czwartek, 12 marca 2015

memento memem

Najwyższa Izba Kontroli proponuje zawieszenie obowiązkowego dla wszystkich uczniów egzaminu maturalnego z matematyki. W życiu zaś dyskwalifikuje 



błąd kardynalny
uchybienie
faux pas
wpadka
zgrzyt
lapsus
gafa
kiks


     
Co innego w dorosłym życiu. Dorosły, zwłaszcza celebryta, czy polityk, mogą sobie błądzić do woli, najwyżej internauci wykpią ich niemiłosiernie złośliwym memem. Nie będzie to jednak żadne "memento". Pośmiejemy się, ponarzekamy i zapomnimy. Żadne tam "nie śpij spokojnie - poeta pamięta", kto spamiętałby to wszystko. Zwłaszcza, że po popularnych populistach nikt nie spodziewa się ani szczególnych umiejętności, ani holistycznego myślenia. Wystarczą takie tam frazesy, że dobro społeczne..., że odpowiedzialność biznesu..., że polityka...
Ot, chociażby promocja i wspieranie grup producenckich jako nowatorskich sposobów gospodarowania. A przecież blisko 200 lat temu  ksiądz Stanisław Staszic z włościanami spisał „Kontrakt towarzystwa wspólnego ratowania się w nieszczęściach między Gminami Włość Hrubieszowską stanowiącemi”, dzięki którym rozwijało się nowoczesne rolnictwo. Przed stuleciem spółdzielcy zaliczani byli do nurtu lewicowego, więc sanacyjne rządy nie ułatwiały im działalności. Na współczesnej spółdzielczości zaciążyła specustawa ze stycznia 1990 roku oraz ostatnia wiadomość o spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, której założyciel sprzeniewierzył oszczędności swoich klientów. Tyle było mówione o piramidach finansowych, a frazesy o prawie i sprawiedliwości dla każdego znów uwiodły naiwnych. Przekręty świętoszków na świecznikach władzy nikogo do tej pory niczego nie nauczyły.
Żyjemy w coraz szybciej zmieniającym się świecie i badania naukowe dowodzą, że to, czego człowiek uczy się w najmłodszych latach, rzutuje na całe przyszłe życie. Wiadomo, że dzieci rozpoczynające naukę w wieku 5-6 lat są bardziej śmiałe i kreatywne. We wczesnej edukacji nie chodzi przecież o naukę pisania i czytania, ale o uspołecznienie. Dzieci do rozwoju potrzebują kontaktu z rówieśnikami, który przy obecnym niżu demograficznym mogą im zapewnić placówki edukacyjne. Niektórzy rodzice posiedli jednak wiedzę tajemną, że ich dzieci powinny uczyć się później. Ba! Gotowi są zdobyć zaświadczenie, że mają potomstwo zbyt głupawe, żeby się uczyło z rówieśnikami. Niewiarygodna inteligencja ich maluchów ma pozostać tajemnicą.
Tajemnica stanowi legitymację władzy, wiedzę władzy. Powodem zachowania czegoś w tajemnicy jest władza, którą należy chronić i posiadać. Musi też posiadać podwładnych i dąży do tego by regulować ich życie. Aby to robić musi wyjść z kręgu tajemnicy i trochę ją upublicznić. I jakkolwiek brzmi to paradoksalnie, to prawowitą towarzyszką tajemnicy jest (jak to się mówi na fejsbuku) fejm, dawniej fama - coś lub ktoś przynoszący wieści i pogłoski. Tym razem są to małżonkowie, głoszący wszem i wobec pochwałę głupoty.

wtorek, 3 marca 2015

w mojej kuchni

Podróże są jak uniwersytety bez ścian. Wiele można się nauczyć podróżując. Można przywieźć pamiątki lub przepisy na potrawy z dalekich stron. Ale czyż nie lepiej wysłać nasze przepisy w dalekie strony?




sobota, 28 lutego 2015

kino oscarowe

 "Birdman" Inárritu obejrzałam. Pyszny.  

"The Grand Budapest Hotel" Andersona widziałam kilka miesięcy temu i chyba podobał mi się bardziej.

I tak sobie teraz myślę: co dziennikarka Thabita z "Birdmana" napisałaby o Idzie...





środa, 18 lutego 2015

żywią y bronią

Jestem chłopem. Nie w sensie genderowym, ale społecznym. Tak jak 80 proc. Polaków mam przodków, którzy nieco ponad 150 lat temu byli niewolnikami, czyli chłopami pańszczyźnianymi. Czuję więc zażenowanie, słysząc "polskich rolników słowiańskich, tych co żywią i bronią", nieporadnie używających słów
 
rokosz
języczek u wagi
tę i tą
dzień dzisiejszy
brać na tapetę
bynajmniej
posiadać braki
najmniejsza linia oporu

Nie jestem purytanką i Boże broń - purystką. I nie mam żalu do prostych chłopów, jak również wyrafinowanych publicystów, którzy zapomnieli, że hasło "żywią y  bronią" zdobiło sztandary powstańców w czasie Powstania Kościuszkowskiego w 1794 r. „Żywią y bronią”, czyli inaczej „Krwią i orężem – bronią”, bo kiedyś krew nazywano także „żywią” od „życia”. Nie chodzi tu o żywienie i bronienie. Jaki byłby sens pisać na sztandarach Kościuszki o żywieniu i bronieniu, gdy powstańcy nie mieli nic do bronienia. Byli nikim. Postawione na sztorc kosy były cenniejsze niż oni.
Teraz, gdy rolę języczka u wagi (a nie - języczka uwagi) pełnią uliczne protesty, chłopi zawiązują rokosz przysługujący jedynie szlachcie. Niektórzy myślą: posiadam traktor - jestem posiadaczem, czyli prawie szlachtą. Ale panowie - posiadać to można drogocenne precjoza na przykład tĘ koronĘ (nie tĄ). Traktor się po prostu ma, tak jak ma się inne narzędzia pracy: długopis czy łopatę. Nie bierzmy jednak na tapet (bo nie na tapetę) popularnych błędów językowych. Nie można iść po linii najmniejszego oporu (bo nie - po najmniejszej linii oporu). Trzeba żywią y bronią lub krwią i blizną stać na straży imponderabiliów lub przynajmniej wartości.   
Można też pośpiewywać z Młynarskim:
Za kim to, choć go wcześniej nie znałem, Przez ciasny peron się przepychałem? Za Panią, bynajmniej za Panią... Przez kogo płonę i zbaczam z trasy, Czyniąc dopłatę do pierwszej klasy? Przez Panią, bynajmniej przez Panią!
Lub przynajmniej powtórzyć historię.

wtorek, 10 lutego 2015

plecy banału

Czytaliście kiedyś Ingardena? Nie? To nie próbujcie. Stylistyka nie do przejścia. Coelho, o! Ten to pisze filozofię! Co zdanie - to cytat,

maksyma,
powiedzenie,
sentencja,
złota myśl,
przysłowie,
motto,
aforyzm,
truizm,
banał

A jeszcze lepiej znękaną duszę ukoją karteczki-foteczki wyrwane z sieci. Coś się znajdzie, coś się pojawi. Najciemniej jest zawsze przed świtem. Kiedy Bóg zamyka drzwi, zostawia otwarte okno. Wszystko dzieje się z jakieś powodu i ma jakiś cel. Tak to w życiu jest - czasem słońce, czasem deszcz. Co nas nie zbije to nas wzmocni.
Jak powiedział (podobno) Jean Cocteau: dramatem naszych czasów jest to, że głupota zabrała się do myślenia. Wielu ludziom wydaje się, że myślą, podczas gdy zmieniają tylko przesądy. Za Sapkowskim można powtórzyć, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji. Kto może powiedzieć o sobie tak, jak ów polityk, który bardzo dużo czytał, odświeżał umysł i kur... był jak brzytwa...
Tymczasem kończy się karnawał, a zaczyna festiwal polityków i populistów wznoszących okrzyki, powtarzających banały i zagrzewających do walki marnymi metaforami. Łza się kręci w oku na wspomnienie prominenta oznajmiającego, że potrzebna jest lewa noga i prawa noga, a on będzie pośrodku. Teraz jedynie wrogowie są potrzebni. Polityka bez nich wydaje się nie do pomyślenia, wrogowie są warunkiem trwania. Ale nie do końca. Jest potrzeba lobbowania w doborowym gronie, elitarnej sieci, żeby nie powiedzieć sitwie, czy układzie.
Kiedyś modny był nepotyzm, żeby coś osiągnąć trzeba było mieć plecy. Teraz ważne są łokcie. Bo plecy, po których klepią - kończą się tyłkiem, w który można dostać kopa.

środa, 21 stycznia 2015

piękna Italia

Ach, Włochy! Nawet zimą słoneczne stoki kuszą wyratrakowanymi trasami i bombardino czeka. I dostałam książkę "Mów jak rodowity Włoch". Przecież mówię:   

aria,
brokuł,
karczoch,
mascarpone,
pizza,
spaghetti,
tiramisu,
włoszczyzna
I nie są to już żadne makaronizmy, czy italianizmy - to już nasze słowa ojczyste. Włoski zasmakował nam nie tylko od kuchni, w której włoską lasagne zastąpiliśmy swojskimi łazankami. Za królową Boną i malarzami ze słonecznej Italii przywędrowały do nas pastele i moje ulubione słowo: klawicymbał (od clavicymbalum). Tyle, że akurat żadne z tych słów nie przyda się zbytnio podczas krótkiego wypadu na narty. A jak mówił klasyk: nauczę się całego obcego języka i nie trafi się okazja żeby go używać. Gdyby jednak można było wchłonąć obce słowa lekko, łatwo i przyjemnie...
Wciąż mnożą się metody-cud. Czasami wystarczy nowa, chwytliwa nazwa „metody”. Tymczasem w nauczaniu, tak jak i w odchudzaniu: cudów nie ma. Metody służą głównie metodykom i nauczycielom. Nauczyciele używają metody „eklektycznej”. Chociaż nie jest opisana w jakimkolwiek podręczniku jest wykorzystywana w codziennej praktyce większości nauczycieli. Podstawą jest metoda komunikatywna, która zakłada, że celem nauki języka obcego jest nie tylko opanowanie czterech sprawności językowych (słuchania, mówienia, czytania i pisania) oraz gramatyki i słownictwa. Równie istotne jest opanowanie reguł, co należy powiedzieć i w jakiej sytuacji. Gramatyka jest sposobem konstruowania wypowiedzi, ale nie stanowi celu nauki. Ważne jest przełamywanie barier kulturowych i zrozumienie innego sposobu myślenia.
Można bowiem nauczyć się języka na poziomie zaawansowanym jak jeden mój znajomy i uganiać się włoskich szlakach, by znaleźć błyskotliwego interlokutora do wykwintnej konwersacji. Bywa to kłopotliwe, ale pozwala uniknąć przejęzyczeń, nie zawsze zabawnych. Można na przykład lokal o ciemnym wystroju nazwać: Pizza Nero. Brzmi elegancko, lokalnym smakoszom się podoba. Tylko Włoch zauważa, że to znaczy czarna, spalona pizza. I trzeba dopisać  dwie literki Pizza Al Nero, czyli Pizza w Czerni, żeby wszyscy byli zadowoleni, ale nie rozbawieni.
Zatem otwieram moja nową książkę "Mów jak rodowity Włoch" i mówię: Grazie! A presto!

↓  ⇓ ⇓ ⇓ ⇓ ⇓ ↓
Castel Gandolfo - Norcia - Spoleto

poniedziałek, 19 stycznia 2015

我喺盧布林呀

Złoty kot przybył z Tajlandii, stanął przy oknie i macha lewą łapą. Zagarnia dalekowschodnią filozofię i aromaty, jakie rozsiewa w kuchni
trawa cytrynowa;
kurkuma;
sos sojowy;
imbir;
pędy bambusa;
wasabi;
garam masala;
szafran;
kumin

Tak wydawało mi się kiedyś. Źle myślałam. Nieopodal kota, przy mojej kuchence uwija się właśnie dwójka Azjatów z Hongkongu o typowych imionach chińskich - O! przepraszam, hongkongskich: Mars i Abby. Muszę pilnować się, żeby nie używać przymiotnika chiński, ponieważ oni są Hongkongowiakami. Opowiadają o jesiennych protestach spod znaku parasolki. O! Parasolki, parasolki ....  inne niż te, o których śpiewała Maria Koterbska, inne niż Parasolki z Cherbourga. Ależ ten świat mały - faktycznie: globalna wioska. Prócz parasolek mają jeszcze żółte wstążki, jak Amerykanie, gdy śpiewali Tie a Yellow Ribbon Round Old Oak Tree i wiązali je przed każdym domem, w którym mieszkały kobiety żołnierzy walczących w Korei. Dziwna rzecz: symbole. Złoty kot machający łapą, okazał się nie tajski tylko chiński. I nie wzywa szczęścia, tylko zagarnia pieniądze.
Abby mówi do mnie "mama", przestawia kota we właściwym kierunku i proponuje, że przygotują danie serwowane u nich na przyjęciach. Wystawiam moje azjatyckie przyprawy - dobre, ale kumin zwietrzał. Nie lubię tego aromatu, ale dokupili świeżutki - zwala z nóg.  Zgodzili się na indyka, chociaż u nich używa się kurczaka. Poza tym potrzebne są: ogórki, pomidory, czosnek, świeży imbir, sos sojowy i... coca cola. Tego też nie używam, ale szwagier dał mi pyszny ukraiński koniak, pomyślałam więc, że gdy się doleje do kolki - da się wypić. Ale nie. Nasi goście w 55 dni przebyli Chiny, Rosję, Mongolię, żeby zrobić nam obiad tak, jak to robi jeden z kolegów mojego syna.
Wrzucili kawałki mięsa, imbiru, kminu rzymskiego i czosnku do garnka z colą w charakterze marynaty.  Pobiegali po wsi, bo chociaż są w podróży - nie można zaniedbywać treningów. Obejrzeli targi sztuki i zabrali się do gotowania. Mięso w koli bulgotało, a po kuchni rozchodził się aromat krojonych ogórków i pomidorów. Wzięli dwie patelnie i rozgrzali olej. Do jednej wrzucili plasterki ogórków, do drugiej - pomidory, na których usmażyli jajecznicę.
Na deser pokazali jak pisać po kantońsku: jestem w Lublinie. Używają języka ojczystego, ale Abby ma brytyjski paszport, obydwoje studia skończyli w języku angielskim, którego hongkongskie dzieci uczą się od przedszkola. Jak to w globalnej wiosce.


Tie a Yellow Ribbon Round Old Oak Tree
The Umbrellas of Cherbourg " I Will Wait For You"