czwartek, 20 czerwca 2019

Gelotologia, czyli terapia śmiechem


Jest nauka, zajmująca się badaniem wpływu śmiechu na zdrowie. Gelos to po grecku
śmiech
beka
chichot
rechot
rżenie
euforia
ekstaza
polewka
Jestem już w tym wieku, że mam wielu znajomych na fejsbuniu, pokazujących swoje perypetie w dostępie do usług medycznych. Czasami mam wrażenie, że ten organizacyjny chaos przed gabinetami lekarskimi jest zamierzony. Bo gdyby system publiczny był efektywny, to efektowny system prywatnych usług medycznych byłby niepotrzebny. Dlaczego tak jest? Ponieważ prywatne, estetycznie projektowane przychodnie i kliniki są nastawione na zysk. W prywatnej placówce dowiesz się, że jesteś chory na raka. I że ci go nie wyleczą. To bardzo długie i drogie procedury. To wyrafinowana wiedza. I oczywiście tylko niektórzy, mogą skorzystać z kosztownych terapii. A inni nie, chociaż wszyscy płacą w ZUS ubezpieczenie zdrowotne z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym.
Jednak wszyscy tak boją się utraty dostępu do „bogów – uzdrowicieli”, że nikt nie ośmieli się robić dobrej zmiany w systemie ich świadczeń. Na przykład media i mieszkańcy Lublina długo i wytrwale ekscytowali się kolorkami budynku usług medycznych. Być może dzięki temu nie poświęcono wiele uwagi jakości usług. Dlatego najwyższy czas przestać używać określenia „służba zdrowia”. To są usługi, a my jesteśmy klientami. Powinniśmy dyskutować nie o kolorkach, ale o składkach i ogłaszanych kilka lat temu przez rząd pompatycznych narodowych programach ochrony zdrowia. Dobry rząd ogłasza i co? Nico! Jest gorzej z roku na rok. Pytamy o diagnozę doktora gOOgla i konsultujemy z dr Yahoo. Na razie!
Niech no tylko rozkwitną sztuczne inteligencje! W boskiej WWW można uruchomić wiele alternatywnych algorytmów, tak by wieśniaczka z Polski B za pośrednictwem smartfona skontaktowała się z Sztuczną Inteligencją Lekarską. Jej diagnozy będą wciąż ze sobą porównywane. Nie podoba się, co powiedział lekarz IBM? Do konsultacji jest gotowa Baidu – najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa w Chinach. Niech no tylko rozkwitną programiści! Świat nie będzie taki zły. Świat nie będzie wcale mdły. Tak skończymy te narzekania. Latem ludzie umierają, latem ludzie się kochają. I dziewczyna z ulicy, i złodziej będą mogli korzystać za pośrednictwem smartfona z dużo lepszej opieki medycznej, niż dziś bogacz w prywatnej klinice.
A póki co – terapia śmiechem: przychodzi baba do lekarza...

piątek, 14 czerwca 2019

bójcie się blackoutu


Media nie straszą jak dawniej poczciwymi roztoczami i kleszczami. Widmo zagłady po redakcjach krąży, a w tle unosi się oldskulowa piosenka Bajmu

Nie ma, nie ma
Wody na pustyni,
Wielbłądy nie chcą iść
Czołgać się dłużej
Nie mam siły,
O, bardzo chce się pić
Tylko piach!
Suchy piach!
Tylko piach!

Jesteśmy zewnątrzsterowalni, co nam media podrzucą – tym się ekscytujemy. Żyjemy w swoich bańkach informacyjnych, których nie przebijają nawet alerty RCB. Żądamy klimatyzacji w pracy i kurtyn wodnych na deptakach. Ponieważ jest coraz cieplej, rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Klimatyzacja potrzebuje wiele energii. Elektrownie w lecie pracują jak szalone. Tymczasem w czasie suszy - rzeka sucha, coraz mniej wody do ochłody. Już dwukrotnie w ciągu ostatnich lat byliśmy na krawędzi blackout’u – utraty napięcia w sieci elektroenergetycznej obejmującej albo cały, albo większą część kraju. To zagrożenie będzie się powtarzać, bo nasze potrzeby energetyczne rosną, a my zamiast inwestować w odnawialne źródła energii, palimy węglem cały czas.
Czytamy romanse, a lekturą obowiązkową powinien być „Blackout”, thriller naukowy Marca Elsberga o tym, jak w Europie zabrakło energii elektrycznej. Wyobrażacie sobie? Nie tylko komputery i telefony nie działają. Nie działa nic. Nie ma nie tylko wody, ale nawet kawy brak! A potem przywracanie zasilania na dużym obszarze, uruchamianie produkcji i dystrybucji żywności, ponowne uruchamianie wodociągów i kanalizacji, etc. Jakie skutki taka awaria zasilania miałaby w dłuższym okresie? Byłby odczuwalne przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Może byłyby to skutki nie tylko gospodarcze, ale i społeczne.
W przyszłości, z powodu zmian klimatu oraz ochrony środowiska, zamiast tradycyjnych upraw, rolnictwo będzie stopniowo zmieniało zestaw roślin na polach i zasady nawożenia. Trzeba się będzie na nowo nauczyć gospodarowania wodą. W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza przede wszystkim problemy z wodą, której w rolnictwie będzie niedostatek lub nadmiar. Obecnie praktycznie nie nawadnia się upraw, a w przyszłości może się to okazać zbyt kosztowne. To już było u Sapkowskiego, w „Krańcu świata” – Znasz się na rolnictwie? - My, poeci, musimy znać się na wszystkim – rzekł wyniośle Jaskier. – W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się, pisząc. Uczyć się trzeba, mój drogi, uczyć. Od rolnictwa zależy los świata, dobrze więc znać się na rolnictwie. Rolnictwo karmi, ubiera, chroni od chłodu, dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. – Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. – A gorzałkę z czego się pędzi?
Zatem: wypijmy za błędy...

piątek, 7 czerwca 2019

komu się uda


Nie mów, że Ciebie polityka nie interesuje, bo polityka żywo interesuje się Tobą. Polityka to nie gadające głowy w telewizorze. Polityka to


cena pietruszki
szkoła dziecka
chodnik przydrożny
źródła ciepła
efekt cieplarniany
fontanny na placach
kopalnia na łąkach
erozja gleb
migracje tam
transport tu

Pamiętacie tamten 4 czerwca? Na lubelskim plakacie 1989 roku są przedstawiciele trzech pokoleń ze znaczkami "Solidarności" na piersi. Dziecko 9-letnie, bo tyle lat miała wtedy Solidarność. Działacz Solidarności, brodaty opozycjonista, pamiętający stan wojenny. Starszy pan, który mógł był być żołnierzem podziemia z drugiej wojny. I czerwony napis „Tobie się uda”. Te kolory, wydają się teraz słabe, ale wtedy wyglądały doskonale. Wtedy pewne było, że coś się kończy, coś się zaczyna i że nastolatkom się uda chodzić po wygodnych chodnikach do dobrych szkół, że będą źródła ciepła nie wywołujące efektu cieplarnianego...
Trzy dekady minęły i słyszę w radiu, jak jakaś młoda osoba wytrząsa się nad określeniem "homosovieticus". Mówiła, że od tego określenia zaczął się w Polsce czas pogardy dla zwykłych szarych ludzi, dla słabych, niedających sobie rady w życiu. Tym nowym, kapitalistycznym. I ja się chyba z tym zgadzam – tak, roztrwoniliśmy tamten czas. Miała być równość, wolność, braterstwo – a jak jest każdy widzi i słyszy. Japy, chuje, kurwidołek, ograbiane pola tak lepsi mówią o gorszych. Pogarda aż kipi, a potem wrze zdumienie, że pogardzani nie wybierają pogardzających. Miastowi tkwią w wygodnych fałszywych schematach. Policzyłam profesorów mieszkających we wsi z której pochodzę - 3, inne zawody - większość, rolnik – 1. We wsi, w której mieszkam teraz – podobnie, więcej inteligencji niż chłopstwa. Akademicy zadzierają nosy, a my... my ich trochę lekceważymy
O istnieniu uczelni przypominamy sobie, gdy ekscytują liczbą kandydatów na jedno miejsce i gdy pojawi się tytuł "bunt profesorów". A czy słyszeliście głos etyków lub ekonomistów, gdy pojawia nowinka medyczna typu - pompa serca za pół miliona lub inne koszty zdrowia? Większym posłuchem cieszą się antyszczepionkowcy, niż wykładowcy uczelni medycznych. Ekscytują ekolodzy broniący klimatu, ale nierezygnujący z klimatyzacji w biurze, samochodzie i domu. Patrzymy na nich z zainteresowaniem, czy im się uda?