poniedziałek, 7 października 2019

sztuka w ogrodzie


Impulsem do spaceru była chęć zobaczenia, co przygotował prof. Sławomir Marzec. Warto było! Przychodzimy, a tam dekompozycja! Trzeba było ponownie nadać kształt kamieniom. Bo jak pisał Herbert
Kamyk jest
stworzeniem doskonałym
równy samemu sobie
pilnujący swych granic
wypełniony dokładnie
kamiennym sensem
jego zapał i chód
są słuszne
czuję wyrzut
kiedy go trzymam
.

Jednym z lepszych sposobów korzystania z ogrodów jest wypełnienie ich kulturą i sztuką. Sztuka w przestrzeni publicznej jest szansą na dialog ze społeczeństwem. Z tego połączenia powstała idea „Zmysłów Ogrodu Saskiego”, którą zrealizowała Fundacja Krajobrazy. Bardzo lubię "oprowadzenia kuratorskie", gdy krytyk sztuki, a nawet sam artysta wyjaśnia publiczności, „co artysta chciał powiedzieć przez swoje dzieło”.
Tu dowiedzieliśmy się, że inspiracją do powstania rzeźby były przeżycia wojenne. Iryna Mazur ze Lwowa wyjaśnia, że poprzez postać ze stali pokazuje lęki i niepokoje kobiet. To one czekają z modlitwą na powrót bliskich. Oto widzimy, klasyczną figurę, która kojarzy się ze spokojem, ale nastrój zakłóca wszechogarniający smutek.
Osobiście mało mnie obchodzi, co artysta chciał powiedzieć. Według mnie istotą sztuki jest konkretyzacja dzieła w umyśle odbiorcy. Tuż obok była na przykład wystawa obrazów. Na jednym były namalowane kaczki na stawie, które miały symbolizować koło zmian, a może i samsarę, miejsca, które opuszczamy, wchodząc w nirwanę... Może i symbolizowały, ale tak na moje oko były to kaczki pływające po stawie. Staw wyglądał na zarośnięty rzęsą, jakby nikt nim się nie zajmował. A każde oczko wodne warte jest uwagi ogrodnika.
Także ten... pamiętajcie o ogrodach!



poniedziałek, 30 września 2019

dożynki konopne


Byłam w Sandomierzu. Nie, nie u ojca M. Byłam na Dożynkach Konopnych. Słuchałam przedstawicieli polityki, medycyny, budownictwa i rolnictwa poruszających tematy dotyczące konopi:
kulinaria
gotowanie
uprawa
nawożenie
zbiory
obróbka
przetwórstwo
medycyna
prawo
polityka
marketing
czarny PR

Nie zabrakło licznych gości znanych z pierwszych stron gazet. Ja na przykład zrobiłam sobie fotkę z Piotrem Liroyem Marcem. Wszyscy zaproszeni są ściśle związani z tematyką konopną w naszym kraju. Chociaż nie znalazłam przedstawicieli Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich, który „powołał do realizacji Program Konopny stanowiący praktyczne wykorzystanie opracowanych i wdrożonych w IWNIRZ wysoko cenionych na świecie odmian konopi przemysłowych. Jego celem jest rozwój polskiego rolnictwa poprzez upowszechnienie upraw konopi przemysłowej oraz umiędzynarodowienie pozycji Polski jako globalnego producenta i eksportera wysokiej jakości materiału siewnego polskich odmian konopi przemysłowej.” 
Nie jestem amatorem trawki. Serio. Jestem natomiast kolekcjonerem zdumień. Rok temu starsza pani opowiadała mi, jak w jej dzieciństwie jadła pierogi z siemienia konopnego. W Wigilię połowę plonu odkładało się na zasiewy, z połowy robiło się pierogi raz w roku, na szczęście.
Pani jakie to dobre było – opowiadała mi w szpitalu, gdzie spotkałam ją, jako kobietę dziewięćdziesięcioletnią. – Synowa nie chce mi teraz robić takich pierogów. Mówi, że jest zakaz siania konopi i konopnego ziarna nie ma. No pani – smuciła się staruszka – przecież to niemożliwe, żeby ktoś zakazał siania konopi
Obiecałam jej, że znajdę siemię, zrobię takie pierogi i spróbuję. Na szczęście. Znalazłam. Kupiłam legalnie. Zrobiłam jak pierogi z kaszy. Dobre były, o czym poinformowałam fejsbookowych znajomych. Ileż to było żarcików i kpiarskich komentarzy – uradowałam spore grono zapewnieniami, że owszem rozbawiłam rodzinę, ale nie „śmieszką” - tylko oryginalnością obiadu. Potem zaczęłam czytać o konopiach, co i Wam polecam. Nie mam pewności, jak prawdziwe są opowieści o walkach na kontrakty plantatorów bawełny, nafciarzy i producentów plastiku. 
Jeśli nie są to teorie spiskowe – to historia konopi jest podręcznikowym przykładem czarnego PR.

poniedziałek, 23 września 2019

Parasite - rewers Pachnidła

Fajny film  widziałam. Momenty były? Tak! Jeden! Bogaci państwo pieszczą się na kanapie z widokiem na piękny ogród, a trójka służby gnieździ się pod stolikiem u ich stóp. I w tym momencie czarna komedia zamienia się w horror. Bong Joon-ho pokazał w "Parasite" rewers „Pachnidła”.



Wstręt, obrzydzenie, pogarda i lekceważenie – takie emocje wywołuje zapaszek biedaków. Skoro to śmierdzące biedaki - to można też powiedzieć: zasługujące na wykluczenie, aroganckie cwaniaki. A może nie? Może tak tylko myślą wywyższone bez szczególnych
zasług naiwniaki? Przecież na świecie wciąż tak jest, że bogatsi są coraz bogatsi, a biedni – coraz biedniejsi. Z dziada pradziada, z ojca na syna – przechodzą majątek, wykształcenie i
pozycja społeczna.

Kto na kim tak naprawdę pasożytuje? Czy ci, którzy leżą i pachną, ale nie potrafią ugotować rosołu i odróżnić prawdy od fałszu. Czy ci, którzy z Internetu, w osiem minut potrafią nauczyć się wykwintnej sztuki kulinarnej, prowadzenia nowoczesnego samochodu lub 
terapii sztuką? Każdy człowiek ustalając swoje wartości życiowe, ustala jednocześnie
ich prawdziwość. 
Ze społecznego punktu widzenia, hierarchię wartości ustalają „słabi, ale liczni niewolnicy”. Cenią altruizm, miłość, litość, pokorę, sprawiedliwość i utylitaryzm. W moralności „panów”, tworzonej przez silnych, potęga jest dla tych, którzy są na tyle silni, że ją zdobyli. Ludzie nie są równi, ich wartość zależy od posiadanej mocy i zasług. Zatem brzydko pachnący Seulczyk z suteren ma tyle do powiedzenia, co polski suweren.

W każdej części świata biedaki leżą i śmierdzą na brudnym bruku, przeszkadzając pachnącym państwu, przechadzającym się po zielonej trawce.

ps
pamiętacie "Pachnidło"?


wtorek, 17 września 2019

rodacy, obywatele, społeczeństwo


Zapraszają na młodzieżowy protest klimatyczny, który jest pilny, ale potem co? Jak mówi nowa księga, współczesne nastolatki to internetowa generacja iGen, czyli 

obecność w internecie,
wirtualność,
niepokój,
utrata religijności,
odizolowanie,
niepewność dochodów,
brak ograniczeń,
inkluzyjność,
niezależność...


Ważne są wybory, jakie robimy codziennie. Zakupy? Plastykowa butelka wody, owoc sprowadzony z drugiego końca świata, drożdżówka, bułeczka i chleb – każde zapakowane w inna torebkę, plastykowa torebka na ziemniaki, na cebule, na marchewkę, 10 plasterków wędliny pakowanej próżniowo, 10 plasterków sera w kolejnym plastykowym pudełku. Sprawdzaliście, ile kg plastyku przynosicie do domu? Ile spalin powstaje przy sprowadzaniu jabłka z Antypodów? Ile kilometrów przejeżdżacie, chociaż wystarczyłoby wyjść z domu kwadrans wcześniej i przejść pieszo? I na koniec – chociaż nie najmniej ważne: ile macie w domu i na balkonie roślin produkujących tlen? Myślicie ostatnio o Ziemi? Nie tak globalnie o globie, ale o glebie pod stopami?
Połowa Polaków, Polek i Polaczątek nie przeczytała w minionym roku ani jednej książki dla przyjemności. PPP – taka teraz moda – nie obywatele ogółem, nie rodacy, nie społeczeństwo, ale podzieleni na rodzaje. I oni w większości nie czytają nic, poza paskami tv. Taką rozmowę usłyszałam na „rodzinnym” festynie: – O patrz mamusiu, jakie misie! - Bardzo ładne niedźwiadki – odpowiedziała pani z pięknymi paznokciami. Były to wiązki słomy, zwieńczone kulą słomy, ze słomianymi rogami. Na moje oko – barany. Według towarzyszącej mi bibliotekarki – barany bez wątpienia.
Teraz dzieci wiedzą, jak wyglądają słoń i lew, a nie – świnia, krowa i kura. To dla nich egzotyka, bo tego nie ma w ZOO. Kiedyś panny rutkę siały i inne przydatne zioła znały. Teraz bronią roślin inwazyjnych i cieszą się, jak pięknie jesienią! Nawłoć kanadyjska i kolczurka klapowana wszędzie! I rudbekia. Młodzi modni jedzą na śniadanie komosę, ale nie wiedzą, co to łoboda. Bronią klimatu, ale nie wiedzą, jaką obronę mogłaby dać im ruta, a piołun przywiódłby do nich Zieloną Wróżkę.

ps.
mural nad Czechówką pod wiaduktem na Al. Warszawskiej w Lublinie. Świetny, ale nie wiem kto jest autorem



poniedziałek, 2 września 2019

Lubelska PERŁA: NeoKlez



Zobaczysz chmielowy wieniec z szyszkami, jeśli klikniesz w trójkącik. Chmiel zwyczajny (Humulus lupulus L.) należy do rodziny konopiowatych... Konopiowatych!  Chmiel i konopie mają wiele podobieństw. Tymczasem jedną roślinkę się świętuje, a drugą sekuje...
W Polsce chmiel uprawiany jest w trzech wyznaczonych administracyjnie rejonach: lubelskim, wielkopolskim i dolnośląskim. Ogólna powierzchnia uprawy w kraju w 2015 roku wynosiła około 1400 hektarów, a chmielarstwem zajmowało się 621 gospodarstw rolnych. Z uwagi na fakt, że w rejonie lubelskim zlokalizowane jest 83 proc. krajowych plantacji, my mieszkańcy Lubelszczyzny, a zwłaszcza gminy Jastków wiemy, jak wygląda chmiel, a malowniczy widok wieloletnich plantacji jest nam dobrze znany.
Prócz chmielników mamy też Chmielaki i Festiwal Kultury Piwnej, na na którego scenie zagrał mój ulubiony zespół.
Słuchajcie!
NeoKlez - tak grają i śpiewają

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Mazury



Opowiem Wam historię dwóch dzieciaków z naszej ulicy... - tak
kiedyś śpiewali Danusia z Darkiem. Niestety wyjechali z Lublina, a
ich utalentowane córki wyjechały z Polski. I już pewnie nie
śpiewają, jak J.J. Należyty: ...Nikt nie wie, co się później
stało Z chłopakiem i jego dziewczyną. Czy może w miłości
dopadła ich starość, Czy młodo umarli na miłość...

Jest jednak w tym świecie równowaga i
może nawet kiedyś opowiem Wam historię dwóch dzieciaków z mojego
świata. O dziewczynie z Lublina i chłopaku Kalifornii – prawie
Harlekin wychodzi z tej opowieści. Chłopak z gitarą został dla
niej parą i chociaż nie śpiewał droga, którą idę, zabrał
ją w Sentimental Journey. 

The Long & Winding Road przejechali Amerykę i Australię. I śpiewają...

piątek, 23 sierpnia 2019

wstążki wiązane na pniach


Drzewo jest mocniejsze niż lew i niż wół, Drzewo nawet przerasta żyrafę – pisał Jan Brzechwa. W jego wierszu człowiek jak zechce, to zrobi z drzewa

stół
albo drzwi,
albo nawet szafę
biurko
krzesło
drabinę
schody
lub papier
książkę i zeszyt

Drzewa przy drogach zdają się być dowodem naszej arystokratycznej przeszłości. Dawni władcy kazali sadzić drzewa, żeby wyznaczały trakt, aby  posłańcy, kupcy i pielgrzymi nie błąkali się po bezdrożach. Stare aleje wiodące do pałacu podkreślały status właściciela. Po wynalezieniu wojskowego zastosowania samolotów, przydrożne zagajniki służyły do ukrywania się przed ostrzałem. Teraz są kosztem wypadków drogowych i strat rolnych. Oczywiście, gdyby kierowcy nie upili się i jechali wolno – mniej byłoby samochodów roztrzaskujących się na pniach. Wpadałby na pole, co z punktu widzenia rolnika jest mniejszym kosztem, niż wysuszanie upraw przez korzenie przydrożnych drzew.
Jednak nie wygra się z wiarą, że przy przy drogach muszą być twarde pnie, na rozłożystych korzeniach, a nie miękkie, gęste i wysokie żywopłoty. Tymczasem gładko strzyżone roślinne ściany chronią dostępu do drogi tak samo, a może i lepiej, niż plastykowe ekrany. Osłaniają też przed wiatrem i dają cień. Lubimy jednak podążać utartymi traktami i myśleć starymi schematami. Nawet jeśli grożą logiczną niekonsekwencją. Standardowo jesteśmy przekonani, że drzewa muszą być przy drogach i że żadnych drzew wycinać nie można. Jednocześnie trzeba dużo czytać. Książki i gazety muszą być z papieru robionego z wyciętych drzew. Gdy w autobusie widzimy czytających z ekranów, jesteśmy zniesmaczeni, zamiast cieszyć się, że ich czytanie nie niszczy drzew.
Narzekamy, że gapią się w ekran, a nie na migające za oknami pnie i gałęzie. A co tam jest takiego ciekawego, czego nastolatki nie widziałyby wcześniej? Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że już w pieluchach peregrynowały z rodzicami do wielu odległych krain. Potem "zielone szkoły", wycieczki krajoznawcze, przewodnicy gadający o alejach, zagajnikach i puszczach. Tymczasem człowiekowi do szczęścia potrzebny jest drugi człowiek i on pisze w telefonie. Gdyby nastolatki szczebiotały tymi swoimi nosowymi głosikami o mijanych widokach – to dopiero byłyby dramat...
No chyba, że głosiłyby zachwyt drzewami ...

piątek, 16 sierpnia 2019

darmowe dynie


Słyszeliście o akcji życie bez plastiku? Nie myślcie o tym, jak o końcu świata, ale jak o zmianie. Radości życia szukać będziemy nie w kupowaniu, ale w

uprawie grządek
farmach okiennych
robótkach ręcznych
naprawianiu ubrań
domowych kanapkach
zupach w termosach
szklanych butelkach
gotowaniu gosposi
uprawie lnu...?

W roku 1862 Alexander Parkes pod nazwą „parkesine” opatentował nowy, stworzony przez siebie materiał do wyrobu medalionów, tac, naczyń kuchennych, guzików, grzebieni itp. W 1884 roku, Francuz Hilaire Chardonnet zrobił sztuczny jedwab. No i poszło! Zamiast kamieni szlachetnych, damy zaczęły nosić sztuczne kamyki z plastyku. Naszywano je nie na szlachetnych materiałach naturalnych, ale na sztucznych jedwabiach, sztucznych wełnach, a nawet sztucznych skórach. I nie nosiły tego damy, tylko panie różnych stanów. Taka była cena wolności, równości, braterstwa. Wielka chemia wyzwoliła kobiety z prac domowych, bo kto trudziłby się tkaniem, szyciem i cerowaniem, gdy kupowanie było tanie?
Teraz kupowanie się skończy – bo tani plastyk okazał się szkodliwy. Czy produkcja się załamie? Czy to koniec ery konsumpcji? Czy może jedna z tych przelotnych mód wieszczących zagrożenie, żeby zaraz później przynieść wyzwolenie, w postaci innego produktu? Pamiętacie wojnę masła z margaryną? Oleju z oliwą? I ten nieśmiertelny slogan reklamowy "cukier krzepi". A coca cola? Za PeeReLu władza głosiła „wróg kusi cię coca-colą”. A potem była zmiana i jeszcze kolejne zmiany i... cukier w napojach gazowanych jest wciąż wypijany. Z butelek plastykowych.
Zauważcie - nie mówią nam – zrezygnujcie z diety pudełkowej, wody butelkowanej, kawy na wynos. Mówią: ach! Mamy tu nowe lepsze, eco.logiczne opakowania! Nie radzą: kupujcie mniej! MNIEJ jedzcie! Robią darmowy festyn, z darmowymi dyniami i promocją nowego, lepszego życia. Nie wierzcie im. Nie wierzcie w dobre serduszka darczyńców. Przypomnijcie sobie angielski skrótowiec TANSTAAFL oznaczający „there ain’t no such thing as a free lunch” („nie ma darmowych obiadów”). Tę myśl ekonomistów spopularyzował autor książek fantastycznonaukowych Robert A. Heinlein w powieści z roku 1966 pod tytułem Luna to surowa pani. W polskim tłumaczeniu użyto skrótu ZWTP – za wszystko trzeba płacić. 
Nie ma darmowych obiadków podawanych do stołu usłużnie - śpiewał bard, a inna pani śpiewała: za darmo nic. Taka prawda.

środa, 31 lipca 2019

skarpety sztukmistrza

Opowiem Wam o Kyle'u z Kalifornii. Nagrałam go, gdy śpiewał w kafejce przy Placu Teatralnym, a nad placem po linach rozpiętych między dachami chodzili
sztukmistrze
linoskoczki
niepewnie szli
pochyleni
drogą donikąd
nad przepaścią
tak jak po fali

Próbowałam Kyle'a oznaczyć nazwą zespołu Fish out of Water, z którym objechał Amerykę i Australię. Zagapiłam się jednak na jego skarpetki z portretem rapera, który zmarł w wieku 25 lat na skutek odniesionych ran, sześć dni po strzelaninie... Nie wiem, czy Tupac Shakur zmarł w wojnie gangów, czy wojnie artystów, ale – czy powinnam wiedzieć?
W wydanej w milionach egzemplarzy książce, noblista Singer przekonuje, że nieodzowne jest stawianie sobie pytań, nawet jeśli nie ma na nie poprawnej odpowiedzi. Powinnam? A czy te nieprzebrane tłumy, przechadzające się pod spacerującymi między dachami linoskoczkami, wiedzą kim był Jasza Mazur – „Sztukmistrz z Lublina”? Czy ta opowieść mogłaby zaciekawić amerykańskich chłopców? Kogo obchodzi utalentowany artysta, którego życie osobiste zabiło jego sztukę? Żył szybko umarł młodo...
A sztuka po to jest -- by… zarabiała. Sztuka po to jest, by turystów przyciągała. Każda sztuka jest dobra, by kasę miasta wzbogacała. Nawet prezydent Lublina wrzucił do sieci swój portret w skarpetkach nie do pary! Do garnituru! Phi, jakieś lanserskie wzory szachownic. No to się biuro promocji wysiliło. Doprawdy © © © © © © Gdyby zrobiło skarpetki ze sztukmistrzem z Lublina – to by było coś, czym można by ekscytować, na czym można byłoby zarabiać © © © © © ©

środa, 24 lipca 2019

pragnienia modelowe


Urażone ambicje jątrzą się i prowadzą do zmian jatrogennych. Pokora mogłaby stanowić antidotum, ale na literę A modne są

Asertywność towarzyska
Agresywność handlowa
Anonsowanie ambarasów
Atrakcyjność ałyczy
Airoportów aportowanie
Awiator
Awokado
Asystowanie archikatedralne
Aktywność sportowa
Ahoj przygodo!

Uraza to niespełnione pragnienia. Urazę psychiczną, tak jak i urazy cielesne się pielęgnuje. Szramy się likwiduje, a urażone ambicje się rozdmuchuje. Dmuchanie na ranę – robi szramę, także na psychice. Paradygmaty są całe zbudowane z psychicznych szram... Nasza wizja świata wynika z mniej lub bardziej błędnych modeli. To pomysły zastępowane po pewnym czasie innymi. A w tym sezonie media po raz kolejny wieszczą rychły koniec świata.
Trzeba będzie zacząć szukać radości życia, gdzie indziej niż w kupowaniu. Tradycyjny handel się kończy, produkcja się załamuje! Oto koniec ery pazernej konsumpcji. Oto koniec człowieka kupującego! Trzeba przyznać, że media mistrzowsko manipulują Polkami i Polakami. Kiedy skupiają uwagę wieszczeniem ekologicznej zagłady, prawdziwi Polacy wzywają do obrony. Na przykład do obrony wielkich drzew. Wielkie drzewa łatwo przemawiają do wyobraźni. Nikt nie pyta, czy będą mogły rosnąć bez wody i jak radzą sobie rolnicy z katastrofalną suszą. Nikt nie pyta o program "czyste powietrze", nikt nie pyta tony węgla sprowadzanego dla Polaków, nikt nie pyta o wiatraki. No i przy okazji zapomina się o dramacie rekrutacji do szkół średnich. 
Czy to skuteczny marketing polityczny? Oczywiście! Można uważać, że "Macierz Eisenhowera" to element mitów i bredni szkoleniowych... Niemniej Dwight Eisenhower powiedział ponoć, że to, co ważne, rzadko bywa pilne, a to, co pilne, rzadko bywa ważne. Należy więc świadomie ustalać priorytety. Gdy więc widzę pikietę, z jednym NIE jako hasłem – to zastanawiam się nad ustalaniem priorytetów, paradygmatów i programów. Czy wielkie drzewo pozbawione wody będzie produkowało tlen? Czy napakowani, wygoleni i wytatuowani; stojący ramię w ramię i wznoszący pięść; śpiący razem po imprezie – to norma? Czy dzieci rodzą się z zasiłków?
Czy każde pragnienie zasługuje na spełnienie?

środa, 3 lipca 2019

cienie wielkich słów

Czytajcie... Czytajcie wiersze nieznanych poetów, a może traficie na te właściwe. 
I nie śmiejcie się z inności. Może się zdarzyć, że trafiliście na talent, okryty mgiełką pełnej tajemnic niezwykłości...

czwartek, 20 czerwca 2019

Gelotologia, czyli terapia śmiechem


Jest nauka, zajmująca się badaniem wpływu śmiechu na zdrowie. Gelos to po grecku
śmiech
beka
chichot
rechot
rżenie
euforia
ekstaza
polewka
Jestem już w tym wieku, że mam wielu znajomych na fejsbuniu, pokazujących swoje perypetie w dostępie do usług medycznych. Czasami mam wrażenie, że ten organizacyjny chaos przed gabinetami lekarskimi jest zamierzony. Bo gdyby system publiczny był efektywny, to efektowny system prywatnych usług medycznych byłby niepotrzebny. Dlaczego tak jest? Ponieważ prywatne, estetycznie projektowane przychodnie i kliniki są nastawione na zysk. W prywatnej placówce dowiesz się, że jesteś chory na raka. I że ci go nie wyleczą. To bardzo długie i drogie procedury. To wyrafinowana wiedza. I oczywiście tylko niektórzy, mogą skorzystać z kosztownych terapii. A inni nie, chociaż wszyscy płacą w ZUS ubezpieczenie zdrowotne z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym.
Jednak wszyscy tak boją się utraty dostępu do „bogów – uzdrowicieli”, że nikt nie ośmieli się robić dobrej zmiany w systemie ich świadczeń. Na przykład media i mieszkańcy Lublina długo i wytrwale ekscytowali się kolorkami budynku usług medycznych. Być może dzięki temu nie poświęcono wiele uwagi jakości usług. Dlatego najwyższy czas przestać używać określenia „służba zdrowia”. To są usługi, a my jesteśmy klientami. Powinniśmy dyskutować nie o kolorkach, ale o składkach i ogłaszanych kilka lat temu przez rząd pompatycznych narodowych programach ochrony zdrowia. Dobry rząd ogłasza i co? Nico! Jest gorzej z roku na rok. Pytamy o diagnozę doktora gOOgla i konsultujemy z dr Yahoo. Na razie!
Niech no tylko rozkwitną sztuczne inteligencje! W boskiej WWW można uruchomić wiele alternatywnych algorytmów, tak by wieśniaczka z Polski B za pośrednictwem smartfona skontaktowała się z Sztuczną Inteligencją Lekarską. Jej diagnozy będą wciąż ze sobą porównywane. Nie podoba się, co powiedział lekarz IBM? Do konsultacji jest gotowa Baidu – najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa w Chinach. Niech no tylko rozkwitną programiści! Świat nie będzie taki zły. Świat nie będzie wcale mdły. Tak skończymy te narzekania. Latem ludzie umierają, latem ludzie się kochają. I dziewczyna z ulicy, i złodziej będą mogli korzystać za pośrednictwem smartfona z dużo lepszej opieki medycznej, niż dziś bogacz w prywatnej klinice.
A póki co – terapia śmiechem: przychodzi baba do lekarza...

piątek, 14 czerwca 2019

bójcie się blackoutu


Media nie straszą jak dawniej poczciwymi roztoczami i kleszczami. Widmo zagłady po redakcjach krąży, a w tle unosi się oldskulowa piosenka Bajmu

Nie ma, nie ma
Wody na pustyni,
Wielbłądy nie chcą iść
Czołgać się dłużej
Nie mam siły,
O, bardzo chce się pić
Tylko piach!
Suchy piach!
Tylko piach!

Jesteśmy zewnątrzsterowalni, co nam media podrzucą – tym się ekscytujemy. Żyjemy w swoich bańkach informacyjnych, których nie przebijają nawet alerty RCB. Żądamy klimatyzacji w pracy i kurtyn wodnych na deptakach. Ponieważ jest coraz cieplej, rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Klimatyzacja potrzebuje wiele energii. Elektrownie w lecie pracują jak szalone. Tymczasem w czasie suszy - rzeka sucha, coraz mniej wody do ochłody. Już dwukrotnie w ciągu ostatnich lat byliśmy na krawędzi blackout’u – utraty napięcia w sieci elektroenergetycznej obejmującej albo cały, albo większą część kraju. To zagrożenie będzie się powtarzać, bo nasze potrzeby energetyczne rosną, a my zamiast inwestować w odnawialne źródła energii, palimy węglem cały czas.
Czytamy romanse, a lekturą obowiązkową powinien być „Blackout”, thriller naukowy Marca Elsberga o tym, jak w Europie zabrakło energii elektrycznej. Wyobrażacie sobie? Nie tylko komputery i telefony nie działają. Nie działa nic. Nie ma nie tylko wody, ale nawet kawy brak! A potem przywracanie zasilania na dużym obszarze, uruchamianie produkcji i dystrybucji żywności, ponowne uruchamianie wodociągów i kanalizacji, etc. Jakie skutki taka awaria zasilania miałaby w dłuższym okresie? Byłby odczuwalne przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Może byłyby to skutki nie tylko gospodarcze, ale i społeczne.
W przyszłości, z powodu zmian klimatu oraz ochrony środowiska, zamiast tradycyjnych upraw, rolnictwo będzie stopniowo zmieniało zestaw roślin na polach i zasady nawożenia. Trzeba się będzie na nowo nauczyć gospodarowania wodą. W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza przede wszystkim problemy z wodą, której w rolnictwie będzie niedostatek lub nadmiar. Obecnie praktycznie nie nawadnia się upraw, a w przyszłości może się to okazać zbyt kosztowne. To już było u Sapkowskiego, w „Krańcu świata” – Znasz się na rolnictwie? - My, poeci, musimy znać się na wszystkim – rzekł wyniośle Jaskier. – W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się, pisząc. Uczyć się trzeba, mój drogi, uczyć. Od rolnictwa zależy los świata, dobrze więc znać się na rolnictwie. Rolnictwo karmi, ubiera, chroni od chłodu, dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. – Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. – A gorzałkę z czego się pędzi?
Zatem: wypijmy za błędy...

piątek, 7 czerwca 2019

komu się uda


Nie mów, że Ciebie polityka nie interesuje, bo polityka żywo interesuje się Tobą. Polityka to nie gadające głowy w telewizorze. Polityka to


cena pietruszki
szkoła dziecka
chodnik przydrożny
źródła ciepła
efekt cieplarniany
fontanny na placach
kopalnia na łąkach
erozja gleb
migracje tam
transport tu

Pamiętacie tamten 4 czerwca? Na plakacie zrobionym w 1989 roku  w Lublinie uwieczniono przedstawicieli trzech pokoleń ze znaczkami "Solidarności" na piersi. 9-letnie dziecko, bo tyle lat miała wtedy Solidarność. Działacz Solidarności, brodaty opozycjonista, pamiętający stan wojenny. Starszy pan, który mógł był być żołnierzem podziemia z drugiej wojny. I czerwony napis „Tobie się uda”. Te kolory, wydają się teraz słabe, ale wtedy wyglądały doskonale. Wtedy pewne było, że coś się kończy, coś się zaczyna i że nastolatkom się uda chodzić po wygodnych chodnikach do dobrych szkół, że będą źródła ciepła nie wywołujące efektu cieplarnianego...
Trzy dekady minęły i słyszę w radiu, jak jakaś młoda osoba wytrząsa się nad określeniem "homosovieticus". Mówiła, że od tego określenia zaczął się w Polsce czas pogardy dla zwykłych szarych ludzi, dla słabych, niedających sobie rady w życiu. Tym nowym, kapitalistycznym. I ja się chyba z tym zgadzam – tak, roztrwoniliśmy tamten czas. Miała być równość, wolność, braterstwo – a jak jest każdy widzi i słyszy. Japy, chuje, kurwidołek, ograbiane pola tak lepsi mówią o gorszych. Pogarda aż kipi, a potem wrze zdumienie, że pogardzani nie wybierają pogardzających. Miastowi tkwią w wygodnych fałszywych schematach. Policzyłam profesorów mieszkających we wsi z której pochodzę - 3, inne zawody - większość, rolnik – 1. We wsi, w której mieszkam teraz – podobnie, więcej inteligencji niż chłopstwa. Akademicy zadzierają nosy, a my... my ich trochę lekceważymy
O istnieniu uczelni przypominamy sobie, gdy ekscytują liczbą kandydatów na jedno miejsce i gdy pojawi się tytuł "bunt profesorów". A czy słyszeliście głos etyków lub ekonomistów, gdy pojawia nowinka medyczna typu - pompa serca za pół miliona lub inne koszty zdrowia? Większym posłuchem cieszą się antyszczepionkowcy, niż wykładowcy uczelni medycznych. Ekscytują ekolodzy broniący klimatu, ale nierezygnujący z klimatyzacji w biurze, samochodzie i domu. Patrzymy na nich z zainteresowaniem, czy im się uda?

piątek, 24 maja 2019

tworzę nie kradnę


Małych złodziejaszków wieszacie, wielkim w pas się kłaniacie – pisał Mikołaj Rej w czasach, gdy Dekalog cieszył się uznaniem i poważaniem. Może dziś warto przypomnieć przynajmniej kilka przykazań, np.:
. . .
Czcij rodziców

Nie zabijaj

Nie cudzołóż

Nie kradnij

Nie szkaluj

Nie pożądaj cudzego
. . .

Ale zaraz! Zaraz! Jeśli ja robię kopiuj-wklej z Dekalogu – czy nie jest to złamanie siódmego przykazania? Zwłaszcza, gdy nie podaję źródła? Przecież Mojżesz trochę się napracował przy tych kamiennych tablicach, a teraz co? Klik-klik kopiuj-wklej i to jest okej? Taka akcja jest #TworzęNieKradnę. Oczywiście! Nikomu do głowy nie przyszłoby wykradanie tablic z wyrytym na nich Dekalogiem. Czy można zwędzić same słowa? Ideę? Koncepcję życia? Dziesięciorga przykazań ukraść nie można – zostały dane ludzkości. Jednak co dziś znaczy kraść?
Mojemu dalszemu sąsiadowi zniknęły ostatnio dwie małe alpaki. W tym jedna ślepa, dlatego bardzo się o nie martwił. Ja też się martwiłam, bo miałam taki plan, że jedną sobie wypożyczę. Byłabym z nią wędrowała i jak Marshall Rosenberg nauczała porozumienia bez przemocy. Czy jednak mogłabym wziąć sobie słowa i idee amerykańskiego psychologa i głosić je jak własne? Czy to byłaby kradzież równie odrażająca, jak zabranie dwu ślicznych zwierzaczków? Sąsiad mój podniósł raban w Internecie. 1000 razy udostępniono jego prośbę o zwrot zwierzaków i co ciekawe – zwierzaki zostały podrzucone do zagrody. Niemniej #sumienie to mało popularny hasztag, bo i pojęcie mało modne.
Można by powiedzieć: potęga Facebooka – złodzieja ruszyło sumienie i oddał skradzione mienie. Myśli, muzyka, malarstwo to też czyjeś mienie, czyjeś umiejętności i czas zostały zużyte do ich stworzenia. Jednak czy kogoś nyje sumienie, gdy zobaczy w sieci fajną fotkę skopiuje ją i wrzuci jak własną? Jak mówi klasyk: to dobrze, czy źle? Inny klasyk odpowiada: jak Kain kraść – dobrze! Jak Kainowi by ukradziono – źle! Taka moralność. Nie komunistyczna, nie wspólnotowa – internetowa. Inaczej jest traktowana kradziona krowa, a inaczej krowa opisana lub fotografowana.
A Ty? Jak myślisz, gdy bierze się coś za darmo [z Internetu] to dobrze, czy źle?


wtorek, 14 maja 2019

zbędne penisy


Penis sprzedać łatwo nie jest, nawet jako bardzo wyrafinowany implant. Jeśli jednak ludzie za coś zapłacą – to jest im to sprzedane. Człowiek chce dużo

pożywienia
picia
oddychania
spania
seksu 
miłtości
rozrywki
przynależności
bezpieczeństwa
szacunku

Potrzeby podstawowe są ważne, jednak bycie potrzebnym i ważnym jest równie istotne. - Świątek-piątek, ale prezentacja sama się nie wygłosi – anonsuje znajoma i jedzie na drugi koniec kraju. Tymczasem wypowiedź jest w formie cyfrowej i bez problemu można przekazać ją na koniec świata. Nawet z dodanym hologramem, udałoby się wysłać lub na bieżąco odpowiadać na pytania uczestników webinaru. Żywy człowiek potrzebny jest jedynie do zebrania wiadomości i ich spisania. Chociaż – niezupełnie, a właściwie – zupełnie można się bez człowieka obyć. Program komputerowy zrobi to szybciej, dokładniej i obiektywnie. Taki program nie je, nie pije – a pracuje za dwóch. „Zatrudnij cyfrowego pracownika do działu kadr, logistyki, administracji” proponuje agencja pracy robotów.
Pół wieku temu Ira Levin opisał idealne żony ze Stepford: piękne, posłuszne, zadbane, niewymagające. Mężczyźni chcą mieć właśnie takie żony. Jak daleko mogą się posunąć sprzedawcy, aby dostosować rzeczywistość do potrzeb i wymagań klientów? Dotychczas można było kupić implanty zębów, soczewek, uszu, sutków, penisów itp. A gdyby je dołączyć do cyfrowego robota spełniającego wszelkie potrzeby? Byłby piękny, pożyteczny a jego cyfrowa sztuczna inteligencja, ułatwiałaby przeciwstawianie się ludzkiej, naturalnej głupocie. Mógłby być hermafrodytą, ale producenci implantów byliby na tym stratni – więc zostanie wyposażony w drugorzędowe cechy płciowe. Jednocześnie cyfrowy doktor, kapłan czy pedagog nie będzie popełniać grzechów głównych ani pospolitych.
Już dziś przy największej modernizacji dróg w Wielkiej Brytanii pracują autonomiczne wywrotki, których zadaniem jest przewożenie ogromnych ilości wykopanej ziemi. Pracują przez całą dobę, co skraca czas robót. Gdyby posłać tam roboty wyręczające robotników - drogi powstałyby jeszcze szybciej. Byłyby bezpieczniejsze, bo sztuczna inteligencja samochodów autonomicznych zapewniałaby bezwzględne przestrzeganie przepisów ruchu. Był już taki skok cywilizacyjny, gdy automobile zastąpiły dorożki. Dorożkarze przekwalifikowali się na szoferów, a konie... ach koni tylko żal. Teraz kierowcy nie przekwalifikują się na programistów, raczej podzielą los koni i komiwojażerów. Zbędnych będzie więcej, choćby przedstawiciele producentów sutków i penisów staną się zbędni w świecie sztucznej inteligencji.

poniedziałek, 6 maja 2019

uniwersalna duchowość


Sarkazm to szpetny kuzyn gniewu. Jest nie do przyjęcia, tak jak

pieniactwo
jątrzenie
furia
ironia
irytacja
złośliwość
zgorzknienie
warcholstwo
irytacja

A jednak to właśnie te cechy są premiowane i promowane, chociaż historia wskazuje jak przykre miały konsekwencje. Przypomnijmy sobie sytuację, która wyniosła na ołtarze św. Stanisława. Osobiście lubię wersję podawaną przez Kadłubka, że biskup stanął w obronie niewiernych żon rycerzy, walczących na wyprawie kijowskiej, które król rozkazał okrutnie ukarać, choć ich mężowie im przebaczyli. Anonim pisał ogólnie o irytacji króla wywołanej napomnieniami kapłana. Cóż byłoby, gdyby władca zarządzał armią cyfrowych żołnierzy? Nie byłoby rodzin opłakujących poległych w boju. Jakie przesłanie mieliby cyfrowi kapelani?
Co powiedziałby na to cyfrowy biskup? Czy stanąłby na na stopniach cyfrowego ołtarza, aby besztać despotę? Jednak czy w ogóle miałby informacje o sytuacji na froncie? 
W świecie naturalnej głupoty i sztucznej inteligencji władza będzie dysponentem wszelkich wieści. Dyktatura skupia wiadomości w jednym miejscu – w demokracji informacje są rozproszone. Każdy pisze i czyta, co mu się podoba. Jeśli nie podoba mu się, gdy czyta szpetne słowa władcy – publicznie oznajmia światu swoje myśli. Pisze: mam jedno życie, wyjadę, a nie oddam tego, co zapracowałam – oddałem już wystarczająco dużo. Moja starsza córka, informatyk, już wyjechała i nie wróci na pewno. Druga córka też wybrała studia informatyczne, studiuje za granicą – też z pewnością nie wróci. Córki drugiego kolegi pracują w Skandynawii, jedynak trzeciego we Francji. Co dziesiąty młody wyjeżdża i będzie budował bogactwo innych krajów. Ci, którzy zostają popadają w ksenofobię lub znużenie obywatelskimi obowiązkami.
Przekonanie, że nasze demokratyczne dziedzictwo automatycznie chroni nas przed takimi zagrożeniami, może być kuszące. To błędny odruch. Nasza własna tradycja wymaga studiowania historii, aby móc pojąć najgłębsze źródła tyranii i zastanowić się nad tym, jak należy na nią reagować. Nie jesteśmy wcale mądrzejsi od Europejczyków, którzy widzieli w XX wieku, jak demokracja ulegała faszyzmowi, nazizmowi czy komunizmowi. Mamy natomiast nad nimi jedną przewagę – możemy się uczyć na ich doświadczeniach. Teraz jest na to właściwy moment, pisał Timothy Snyder „O tyranii  
20 lekcji z 20 wieku”.
1. Nie bądź z góry posłuszny
2. Broń instytucji
3. Strzeż się państwa jednopartyjnego
4. Weź odpowiedzialność za oblicze świata
5. Pamiętaj o etyce zawodowej
6. Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi
7. Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny
8. Wyróżniaj się
9. Dbaj o język
10. Wierz w prawdę
11. Bądź dociekliwy
12. Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje
13. Uprawiaj politykę w sensie fizycznym
14. Chroń swoje życie prywatne
15. Wspieraj słuszne sprawy
16. Ucz się od ludzi z innych krajów
17. Nasłuchuj niebezpiecznych słów
18. Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój
19. Bądź patriotą
20. Bądź tak odważny, jak potrafisz

czwartek, 18 kwietnia 2019

easter people


Lubimy udawać, że otacza nas samo piękno. Żądamy całego życia i samego szczęścia. A przecież jesteśmy świadomi istnienia

klęsk
głodu
chorób
pożarów
ubóstwa
rozpaczy
wojen
śmierci

„Do not abandon yourselves to despair. We are the Easter people and hallelujah is our song” – to mój ulubiony cytat z JP II. Powiedział to kiedyś w Australii i do tej pory nie udało mi się znaleźć dobrego tłumaczenia. Właściwie żadnego tłumaczenia. Bo jak mniemam, nie chodzi tu po prostu o Wielkanoc, ani nawet Święta Zmartwychwstania. Po angielsku to religijno-wiosenne święto, ma nazwę pochodzącą od słowa „wschód”. I jak rozumiem nie oznacza jedynie kierunku geograficznego, ale świtanie, brzask, jutrznie, ranne zorze i wreszcie – wschód słońca. I jeszcze wiarę, że mrok zniknie, staniemy w blasku i radośnie zaśpiewamy Alleluja!
Czy to jest to samo Alleluja, które mieli na ustach biblijni wędrowcy? Świat tak bardzo się zmienił. Zielone puszcze padają pod ostrzami zdobywców, czyniących sobie ziemię poddaną. Nie słyszy się głosu nawołującego „zzuj buty swoje z nóg swoich, bowiem ziemia na której stoisz jest święta”. Chcemy całego życia! Żądamy szczęścia. Bogactwo nam się należy. Nie chcemy jałmużny. Chcemy utrzymać własne ekskluzywne praktyki, kochając tych, którzy wyglądają i myślą tak jak my, osądzając tych, którzy są inni. Ignorujemy zaproszenie do radykalnej zmiany własnych priorytetów, naszych słów i działań, wykorzystania czasu.
Może i chcielibyśmy być ludźmi pełnymi światłości, ale to nie jest łatwe. Trzeba by ufać, że mrok ustąpi a brzask nastąpi, nawet w obliczu przeciwności. Trzeba by odmawiać dotrzymania kroku celebrytom i wychowywać dzieci do uważności a nie do sukcesu. Trzeba by zaakceptować choroby, karmić głodnych i dawać jałmużnę. I gromadzić rodziny w obliczu zbliżającej się śmierci i przypominać, że są ludem porannych zórz, ludźmi jasności.

wtorek, 16 kwietnia 2019

koziołek w Notre Dame


Tych miasteczek nie ma już, Okrył niepamięci kurz, Te uliczki, lisie czapy, kupców rój, Płotek z kozą żywicielką... tak malował pan Chagall

pan Chagall
malował tak
stolicę - Paryż
Wieżę Eiffla
Notre Dame
maszkarony
rzygacze
chimery
strzygi

Chimera nie jest strzygą, ale też jest sporym dziwadłem. Te wszystkie maszkarony, swojskie cudaki pospolite ptaki i lotne latawice – ustępują urodą hybrydowemu koziołkowi. Stworzenie sennie kontempluje stolicę, ciemnoniebieską w księżycowej poświacie. Kogut śpiewa u jego boku, wołając do nadciągającego poranka, którego przybycie zapowiada złoty ptak. Pięknie spleciona para unosi się nad dwoma zwierzętami. To ten drżący moment między pierwszym światłem a brzaskiem...
Nie wiem, co tam sobie myślą we świecie, gdy patrzą na ten obraz. Ja z miasta pieczętującego się koziołkiem wrzysającym się na winorośl – widzę znak Lublina w katedrze nad Sekwaną. Ja z regionu, noszącego na tarczy mknącego jelonka – widzę nas, ludzi z pogranicza wspinających się do serca Europy. I nucę sobie Zapomniany świat,  płynie, płynie w dal, Z kogucim i baranim łbem Na białej chmurze ginie, hen Tak, jak malował pan Chagall.
A tymczasem media płoną swoimi ulubionym tytułami: szok i dramat! Katedra w ogniu! Gdyby każdy, co uronił udostępnienie tego widoku – wpłacił 100 zł na remont... Remont kościółka w swojej parafii – to dopiero byłby szok.
ps
Tak, to prawda - obróciłam obraz. Bo mogę, a zawsze czuję wewnętrzny sprzeciw, gdy te zwierzaki z herbów biegną w lewo.


piątek, 5 kwietnia 2019

czarne złoto


Był sobie król, był chory i nikt nie wierzył w jego uzdrowienie. Byli też trzej synowie, brzydki karzeł, piękna królewna i

woda życia
eliksir
mikstura
esencja
ekstrakt
remedium
koncentrat
magia
wiedza

W baśniach, do uratowania rodziny w szczególności i świata w ogólności – niezbędny był jakiś artefakt o magicznej właściwości. Wprawdzie w baśnie nikt już nie wierzy, ale wciąż trwają poszukiwania cudownego rozwiązania problemów bliskiej gleby i odległego globu. Vandana Shiva, indyjska ekofeministka wzywa do odnalezienia tożsamości pomiędzy wolnością osobistą i wiedzą, a żywnością i mieszkaniem. Shiva mówi, że zachodnie kobiety odcinają się od zasady żeńskiej, boją się zaszufladkowania jako kobiece – czyli bierne, pasywne, bezsilne. Proponuje harmonię, której możemy uczyć się, przyglądając się naturalnie rosnącym roślinom. Ponieważ planecie kończą się zasoby naturalne – ludzie muszą zmienić swój światopogląd. Czas przyznać, że jesteśmy częścią poplątanej sieci życia, która powinna być przez nas chroniona i szanowana.
Tymczasem człowiek usiłuje ciągle przechytrzyć przyrodę i doprowadzić do tego, aby z najmniejszego areału powierzchni uzyskiwać możliwie największe zbiory i jak najtaniej produkować żywność. Całkowicie różny sposób myślenia towarzyszy zakupowi rzeczy niż kupowaniu żywności. Dom, meble, auto – powinny być solidne, na lata. Żywność? Tania, najtańsza. Nawet jeśli trzeba samochodem jechać do odległego supermarketu. Byle więcej jeść „po taniości”. Byle więcej mieć na zapas, w większej lodówce...
W minionym wieku zmieniło się w polskie rolnictwo. Plony głównych ziemiopłodów zwiększyły się kilkukrotnie. Radykalne zmiany dokonały się w technicznych metodach produkcji rolniczej. Pięciokrotnie zwiększył się obszar użytków rolnych na jedną osobę zatrudnioną w rolnictwie. Na pola trafia więc coraz więcej nawozów sztucznych. Ich nadmiar ma negatywny wpływ na glebę, na wszelkie wody – rzeki, jeziora i oceany, na organizmy w niej żyjące, a w rezultacie na nasze zdrowie. Nasze życie zależy od gleby pokrywającej glob ziemski. Sztuczne nawozy nie są ratunkiem. Ratunkiem jest „czarne złoto” – kwasy humusowe, ekstrakt, remedium...

sobota, 23 marca 2019

serce do upraw


Nowy zakład produkcyjny powstał w Lublinie. W pierwszy dzień wiosny rozpoczął wytwarzanie innowacyjnego stymulatora wzrostu roślin, produkowanego z polskiego węgla brunatnego. 
Paweł Onyszczuk, ukraiński przedsiębiorca z polskim rodowodem, postanowił rozszerzyć swoją działalność na Polskę. Jego fabryka w Równym na Ukrainie NPF Organic group ( www.organic-group.com.ua ) od 10 lat, dostarcza ukraińskim gospodarstwom rolnym znane i cenione na tamtejszym rynku produkty humusowe TM EKSTRA PLUS, koncentrat kwasow organicznych BIO GROWER i wiele innych
Kiedy pięć lat temu przyjeżdżałem na targi rolnicze w Kielcach i mówiłem o silnym użyźnieniu gleb koncentratami kwasów huminowych i fulwowych, nikt nie wiedział, co to – opowiada. Teraz na Targach Rolniczych Agro-Park, które odbyły się w Lublinie na początku marca, pytano już tylko o cenę i dostawy. W Lublinie będziemy produkować koncentrat kwasow humusowyh o nazwie HUMICAGRO. Dla niezajmujących się rolnictwem i chemią, najprostszym wyjaśnieniem będzie fakt, że jest to idealna odpowiedź na potrzeby rolnictwa ekologicznego.
HUMICAGRO to – najwyższej jakości koncentrat kwasów humusowych z ekstraktu węgla brunatnego. Zawiera również kompleks kwasów fulwowych, kompleks minerałów, mikroelementów, aminokwasów, witamin i kwasów organicznych. Jest niezwykłe opłacalny: 200 ml koncentratu wystarczy do użyźnienia 1ha. Dowiedziono, że zwiększa plon zbóż i roślin uprawnych o 10-20 proc., warzyw – o 20-40 proc., owoców – o 20-60 proc., co potwierdzają opinie wydane przez Instytut Upraw i Nawożenia Gleb w Puławach.
W planach rozwoju firmy w Polsce są laboratoryjne i polowe badania całej serii produktów pod znakiem towarowym TM HUMICAGRO – w tym koncentratu kwasow organicznyh i aminokwasow.
Koncentrat ma być produkowany z ekologicznego węgla brunatnego najwyższej jakości, z Polskich kopalń, z wykorzystaniem nowoczesnych innowacyjnych technologii. Na rynkach europejskich i światowych prezentowana będzie innowacyjna technologia przetwarzania węgla brunatnego. Powstaje dzięki temu substancja o konsystencji łatwo rozpuszczalnej w wodzie, z zachowaniem wszystkich wyjątkowych właściwości. Koncentrat zawiera cały kompleks minerałów i mikroelementów, witamin oraz aminokwasów, kwasy humusowe fulwowe oraz kwasy organiczne.
Na rynku nie ma preparatów o równie wysokim stężeniu i właściwościach:
- 100 proc. koncentratu stanowi materiał organiczny bez żadnych chemicznych, syntetycznych i sztucznych składników;
- w produkcji nie są stosowane lignogumaty i lignosulfoniany;
- HUMICAGRO nie zawiera patogennych mikroorganizmów, wirusów, jaj pasożytów i szkodników, ponieważ nie przedostają się one do pokładów węgla brunatnego;
- produkty zawierają cały kompleks minerałów, pierwiastków śladowych, aminokwasów i witamin, kwasów organicznych zawartych w węglu brunatnym i innych surowcach organicznych;
- całkowita zawartość kwasów humusowych i fulwowych w koncentracie próchniczym wynosi 15 proc., w przeliczeniu na suchą masę – 95 proc., co jest największym wskaźnikiem takich produktów organicznych na rynku;
- produkty są stabilne biologicznie, co jest ważne dla przechowywania i transportu gotowych produktów;
- mają najmniejszy wskaźnik ilościowy do obliczania zużycia na 1 hektar - 200 ml;
- HUMICAGRO nie tylko zwiększa plony o co najmniej 30 proc., ale obniża koszty nawożenia.
https://humicagro-sawka.business.site/