![]() |
| paw: wierzchowiec Pana Murugana i my |
W dzieciństwie siadałam pod wieżą TV w Bożym Darze i patrzyłam przed siebie. Przy dobrej pogodzie widziałam wieżowce Lublina, oddalone o 30 kilometrów.
Do dziś mam to we krwi. Uwielbiam przesuwać horyzont – i myślę, że ma tak każdy z nas.
Azja Południowo-Wschodnia to idealne miejsce na taki restart perspektywy.
Singapur: Megapolis w pigułce
Zaczynamy z grubej rury. Wjechaliśmy na najwyższy budynek mieszkalny na świecie: 50 pięter, a bilet kosztował… śmieszne 15 złotych. Z góry widać (chyba) całą wyspę.
Wcześniej obowiązkowy punkt programu – Merlion, czyli słynny morski lew i symbol Singapuru. Stoisz pod nim, patrzysz na tłum i w jednym momencie widzisz przekrój całej Azji i reszty świata. Różnorodność ubrań, kultur, urody. Łączy ich jedno: każdy chce, żeby jego jutro było lepsze niż wczoraj.
Forest City: żywa utopia
Przeczytałam w życiu masę książek o utopiach. Znałam klasykę: „Państwo” Platona z rządami filozofów, „Utopię” Morusa z 6-godzinnym dniem pracy czy teokratyczne „Miasto Słońca” Campanelli. Znałam też historię Saint-Simona – wizjonera, który krążył od skrajnego bogactwa do nędzy, próbując od podstaw "przerobić" społeczeństwo. Teraz w jednej z takich utopii po prostu stanęłam.
Forest City w Malezji, tuż przy granicy z Singapurem, dotąd oglądałam tylko na ekranie komputera. Projekt wart 100 miliardów dolarów. Światowe media grzmią, że to opuszczone „miasto duchów”, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Rząd Malezji ostro działa i właśnie przekształca je w Specjalną Strefę Finansową.
Miejsca takie jak to otwierają oczy. Chiny, które mocno tu nadają ton, to już zupełnie inna planeta. Tam nie ma miękkiej gry: praca non stop, nastawienie na zysk, kult zwycięstwa. Do tego dochodzi syntetyczn0-biologiczna inteligencja. Europa rażąco się spóźnia, a Azja pędzi bez trzymanki.
Crypto-państwa i duriany
Obecne systemy polityczne i gospodarcze ewidentnie kapitulują. Radzą sobie z problemami wyłącznie poprzez pompowanie podatków i dodruk pieniądza. Efekt? Gigantyczna biurokracja, inflacja i rosnące wkurzenie społeczne.
A gdyby tak całkowicie zmienić zasady gry? Czy przyszłość to państwa sieciowe? Zdecentralizowane, bez klasycznych urzędów, oparte na kryptowalutach? Technologia już teraz próbuje to ugryźć – świetnym przykładem jest Network School, czyli fizyczny hub i zalążek nowej społeczności dla startupowców, twórców i cyfrowych nomadów.
W temacie polityki mam zresztą jeszcze jeden, bardziej radykalny pomysł: demokracja_losowa. Wyobraźcie sobie, że zamiast marnować miliony na cyrk wyborczy, maszyna losująca wybiera numery PESEL Polaków w wieku produkcyjnym i to oni idą do parlamentu. Oszczędność czasu i pieniędzy, a efekt końcowy? Taki sam lub lepszy.
Na koniec trochę humoru z Kuala Lumpur (KL), gdzie zameldowaliśmy się 1 lipca. Czego nie robi się dla przyjaciół? Namówiłam Rajmunda na zjedzenie duriana. Mina? Bezcenna, i raczej daleko jej było do zachwytu. Tłumaczyłam mu, że natura dała nam cztery proste smaki: słodki, słony, kwaśny (ostrzegający przed zepsuciem) i gorzki (chroniący przed trucizną). Durian wymyka się jednak wszelkim kategoriom. Tego smrodu i smaku nie da się opisać, to trzeba przeżyć!
Lecę dalej przesuwać granice. Do następnego!
P.S. Jeśli kręci Cię temat państw sieciowych i nowych form społeczności, możesz rzucić okiem na zasady rekrutacji do Network School pod tym linkiem:
Mateusz poleca
Mateusz poleca
Kawałek Azji w moim obiektywie:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz