czwartek, 10 września 2020

hot16challenge2 zwizualizowany

Big data. Rewolucja, która zmieni nasze myślenie, pracę i życie - książka Kennetha Cukiera i Victora Mayer-Schonbergera,  powinna być lekturą obowiązkową po lockdownie. Warto wiedzieć, jak przewidywane są 

ciąże klientek
grupy inwalidztwa
kolory samochodów
korzystne ceny
kierunki podróży
modne piosenki
liczne choroby
czasy zarazy

Google przetwarza codziennie mnóstwo danych. Instagram co godzinę dostaje do przetworzenia miliony nowych fotografii. Na Facebooku miliardy razy dziennie klikany jest przycisk „lubię to”, informujący świat o popularnych preferencjach. Na YouTube co sekundę dodawane są miliardy filmów, a na Twitterze krótkich wiadomości.
Autorzy „Big Daty” pokazują, że wystarczy mieć wiedzę i odpowiednie narzędzia, by móc poddać dane analizie, zbadać korelacje między nimi i dowiedzieć się wszystkiego o wszystkim. Dane mogą wtedy pomóc zmieniać świat, a także odpowiednio personalizować oferty. Kiedyś zestawy danych liczbowych pokazywano jako „linie, słupki i serki”. Teraz wizualizacja danych ma zupełnie nowe formy, interaktywne i interesujące, uwidaczniające na ekraniku smartfona ogrom wiadomości. Na przykład angażowania społeczeństwa w dobroczynność.
Akcja hot16challenge2 zaczęła się 28 kwietnia, dwa tygodnie po zamknięciu Polskich granic w związku z koronawirusem. Polega na zbiórce pieniędzy mającej na celu wsparcie służby zdrowia w walce z pandemią. Akcja wyszła mocno poza świat hiphopu. Włączyły się do niej osoby z różnych środowisk, niezwiązane z muzyką, jak, Tata Maty, znany szerzej jako prof. Matczak, Michał Karmowski czy Zbigniew Stonoga.
Przeglądaj interaktywny wykres ze szczegółami

piątek, 4 września 2020

wołanie do Yeti

Media nie przestaną straszyć koronawirusem, póki nie znajdą innego stracha, gdyż media żyją ze straszenia. Straszyły kiedyś
UFO
yeti
rekinami
trującymi grzybami
krokodylem w j. Białym
nowalijkami
roztoczami
kleszczami
inwazją ruskich
inwazją stonki

Straszenie imigrantami czy lesbijkami jest w złym tonie. Natomiast epidemia jest super! Ileż to stworzono horrorów z zabójczym wirusem? I można się na tym wzbogacić, jak na wojnie. W kwietniu nie było testów nawet dla dentystów - teraz nawet w Lublinie prywatna firma robi setki testów co dnia, inna firma też Lubelska ogłosiła produkcję szczepionki, a pół roku temu była w procesie upadłościowym. Rok temu ogłoszono koniec zabójczych dla planety jednorazowych plastików. Teraz plastikowe jednorazówki żywią i bronią mieszkańców Ziemi.
Spece od pseudorozwoju znajdują coraz to nowe pożytki z czasu zarazy. Ja natomiast bardzo jestem zadowolona z dygitalizacji komunikacji. Bardzo mnie cieszy, że nie muszę wsiadać do samochodu, szukać miejsca postojowego i płacić za parking, wchodzić do urzędu, stać w kolejce, stykać się z innymi petentami, itp. Piszę prośbę i nawet nie muszę wypełniać nieudolnie skonstruowanego formularza, robię przelew na opłatę skarbową, potwierdzam profilem zaufanym i dostaję odpowiedź. I to nie tylko z urzędu w Lublinie, ale we Włodawie, Chełmie, Urzędowie - również, czyli oszczędzam na wyjazdach.
Oburza mnie, że dopiero w czasie zarazy można się z urzędem komunikować cyfrowo.
Nie oburza, ale ... śmieszy/smuci, że tej cyfrowej komunikacji XXI wieku towarzyszy średniowieczna mentalność urzędnicza. Urzędnik ma specjalną urzędniczą pieczęć i musi ją przystawić na papierze, papier wpakować do koperty, kopertę wysłać. Urzędnik przyjmuje cyfrowy pieniądz, wydaje cyfrowy dokument, ale na koniec musi jeszcze zrobić papier z pieczątką swoją i pocztową.
Po co?
ps
tak, to tytuł Pani Szymborskiej, ale po co taki dobry tytuł ma się marnować na półce?

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

czyste ręce

 WHO zaleca pracownikom służby zdrowia mycie rąk według instrukcji, w ramach kampanii „Clean Care” prowadzonej od kilkunastu lat. Jak długo należy je myć? Organizacja proponuje, aby w czasie mycia rąk np. dwukrotnie zaśpiewać „Happy Birthday”

zdrowia więcej
Happy Birthday to You
Happy Birthday to You
Happy Birthday Dear (name)
Happy Birthday to You.

From good friends and true,
From old friends and new,
May good luck go with you,
And happiness too.



Nauka angielskiego od przedszkola jest zdobyczą świętujących jubileusz 30-lecia samorządów. Toteż dzieciaczki lepiej śpiewają angielską piosenkę urodzinową, niż narodowe „sto lat” imieninowe. Facebook i Google radzą na dzień dobry, jak bronić się przed wirusem. Że najważniejsze to powstrzymywać się przed tłumem. Traktować ludzi na odległość. Myć ręce. Nie dłubać w nosie, nie drapać się w głowę. A jak nie można obronić się przed tłumem - to założyć maskę. Tylko dlaczego za niemanie maski jest mandat, a nikt nie sprawdza czystości rąk?

Sorry za sarkazm, ale tak mnie myśl naszła, gdy oglądałam radosne fotki z przygotowania do powrotu do szkół. A nie, przepraszam. To nie jest moja myśl, ale myśl koleżanki – metodyka nauczania. I drugiej mojej koleżanki, powtarzającej, że cały ten angielski, którego nauczyła mnóstwo dzieci, to nic przy nauczeniu ich smarkania w chusteczkę i mycia rąk. Prócz moich koleżanek także  minister edukacji i Sanepid - również radzą ręce myć. Najwyraźniej jednak program czyste ręce, ma w narodzie taką popularność, jak inny rządowy program – czyste powietrze. 

I że nikt jeszcze nie napisał, ile czasu zajmie jednej klasie umycie rąk chociaż RAZ w ciągu dnia. Bo toaleta na piętrze na ogół jedna, umywalek w toalecie jest średnio 5, w klasie średnio 20 dzieci. Czyli: cztery tury, niech myją superszybko i sprawnie, czyli 2 minuty, to trzeba 8 minut na klasę. A przerwa trwa 5 minut. A klas jest na piętrze kilka lub kilkanaście. Jeśli szkoła i nauczyciele będą chcieli spełnić wymogi, to zamiast uczyć będą myć, wietrzyć i odkażać. Albo nie, bo w wiejskich szkołach - po pierwsze dzieci mało. Po drugie - przerwy po 10 minut. Czyli wiejskie szkoły mogą ratować naród przed piętnem „czerwonych powiatów”. Mają więcej umywalek i mniej smogu.

wtorek, 4 sierpnia 2020

oblicze śmierci


Śmierć z książek Pratchetta to bardzo fajny facet. I zabawny, nie straszny mu

zaraza
zgon
zgroza
zguba
zagłada
zgliszcza
skon
głód
wojna
apokalipsa
armagedon

Jak w niektórych opowieściach z wieków średnich, uosobienie Śmierci jest facetem. Nie jakimś tam drętwym safandułą, czy nadętym bufonem, ale sympatycznym odludkiem mieszkającym na krańcu świata. Takim, co mógł się pewnie dobrze bawić na dance macabre, gdzie pełnił funkcję wodzireja i nie mordował ludzi, z którymi tańczył.
Śmierć ze Świata Dysku
ma jeszcze inny spadek po średniowiecznych malowidłach. Nie chodzi piechotą, ale dosiada pięknego rumaka. Takiego, co to podkowami krzesze iskry na kamieniach. Żeby było śmiesznej, rumak ma na imię Pimpuś... Sam Śmierć wygląda raczej typowo: naga czaszka, błyszczące oczy, kości nieco pożółkłe, a wszystko otulone, obszernym, ciepłym płaczem. Chociaż raz wystroił się w rock’n’rollowe ubranka...
Pratchett obdarzył w swoich książkach Śmierć filozoficznym nastawieniem do swojej profesji. Wprawdzie nie cytuje on Konfucjusza, ale swoim zachowaniem dobitnie daje do zrozumienia, że przesłanie chińskiego myśliciela nie jest mu obce. Wie, że „Ten, kto ujrzy Drogę rano, może z ochotą umrzeć wieczorem.” Objeżdżający świat na Pimpusiu i spadający czasem ze swego rumaka Śmierć, mógłby też pewnie cytować XIV Dalajlamę.
Z każdym razem przypomina wszak, że „śmierć jest naturalną częścią życia i wcześniej czy później każdemu przyjdzie stawić jej czoła. Póki żyjemy, możemy podejść do niej na dwa sposoby: ignorować ją bądź śmiało spojrzeć w oczy perspektywie własnej śmierci i, trzeźwo o niej myśląc, spróbować zmniejszyć cierpienia, jakie ze sobą przyniesie. Równie ważne, jak przygotowanie się do własnej śmierci, jest pomaganie umierającym.”
Takie stwierdzenia znudziłyby młodego czytelnika. W realnym świecie uczymy się jak się bogacić, zdrowo żyć, czasem wspomina się nawet o moralności, ale
śmierci się nie zauważa.
Umieramy najczęściej w szpitalach, z dala od rodziny i przyjaciół, zdani na samych siebie, pozbawieni ciepła i czułej opieki. Kiedy już jest po wszystkim, ciałem zajmuje się specjalista, który wie, co trzeba zrobić, żeby wyglądało jak żywe i nie niepokoiło widzów rozkładem. A także wyrzutami sumienia, że bliska osoba, została opuszczona i przerażona pośród kabli, elektrod, respiratorów...
Tylko nieliczna grupa doświadcza teraz rzeczywistości umierania. Dawniej normą było kilkoro dzieci w rodzinie, z których dwoje, troje umierało w pierwszych tygodniach, czy latach. Starsi chorowali i umierali w domach, pielęgnowani przez najbliższych. Umieranie było częścią życia. Teraz śmierć przychodzi bez ludzkiej twarzy.
Nawet seks, dotychczasowe tabu wychowawcze, stał się tematem rozmów i szkolnych programów wychowawczych. Kwestia śmierci otaczana jest natomiast coraz większym milczeniem. Sama myśl o niej odsuwana jest jako niewłaściwa. Niejedna przyjaźń ucierpiała na skutek nieumiejętności rozmawiania o tym, wydawałoby się oczywistym temacie. Współcześni ludzie ukrywają żałobę, nie chcą znajomych „stawiać w trudnej sytuacji”, a zawiadomienia o pogrzebie, opatrywane są prośbą o „nieskładanie kondolencji”. Socjologowie określają te zjawiska jako „medykalizację”, a nawet
zdziczenie śmierci.
Koniec życia coraz częściej traktowany jest jako klęska medycyny i nauki. Szpitale oferują swoisty rytuał, którego ważnymi elementami są dążenia do utrzymania chorego przy życiu. Współczesna cywilizacja dała zezwolenie na pozostawienie umierającego człowieka bez obecności bliskich. P. Aiers w książce „Człowiek i śmierć” pisze: „Uważa się, że żałoba jest zakaźną chorobą, której można nabawić się w pokoju zmarłego”.
Nie nosi się już nawet czerni na znak żałoby, coraz barwniej natomiast stroi się cmentarze. Współczesne pogaństwo woli być określane ateizmem, a w tej koncepcji zgon jest definitywnym kresem życia. Żarliwi chrześcijanie wierzą zaś, że jest on dopiero początkiem nowego życia. Człowiek, który umiera dla Ziemi, rodzi się dla Nieba. Niemniej jedynie nieliczne wspólnoty kościoła katolickiego, akcentują w pogrzebowych rytuałach element wiary w Zmartwychwstanie. Przeważająca część katolików czuje raczej nieswojo, uczestnicząc w pogrzebach, gdzie zamiast tragicznych pieśni pogrzebowych pojawiają się pogodne śpiewy o zmartwychwstaniu.

poniedziałek, 27 lipca 2020

angielski online


Miliony zwykłych ludzi zna obce języki. Jednak wielu innych myśli, że nie są w stanie się ich nauczyć. Mówią więc:
🙂Nigdy nie miałem okazji nauczyć się obcego języka, a teraz jestem za stary. Nie! Nigdy nie jest się za starym na naukę.
☺️Nauczenie się wszystkich słów i gramatyki zabrałoby mi całe lata. Nie musisz nauczyć się całego języka - możesz zacząć się posługiwać językiem przy bardzo małej jego znajomości, ucząc się go po trochu.
😌Gdy robię wiele błędów, czuję się zażenowany. Nie musisz. Robienie błędów jest częścią procesu nauki języka I inni to zrozumieją, więc nie przejmuj się.

🤩Po prostu używaj języka!

Kliknij i sprawdź swój poziom znajomości angielskiego TU kliknij >>> angielski online

środa, 8 lipca 2020

po co debata?

Najnowsze formy komunikacji, zwłaszcza w Internecie, czy wykorzystujące zaawansowane technologie telekomunikacyjne, absorbują symbolikę z zaskakującą siłą. Dawniej były debaty:

za i przeciw
oksfordzka
panelowa
plenarna
nieformalna
akwarium
sokratejska
z zaproszonym gościem
punktowana 

Równie zdumiewające są naturalnie rozwijające się w tej przestrzeni rytuały, odwołujące się do bogatej mitologii. Różnorodność rytuałów rozciąga się od magii i religii, poprzez tabu, zakazy, obrzędy przejścia i inicjacje, obrzędy świąteczne, aż po rytuały masowe o charakterze politycznym, sportowym, rozrywkowym (muzycznym), medialnym. Dotyczą one także codziennych kontaktów międzyludzkich. Wyrażają się w powściągliwości, uprzejmości, ale także w „biesiadności”.
 W porozumiewaniu się i perswazji - same słowa nie wystarczą. Potrzeba znaków i symboli w celu wywarcia wpływu na czyjeś przekonania, postawy i decyzje: zdobycia czyjeś akceptacji dla proponowanych poglądów, sposobu zachowania, decyzji. Pierwszorzędnym celem perswazji jest nie tyle logicznie poprawne dowodzenie słuszności jakiegoś poglądu, co uzyskanie wpływu na daną osobę lub osoby.Najsłynniejsze zdjęcie w historii amerykańskiego ruchu praw obywatelskich zrobił Bill Hudson w maju 1963 w Birmingham, gdzie manifestowali aktywiści M.L. Kinga. 
Prezydenta Kennedy'ego ta fotografia zaszokowała, a powielana we wszystkich amerykańskich gazetach - zmieniła historię Ameryki.Chłopiec na słynnej fotografii Billa Hudsona nazywa się Walter Gadsen. Nie był jednym z demonstrantów tylko widzem. Pochodził z konserwatywnej czarnej rodziny do której należały dwie gazety ostro krytykujące M.L. Kinga

czwartek, 25 czerwca 2020

wróg kusi słodyczą


Byłam kiedyś dziennikarką. Zdarzyło mi się uścisnąć dłoń Woodwardowi (opisał aferę Watergate). Pisałam o hrabim Zamoyskim walczącym ze szkolną nieuczciwością. Teraz pisać każdy może. W Internecie – trochę lepiej lub trochę gorzej, ale czy można o piszącym powiedzieć

dziennikarz,
żurnalista
eseista,
felietonista,
redaktor,
reporter,
sprawozdawca,
publicysta
?

Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym – napisał przed wiekiem José Ortega y Gasset w „Buncie mas”. A teraz? Teraz przeciętność i banał rządzą. Czy banał nie jest prawdą? Tyle, że prawdą oczywistą? Ile razy jednak przekonujemy się, że te prawdy oczywiste torują sobie drogę z niesłychanym trudem albo w ogóle nie mogą przebić się na powierzchnię? Prawdy oczywiste to są te, które mówi mędrzec, a które mędrek wydrwiwa, jako banały. Teraz jest czas drwin z myślących inaczej – o ekologii lub o Nowym Zielonym Ładzie, o przedsiębiorczości lub tokenizacji. Bo łatwiej drwić niż dyskutować.
Tak było za czasów słusznie minionego systemu i tak jest teraz. Warto odwiedzić Muzeum Socrealizmu w Kozłówce, żeby zadumać się nad PeeReLowskim hasłem: wróg kusi cię coca colą! Warto popatrzeć na socrealistyczne zachody słońca na obrazach i propagandowe nagłówki w gazetach. Ach! Ta „linia partii programem narodu”, ci „proletariusze wszystkich krajów łączący się”oraz „tu zaszła zmiana”. Tu my – tam oni. Obcy źli, bo dybią na dobrych swoich. Teraz podobnie. Zamykamy się wśród swoich, ugruntowując podziały na zamaskowanych i odsłoniętych, górkobrońców i płaskoziemców, prawaków i lewaków... Zamykamy się w zdalnej komunikacji i epidemicznej izolacji. Pisać każdy może – mało komu chce się czytać.
Za czasów drukowanych gazet było inaczej. W starym kinie warto obejrzeć film „Wszyscy ludzie prezydenta” opowiadający historię dziennikarskiego śledztwa. W okresie poprzedzającym amerykańskie wybory prezydenckie w 1972 roku reporter "Washington Post" Bob Woodward napisał o drobnym włamaniu do głównej siedziby Partii Demokratycznej. Zaskakuje go jednak odkrycie, że najlepsi prawnicy opracowują już linię obrony, a lista oskarżonych zawierająca nazwiska i adresy osób odpowiedzialnych za fundusze Republikanów wzbudza dalsze podejrzenia. Naczelny "Washington Post" decyduje się na kontynuację śledztwa, które powierza Woodwardowi i Carlowi Bernsteinowi. Reporterzy idą tropem prowadzącym do postaci z coraz wyższych szczebli Partii Republikańskiej, docierając aż do Białego Domu, a tym samym afery Watergate, która wymiotła z polityki prezydenta Nixona.

wtorek, 16 czerwca 2020

niesnaski bez maski


Byłam w sklepie. Ekspedientka powiedziała mi, że ludzie już wcześniej byli agresywni, ale teraz to się nasiliło. Obok starsi państwo w maskach kłócili się z młodymi paniami bez masek.
Maski stały się nowym pretekstem

kłótni
pyskówek
utarczek
awantur
waśni
swarów
niesnasek
Za brak maski i za brak odległości policja (i Sanepid?) karzą mandatami. Ale nie wszystkich i nie wszędzie. Są równi i równiejsi. Są też lepsze tematy do skłócenia ludzi niż maski, rękawiczki i liczby zakażonych oraz wiek zmarłych na COVID. Na okoliczność wyborów politycy przypomnieli sobie, że mają orientacje seksualną. Wprawdzie o swojej nie mówią, ale seksualizują wątek publicznej debaty. A przecież są inne, nieporównywalnie ważniejsze tematy.
Można już iść na wesele, ale do lekarza wciąż nie! W prowincjonalnych przychodniach jedyną proponowaną przez placówki formą konsultacji jest teleporada, mimo podstaw do osobistej wizyty w celu poddania się badaniu fizykalnemu. Nadal są kłopoty z zapisami do specjalistów, a szefowie przychodni i szpitali bezradnie przyznają, ze najpierw muszą przyjąć stałych pacjentów i tych z poprzednich miesięcy. Jeśli uda się skorzystać medycznej usługi finansowanej ze składek ZUS, to w masce, po obejrzeniu przez portiera lub arogancką rejestratorkę.
Restauracje i kościoły otwarte, zgromadzenia przedwyborcze bez masek i bez trzymania odległości – to przynosi dochody. A przychodnie? To tylko koszty - czemu miałyby być otwarte? Rektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie już zapowiedział kolejny semestr nauki zdalnej, czyli lekarze nastawieni są na pacjenta wirtualnego. To po pierwsze. Po drugie i ważniejsze - lekarze są na wymarciu i boją się COVIDa. Średnia wieku chirurgów to 58,5 - pediatrzy i interniści są średnio starsi. To cud że nauczyli się wypisywać recepty przez internet. Chociaż - nie wszyscy. I to jest lekarstwo na nasze dolegliwości – cwaniactwo. Jak to się za PeeReLu mówiło: czy się stoi, czy się leży – to wypłata się należy.
Cwaniakujmy więc. Nie ma przepisu nakazującego maski, jest nakaz zasłaniania ust i nosa. Wachlarz świetnie się do tego nadaje.

wtorek, 26 maja 2020

koniec lekcji

Rozwiewają się naraz dwie iluzje – jedna, że edukacja może dać awans społeczny i druga, że toksyny nierówności można 

dobrze zmienić
zneutralizować 
zreformować
unieszkodliwić
zlikwidować
skasować
anulować
unicestwić 
udomowić 

Wystąpiłem z apelem do Polaków, którzy pozostają bez pracy, nie mają prawa do zasiłku, czy też młodzież lub nauczycieli, którzy nie będą pracowali, żeby przez te kilka-kilkanaście dni popracowali u rolników – mówił w RMF FM minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.
A może w ogóle powinni trafić na rolę? Bo dzieci do szkół wracają - mimo, że minister edukacji nie daje gwarancji bezpieczeństwa zdrowotnego. Może zdalne nauczanie to zdrowsze i tańsze rowiązanie? Nie widzę oburzenia po ogłoszeniu przez Cambridge, że w nowym roku akademickim wykłady nadal będą online. I u nas kolejne uczelnie informują o wyborze takiego rozwiązania. Przy tych wszystkich - co to będzie?! Co to będzie po lockdownie - tu jest odpowiedź. Coś się kończy - coś się zaczyna.
ALE
czy raz nagranego wykładowcę warto nagrywać po raz drugi? Czy nie wystarczy puszczać go z „puszki"? I czy każda uczelnia potrzebuje mieć swoją puszkę, z wykładami "swoich" akademików? Gdzie to wykłada Yuval Noah Harari? Niech studenci słuchają jego, niech zapiszą się do Nassim Taleb Official FanGroup
Prawie dwa wieki temu powstała „Niezawodna sztuka pięknego i spiesznego pisania w dwudziestu pięciu lekcjach a nawet bez nauczyciela” NAWET BEZ NAUCZYCIELA! A więc można. Można było już dawniej. Wykłady z puszki, ćwiczenia z chatbotem, którzy przeszedł test Turinga. Oto nowy wspaniały świat. Great opening po lockdownie
I co Państwo na to? 

post scriptum
nauka angielskiego online

piątek, 22 maja 2020

ktoś zawsze obserwuje


500 milionów kamer na całym świecie przygląda nam się dzień i noc – alarmuje internetowy portal.
próbują wykryć emocje
uchwycić podejrzanych
zapewnić ochronę
wykryć choroby
zachować zachowania
przewidzieć przestępstwa
zapisać cyfrowo
zlokalizować
nadzorować

Czy teraz, gdy to czytasz – kamerka przy Twoim ekranie jest wyłączona? I czy to ma jakieś znaczenie? Teraz, gdy wszystko jest online? Nie minęło dwa miesiące od wszechświatowego lockdownu, gdy uczniowie zostali wypchnięci ze szkół i wpięci do cyfrowej sieci. Dołączyła do nich armia urzędników oraz legiony sprzedawców. I nic. Sieć tylko na to czekała. Była gotowa. Przyczajony tygrys i ukryty smok – wołają z ekranów: chodź! Są tu ludzie, których chciałaś spotkać, przedmioty, które powinnaś kupić, wiadomości, które warto przeczytać...
Gdy pracowałam w dzienniku, jeden z moich rozlicznych szefów zwykł był mówić, że nic tak nie ożywia gazety, jak trup na pierwszej stronie. Dlatego obowiązkowe były wiadomości o wypadkach drogowych. Nigdy nie udało mi się zrozumieć, dlaczego prócz odniesionych ran – ważna była marka rozwalonego samochodu. Trzeba było dzwonić do policji i prosić o jakieś krwawe kawałki.
Teraz wchodzi się na portal Policji i voila! Mnie najbardziej podobają się zakładki ze statystkami. Ale może dlatego wypadki drogowe nie ożywiają już wiadomości. Teraz, o każdej porze sieć na bieżąco informuje, ile osób zaraziło się nowym wirusem, a ile zmarło. Zamiast poskręcanych blach – zamieszczane są fotki medyków, podobne do zdjęcia profesora Religi, po jego pierwszym przeszczepie serca. Patrzę i powtarzam za Orwellem:
Z epoki identyczności, z epoki samotności, z epoki Wielkiego Brata, z epoki dwójmyślenia - pozdrawiam was!

poniedziałek, 18 maja 2020

rzepiary w świerzopie

Gdy pola Lubeszczyzny jaśnieją żółtymi łanami rzepaku, trudno wyobrazić sobie, że w Europie Środkowej, w tym także w Polsce, rzepak jako roślina uprawna pojawił się około XVI wieku. Teraz rośnie tam, gdzie wcześniej rosły

dzięcielina
świerzop
płaskurka
samopsza
konopie
proso
orkisz
gryka
len

Według danych Rocznika Statystycznego GUS średnia powierzchnia uprawy rzepaku i rzepiku w Polsce w okresie 1909-1913 wynosiła 30 tys. ha. Obecnie jedyną rośliną oleistą produkowaną i przerabianą w Polsce na szeroką skalę jest rzepak, który w areale upraw roślin oleistych ma 95-97procentowy udział. Po akcesji Polski do Unii Europejskiej zbiory rzepaku gwałtownie wzrosły, zwiększyły się z poniżej 1 mln ton średnio w ostatnich czterech latach przed akcesją (latach 2000-2003) do 1,7 mln ton w latach 2004-2007 i 2,1 mln ton w latach 2008-2012. W 2013 r. nastąpił wzrost do rekordowego poziomu prawie 2,7 mln ton. Areał uprawy przekroczył 900 tys. ha.
Niebawem rzepak nie będzie prawdopodobnie najpopularniejszą rośliną oleistą uprawianą w Polsce. W "Raporcie rolnym" dr inż. Tadeusz Solarski przypomina, że ocieplanie się klimatu oraz postęp w hodowli nowych odmian umożliwiają uprawę soi. Na polach doświadczalnych Lubelskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Końskowoli roślina ta uprawiana jest ponad dwadzieścia lat. Zbierano plony w granicach 2,8 – 3,5t/ha. Niemniej dla produkcji zwierzęcej i potrzeb spożywczych jest import z Ameryki. Aktualnie do naszego kraju sprowadza się około 2,5 miliona ton śruty sojowej. Przy zaangażowaniu nie tylko rolników, ale innych instytucji krajowych związanych z przetwórstwem i marketingiem jest możliwe znaczną ilość importowanej śruty sojowej zastąpić śrutą otrzymaną z polskich nasion. Rozpoczęty w Polsce program rozwoju produkcji białka roślinnego powinien sprzyjać podjęciu uprawy soi wolnej od GMO.
Wątpiącym w możliwości uprawy soi można przypomnieć, że 40 lat temu nie dawano szans uprawie kukurydzy w Polsce, a dziś największy wzrost powierzchni uprawy dotyczy właśnie kukurydzy. W 2012 roku zebrano około 4 mln ton ziarna tego zboża. Trudno sobie obecnie wyobrazić rolnictwo i żywienie bydła bez kukurydzy. Jednak ostatnie kilka lat, w których w maju i czerwcu są susze nie ułatwiają uprawy tej rośliny. Na ojczystych polach pojawiają się również bardziej ekscentryczne rośliny, jak np sorgo, które w następnym półwieczu może wypierać kukurydzę.
Pejzaże opiewane przez Mickiewicza i Reymonta mogą niedługo być podziwiane jedynie w zdigitalizowanych zbiorach bibliotek. Tradycyjne niwy szybko zmieniają koloryt. Coraz większa popularność herbatek owocowych i ziołowych zachęca do uprawy mało popularnych dotychczas roślin typu hibiskus, czy ostrożeń warzywny - czarcie żebro

ekologia na polu

wtorek, 28 kwietnia 2020

dzikie węże

Tyle wiemy o świecie, co znajdziemy w necie. Ja znalazłam, że każdy raj ma swoje węże. Bo czyż w naszym wyidealizowanym świecie nie było wcześniej 

wirusów
koronawirusów
bakterii
alergenów
smarkających w palce
kaszlących w powietrze
plujących na ziemię
wydrapująch łupież
...?
Wszystko to było.
 Ba! Była nawet jatrogenia, chociaż dotychczas tylko w medycynie. Niedawno pojawiła się mediach, a teraz i w ekonomii. „Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy” Nassima Taleba wskazuje, że jatrogenia to strata netto. To przewaga zwykle ukrywanych szkód, nad korzyściami kuracji. Przyzwyczajono nas do nagradzania za działanie. Bezruch, powstrzymywanie się, brak działania – traktowane jest jako zachowanie wysoce naganne. Walcz! Nie ma poddawania się! Żadna medytacja, modlitwa, refleksja nie są akceptowane. Działaj! Rób coś! No to robią. To ogłaszają pandemię. Zalecają sanację. Tym razem uzdrawianie społeczeństwa przynosi zalecenia, z których korzyść jest wątpliwa. Nadmierny interwencjonizm medyczny, medialny i gospodarczy daję nieoczekiwane skutki.
Na przykład nakaz maskowania się. Maski antybakteryjne rozchodzą, jak „ciepłe bułeczki”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ich cena jest nawet wielokrotnie wyższa od cen, jakie miały jeszcze na początku roku. Te, które niedawno sprzedawano robotnikom budowlanym, maski przeciwpyłowe, przeciwsmogowe lub chirurgiczne - dziś nazywane są „maskami antykoronawirusowymi”. Panika jest doskonałą strategią marketingową. Można dobrze zarobić na produktach, które tak naprawdę mają zupełnie inne przeznaczenie. Na razie, na maskach różnych, ale już niebawem zobaczycie nowe zastosowanie poszetek i bind na wąsy. Maski na oczy do spania w nocy – w dzień wystarczy zesunąć na niżej.
Niebawem pojawi się więcej rebelianckich zachowań. Dziś widziałam faceta, chyba ze służb medycznych, w dziwnym kombinezonie, z maseczką z zaworem. Tyle, że tę supermaskę miał na czubku głowy. Widziałam panią z maseczką kolorową, użytą jako przepaska na włosy. Ludzi z maseczką na brodzie lub na uchu - nie zliczę. Niestety, przejeżdżałam samochodem i nie mogłam poprosić o fotografię. Planuję jednak taką dokumentację "czasu zarazy" oraz późniejszej restytucji restauracji i redukcji rozporządzeń.

Nie będzie upadku cywilizacji. Będzie recesja skrywana pod teatralną maską, ozdobioną nadrukiem czarnych łabędzi i dzikich węży.

piątek, 17 kwietnia 2020

oczy się pocą


Gdy nauczę się wiązać hidżab, pojadę rowerem do sklepu i kupioną gazetę zacznę czytać na skwerku nieopodal - dołączę do gangu aroganckich czytelników elementów konstytucyjnych - w skrócie GACEK. Na razie mam

arafatkę
balaklawę
bandamkę
nikab
kominiarkę
chustę
golf
szal
maseczkę

Spróbujcie chodzić po pustym chodniku w masce i okularach. Tragedia! Okulary zaparowują i niedowidzący musi je zdjąć, bo nic nie widzi. Chociaż mówią, że strach ma wielkie oczy, to lękający się chorób i mandatów – niewiele widzą. Twórców zakazów to nie interesuje. Tak, jak nie interesuje ich skuteczność zasłony na usta i dostępność maseczek, dla bezdomnych, bezrobotnych i ubogich. Czy żonaty i dzieciaty lekarz na wolontariacie, kupi maseczkę za dychę albo nawet za 100? Czy facet, który lekce sobie ważył zasady higieny nagle się zmieni? I nie nie chodzi mi o tych stroniących od kąpieli.
Połóż rękę na sercu i powiedz: nie znasz ludzi, którzy wdzięcznie ocierają sobie kapkę z noska paluszkiem i tem paluszkiem przysuwają Ci później placuszek? Kichają w dłoń i potem Ci tę dłoń podają? Myślisz, że oni się zmienią? Nie mam wielkiej fobii oddychania  powietrzem wydychanym przez innych. Dziś, jak zwykle przeszłam 5555 kroków. Jak zwykle wstrzymywałam oddech, gdy kogoś mijałam. Jak zwykle szłam po bocznej uliczce. Przez kawałek podążałam (w bezpiecznej odległości) za panem zatkanym maseczką. Gdy doszedł do przystanku, zesunął maseczkę pod nos, kichnął, osmarkanym paluszkiem przesunął po rozkładzie jazdy, wsunął maseczkę na nos.
Należę do grupy typowych niezadowolonych z rzeczy różnych. Jednych nie zadowala upływ czasu, innych - upadek drzew, kolejnych - brak medycznych testów. Walczymy. Głównie o uwagę, o zainteresowanie naszym sposobem widzenia świata. Nie miej pretensji o to, że inni nie widzą tak, jak TY. Wyrafinowane argumenty ekspertów mają poruszyć serca i umysły bardziej niż pikiety? Wątpię. Gdy nie było ścieżek rowerowych jeździłam w Rowerowej Masie Krytycznej. Pluli na nas wszyscy, gdy w piątkowe wieczory jechaliśmy przez zakorkowane miasto i gdy na rondach podnosiliśmy rowery nad głowę. 
To była dobra strategia.

czwartek, 26 marca 2020

kupuj lokalnie


Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie! E! edukacja romantyczna zbiera żniwo. W ministerstwie Internet działa, a na peryferiach?

Internet nie działa
Internet przerywa
Internet nie łączy
Internet za wolny
Internet niedostępny
Internet w komórce
Internet nie doprowadzony
E-podręcznik, E-dziennik, 
Vulcan, Librius, 

Edu-aplikacje zaleca władza w czasie zarazy. Tymczasem na peryferiach rodzice nie zgodzili się na prowadzenie zajęć online. Część nie ma komputerów, część ma jeden komputer na kilkoro dzieci, część ma komputer stary nie spełniający wymogów programów edukacyjnych. Część ma limitowany internet przez telefon komórkowy. Ale czy to w stolicy ktoś wie? Kogoś to obchodzi? Jak pisał wieszcz: Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie!
Otóż nie. Nie będzie jakoś – będzie byle jak, słabo, fatalnie. Władza wysyła Alert RCB „zostań w domu”. To teraz się obudziła? Po feriach, gdy narciarze wrócili z Włoch? O nadciągającej recesji analitycy rynków mówili od miesięcy. O zagrożeniu pandemią analitycy danych, w tym Bill Gates – od kilku lat. Każdy zdrowo myślący człowiek widział, że globalna wioska jest globalnym zagrożeniem. Teraz analitycy finansowi prognozują – narodowe kwarantanny doprowadzą do upadku wiele firm, chociaż niektórzy zarobią na panice.
Jak możesz wspomóc małych przedsiębiorców bez wydawania pieniędzy? Zarekomenduj jego ofertę w mediach społecznościowych. Polub jego post, napisz miły komentarz, oznacz znajomego, skomentuj za pomocą emotikona, zarekomenduj biznes znajomego. Wstaw zdjęcie przedmiotu zrobionego w Twojej okolicy, owoców uprawianych po sąsiedzku, zwierzaka hodowanych w pobliżu, płyty wydanej przez kolegów. Tak się pomaga. Tak się tworzy wspólnotę



piątek, 13 marca 2020

marketing wirusowy


Oto kończy się świat jaki znamy! Po tej epidemii nic nie będzie już takie, jakie było! Bogatsi będą jeszcze bogatsi, a biedniejsi jeszcze biedniejsi! Zmierzają do nas

jeźdźcy
Zaraza
Wojna
Głód
Śmierć
Apokalipsa
zagłada
piątek 13

Sir Terence David John Pratchett pisał: Śmierć znalazł Zarazę w hospicjum w Llamedos. Zaraza lubił szpitale. Zawsze miał w nich coś do roboty. W tej chwili próbował usunąć znad pękniętej umywalki tabliczkę "Umyj ręce!" Czterej jeźdźcy mogą wydawać się tajemniczy i przerażający, ale nie musi tak być. Dlaczego nie? W „Złodzieju Czasu” są sympatyczni i nieco łajzowaci. W popkulturze jeździec na białym koniu, wyposażony jest w tę samą broń, co Amor - bożek miłości. Z łuku strzelali też skrytobójcy. Śmierć od strzały jest gwałtowna i zaskakuje ofiarę. Jak pisał Albert Camus „Na świecie było tyle dżum, co wojen. Mimo to dżumy i wojny zastają ludzi zawsze tak samo zaskoczonych”.
Kołczowie i inni zbawcy dusz przekonują natomiast, że przejażdżka czterech jeźdźców Apokalipsy, sygnalizująca nieszczęście, „może również oznaczać dobrą wiadomość dla ciebie i twojej rodziny”. Jak to? Tak to! To altruizm w czasie zarazy. Serio? Serio wierzycie w rozwój potraumatyczny? Nieszczęścia zawsze wiążą się z negatywnymi emocjami i czasem skutkują rozwojem zespołu stresu pourazowego. Mechanicy psychiki mówią jednak, że prowadzą też do pozytywnych zmian w spostrzeganiu swojego życia i do rozwoju osobowości.
W mojej bańce informacyjnej prócz wiadomości zatrważających i fałszywych, są również takie optymistyczne kwiatki: "Współczesna literatura podaje wiele rodzajów traumatycznych wydarzeń, które mogą okazać się swego rodzaju katalizatorami dla potraumatcznego rozwoju. Może to być między innymi: bolesna strata bliskiej osoby, pożar domu, wykorzystywanie seksualne, wypadki komunikacyjne, problemy zdrowotne dzieci, ale także konkretne rodzaje chorób medycznych: rak, zakażenie wirusem HIV, atak serca czy reumatoidalne zapalenie stawów". Pojawia się też to ulubione powiedzonko trenerów osobistego rozwoju: co cię nie zabije - to cię wzmocni.
Epidemiolodzy natomiast mówią, że wirus COVID nielicznych zabije. Nikogo jednak nie wzmocni ani nawet nie uodporni. Analitycy finansowi natomiast prognozują, że narodowe kwarantanny doprowadzą do upadku wiele firm, ale niektórzy zarobią na panice.
Niektórzy już zarabiają, wielu jeszcze straci. Jest ryzyko - bywa zarobek.

środa, 4 marca 2020

wirus podróży

To jest świat turystów: sklepy, hotele, bary, centra handlowe, zatłoczone plaże, przepełnione stoki. To nie jest prawdziwe życie. To nie są podróże, w których ważna jest

samotność
samodzielność
otwartość
tolerancja
pokora
ciekawość
ostrożność
spostrzegawczość

Są różne rodzaje turystyki np. wypoczynkowa, kwalifikowana, poznawcza i zdrowotna dla poprawy zdrowia lub urody. Jednym z głównych powodów podejmowania wyjazdów do zagranicznego dentysty lub chirurga plastycznego są względy ekonomiczne. W rankingu Medical Tourism Index - Polska plasuje się ona na 24 miejscu.
Planując tradycyjne wakacje myśli się głownie o bezpieczeństwie w drodze, zabezpieczeniu rzeczy przed kradzieżą. O zdrowiu myśli się w kategorii nieszczęśliwych wypadków. Tymczasem, nie jest to jedyne ryzyko. Jak się właśnie okazuje – ubezpieczenie od poważnych zachorowań zapewnia nam wypłatę świadczenia w przypadku poważnej choroby.
  • Ubezpieczenie od poważnych zachorowań zawiera się, jako część polisy na życie.
  • W polisie ustalana jest oddzielną sumę ubezpieczenia.
  • Wybiera się także wariant ochrony, czyli listę chorób, które obejmuje ubezpieczenie.
  • Ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie zgodnie z wybraną sumą ubezpieczenia
  • W ramach ubezpieczenia można  otrzymać:
~ odszkodowanie za każdą dobę pobytu w szpitalu
~ odszkodowanie za operację lub zabieg chirurgiczny
  • Ubezpieczenie "leczenie szpitalne" zawierane jest jako część podstawowej polisy na życie.
  • Można wybrać wariant ochrony, czyli wysokość wypłacanego odszkodowania.
Na co zwrócić uwagę:
~ wysokość odszkodowania za dobę pobytu w szpitalu
~ minimalny czas pobytu w szpitalu, który uprawnia do otrzymania świadczenia (np. 10 dni)
~ przyczyny hospitalizacji, które nie są objęte ubezpieczeniem
  • Wiek osoby ubezpieczonej może być ograniczony, np. od 6 miesiąca życia do 63 roku życia.
  • Każdy Ubezpieczyciel ustala dowolnie zasady ubezpieczenia "leczenie szpitalne", dlatego to ważne, by przeczytać dokładnie polisę

piątek, 28 lutego 2020

dłonie Piłata

Politycy urządzają pokazowe umywania rąk i dziwię, że żaden kustosz z Zamku w Lublinie, nie korzysta z możliwości lansu

Real Time Marketing
przejęcie newsa
news hijacking
prezentacja obrazu
Hendrick ter Brugghen
Piłat umywający ręce
propaganda
agitacja

Apeluję o zorganizowanie oprowadzenia kuratorskiego do tego obrazu. Utalentowani ludzie opowiedzą, co widać na załączonym obrazku. I człowiek dowie, co ma widzieć. A nie, żeby każdy sobie interpretował, wedle własnego widzi mi się. Tajemnica stanowi legitymację i wiedzę władzy. Powodem zachowania czegoś w tajemnicy jest władza, którą należy chronić i posiadać. Na przykład, czy jest epidemia, czy tylko dobry człowiek został zdradzony i umrze bez pomocy.
Niełatwo oddzielić ziarno od plew wśród fałszywych newsów i propagandy. Szczególnie w Polsce, gdzie lęk przed wyimaginowanymi uchodźcami dał władzę partii, która woli dać pieniądze na tv, niż na chorych, by tylko się przy tej władzy utrzymać. Istnieje istotny instynkt wyolbrzymiania. Patrzymy na pojedynczą liczbę i wyolbrzymiamy znaczenie pojedynczego zachorowania. Zadaniem każdego dziennikarza jest doprowadzenie do tego, by wydarzenie, fakt lub liczba wydawały się ważniejsze.
Porównajcie liczbę zmarłych na świńską grypę w pierwszych dwu tygodniach jej rozprzestrzeniania w 2009 roku i liczbę zmarłych na gruźlicę w tym samych czasie. Porównajcie z liczbami artykułów, które w tym czasie powstały, na jeden i drugi temat. Świńska grypa - 8 000 artykułów na jeden zgon. Gruźlica - 0,1 artykułu na jeden zgon. Funeralia fejmu nie przynoszą. Panika – przeciwnie. Kiedyś wiosną ludzie marli ze starości, teraz – nie. Muszą w karcie zgonu mieć śmierć od SARS MERS, czy innych czterech liter.

środa, 19 lutego 2020

sugestia gestem


Czekałam aż rządowa tv oznajmi, że sami wiecie która posłanka, nie pokazywała środkowego palca tylko robiła mudry. Ale nie. Nie przedstawiła też klasyfikacji gestów według Marka Knappa, dzielącego je na:

emblematy
ilustratory
regulatory
adaptory
ekspresja afektu

Mowa ciała jest bardziej wiarygodna niż słowa. Ponad 50 proc. znaczenia komunikatu zawiera się w ruchach ciała. Albert Mehrabian zaproponował następujący wzór odnośnie do porozumiewania się: ogólne uczucie = 7 proc. uczucia wyrażone słowami + 38.proc. uczucia wyrażone głosem + 55 proc. uczucia wyrażone mimiką. Problem złożoności procesu porozumiewania się zajmuje badaczy wielu dyscyplin naukowych, między innymi: językoznawstwa, teorii komunikacji, antropologii, psychologii, pedagogiki, psycholingwistyki i socjolingwistyki. Analiza koncepcji współistnienia mowy i gestu wskazuje na ciągłość rozwoju obu form przekazu. Gest traktowany jest zatem jako samodzielny komunikat, a w badaniach przyjmuje się, iż w ontogenezie gest jest prekursorem aktu mowy.
Weźmy za przykład gesty podczas rozmowy – mogą czasem powiedzieć innym o nas więcej niż same słowa. Często zdarza się, że właśnie po tych niewerbalnych znakach jesteśmy w stanie określić, kiedy ktoś przykładowo kłamie, nie czuje się dobrze w danej sytuacji, czy brakuje mu pewności siebie. I nie chcę tu powtarzać tych zatrważających wiadomości, że gest znany jako „vegeta” różne, rzeczy w różnych krajach znaczy. Co innego wzniesiony palec środkowy – ten pod każdą szerokością geograficzną znaczy to samo. Sami wiecie co.
Nie wiecie jednak pewnie, co to mudry. Otóż są to gesty i układy dłoni wykonywane w celu osiągnięcia konkretnych korzyści zdrowotnych lub duchowych. W historii wielu kultur pojawiają się nawiązania między zdrowiem człowieka a dłońmi i palcami. W Hinduskiej ajurwedzie uznano, że o zdrowiu człowieka decyduje 5 żywiołów (woda, ziemia, niebo, powietrze, ogień) które są wyznacznikiem ludzkiej świadomości. Każdy z żywiołów przypisywano do jednego palca. W przypadku choroby odpowiednie działania na żywiołach (palcach) mogły przywrócić zdrowie.
I ten gest Lichochockiej, który przejdzie do historii, będzie odczytywany jako wskazanie chorym, że tylko gest Kozakiewicza może być ich obroną.
post scriptum
miałam kiedyś zajęcia o wpływie "znaków" na sprzedaż idei i towarów. Cały czas planuję zrobienie do tych slajdów opisu :) ale tymczasem patrzcie na 
↓klik↓klik↓
symbole i obrazki 

piątek, 31 stycznia 2020

wędrówka wagabundy


Znajomy z Londynu dziwi się prasowym nagłówkom, poświęconym europejskiemu exodusowi Brytów. Brytyjskie redakcje nie wiedzą: chwalić się, czy się żalić. Może zamiast brexitu na czołówce lepsza byłaby

alergia
astma
pneumonia
influenca
SARS
MERS
AIDS
ASF
A!

Nie ma co lamentować. Jest interes do zrobienia. Byłam wczoraj na spotkaniu przedsiębiorców. Spotkałam właścicielkę biura podróży, organizującą wyjazdy na Wschód z Lublina. A gdyby tak robić wycieczki na Wschód z Londyna? Nie na wschód daleki, ale całkiem bliski. Co więcej, mogłyby to być podróże omijające wielkie skupiska ludzi. Można by wozić busikiem, a zatem możliwość złapania wirusa byłaby mniejsza.
Dreszczyk emocji zapewniałoby natomiast zetknięcie z mgłą Lublina, prawie tak gęstą jak słynna mgła londyńska sprzed ponad pół wieku. To po pierwsze. Po drugie pozaunijni turyści mogliby zobaczyć promowanie pospolitej urody, braku dykcji i głosu za publiczne pieniądze. Dla ich angielskiego poczucia humoru – polskie poczucie honoru plus disco polo – byłoby wstrząsającym przeżyciem. I po trzecie – mieszkańcy Albionu wysłuchawszy w swoim kraju antywspólnotowych racji – łączyliby się z Polakami w tromtadracji.
Warto przypomnieć słowo tromtadracja, oznaczające efekciarstwo; krzykliwe i demonstracyjne głoszenie poglądów politycznych lub wzniosłych haseł pozbawionych treści. Jan Lam, pół-Austriak z pochodzenia, lwowianin z wyboru, żyjący i działający w XIX-wiecznej Galicji, ukuł je na określenie galicyjskich demagogów, wykrzykujących nadęte mowy polityczne. Słowo kojarzące się z głosem trąbki, dramatem i draką jednocześnie i dobrze oddające charakter przemówień populistycznych krzykaczy.
Taka podróż zachwyci eurosceptyka – to nie będzie pospolita turystyka, ale wędrówka wagabundy przez smog.