i zachodniej Ukrainy. Jego pierwotne nagromadzenia tworzyły się w utworach eoceńskich, w obszarze deltowym rzek i lagunowo-przybrzeżnomorskim.
Bursztynowa zasobność całego Lubelskiego Bursztynowego Trójkąta szacowana jest wstępnie przez Państwowy Instytut Geologiczny na ponad 5000 ton. Biorąc pod uwagę fakt, iż cena kilograma bursztynu kształtuje się na poziomie 10 tys. złotych, wartość zasobów lubelskiego jantaru przekracza sumę 50 mld zł. Należy przy tym dodać, iż wszystkie inne rozpoznane złoża bursztynu, dają zasoby nie przekraczające 100 ton tego niezwykłego surowca.
Przez wieki, po złocie i srebrze, bursztyn odgrywał rolę substytutu pieniądza o znaczeniu międzynarodowym, będąc jednocześnie obiektem szczególnego pożądania, pięknej biżuterii, legend i sposobu na bogacenie się narodów. Ostatnio zachwycili się nim szczególnie Chińczycy i mieszkańcy, bogatych w ropę naftową, krajów arabskich. To dzięki nim cena bursztynu poszybowała tak wysoko, zaś sprowadzający się z Pomorza na Lubelszczyznę, specjaliści od obróbki bursztynu mają, dzięki temu, pełne portfele zamówień, których realizację zapewnią im złoża Bursztynowego Trójkąta. W okolicach Lubartowa bursztyn wyorywany był w czasie prac rolnych od bardzo dawna. Znany jest fakt mówiący, iż ponad kilogramowy kawałek bursztynu wręczyli jednemu z Zamojskich – właścicielowi Kozłówki – chłopi, pracujący w tamtejszym majątku, jako prezent imieninowy. Miało to miejsce jeszcze przed I Wojną Światową.


poniedziałek, 11 lutego 2019

FUN Broker

Podoba się Ci się ścianka w moim biurze? Dobry kolor? A Ty jaki lubisz?


Złoty - pierwszy wśród kolorów w ikonach, symbolizuje świętość, bóstwo. Żółty wiązano ze zdradą i fałszem. Dlatego też w malarstwie postać Judasza przedstawiano w żółtych szatach. Ponadto kolor ten uznano za barwę wrogości, złych zamiarów i bezwstydu. Z tego powodu przypisano go kurtyzanom. We Włoszech w czasach renesansu kazano im nosić żółte znaki na ubraniu.
Wielu panów gubi się przy kolorze amarantowym. Graficy komputerowi oznaczają kolory numerami i podawanie im nazwy jest karkołomnym przedsięwzięciem. Gdy się przeczyta "Kolor purpury" Alice Walker, to nadal nie wiadomo, że purple, a nawet Deep Purple - to nie to samo co purpurowy, jak mucet purpurata, czyli kardynała.
Jaki kolor ma kwiatek na stoliku? Czy to storczyk, czy orchidea... Ha! gdyby pochodzenia słowa orchidea było powszechne znane - każdy wybierałby storczyki.

piątek, 8 lutego 2019

tańcz, mądrze tańcz


Gdyby nie przeróbki zagranicznych programów telewizyjnych, chyba zupełnie zapomnielibyśmy, co to taniec. Zapytani odpowiadamy:

wirowanie
korowody
tango
walc
mach
mazur
polonez
kujawiak
krakowiak

Krakowiak wiadomo: dynamiczny taniec z metrum 2/4 i synkopowanym rytmem. Nazwa pochodzi z XVII wieku, gdy opisywała grupę tańców noszących lokalne nazwy typu mijany, czy dreptany. Mężczyźni zakładają do tego czerwoną rogatywkę z wstążkami i piórami. Innego stroju wymaga kujawiak, który z prostego tańca polegającego na obracaniu się par na obwodzie koła, zyskał charakter liryczny pełen romantycznych figur. Tańczony jest w tempie wolnym lub średnim, w takcie 3/4. Polonez – wiadomo, każdy tańczył na maturze. Walczyka - młoda para, jako pierwszy taniec na weselu pomyka. Potem może pojechać w podróż, żeby zobaczyć akrobatyczny taniec kijów i wiader w Anglii lub ekstatyczny taniec derwiszów w Anatolii...
Teoretycy próbują uchwycić naturę tańca i zdefiniować jego istotę. Jest fenomenem społecznym, powiązanym ze zbiorem wierzeń, przekonań i emocjami określonej grupy. Mądrzy naukowcy wyróżniają trzy główne formy ekspresji tanecznej: tańce towarzyskie, rytualne i sceniczne. Taniec derwiszów towarzyszący ceremonii sema należy do grupy tańców rytualnych i może być rozważany jako ekspresja tego, co mistyczne, pośród istot ziemskich.
Eksperci marketingu zaprzęgają zaś muzykę, rytm i choreografię do walki o wpływ. Wykorzystują dźwięki wokół nas, aby zaszczepić w nas pragnienia przedmiotów i idei. Ty też tak spróbuj! Naprawdę warto! Jeśli nie jesteś w stanie przekonać do swojego przekazu faktami – to go wyśpiewaj i wytańcz. Wyposażeni w muzykę i taniec możemy przenieść kampanię na pole walki, na którym rozum ma niewielką siłę rażenia, wygrywa zaś poczucie harmonii, synchronizacji i jedności. Na przykład 14 lutego część pań obżera się czekoladkami w kształcie serduszek i przymierza kochaśne stroje, a inne - tańczą układ "zerwij łańcuchy" w międzynarodowej akcji  One Billion Rising, w tym roku w Polsce pod Honorowym Patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich.
Bo taniec, to nie rozrywka nowa - przy tym pracuje mocno głowa. 

piątek, 1 lutego 2019

wierzę w wieże


Płacimy za wszystko, co dostajemy w życiu. I choć warto mieć ambicje – ich realizacje nie są tanie. Zapłatą za nie jest

pieniądz
dobra trwałe
dobro
wolność
radość
spokój
chwała
wstyd

Weźmy na przykład pragnienie władzy. Władza służy do zdobywania pieniądza, pieniądz zaś do zdobywania większej władzy. Nad rodziną, nad wielką gminą, nad małą aglomeracją, a najlepiej – całą nacją. Jak ocenić wielkość władzy? W dochodzie poddanych? W zadowoleniu obywateli? Wiecie jak jest: liczby mówią. Każdemu co innego - mówią liczby. Na Wschodzie znaczenie miasta można przeliczyć na liczbę i wielkość meczetów oraz otaczających je wież. Jednak nie tylko tam i nie tylko minarety, podkreślają wielkość władzy.
We Włoszech, w regionie Toskania, w prowincji Siena jest miejscowość i gmina zwana San Gimignano. Sprzedawcy wycieczek do słonecznej Italii nazywają je Manhattanem średniowiecza. Poeci i romantycy określają je „Miastem wież”. Kupcie tani bilet lotniczy i lećcie! Zobaczcie owe baszty, beluardy, bastiony, strażnice i donżony zbudowane na chwałę wielmożów. Zamożni mieszkańcy w dawnych wiekach wznosili je w celach obronnych. Jednak wznoszące się ku niebu wieże podkreślały znaczenie i bogactwo właściciela.
W moim mieście herbu „koziołek wskakuje na winorośl”, usytuowanym w województwie pieczętującym się jelonkiem przemierzającym łąki – ważność wyznacza dostęp do zieleni. Nie ma w Lublinie wieżowców. Baszta jest. Jedna. Obok kaplica wpisana na listę światowego dziedzictwa i samiutka jak palec. Bo mieszkańcy podzielili się w kwestii wznoszenia wież mieszkalnych. Pozytywne określenie deweloper, nabrało charakteru obelgi tak, jak średniowieczny budowniczy stał się obmierzłym masonem. Niektórzy mówią teraz, że miasta warto oceniać jedynie parkami.
Jak jednak wobec tego tłumaczyć, tak modne na europejskich salonach, wyrażenie sustainable development?

piątek, 18 stycznia 2019

zupełne zezwierzęcenie


Płatki szkodzą bardziej niż pizza - przeczytałam tytuł. Zdumiałam się, bo jem i wiem, że nie. Nie szkodzą i są źródłem zdrowia tak, jak słowa to źródło

nieporozumienia
niesnasek
kłótni
wojen
miłości
radości
zdrowia
szczęśliwości

Ludzie różnie rozumieją te same słowa i zdania, a przez to nie rozumieją się wzajemnie. Przeczytałam dwa zdania z tekstu o płatkach. Okazało się, że chodzi o jakieś wysoko przetworzone zboża za 30 zł kg, a nie o ledwie rozgniecione ziarna za 2 zł kg, które znam ja... Płatek. Taka mała rzecz, a ile znaczeń! Ileż nieporozumień może wywołać? Ile kłótni? Kiedyś rozważałam wypożyczenie rudego alpaka, żeby z zabawnym zwierzakiem na festynach przekonywać do języka bez przemocy. Teraz jednak, gdy różni wzywają do zaprzestania mowy nienawiści i wprowadzenia zajęć z porozumienia bez agresji mam lepszy pomysł.
Nie będę jak Marshall B. Rosenberg opowiadać o języku dominacji i języku wzbogacającym życie, posługując się żyrafą i szakalem. Będę pokazywać na festynach cudaka-dziwaka. On będzie wygłaszał opinie, potem wysłuchiwał argumentów, nie będzie przekrzykiwał, nie będzie wchodził w słowo. Będzie przyjmował cudze myśli, a nawet (!) cudzy punkt widzenia (!)
Będę też pokazywać książki mojego ulubionego autora. Już tu i teraz polecam – "Martwa Strefa" to bez wątpienia najlepsza książka Stephena Kinga. Kariera Nixona wisi na włosku, trwa wojna w Wietnamie, a na uniwersytetach trwają protesty studentów. W gorącym okresie amerykańskiego buntu mógł był istnieć John Smith młody, zakochany nauczyciel oraz Stillson exsprzedawca Biblii, polityk robiący karierę. Ale można też tę historię opowiedzieć inaczej – wariat zabija polityka. King opowiada tak, że lubimy nauczyciela z zaburzeniami, a brzydzi nas popularny partyjniak.
Każdą historię opowiedzieć inaczej, używając innych słów. A nawet te same słowa znaczą różne rzeczy dla różnych ludzi.

TAK. Wiem, że tytuł pana Barańczaka, ale taki dobry, że aż grzech go nie przypomnieć ;)

środa, 2 stycznia 2019

honor cherlaków


Cały świat świętuje w blasku fajerwerków – u nas zakazane, bo pan kotek byłby chory. Gdy na moim parapecie o północy wydziera się kocica – jest OK. Hołdowany jest honor, a pochowany humor.

Fajerwerki? Zabronione!
Rowery? Fanaberie freaków!
Synatropizacja? Rewelacja!
Okrucieństwo? Ograniczone!
Terror? Teraz cherlaki!

Freak – oznacza świrus, szajbus, nienormalny. To ktoś kto, komu komizm konweniuje z karnacją. Mógłby być wyśmiewanym lemingiem, bo lubi ciepłą wodę w kranie, gorącą kawę w kubku i ekologiczne warzywa. Nie nosi odzieży patriotycznej, co nie oznacza, że nie lubi dresów. Lubi, bo lubi sport, ale bez dążenia do super wyniku. Lubi też zwierzęta, ale bez przesady i dążenia do synantropizacji. Gołębie i gawrony nie boją się huku fajerwerków, tak jak lisy i dziki przystosowały się do samodzielnego, niezależnego od woli człowieka zajmowania osiedli ludzkich. Jednak miasto jest dla ludzi, a nie dla psich kup na trotuarach, kocich sików na chodniku i ptasiego pierza w powietrzu.
Tymczasem prawodawca troszczy się o zwierzaczki zakazując ludziom hulaszczych zabaw, żeby tylko futrzaki miały spokój. Co innego zwierzak z gołą skórą, z płaskimi paznokciami i chodzący na dwóch nogach. Taki powinien sam sobie radzić, nie ekscytując społeczności swoimi problemami. Zatem zamiast „przemocy w rodzinie” wprowadzi się określenie „przemoc domowa”. Skończy się też automatyczne zakładanie „Niebieskiej Karty” i przemoc rozumiana jako powtarzające się bicie, a nie jednorazowy akt agresji. Policja ma co innego do roboty, niż uganianie się za damskimi bokserami.
Może dlatego obrona praw ludzi cieszy się umiarkowaną popularnością. W naszym kraju akcja „Nazywam się miliard” też niby jest organizowana w Walentynki, czyli 14 lutego. Jednakże ogólnoświatowa kampania społeczna przeciw przemocy wobec kobiet prowadzona jest bez fajerwerków, z umiarkowanym entuzjazmem. Nazwa odnosi się do solidarności wszystkich kobiet na świecie, które doświadczyły przemocy. To protest wyjątkowy, gdyż jego głównym elementem jest taniec. U nas jednak taniec ogląda się w telewizji, przy dźwiękach popularnego dicopolo.
Wszak można wstać z kolan, wygodnie siadając w fotelu.