poniedziałek, 10 grudnia 2018

modne słowa


Wygrywają ci, którzy są w stanie zawładnąć jakimś słowem w wyobraźni publiczności. Na przykład Google zawłaszczyło słowo „wyszukać”. Dziś w powszechnym użyciu jest jego synonimem

wyguglić – wyszukać
pampersy – pieluchy
Volvo – bezpieczeństwo
Toyota – niezawodność
Adidasy – buty sportowe
parasolki – z Cherbourga
T-shirty – z konstytucją
ośmiorniczki – z Sowy
kamizelki – żółte
czapki   z głów 

Pokłońcie się przed sprzedawcami samochodów, którym w Polsce udało się połączyć słowo solidność z niemieckością. Jeszcze lepsi byli politrucy, którzy rzucili tłumowi ośmiorniczki na pohybel obmierzłym elitom. Oni nawet słowo konstytucja na koszulce potrafią nacechować pejoratywnie – brawo! A kamizelka? Kiedy gugluje się to słowo – pierwsze wyskakują kamizelki żółte, potem – paryskie, a następnie dopiero – „Kamizelka” Prusa. Jak to mówią w sieci: i tyle w temacie! W temacie mody podszytej polityką. Chociaż nie! O tej porze roku czapki z głów! Zakładajcie korony na korowody Trzech Króli! Potem zakładajcie partie pobożnych...
Zwłaszcza w mieście, o którym zapomniany poeta mówił, że jest tu stare zamczysko, trzy karczmy, bram cztery ułomki, klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki...Może „Monachomachia” dlatego została zapomniana, że Ignacy Krasicki nie potrafił dostrzec potencjału Lublina? Chociaż to wciąż się zdarza. To tu, przy ulicy Narutowicza, mieszkańcy Lublina mogli zobaczyć „Ból Tomka Kawiaka” – akcję, podczas której zabandażował okaleczone przez służby miejskie drzewa. Tego samego roku wyjechał do Paryża, gdzie kontynuował artystyczną edukację w Ecole des Beaux-Arts, a teraz cały świat zachwyca się jego „Maszerującymi jeansami”.
To „chłopak z Lublina” przemówił do całego świata językiem mody. To tu ustawił pomnik „Koziołka w dżinsach”! I cóż...? Tyle w temacie. Mało kto wie, gdzie ten pomnik jest, a ci którzy obok przechodzą – zwykle nie widzą, co pomnik przedstawia. Nikogo też nie obchodzi, że T-shirt, by trafić do konsumenta, musi pokonać 19 000 km, czyli odległość równą prawie połowie długości równika. I niewielu potrafi dostrzec potencjał koszulki z nadrukiem innym, niż bogoojczyźniane ekspiacje.

czwartek, 6 grudnia 2018

prezentologia

To wymaga czasu. Trzeba pomyśleć, co ta osoba lubi, czym się interesuje, jakie ma potrzeby, czego jej brakuje, a potem trzeba to znaleźć i dać jej z uśmiechem. Chodzi o radość, o uśmiech wywołany na przykład tak:

Składniki:
złota nitka
ozdobny papier
klej
nożyczki
cekiny
gazety
pudełka
i inne rzeczy

Wykonanie:

Świnka z balonika
Nadmuchany balonik okleić papier mache (rozmoczony papier oraz klej z wody i mąki) i nadać mu kształt świnki (4 nóżki, nos, uszy i ogonek). Wysuszyć. Pomalować. Jeśli ma to być skarbonka – wyciąć dziurkę. Balon pęknie, ale kształt zostanie zachowany. 
Pojemnik na nudę
Tekturowe pudełko po butach lub jakimkolwiek innym produkcie okleić kolorowym papierem we wzorki. Może to być zresztą papier jednobarwny, na którym naklei się cekiny lub narysuje serduszka brokatowym lakierem do paznokci. Można również dodać nalepkę informacyjną. Piękną nalepkę można zrobić przy pomocy komputera. Dzięki temu, można zmyć prozaiczną etykietę z pięciogwiazdkowego napoleona i zastąpić ją wizerunkiem np. wróżki z napisem „Magiczny eliksir Ewuni”.
Historia ołowianego żołnierzyka
Zasłyszana od bardzo ważnego polityka: byłem na stypendium w San Diego w Kalifornii. Otrzymałem zaproszenie od pewnego biznesmena, którego zainteresowała w moim życiorysie wzmianka o podróży do Mongolii. Okazało się, że ów interesujący człowiek jest również kolekcjonerem ołowianych żołnierzyków. Kolekcja była naprawdę imponująca, ale ubolewał nad tym, że ma jedynie trzy figurki reprezentujące polską wojskowość. 
Kiedy przyjechał później do Polski chciałem i ja czymś go obdarować. Cóż jednak mogłem mu dać? Udało mi się jednak znaleźć ołowianego żołnierzyka. Ten jeden drobiazg okazał się wyjątkowo udanym prezentem, który tak zachwycił amerykańskiego kolekcjonera, że nie tylko zrobił 3 konferencje poświęcone Polsce, z polskim przedstawicielstwem, ale zorganizował również wystawę oręża polskiego.

czwartek, 22 listopada 2018

wszystko jest polityka


Ty na sporcie się znasz, polityką się nie zajmuj – napisano znajomemu na fejsbuku. Ha! Akurat! Wszystko jest polityka! Wszyściusieńko:

samochody
elektryczność
węgiel
ulewa
wiatr
wiara
smog
chleb
masło
majtki

Co ja mówię? Majtki zawsze wiązały się z polityką w pierwszej kolejności! I nawet nie dlatego, że od polityków zależą cła na materiały, z których są szyte. Również podatki związane z ich produkcją. No i na koniec, chociaż nie najmniej ważne: czy można bieliznę suszyć na balkonie? I jeszcze: luka w VAT. Bo czy usługi negocjowalnego afektu są opodatkowane? Poziom życia, jego długość, zadowolenie (także ze zdejmowania majtek) – zależy od polityki.
Wykreślenia ratownika medycznego z listy zawodów, których przedstawicieli można zatrudnić na szpitalnym oddziale jako personel dodatkowy, byłoby wywłaszczeniem legislacyjnym zależnym od polityków. To czy możesz kupić ziemię i jaki wziąć kredyt – zależy od polityków. Pomoc socjalna zależy od polityków, nie od urzędników. Tymczasem demonizowane są korporacje, a nie złe państwa. Dla niektórych słowo socjalizm jest święte, dla innych przeklęte – co jednak to słowo znaczy? Skandynawia, Niemcy, Francja – tam wydatki socjalne są duże, ale to nie socjalizm przecież.
Niektóre słowa umarły, inne się wytarły – a wciąż używane są jako profesjonalne narzędzia wywierania wpływu. Na przykład nacjonalizacja. Co można znacjonalizować? Cyrk. Bank pana C. Czy też upadły biznes samochodowy. Upaństwowienie międzynarodowej korporacji raczej nie wchodzi w rachubę. Fraza – trójpodział władzy też trąci myszką – UOKiK, KNF, URE – to wszystko elementy władzy i polityki. Instytucje te mają duży wpływ na zawartość portmonetek, także tych, którzy się polityka nie interesują. Lojalność wśród polityków – jest również pojęciem martwym - jak bagno lub zdradliwym - jak kałuża.

wtorek, 13 listopada 2018

spójrz inaczej


Wstań i podejdź do najbliżej siedzącej osoby. Nawet jeśli to Twój szef. Możesz też spróbować uchwycić spojrzenie sąsiada, który zawsze omija Cię wzrokiem. Ma inne

spojrzenie
poglądy
przekonania
zapatrywania
koncepcje
światopogląd
punkt widzenia
oceny

A co tam w mediach, z których czerpiesz informacje? Jest fajnie, czy fatalnie? Też się dziwisz, że ONI błędnie oceniają rzeczywistość? Nie dziw się. To nastawienie – podstawowy filtr percepcyjny – budowane na wcześniejszych doświadczeniach, wiedzy, nieco wzmocnione komponentą emocjonalną lub chwilowym nastrojem. Mamy różne doświadczenia, wiedzę i emocje – mamy również inne nastawienia do tego, co właśnie oglądamy. Patrzymy na to samo, a widzimy coś innego. Wielkiego wodza lub opakowanie po czekoladce. Czerwone race chuliganów lub patriotów czerwone race. Nie chcemy spojrzeć tak, jak oni. Nie chcemy nawet na nich spojrzeć.
Czy to powinno dziwić w społeczeństwie zdominowanym przez kulturę masową? Hiszpański filozof i liberał J.Ortega y Gasset jako jeden z pierwszych bardzo wyraziście przedstawił ten fenomen , którego pojawienie wiązał ze zjawiskiem aglomeracji, przez którą rozumiał „zjawisko pełności”. Miasta pełne są ludzi. Domy pełne są mieszkańców. Hotele pełne są gości. Pociągi pełne są podróżnych. Kawiarnie pełne są konsumentów. Promenady pełne są spacerowiczów. Gabinety przyjęć znanych lekarzy pełne są pacjentów. Sale widowiskowe, o ile przedstawienie nie jest zrobione „na poczekaniu”, nie jest improwizacją, pełne są widzów. Plaże pełne zażywających kąpieli. To, co kiedyś nie stanowiło żadnego problemu, a mianowicie: znalezienie miejsca, obecnie zaczyna być powodem nie kończących się kłopotów. Mieszkańcy wielkich aglomeracji miejskich, niegdyś członkowie małych wspólnot wiejskich i miejskich zauroczeni szansą na poprawę swego losu porzucili to, co dawało im dotychczas oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Teraz ten szereg jednostek ustanowił zupełnie nową jakość – masę.
Kim jest zatem człowiek masowy? Jest istotą dość powierzchownie wykształconą, nie odczuwającą poważniejszych związków z pokoleniami wcześniejszymi, nie obciążoną balastem historii i tradycji, przekonaną o swych przyrodzonych prawach do dóbr tego świata i rządzącej w walce o te dobra zasadą równości. Ów człowiek, wedle Ortegi, przypisuje sobie również prawo do posiadania swych własnych opinii na każdy „zadany temat”, nie posiadając tak naprawdę predyspozycji do tego, bowiem nie zadaje sobie trudu aby ów temat przemyśleć. Zjawisko to Ortega nazywa hermetyzmem intelektualnym, wiodącym bezpośrednio do zadufania w swe możliwości intelektualne; co jest wyjątkowo niebezpieczne, bo durnia nie sposób wyrwać z objęć własnej głupoty.
Współczesny człowiek za wszelką cenę dąży do sukcesu, rozumianego jako dostatek. Ceną jest samotność w tłumie. Ale to przecież nie są jakieś wielkie koszty?

piątek, 2 listopada 2018

szatańskie spory


Ludzie podążają za liderami, słuchają sprzedawców, kupują u ekspertów. Powiedz jednak, kto to dziś

wódz
autorytet
komendant
przywódca
zwierzchnik
naczelnik
watażka
herszt
guru

Okazuje się, że w wieku nauki, gdy widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce, nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu. Lud podąża za lekarzami, którzy w parlamencie kwestionują zasadność szczepień, promują homeopatię i leczenie kapustą. Politycy kwestionują wolność, równość i braterstwo – promując zamykanie granic, straszą czarnym ludem i obcym obyczajem. Jesienią budzą grozę zabawą Halloween, a wiosną – Walentynkami.
Tymczasem handel i historia to dwie odrębne tradycje. Porządkuję grób prawujka, który zmarł przed wiekiem, karcę kobietę wieszającą siatki na cmentarnym krzyżu i zakładam dredy, gdy idę na siłownię w Halloween. Siłownie też do niedawna nie istniały w Polsce. Nie było zumby - to też nowość. Reeboki w których trenuję - to zupełnie co innego, niż starodawne trampki. Skoro nie kwestionuje się zumby, siłowni i adidasów – po co się czepiać Halloween? A na wiosnę Walentynek? Dla podsycania pustego sporu społecznego?
Na Zaduszki trzeba być przygotowanym na wydatki większe niż na Halloween, kupić wielkie chryzantemy, plastykowe wiązanki, znicze ... W skali kraju – miliony pójdą z dymem i śmieciami. Trzeba też mieć monety i banknoty na rozliczne kwesty. Jedni zbierają na odnawianie pomników bogaczy, inni zbierają na żołnierzy wyklętych. Jest też zbiórka na biedaków stołujących się w kuchni świętego Brata Alberta. Na biedaków zbiera biedak, na pomniki bogaczy – celebryci.
Nawet na cmentarzu szatan syci się społecznym sporem.


piątek, 26 października 2018

tęczowy piątek


Najpiękniejszą nawet teorie może uśmiercić jeden brzydki fakt. Na moście między Bramą Grodzką a Zamkiem opowiadałam: tu stał potrójny rządek gapiów, a tam na placu ludzie z

flagami
tęczowymi
mniejszościowymi
LGBT
spółdzielczymi
autonomicznymi
inkaskimi
leprechauna


Lubelskie Stare Miasto opanowali zaś chuligani. Chłopak siedzący na ławeczce, też mnie słuchał i mówi: to nie byli chuligani proszę pani. Kto? – spytałam ja. – Ja tam byłem proszę pani, bo myśmy bronili Lublina przed psami. – Ja byłam po drugiej stronie kordonu... Powiedziałam i zorientowałam się, że chłopak nie tylko nie śpiewał o granicach i kordonach, ale nie wie, co to kordon. – W marszu szłam – wyjaśniłam. – Z tą homofobią? – Nie przeciw, homofobii, ksenofobii i faszyzmowi...
Nie zauważyłam w marszu nikogo epatującego seksualnością, czego tak się obawiali rządzący. Zauważyłam ekscytujących się wrogością chuliganów, pardon' młodzieńców spod znaku falangi. Jednak policjanci byli świetni – naprawdę. Czułam się jak wewnątrz „żółwia”, którego z tarcz robili rzymscy legioniści. Bezpiecznie oddzielona od wrogich widzów – takich facetów, których zwykle eskortuje policja w drodze na mecz piłki nożnej lub wygrzewających się na skwerze. Widzę ich czasem, jak skupieni podsłuchują, co mówię. Mogliby być moimi młodszymi kuzynami. W jakimś dożynkowym korowodzie albo na koncercie disco polo, moglibyśmy tańczyć razem...
Może to muzyka nas dziel? Może gdyby zakazać disco polo świat stałby się lepszy? Przecież to gwiazdeczki jarmarcznej muzyki epatują seksualnością i łatwą muzyką. Muzyką, która dla mnie przyjemna nie jest i powinna być zakazana. Zakazany i potępiany jest jednak „tęczowy piątek”. A przecież w 1921 r. na Międzynarodowym Kongresie Liderów Spółdzielczości w Bazylei przyjęto kolory tęczy jako symbol spółdzielczości. Wcześniej tęczową flagę nosili Inkowie, później autonomiczni Semici. Tęczowa flaga w latach '80 stała się też symbolem ruchu na rzecz równouprawnienia osób LGBT.
Równouprawnienie, braterstwo, wolność są chyba do zaakceptowania nawet dla chłopców z drugiej strony kordonu. Gdyby tylko dowiedzieli się, że na przykład mocarny wojownik Aleksander Wielki najbardziej kochał Hefajstiona...

czwartek, 11 października 2018

gruntowa zmiana


Dla kobiety nie ma jak dom. Ja to zawsze powtarzać będę – zapisała Zapolska. Ważna jest tradycja, coś stałego, do czego się wraca jak do domu. Nie do mieszkania. A do tego potrzebny jest

areał
ziemia
działka
opoka
ugór
podwalina
parcela
posesja

Tymczasem najnowsze notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych Home Brokera i Open Finance wskazuje, że ceny mieszkań w największych miastach Polski są najwyższe od października 2008. Przez ostatnich 12 miesięcy przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania w największych miastach wzrosła o 8,4 proc. W większości polskich miast zanotowano podwyżki średnich cen gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. Wysoki popyt i wzrost cen na rynku lokali mieszkalnych spowodował, że część popytu skierowana została na rynek domów jednorodzinnych, a przede wszystkim na grunty przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną.
Grunt to bezpieczeństwo, tarcza antyinflacyjna, a przy okazji ograniczone zasoby ziemi zapewniają wysokie stopy zwrotu z inwestycji. No chyba, że grunty kupuje gapa i po jakimś czasie wychodzi jednak na jaw, że to działka rolna – nie budowlana, a zmiana jest możliwa po miesiącach formalności. A i to nie zawsze. Gminy otaczające miasta nie mogą opędzić się od chętnych do zamieszkania na ich terenie – a terenu brak. Chociaż, gdy się wokoło potoczy wzrokiem, wydaje się, że ziemi jest mnóstwo. Co innego widać jednak w Miejscowych Planach Zagospodarowania Przestrzennego.
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi bardzo niechętnie wyraża zgodę na zmianę gruntów rolnych na działki budowlane. Wielu mieszkańców wsi oburza, że nie mogą przeznaczyć do przekształceń gruntów dla własnych dzieci. Jednak Polak potrafi, zwłaszcza z prawnikiem na usługach. Jeśli władza się nie zgadza na dworki, wille, a nawet domki określane wdzięcznym mianem „kloc polski” – trzeba myśleć o zabudowie zagrodowej. Wszak zapisano w literaturze, że właściciel na zagrodzie – równy wojewodzie, który jest przedstawicielem ministrów w terenie.
Zatem jeśli nie udaje się dobra zmiana – możliwa jest gruntowa zamiana.

środa, 3 października 2018

Kler rules!


Refleksje o „Klerze” rządzą dyskusjami. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy filmu nie widzieli, ale wiedzą, że klechy to nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

1 nieczystość
2 gniew
3 pycha
4 chciwość
5 lenistwo
6 zazdrość
7 samo zuo

Jest w tym filmie jedna scena, o której nikt nie mówi. Ach! Prawda! Jak ktoś ma mówić, skoro filmu nie widział? A nawet, gdy widział, opowiada o grzechach katabasów. Moja relacja z tej scenki nie zaburzy indywidualnego obioru obrazu, więc opowiadam – było tak: chłopak skarży się rodzicom na krzywdzącego dorosłego. Rodzice karzą go chłostą za kłamstwo i wysyłają do placówki wychowawczej. W placówkach opiekuńczych spędzają dzieciństwo także dwaj inni chłopcy. Tam również są krzywdzeni.
Opowiem jeszcze jedną scenę – bo i tak każdy może zobaczyć to w reklamówce. Widzimy trzech panów przy wódce, nie licząc Boga. O nim wesoło śpiewają i o nim mówią cytatami z Biblii. Teraz możemy wyobrazić sobie trzech przyjaciół w służbowych uniformach. Co komu najłatwiej się wyobraża: togi, kitle, mundury, kombinezony... I wyobraźmy sobie, jak tym panom z hierarchicznej organizacji zaczyna rosnąć garb grzechów cudzych. Ach! Scenariusz sam się pisze. Grzechy główne, grzechy cudze – cała kultura i sztuka jest o tym. Nie to, co cnoty, które są nudne, zwłaszcza – umiarkowanie. Uczynki miłosierne wobec ciała? Nuda. Uczynki miłosierne względem duszy? Nudy na pudy.
A religia? Tak jak i ateizm nie jest nudna! W samej rzeczy bowiem szczery ateista, bardziej niż byle kleryk myśli o b/Bogu bezustannie, choć istotnie w terminach negacji. Zatem ateizm jest formą wiary. Gdyby ateista naprawdę nie wierzył, nie przejmowałby się lub nie przejmowałaby się zaprzeczaniem. Jednakże ateiści i agnostycy są tacy niezorganizowani, niehierarchiczni i nietytułowi. Trudno o nich zrobić dobrą opowieść. Bo jakby to brzmiało: ateiści rządzą! Słabo, nieprawdaż?

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

tylko koni żal


Nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi, niż fałsz, co się pozory bawi nabożnemi – pisał Molier. Czy jednak pozorami są zasady teorii ograniczeń, mówiące że 

każdy:
człowiek jest dobry
konflikt można usunąć
rzeczywistość jest prosta
sytuację można poprawić
można żyć pełnią życia
mieć obopólne zwycięstwo

No nie wiem... 
Ostatnio na przykład okazało się, że ulga na start i mikrofirmę - to pozór. Księgowi nawet mówią, że była to nie tylko obiecanka, ale perfidna pułapka, bo przepisy będą stosowane dopiero w czasie kontroli. Wtedy w rachubę wchodziłby już obowiązek zapłaty zaległych składek z odsetkami, nawet za kilka lat wstecz. A to może kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pułapek na przedsiębiorców jest więcej, a miało być tak pięknie. Jednakowoż nie pierwszy raz rzeczywistość nie nadąża za polityką. W hucznie świętowanym jubileuszu 100-letniej historii odzyskania niepodległości, co i rusz się zdarzały takie sytuacje.
Z zapisków Teatru NN można się dowiedzieć, dlaczego przedwojenna armia nie miała dobrze wyposażonych wojsk lotniczych. Mogła była mieć, bo w Lublinie prężnie rozwijała się prywatna fabryka samolotów. Na skutek dążenia szefa Departamentu Aeronautyki Ministerstwa Spraw Wojskowych, gen. Rayskiego, do skupienia całości polskiego przemysłu lotniczego w rękach państwowych, ministerstwo pod koniec 1935 roku cofnęło zamówienie na pozostałe samoloty, przez co „Zakłady mechaniczne A. Plage i T. Laśkiewicz” zostały doprowadzone do upadłości. W 1936 roku zakład został upaństwowiony i przyjął nazwę Lubelskiej Wytwórni Samolotów (LWS). Ukończono produkcję samolotów R-XIIIF, którą rozpoczęto przed bankructwem zakładu. Przykre, ale szkoda ronić łez nad losem kapitalisty i jego znacjonalizowanych przedsiębiorstw.
Popłakałam się ostatnio przepisując odręczne notatki, przedwojennego urzędnika z mojej gminy. Pod koniec sierpnia 1939 powołany został do wojska. A następnie przez trzy tygodnie jego jednostka przegrupowywała się o chłodzie i głodzie, bez ładu i składu, po borach i lasach. A tych, którzy przeżyli - wróg z samolotów wystrzelał jak kaczki. Dowódcy tej Armii, co to miała nie oddać ni guzika, śmignęli sobie potem za granicę, skąd znów wydawali rozkazy. Nie zawsze nienajmądrzejsze. Po wojnie Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się coraz dostatniej. Potem było kilka robotniczych przewrotów. Kolejne rządy prowadziły politykę tak, że słowo „polityka” nabrało pejoratywnego zabarwienia. Tak bardzo żenującego, że teraz kandydaci do władz, wstydzą się miana polityka i wolą nazwę społecznika, czy miejskiego zagończyka. Społeczne wrzenie i wrogie wszystkich do wszystkich nastawienie, osiągnęło poziom przedwojenny. Amatorzy wojaczki trenują po lasach, domagając się dostępu do broni. Kawalerzystami nie zostaną – bo stadniny podupadły. Wojacy prezentują się jednak w jubileuszowych paradach.
Tylko koni żal.

niedziela, 12 sierpnia 2018

prawda odczuwalna


Nie jest istotne, czy to jest fake, czy autentyk, bo prawdziwy. Wszyscy się z tym zetknęliśmy – napisała administratorka grupy disując suwerena, czyli

hołotę
gawiedź
pospólstwo
hałastrę
tłuszczę
tałatajstwo
dzicz
….

Wydawało się, że co innego znaczy suweren? Ha! Jak śpiewają Indios Bravos: widzę że z czasem sens słów się zmienia / Słowa nabierają nowego, innego znaczenia / A słyszę że z czasem sens słów się zmienia / Choć z pozoru dobre, przyczyną są cierpienia … Na przykład słowo zgłoszone w plebiscycie na Młodzieżowe słowo roku 2016 – disować, czyli zamknąć komuś usta, zgasić go. Do gaszenia zapalczywości oponentów używane są memy prezentujące sławnego człowieka i jakąś myśl, wpisaną przy jego wizerunku. Czy to musi być jego myśl? Skądże!
Sezon ogórkowy w mediach zanikł, bo cały rok fałszywych wiadomości tyle, że brak już miejsca na kręgi w zbożu, bakłażany przypominające Winstona Churchilla, tosty z obliczem Jezusa... Potwór z Loch Ness się ukrywa, rekiny-ludojady nie grasują u wybrzeży Kalifornii. Kolega przypomina czasy, gdy grasowała czarna wołga, koleżanka natomiast udostępnia bez opamiętania biały bus porywający dziewice, aby wyrwać z nich organy. Ja rozważałam powołanie smoka do wirtualnego życia, ale wyciągnęłam z internetowego lamusa kosmicznych porywaczy ciał w NOL, czyli UFO.
Wspomniałam rozkoszne czasy, gdy w Jeziorze Białym grasował wyimaginowany krokodyl.
Teraz rząd przestrasza katastrofalnymi SMSami: unikaj otwartych przestrzeni, zabezpiecz dobytek, śledź komunikaty pogodowe. Ileż to kosztowały takie komunikaty o kataklizmach? Potencjalnych kataklizmach. A przecież jest rządowa telewizja i rządowe radio, które mogą co kwadrans, od świtu do zmierzchu emitować nadchodzącą grozę. Ale nie. Tam jak u Leśmiana Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu! Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu! Niemniej oni oczekują, że my nie będziemy wychodzić na otwarte przestrzenie.
O! o! Niedoczekanie! Chcemy całego życia! Chcemy całej przestrzeni... Całej prawdy - a nie odczuwalnej przez kolorystów. 


wtorek, 24 lipca 2018

tabula rasa - 1

Tabula rasa, czyli biała, niezapisana karta to według J. Locke’a – pierwotny stan umysłu ludzkiego, pozbawionego wszelkiej wiedzy, którą daje tylko .

autopsja
biegłość
ćwiczenie
doświadczenie
kompetencja 
nauka
praktyka
rutyna

Na początku XIX wieku dowodem na słuszność tej koncepcji miał być tajemniczy podrzutek Kasper-Hauser, chłopiec utrzymywany przy życiu bez kontaktu z ludźmi. Później naukowcy opracowali eksperyment izolacyjny, sposób hodowli zwierząt w izolacji od innych osobników swojego gatunku, w celu ujawnienia odziedziczonych form zachowania się. Co miało dowieść, że mózg ssaka pojawia się na świecie, jako czysty i niezapisany. Z ludźmi nie robi się takich eksperymentów, ale poeci wciąż śpiewają o białych kartkach.
Wpisuję tabula rasa do wyszukiwarki i jako pierwszy wynik Wielki gOOg zamienia ekran w białą kartę, na której wyświetla się „Tekst lub teledysk może zawierać wulgaryzmy bądź treści erotyczne i jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich. Masz ukończone 18 lat?” Aha. Zatem udaję nastolatkę i szukam dalej. Od razu lepiej.
Seweryn Krajewski, Biała kartka: – Już powoli myśli zbieram, płomień świecy sennie mruga, a przede mną kartka jeszcze pusta
Agata Budzyńska, Biała kartka: – Gdy nie mogę, nie mogę uciec od siebie, to wysyłam białą kartkę ze swoim imieniem
Agata Grześkiewicz, Jestem białą kartką: Jestem białą kartką, podeptaną i naddartą, pełną śladów czarnych...
Chwała programistom! Po moim tak krótkim błąkaniu się po Internecie, Wielki gOOg znajduje odpowiedni profil i wyświetla ogłoszenie, które według algorytmu powinno mnie zainteresować: IPN Lublin serdecznie zaprasza na spotkanie upamiętniające 20. rocznicę śmierci Zbigniewa Herberta... i... jak to mówią nastolatki: ZONK! Próbuję wyobrazić sobie Pana Cogito, ale nawet białej kartki nie potrafię sobie przywołać przed oczy duszy mojej. Lubię Herberta, ale w tej sytuacji wolę sobie samotnie nucić:
Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął
Nie jeden zginął już kwiat!
Nie omami nas forsa
Ni sławy pusty dźwięk!
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren

Piechotą idę, więc nie mogę sobie wzorem celebryty wywiesić białej kartki w oknie samochodu. ZONK - jak mówią nastolatki 


czwartek, 12 lipca 2018

dzwonki i ogniki

Ile to będzie 20 procent z 96 godzin? Potraficie to obliczyć w głowie? A w Excelu? Czy moglibyście wyliczyć, o ile więcej śmieci zrobiło się w Polsce przez minione trzy lata?



No i właśnie te śmieci płoną na prywatnych składowiskach w Polsce. Nikt nie protestuje, bo to unijne śmieci, więc unia, a zwłaszcza Niemcy za protesty nie zapłacą – przekonuje znajoma. Ej, zaraz... Jak ona to liczy? Wszak rząd i jego zastępy nie powinni chyba brać niemieckich pieniędzy?! A bierze wynagrodzenia tyle, że nie tylko powinien protestować, ale nie dopuścić śmieci z innych kontynentów, nieprawdaż? Czemu pozwala na ich palenie? Politycy zajęci jałowymi sporami nie zauważają mnie. Narzekają, że się nie angażuję. Dlaczego miałabym? Żeby lepiej liczyli procenty swojego poparcia?
Tyle jesteś wart, ile potrafisz sprzedać. Jesteś sprzedawcą i tego nie wiesz? Pisał Artur Miller w „Śmierci komiwojażera”. Być komiwojażerem nie jest łatwo. Jednak w dzisiejszym świecie – każdy jest sprzedawcą i wszyscy coś sprzedają. Jedzenie albo śmieci mają podobną wartość handlową. Powietrze też. Ileż to kosztuje, żeby przekonać naród skąd się bierze smog...? Politycy przekonują a nawet specjalistów wynajmują, żeby mówili trudne nazwy szkodliwych cząsteczek morowego powietrza. Rzadziej mówią o liczbach i procentach ludzi umierających od śmieciowego powietrza i śmieciowego jedzenia. Nie przeliczają na wskaźniki poparcia dobra wspólnego. Rzadko mówią o odpowiedzialnym zarządzaniu zasobami i pomocy wzajemnej.
Widzą w nas homo economicus, samolubną, kalkulującą, zachłanną na korzyść jednostkę. Tymczasem jesteśmy bardziej skomplikowani. Dobro wspólne zakłada ważną rolę samoorganizacji i samorządu, uzupełniających, a zarazem będących wyzwaniem dla rządu państwowego. Bo kto ma bronić naturalnych ekosystemów, lasów, łowisk, upraw i niezliczonych innych zasobów, jakie moralnie lub prawnie współposiadamy? Zbyt długo nas obrażano, zapominając, że jesteśmy siłą, która odepchnie całe to zachłanne dziadostwo...

piątek, 6 lipca 2018

panowie i chamy


Pieniądze dają władzę, a władza daje więcej pieniędzy. I dalej jak w reklamie: Obudź szlachetnego ducha w swoich bliskich i w sobie! Wychowaj dzielnego wojownika!

wojownik
woltyżer
huzar
kozak
partyzant
opozycjonista
rewolucjonista
terrorysta

Ach! Piękna reklama! Podgoleni akrobaci w kozackich kostiumach uprawiają efektowną woltyżerkę, zapewniając że w magicznych ogrodach poznasz wartości godne prawdziwych wojowników i odkryjesz swoją odwagę! Noooo, dobre! Znaczy coś jak powstanie Chmielnickiego? Szabelki w dłoń i hajda na panów? Co tam szabelki! Kosy! Sierpy! Morgensterny! Romantycznie, chociaż...
Morgenstern nie znaczy zarezerwowany termin. Z niemieckiego znaczy gwiazda zaranna i ta romantyczna fraza oznacza okrutne narzędzie do miażdżenia czaszek. Tak mi się przypomniało, gdy byłam na wystawie dzieł zebranych Józefa Brandta. Znałam kilka jego obrazów do tej pory, ale zebranie ich tak dużej liczbie, pokazało inny świat. Ci kozacy i wojacy - cały nasz narodowy charakter. Jak pisał nasz ulubiony noblista Sienkiewicz: nie ma sobie równego w odtwarzaniu stepów, koni, zdziczałych dusz stepowych i krwawych scen, które rozgrywały się dawniej na onych pobojowiskach. Takie obrazy mówią, bo na ich widok przychodzą na myśl stare tradycje, stare pieśni i podania rycerskie, słowem wszystko to co było, przeszło, a żyje tylko we wspomnieniach, zaklęte w czar poezji. (…) Czasy zamarłe zmartwychwstają pod jego pędzlem, a na widok jednego epizodu mimo woli odtwarza się w duszy cały świat rycersko kozaczy.
Chociaż mój ulubiony obrazek, to Spotkanie na moście. Panowie szlachta mkną poczwórnym zaprzęgiem i spychają z grobli chłopinę i jego szkapinę. Idźcie i popatrzcie na ich grymaśne gęby. To cały nasz narodowy charakter - podgolone łby i pogarda dla słabszych. Nic się nie zmieniło. Prasa donosi: Rolnik dostał 500 zł mandatu, bo… kosił zboże na własnym polu, za kurzenie i hałas. I jak to komentuje miejskie panisko? Mało 500! Powinien dostać mandat 2000 zł! Niech durny chłop wie na kogo głosował! Panisko się myli w ocenie chłopskich wyborów, ale nie omieszka okazać wyższości i pogardy. Jednakże tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. U Brandta na obrazach zawsze skłębione chmury nad polami i górami. A dzisiejsi panowie wolą czyste niebo i plaże. Błękit i żółć. . . takie barwy... flagowe. Ale nie tęczowe!

środa, 27 czerwca 2018

mrugnięcia uwagi

Zdarzyło Ci się rozmawiać z kimś, kto jednocześnie stuka na klawiaturze lub przewraca strony gazety? Ja czuję wtedy, że moje słowa pozbawiane są znaczenia, nie są dla drugiej osoby ważne...

Konflikty
są integralną częścią naszego życia. Czasami nieporozumienia powstają w wyniku nieodpowiedniego użycia jakiegoś słowa. Teoria istnienia życia na Marsie powstała w taki właśnie sposób. W języku angielskim są dwa słowa na określenie pojęcia kanał. Jedno oznacza miejsce, które powstało w naturalny sposób, inne świadczy o działalności człowieka. W informacji o zaobserwowanych przez włoskiego astronoma kanałach na Marsie, niepoprawnie użyte zostało to drugie określenie kanałów, rozpoczynając cała serię spekulacji o istotach myślacych, które je zbudowały.
Słowo
tylko jedno, ale niepoprawne użyte, zaważyło na karierze francuskiego aktora Gerarda Depardieu. Po utrzymaniu nominacji do Oscara, udzielając amerykańskim dziennikarzom wywiadu chciał powiedzieć, że dzieciństwo jego było nad wyraz smutne, raz nawet był świadkiem gwałtu. Niestety, użył słowa, które dla Amerykanów oznaczało, że brał w nim udział. Natychmiast ozwały się oburzone feministki i zanim całą sprawę dało się odkręcić i wytłumaczyć - Oscary zostały rozdane innym.
Ludzie 
mówiący tym samym językiem, żyjący obok siebie, także porozumiewają się w sposób będący zarzewiem konfliktów. Z małych niedopowiedzeń, niechęci do wysłuchania drugiej osoby, koncentrowania się tylko na sobie, rodzi się agresja wypowiedzi i długoletnie czasem konflikty. Każdy chyba uczestniczył (no właśnie - brał udział, czy był świadkiem) w dyskusji, gdzie spory prowadzone są tylko dla potyczek słownych i wykazania, kto jest mądrzejszy, a nie wspólnego rozwiązania problemu.
Tymczasem... jak poszukasz odnajdziesz życia blask...nikt tu nie chce nas na wieczny czas.

czwartek, 21 czerwca 2018

piosenka na piąteczek



Я - солдат, недоношеный ребенок войны
Я - солдат, мама залечи мои раны
Я - солдат, солдат забытой богом страны
Я - герой скажите мне какого роман
   tłumaczenie dla niecyrylicznych
Ja - żołnierz, niedonoszone dziecko wojny
Ja - żołnierz, mamo zalecz moje rany
Ja - żołnierz, żołnierz kraju zapomnianego przez Boga
Ja - bohater,  powiedzcie mi jakiej powieści 

Po to jest ten Mundial, żeby pokazywać takie obrazki: stoi sztywny pan z wiszącym szalikiem, otoczony akolitami w barwach narodowych, z piwem w dłoniach. Podpis pod zdjęcie: łączy nas piłka. Co innego stadion, pod którym ten pan stoi. Ten stadion jest zły, bo teraz zamiast stadionów modne są strzelnice i nieprofesjonalni wojacy. Tacy, co kopną. Może nie piłkę, ale obcego. Łączy ich piłka, ale z wyłączeniem innych, obcych. Znacie ten cytat: byłem głodny, a nie daliście mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie... To o nich. Ich łączy piłka – nie dobra nowina.
Polscy kibice wyśmiewają się z piłkarzy o niewystarczająco białym kolorze skóry. Oczywiście! Ich znajomość historii sportu wymazała z pamięci zupełnie niebiałego Pelé. To nie było trudne, w końcu nazywał Edson Arantes do Nascimento. Owszem, był doskonałym brazylijskim piłkarzem, ale pod koniec ubiegłego tysiąclecia został ministrem sportu Brazylii. Wiadomo: żółto-zielone barwy niezwyciężone! Co innego biało-czerwone, łączy je piłka --podobno nawet IPN wydał biało-czerwone piłki.
Rosyjskie media z upodobaniem prezentują filmik, jak polscy kibice skandują w centrum Moskwy Rasija! Rasija! Jak wołają: dawaj! dawaj! I jak siadają z wrażenia na Placu Czerwonym. Po to jest ten Mundial: żeby świat przysiadł z wrażenia, a jeszcze lepiej – przyklęknął. Rosyjski władca – to biały pan. Biały – jak śniegi Syberii, biały – jak niedźwiedź polarny, biały – jak łabędzi śpiew. Biały jak bandaże, którymi sołdaty owijają rany. Słuchajcie ze mną jak śpiewa 5'nizza i jak skanduje publiczność. Oni dobrze znają łaskę białych panów i czerwonych placów.

piątek, 8 czerwca 2018

ścigając się z wiatrem

Nic nie jest szczególnie trudne do zrobienia, jeśli tylko rozłożyć to na etapy


Jeżeli pojazd ma być wprawiony w ruch, to kierowca wsiada na niego, chwyta za kierownicę i łączy motor z kołem pojazdu. Dzieje się to za pomocą dźwigu, sznurka i rolki napinającej. Jeżeli pas napędzający znajduje się w górnym położeniu, to maszyna jedzie wolno, jeżeli w dolnym – jazda staje się szybsza – relacjonował w 1885 roku naoczny świadek przejazdu przez pojazd dwukołowy trzykilometrowej trasy. 
Tym samym Wilhelm Maybach i Gotlieb Daimler udowodnili, że opracowany przez nich dwa lata wcześniej silnik czterosuwowy może mieć moc mniejszą. Niestety, "Encyklopedia techniki" nie podaje, z jaką prędkością ów pojazd się poruszał. Niemniej, spełniło się jedno z tysiącletnich marzeń człowieka. Dziewiętnastowiecznym wizjonerom udało się przekroczyć barierę czasu i przestrzeni. Opowieść o pracy silnika jest nudna, niezdarna i brzydka. A jednak służy do objaśnienia doniosłości wynalezienia koła i wszystkich kolejnych cudów techniki. 
Tych wszystkich wynalazków, z których tak chętnie korzystamy, ale nie zauważamy nawet ich istnienia kryjącego przebłyski ludzkiego geniuszu. Większość tych osiągnięć  zawdzięczamy lenistwu. Umysł nasz lubi być karmiony, jak łyżeczką, pomysłami innych ludzi. Dlatego ludzie zachłystują się rewolucją informatyczną i lawiną informacyjną. Czy jednak łatwość z jaką student może publicznie krytykować ministra jest myśleniem oryginalnym? Czy może przynieść cenne rezultaty? Wiekopomne wynalazki? 

poniedziałek, 4 czerwca 2018

noc kultury

Kultura przynosi także zwycięstwo, choć zwycięstwo czasem obniża kulturę

Kultura jest sprawą zbyt poważną, by pozostawiać ją politykom. Rozwój Polski w ostatnim ćwierćwieczu był nierównomierny; doprowadził do rozwarcia się nożyc nowoczesności i regresu. Regres kulturalny, funkcjonalny analfabetyzm itp. utrwalają się w kolejnych pokoleniach już nie tylko w braku dostępu do oświaty i kultury, ale we własnym obyczaju kulturowym – w braku potrzeb wyższego rodzaju.
Nakręca to błędne koło szeroko pojętego życia intelektualnego. Polacy nie czytają książek, ponieważ brak im zwyczaju wydawania na nie pieniędzy, a znalezienie w bibliotekach nowości wydawniczych graniczy z cudem. W mniejszych miejscowościach niedługo ostaną się pewnie tylko biblioteki szkolne. Wszystkie badania od lat wskazują na masowy wzrost wtórnego i funkcjonalnego analfabetyzmu zarówno na obszarach zacofanych, a nawet w ośrodkach akademickich. W obliczu zapaści cywilizacyjnej argument braku środków przestał być oczywisty, skoro racjonalność ich wydatkowania budzi wątpliwości. Oczywistym warunkiem uzdrowienia gospodarki w tej dziedzinie stało się przywrócenie podmiotowości elit kulturalnych.  


wtorek, 8 maja 2018

siedzą święci


A Jezus myśli o nas w liter ciemnym stuku, jak trudno w niebo wstąpić spod robactwa druku - zauważył ks. Twardowski.

teologia
dogmat
półdogmat
ćwierćdogmat
tajemnica 
frasobliwy 
zaduma
kapliczki 
sanktuaria

Są to nie tylko miejsca kultu, ale również zabytki sztuki, usytuowane wśród pięknych krajobrazów. Nawet dla wierzących–niepraktykujących podróż do nich, stanowić może okazję do refleksji nad życiem. Natomiast przy okazji czysto turystycznych wypraw po najbliższej okolicy, warto poświęcić trochę uwagi przydrożnym kapliczkom.
Stanowią charakterystyczny element krajobrazu Lubelszczyzny, nierzadko są dziełami sztuki ludowej. Do najpiękniejszych należą drewniane, często misternie rzeźbione. Niestety, jest ich coraz mniej. Do najstarszych zaliczana jest murowana kapliczka w Kazimierzu Dolnym, sygnowana datą 1588 r.
Kapliczki stawiano zwykle wśród zabudowań wiejskich, na rozstajach dróg, nad wodą i w lasach lub wieszano je na przydrożnych drzewach w miejscach związanych z pamiętnymi wydarzeniami. Powstawały najczęściej na chwałę Boga, z prośbą o opiekę nad rodziną, dobytkiem, ochronę przed plagami, chorobami i wszelkim złem, o czym świadczą zachowane na nich napisy.
Najbardziej archaiczną formę mają kapliczki wykonane z pnia drzewa, w którego górnej części wyciosana wnęka z figurą świątka. Podobne do nich są kapliczki słupowe, mające kształt kolumny zwieńczonej kapliczką w kształcie czworobocznej latarni. Kapliczki szafkowe, zawieszane na drzewach, krzyżach przydrożnych, ścianach domów lub świątyń, mają formę prostokątnych szafek przykrytych dwuspadowym daszkiem.
Największy rozwój wznoszenia kapliczek w naszym regionie przypada na wiek XIX. Są to przeważnie dzieła anonimowych twórców, którzy uwieczniali datę ich powstania, niekiedy początkowe słowa modlitwy, ale bardzo rzadko własne nazwisko. Byli wśród nich nie tylko chłopi, snycerze, cieśle, stolarze – samoucy, ale i artyści związani z tradycjami rzemieślniczymi warsztatów pracujących na potrzeby kościołów.
Kapliczki spełniają do dziś jeszcze rolę obiektów kultowych. We wsiach, gdzie nie ma w pobliżu kościoła zbiera się przy nich ludność z okazji święcenia pól, czy też pokarmów w Wielką Sobotę, bywają też miejscem nabożeństw majowych. Nadal również przy polskich drogach wznoszone są nowe obiekty kultu, przybierające jednak coraz bardziej współczesne formy.

środa, 25 kwietnia 2018

7 poziom – moja danina


Właśnie dzięki takim bohaterskim wysiłkom zmierzasz na poziom 7 – napisał do mnie wielki gOOg od map. Wysiłek mój jest taki, że próbuję nie gubić drogi, a gdy widzę coś interesującego – fotografuję 

Prowokacje
Konfrontacje
Kontestacje
Noc Kultury
Spotkania Folklorystyczne
Carnaval Sztukmistrzów
jarmarki
festiwale
Ekscytujące nazwą i fascynujące programami. Organizowane w Lublinie dla koneserów, czekających na nowinki ze świata mody, teatru i filmu. gromadzą tłumy publiczności – chociaż organizatorzy deklarują spotkanie z kulturą wysoką. Amatorzy kultury jako takiej mają Jarmark Jagieloński, a smakosze i żarłoki - Festiwal Smaku. Festiwale to jednak tylko jeden z powodów umieszczenia Lublina na liście niezbędnych do poznania atrakcji turystycznych.
Pogranicza, peryferie i prowincja to miejsca o szczególnej mocy kulturotwórczej. W tym mieście stykają się przecinające Europę na pół – cywilizacje łacińskiego Zachodu i bizantyjskiego Wschodu. Od początku swego istnienia Lublin był bramą między nimi, tyglem narodowości i religii. Najłatwiej dostrzec to w najcenniejszym z zabytków Lublina – gotyckim kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy. Świątynia z pierwszej połowy XIV w. ma unikalną dwupoziomową strukturę, sklepioną na pojedynczym, centralnym filarze. Wnętrze jest pokryte polichromią w stylu bizantyjsko-ruskim. Zachodnia architektura ozdobiona jest wschodnimi malowidłami. To wspaniały, ale nie jedyny przykład przenikania kultur.
Tak jak Rzym na Zachodzie, tak na Wschodzie – Lublin rozłożył się na wzgórzach. Podobnie jak Rzymianie, Lublinianie mają legendę o dzieciaczkach przygarniętych przez zwierzę i wykarmionych jego mlekiem.... Tyle, że Rzym ma waleczną waderę, a Lublin... cudnego capa w herbie. Pewnie dlatego bardziej popularna jest legenda o biednej kobiecie, której działa się krzywda. Ważny w ziemskiej hierarchii sędzia okazał się skurczybykiem. Poczciwy i sprawiedliwy okazał się szatan. Nie. Nie szatan. Szatan jest zły. I nie diabeł. Diabeł jest wredny. W lubelskiej legendzie występuje czart – wprawdzie nie jest uosobieniem dobra, raczej - tępawa z niego poczciwina. Toteż jeden z lokali na lubelskim Starym Mieście z dumą nosi znak czarciej łapy wymierzającej sprawiedliwość.
Na tarasie pod tym znakiem, latem pić można herbatkę. W Carnavale Sztukmistrzów można podziwiać, jak ponad głowami gości przechadzają się akrobaci na rozpiętych między dachami linach. Można też usiąść w Browarze i przy świeżo warzonym piwie wspominać „Sztukmistrza z Lublina”, o którym pisał Isaac Bashevis Singer, laureat Nobla. Na Starym Mieście w Lublinie, nieopodal Teatru Starego jest są też restauracje: Złoty Osioł oraz Mandragora. Knajpiani goście ani pomyślą, że to tytuły sztuk Machiavellego! Może dlatego, że Mandragora nijak nie nawiązuje do włoskiego myśliciela – ale do tradycji żydowskich, oferując pyszne latkesy i inne cymesy. Amatorzy żydowskiej kuchni mogą stąd powędrować dalej, do Szerokiej, a zainteresowani katolickimi cudami – w przeciwną stronę, do kościoła Dominikanów. Tu zachwyt powinien budzić obraz pożaru Lublina. „Któren to pożar ugaszon został przeżegnany Świętym Krzyżem”. Jest na świecie inne miasto obdarzone równie cudowną protekcją? Może i jest. Niemniej w skarbcu u Dominikanów są artefakty ciekawsze niż inne relikwie.
Bo Lublin to miasto wielu cudów! Tak naprawdę, tu zaczął wielki zryw Solidarności w lipcu 1980 roku strajkiem w lokomotywowni. 3 lipca 1949 był cud lubelski: łzy na obliczu Matki Bożej w katedrze. 22 lipca '44 – manifest PKWN, zwany lubelskim, ale w Chełmie, a dokładniej w Moskwie opublikowany. Także w lipcu roku 1569 miało miejsce podpisanie Unii Lubelskiej – łączącej królewskim ożenkiem Wschód z Zachodem. Przypomina o tym obelisk na placu Litewskim, ale nie jest jedyny powód, aby spacerować Deptakiem w stronę miasteczka akademickiego. Nawet wspaniałe pokazy fontann też nie są najważniejszym powodem. Warto spacerować dla zdrowia i wypicia kawy na tarasie Centrum Spotkania Kultur, skąd podziwiać można panoramę miasta.


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

raz dwa trzy: słuchaj ty


Jadę na rowerze. Słuchaj! Do byle gdzie. Rower mam. Posłuchaj! W taki różowy jazz... śpiewa Janerka. Inni gadają do kamerki nad kierownica w samochodzie, ale nie dowiesz się od nich o:

VAT – Value Added Tax
PIT – Personal Income Tax
CIT – Corporate Income Tax
RRSO – rzeczywista roczna stopa oprocentowania
RODO – Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych
GIODO – Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych

Nie będę pytać, czy TY znasz rozwiązanie powyższych skrótów... Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Potrzebuję tego, żeby wierzyć w ludzi. Ostatnio moja wiara została mocno nadwyrężona. Po internecie krąży prościutki rebus, w którym pod rysunek frytek, kanapek i napojów trzeba podstawić liczby i rozwiązać banalne równanie. I co? Zdziwko! Nie uwierzysz, jakie wyniki podają wysoko wykształceni ludzie. Dlaczego? Dlatego, że nie patrzą, nie rozwiązują problemu – tylko gadają. Gadają – bo wiedzą.
Wsiadają do samochodu i mówią: słuchaj jadę do byle gdzie i gadam do ciebie. Nie patrzą na jezdnię, na otaczającą ich przyrodę, nie patrzą na architekturę. Nie słuchają, no chyba, że stacyjki w radyjku. Najchętniej jednak gadają, przez szybę do innych kierowców lub przez radio, telefon, kamerę. Nie patrzą. Nie słuchają. Gadają. I czemu się dziwić, że każdy żyje w swojej informacyjnej bańce? Wystarczy rzucić hasełko, że jest afera VAT lub PIT, CIT, RRSO, RODO.... a już zaczyna się gadanie, że to... że sio.... że tamto... Ale poporoś gadającego, niech wytłumaczy, co to jest podatek od wartości dodanej? Co to w ogóle jest wartość dodana? Po co ją dodawać, skoro państwo musi ją zwracać? Rozumiesz to? Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Jestem profesjonalnym czytelnikiem. Jestem też profesjonalnym słuchaczem.
A poza mną, czy ktoś gdzieś uczy się słuchać? Zdumiewające jest to powszechne założenie, że umiejętność dobrego słuchania stanowi naturalny dar, którego nie trzeba w żaden sposób ćwiczyć. Przychodzą kolejni uzdrawiacze szkół, ale nie podejmują wysiłku nauczania uważnego słuchania, niezbędnego do krytycznego myślenia. Spotkaliście lekarza, który uważnie słucha, nie gapiąc się w ekran swojego komputera? Nie, nie chodzi mi o staruszków, który nie opanowali sztuki korzystania z komputerów. Tylko o tych, co wypisują karty pacjentów, ale nie słuchają ludzi. A może spotkaliście nauczyciela, słuchającego uważnie? Urzędnika? Prawnika? Kogokolwiek? Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Potrzebuję tego, żeby wierzyć w możliwość dialogu. Bo porozumienie nie rodzi się z dialogu, dialog rodzi się z uważnego słuchania.
Gadać można do każdego – rozmawiać mało z kim...

czwartek, 22 marca 2018

dwa razy śmierć


Fajny widziałam. A nawet dwa filmy, bo staram się wyrabiać normę chodzenia do kina za całą moją wieś. Niewielu chce oglądać na wielkim ekranie

śmierć
dźiohar
sati
samospalenie
samobójstwo
burżuazję
bogactwo
innych
obcych

Happy End obejrzałam na początku. Taki dyskretny urok burżuazji z Calais. Jednak to zupełnie inne miasto niż się spodziewałam. Dla sprawdzenia wpisuję w okienko wyszukiwarki C A L – a wielki gOOg usłużnie dopisuje: CALAIS imigranci. Druga z listy wiadomość to: 2 lut 2018 - 5 osób jest w stanie krytycznym w rezultacie strzelaniny, do jakiej doszło w czwartek w trakcie bójki między afgańskimi i erytrejskimi imigrantami w Calais...Z innych informacji wynika, że to francuskie miasteczko jest miejscem scen dantejskich. W filmie Happy End natomiast – są chętni do umierania, ale ani małej dziewczynce, ani starszemu panu samobójstwo się nie udaje. A imigrantów prawie w ogóle nie widać. Niby we Francji jest ich całe mnóstwo, ale na ekranie króluje biała rasa. Taka biała i taka zdegenerowana dosyć.
Poszłam więc obejrzeć obcych – zupełnie nie białych. Jednak nie wiem, jak biali ich określają. Na plakacie wyglądali jak bogowie. Trochę to było dziwne, bo Indie, które widziałam na innych obrazkach, były tak przygnębiające, że nigdy się tam nie wybierałam. A tu proszę: Padmaavat w reżyserii Sanjay Leela Bhansali z piękną Deepiką Padukone. Podobno za rolę w tym filmie, hinduscy patrioci chcą ją ukarać śmiercią. A już przed premierą na ulicach miast wybuchły rozruchy! Podobno ze względu na jakiś seks, którego   nie zauważyłam. Musiał być bardzo wyrafinowany. Były za to monumentalne sceny batalistyczne, taneczne i samobójcze. Scenografia była przebogata, a kostiumy ociekające precjozami. Nie jakąś tam broszka, ale deszcz kosztowności.
Fabuła typowa – on kochał ją i ona go kochała. Był też ambitny watażka kolekcjonujący klejnoty i inne wspaniałości oraz niezwykłości, takie, jak na przykład struś. Do kolekcji potrzebował tytułowej piękności. A ona nie chciała być uprzedmiotowiona. Nie chciała, żeby jakiś facet, nawet w randze sułtana, wziął ją do swojej kolekcji. Rani Padmini zasłynęła jako bohaterka Indii, dzięki swojemu poświęceniu w walce o obronę kobiecego honoru. Jako pierwsza miała dokonać dźiohar, czyli aktu samospalenia. Zapoczątkowała nie tylko dźiohar wśród radżpudzkich kobiet, które wielokrotnie w historii dokonywały go zbiorowo. Stała się też prekursorką sati, czyli samospalenia wdów wraz z zwłokami mężów.
Tam samobójstwo w imię honoru jest dopuszczalne --  są bowiem  sprawy ważniejsze niż życie. Bo lepiej nie żyć, niż wegetować w pogardzie. Tego jednak nie da się przetłumaczyć na polski.