.. inne uczucia
cherlawe, ślamazarne.
Kiedy braterstwo
liczy na tłumy?
Współczucie - kiedykolwiek
pierwsze na mecie?
Porywa tylko ona
nienawiść
Tak lub jakoś podobnie pisała Pani Szymborska. Święte słowa. Święta prawda. Święci pańscy! Chyba nie o to stwórcy chodziło, gdy rozpoczął produkcję ludzkości na skalę przemysłową? Nie oczekuję, żeby każdy nosił gustownie dolepiony Pan Am smile lub Botox smile. Nie chcę żeby ludzie kontestowali przeciwności losu jak Hiob. Ale chińskie wu wei? Prosta sztuka robienia właściwych rzeczy we właściwym czasie? Dosłownie: bezczynność, niedziałanie, zaniechanie - a przynajmniej niehejtowanie?
Ale nie. Zawsze coś. Coś sarkastycznie rzucić. Coś ironicznie mruknąć. Coś nienawistnie prychnąć. Chociażby na takich jak ja, cyklistów. Takich co nie chcą być szybcy i wściekli. Takich co pedałują: prawa - lewa; prawa - lewa... i nucą: I don't wanna be the President of America, You say smile I say cheese Cartier I say please Income tax I say Jesus I don't wanna be a candidate For Vietnam or Watergate I want to ride my bicycle bicycle bicycle.
I co słyszymy w odpowiedzi? Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć! Ani Kraków. Rowerzyści nie są jedynym obiektem nienawiści. Każdy może być obiektem wzgardy. Übermensch może gardzić każdym i rozpychać się na drodze. Także na symbolicznej drodze życia. Wyobrażacie sobie samochody w wielokilometrowym korku stojące przy krawężnikach dwupasmówki? Tak żeby między nimi karetka mogła przejechać do chorego?