Chcesz mieć umysł jak brzytwa? Ćwicz! Metodą "rzymskiego pokoju" lub układając słowa w historyjki
środa, 26 lipca 2017
czwartek, 13 lipca 2017
między Platonem a portalem
Zwątpienia rozwiewa, odpowiada na pytania zanim zostaną zadane - wierzę więc wiernie, że cyfrowa sieć to miejsce, o którym
marzyli
Platon
More
Machiavelli
Hobbes
Rousseau
Saint-Simon
Czemu nie?
Klik, klik, klik i już: Tomas
More „Utopia” - każdy
może czytać. Prawie 500 lat temu w lipcu More stracił głowę. Nie
dla pięknej kobiety, ale dla idei. Był strażnikiem zasad. Chciał
reform, a stanął przed wyborem: stanie po stronie króla albo na
szafocie. 5 lipca 1535 roku poprosił kata: Pomóż
mi wejść - zejdę sam.
Zostało po nim wiele szacownych dzieł, których nikt nie czyta i
jedna niepozorna książeczka, która go unieśmiertelniła.
Utopia rzuca na wyobraźnię nieprzeparty czar, wzywa nie tylko do burzenia murów, ale i do szukania świata, w którym rządzi prawo i sprawiedliwość. Nie tak jednak, jak w koncepcji Platona, gdzie rządzący wszystko wiedzą lepiej. Nawet jak wychowywać lepiej dzieci i jak dobierać ludzi w pary, żeby płodzili dzieci lepsze... Można zatem uznać za happy end fakt, że Atlantyda pogrążyła się w bezkresnych otchłaniach morskich i pozostała po niej jedynie nazwa oceanu.
Utopia rzuca na wyobraźnię nieprzeparty czar, wzywa nie tylko do burzenia murów, ale i do szukania świata, w którym rządzi prawo i sprawiedliwość. Nie tak jednak, jak w koncepcji Platona, gdzie rządzący wszystko wiedzą lepiej. Nawet jak wychowywać lepiej dzieci i jak dobierać ludzi w pary, żeby płodzili dzieci lepsze... Można zatem uznać za happy end fakt, że Atlantyda pogrążyła się w bezkresnych otchłaniach morskich i pozostała po niej jedynie nazwa oceanu.
Z
nazwami to jednak dziwna sprawa. Na Starym Mieście w Lublinie,
nieopodal Teatru Starego mamy restauracje Złoty osioł oraz
Mandragora. Knajpiani goście ani pomyślą, że to tytuły sztuk
Machiavellego. Po nim samym została ulubiona wymówka despotów "cel
uświęca środki"
i niejasne wspomnienie "Księcia".
Może komendant Vimes ze "Świata Dysku" Pratchetta wzorował się właśnie na nim? Wszak pyta wciąż: Quis custodiet ipsos custodes – "kto strzeże samych strażników?". To pytanie powraca teraz w globalnej sieci i w świecie kelnerów podsłuchujących ministrów oraz mediów publikujących intymne zwierzenia celebrytów. W powszechnym przekonaniu Internet to ziszczone marzenie o Utopii. Cyberprzestrzeń pozornie zrównała wszystkich i zniszczyła nawyk myślenia - wystarczy klikać.
Może komendant Vimes ze "Świata Dysku" Pratchetta wzorował się właśnie na nim? Wszak pyta wciąż: Quis custodiet ipsos custodes – "kto strzeże samych strażników?". To pytanie powraca teraz w globalnej sieci i w świecie kelnerów podsłuchujących ministrów oraz mediów publikujących intymne zwierzenia celebrytów. W powszechnym przekonaniu Internet to ziszczone marzenie o Utopii. Cyberprzestrzeń pozornie zrównała wszystkich i zniszczyła nawyk myślenia - wystarczy klikać.
piątek, 21 kwietnia 2017
kołcze i kaznodzieje
Mniej siedź! Więcej się ruszaj!
Poćwicz trochę! - Ożeż ty...
5.30 rano i takie rady?! I kto to mówi?
krasomówca
orator
prelegent
retor
mędrzec
moralista
mistrz
?
NIE!
To mój telefon który przejął
funkcje budzika, kalendarza, informatora, biblioteki i Bóg
programista wie, co tam jeszcze. Bladym świtem obudził mnie
pulsowaniem czerwonego serduszka na ekranie. Zamiast zaintonować
Godzinki, zaczęłam nucić starą piosenkę Pukajcie ze
mną w niemalowane drewno, bo czasami szczęście trwa tylko chwile
dwie. Pukajcie ze mną, bo wiem na pewno, że ktoś pokochał mnie...
Ale gdzie tam! Serce gorejące na ekraniku wzywało: poćwicz
trochę! Widzicie go?! Cyfrowy coach się znalazł!
Ucierpiało na tym nieco moje
bałwochwalcze uwielbienie dla programistów i big data. Obiecują i
przestrzegają, że telefon wie o właścicielu wszystko, a nawet
może cię zmusić do wykonywania poleceń niebieskiego wieloryba i
czarnej wołgi. Obiecanki cacanki – tyle telefon wie, ile poczciwe
liczydła. Co mu dasz – tyle ci pokaże. Mógł był mi przypomnieć
na przykład Heldera Camaro, arcybiskupa w najbiedniejszym regionie
Brazylii, który mówił: „Kiedy daję biednym chleb, nazywają
mnie świętym. Kiedy pytam, dlaczego biedni nie mają chleba,
nazywają mnie komunistą”. To byłoby dobre w okresie
wielkanocnym.
Tymczasem telefon nie chciał być
kaznodzieją. Sam leży na stoliku, więc mnie przekonuje, że ruch
pobudza wydzielanie substancji, która poprawia nastrój. Pod wpływem
ćwiczeń fizycznych pobudzony zostaje mechanizm regulacji
hormonalnej. Endorfiny, które wydzielają się w mózgu poprawiają
nastrój, działają trochę jak narkotyk. I trochę jak informacje,
które pochłania i przetwarza mój osobisty cyfrowy
kołcz/kaznodzieja. Bo gdy on leży samotnie na stoliku - ja każdego
dnia o godz. 6.15 wskakuję do basenu i pływam. Jeżdżę na
rowerze, dużo chodzę, a on – leży samotnie. Bo nie chcę się od
niego uzależniać....
Ale, ale... czy ja nie zaczynam go
personifikować? Nie! Jeszcze nie nadałam mu imienia. Jeszcze nie.
wtorek, 14 marca 2017
korpoludki i buraki
My, wieśniacy nie wiemy nawet, gdzie
jest ten korpoświat, który oni nazywają Mordorem. Oni zaś patrzą
na nas tak, jak prawaki na lewaków i tak, jak wszyscy patrzą na
typowe
Janusze
Sebixy
Karyny
Brajanki
babcie Sabinki
beneficiary
dresy
Oni są lepsi. Oni wiedzą lepiej. Oni
patrzą z politowaniem. Oni skończyli modne studia, realizują się
w profesjach. Piją świeżo wyciskane warzywne soki i trenują
crossfit, resetują się w kurortach z all inclusive, poza strefą
Schengen. Bo cała ta Europa to też wiocha i buractwo. A oni od
świtu do nocy tylko deadlines, meetings, performace appraisal, etc.,
bez porównania z zajęciami biurw, które trzymają się terminów
spotkań i ocen pracowników. Bo biurwa to taka typowa Karyna, zwykle
związana z Sebixem.
- A ten... Sebix, to co to – pytam
ja, tych lepiej wiedzących. - No... to taki kark, przebiera grubymi
paluchami po klawiaturze smartfona. - Hm – myślę ja – to tak
jak wszyscy bywalcy siłowni, nawet z crossfitem. - Czym się
wyróżnia? - dopytuję. - Sebix zwykle wykonuje jakieś proste
prace, jest kierowcą lub kimś takim... Dla paniusi z wielkiego
biurowca – prowadzenie 200-tonowej ciężarówki to prosta praca. A
nawet i 20-tonowej nie umiałaby załadować, przejechać pół
Polski lub pół Europy, rozładować, wypełnić wszystkie
dokumenty.
Skąd więc ta wielkopańska pogarda?
Niektórzy nazywają to zjawisko salonem lub mainstreamem. Chociaż
za nowej władzy salon, mainstream i lemingi powędrowały do lamusa.
Teraz tryumfuje suweren i kociarze. Niektórzy mówią, że nastał
czas frustratów wstających z kolan i odzyskujących godność.
Tylko, kto tu był na kolanach niegodnie? Bo przecież nie typowa
Karyna, ani typowy Sebix, ani nawet Brajanek.
poniedziałek, 27 lutego 2017
czerwona hołota
Znów buty, buty, buty, tupot nóg o
nagi bruk i skandowanie: raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę...
I kto to krzyczy?
burżuazja
arystokracja
inteligencja
panowie
damy
elity
socjeta
high life
establishment
Tak na pierwszy rzut oka, a nawet przy
drugim spojrzeniu maszerujący panowie wyglądają na takich, co
mogliby raczej śpiewać „Czerwony sztandar”. Owszem, była to
pieśń obcych, bo szwajcarskich anarchistów z XIX wieku. Niemniej
już od roku 1882 stała się rewolucyjnym hymnem bojowym polskiego
proletariatu. Dla współczesnego narodowego prekariatu też byłaby
bardziej stosowna niż deklaracja, że nie chcą komuny, nie chcą i
już. Bo nie ma komuny, tylko kapitalizm, nie ma internacjonalizmu,
tylko globalizm. Bardziej stosowne byłoby więc skandować „wasze
kamienice - nasze ulice”. Nagi bruk, jak pięknie napisał
Żeromski:
Pieśń o czerwonym sztandarze
zlatywała z ich warg zdrętwiałych i rwała się raz w raz. Co ją
ze zduszonej piersi wysiepali jak obosieczny miecz — co wyrzucili
strofę spomiędzy zwartych zębów, to się nagle rozsypała, jak
lotny piach, w luźne wyrazy, w tony i dźwięki...
Na przodzie, o krok przed tłumem
szedł oberwany szewc, w krótkich portkach, wygniecionych kolanami,
wygniłych w kroku, w smokingu, na jedwabnej ongi podszewce, spiętym
na brzuchu agrafką, i w czerwonym szaliku na szyi. Pijacka jego
twarz była zsiniała, nos popielaty, oczy skostniałe z zachwycenia.
Śmiał się na cały głos chichotem, od którego słuchaczom kolana
drżały, śmiał się nareszcie, śmiał się raz szczerze, w zamian
za całe swe sobacze życie. Wołał wymachując zzieleniałym
kapeluszem ku górnym piętrom, ku widzom z balkonów:
— Schodź, burżuaza, na dół!
Pięknie do spaceru prosimy
Kobieta idąca w środku i ręką
podtrzymująca sztandar miała na twarzy wyraz spokoju, jasności,
można by powiedzieć, wyraz łaski. Widać było z daleka jej twarz
głupią, natchnioną i miłościwą. Podnosiła coraz wyżej rękę
i coraz wyżej, pewnie odruchowo, podnosiła dziecko. A może nie,
może nie odruchowo! Może w tych minutach wiedziała, co czyni. Może
je naumyślnie pokazywała światu podłemu. Piwniczne dziecko miało
twarz posępną, blado-czarną. spojrzenie gniewne i groźne.
Czemuż je miała kryć?
Żeby się chowało w rynsztoku
Ojczyzny? Żeby rosło wśród czarnych ścian piwnicy, po których
ciecze wilgoć wieczna? Żeby oddychało kwaśnym, kapuścianym
powietrzem i smrodem nocnych wspólnych legowisk? Żeby żyło bez
powietrza, bez światła, bez strawy ludzkiej w kącie, gdzie się
tłoczy i morduje, zaraża chorobami i zbrodniami stado wdeptane w
ziemię?
Za czasów
Żeromskiego podział na panów i hołotę był prosty. Wiadomo było
kto biały, kto czerwony. Kto pan, kto cham. Kto mainstream, kto
naród. Teraz trudno odróżnić suwerena od czerwonej hołoty.
piątek, 24 lutego 2017
Poliszynel i pany
Rodzina, żona, dom i w blokach moja
wiara. To ty, z betonu tron, dla mnie jak alkantara. Codzienny życia
sztorm, płynę na pełnych żaglach. Strefa komfortu – rapuje
Paluch. A przecież o wiele ciekawsza jest
strefa 51
strefa zero
strefa beki
strefa szara
strefa gym
strefa wizażystki
strefa klimatyczna
Postanowiłam wyjść ze swojej strefy
komfortu - powiedziała w Berlinie Agnieszka Holland, laureatka
Srebrnego Niedźwiedzia za "Pokot". Nie ona jedna. Ostatnio
modne jest wychodzenie ze strefy komfortu. Tylko sklep w mojej wsi
zachęca do komfortu - kupna podnóżka pod sedes oraz kilku innych
toaletowych przedmiotów. I teraz rozumiem, czym jest ta strefa i
dlaczego ludzie tłumnie z niej wychodzą. Gdybym taką miała –
też bym wyszła, przecież są strefy o wiele bardziej interesujące.
Przede wszystkim Strefa 51 koło Las
Vegas. Tajemnicą Poliszynela jest, że rząd amerykański ukrywa tam
kosmitów. Niewykluczone, że są to Obcy z Strefy Lądowania
opisanej przez braci Strugackich w „Pikniku na skraju drogi”. Owe
strefy, jak tajemnica smoleńska są intensywnie badane, na ich temat
powstają liczne teorie, a jednak wszystkie pozostają w sferze
domysłów, gdyż nauka nie jest w stanie zinterpretować
występujących w nich przedmiotów i anomalii. Z jakichś względów
żadnej nie nazywa się strefą zero, chociaż wydaje się, że to
właśnie miejsca, gdzie miały miejsce eksplozje.
Trudno czuć się komfortowo w takiej
sytuacji. Wyraz „komfortowo” to stosunkowo świeże zapożyczenie
w polszczyźnie, które dopiero niedawno zrobiło się modne. Prawie
tak modne jak „suweren”, do niedawna zwany prekariuszami, a
wcześniej plebsem. Niedawno wylansował się zaś Poliszynel z
partii panów. Pewnie go nie pamiętacie z teatru marionetek? Taki
egoistyczny gbur, o zabawnym zachowaniu i głosie. Kiedyś chodził
po scenie mamrocząc pod nosem. Teraz to pan pełną gębą. Gębą
pełną frazesów.wtorek, 14 lutego 2017
polowanie na myśliwych
Słyszeliście, że za spacer kur po
podwórku grozi 8 tys. zł kary? Tymczasem po Wrocławiu mogą sobie spacerować bażanty. Darz bór!
Co wolno chłopskiej kurze, to nie to, co może
wataha dzików
rudel saren
młoda łania
stara klempa
dorodny rogacz
pospolita łasica
pospolita łasica
gronostaj Czartoryskich
Oh, pardon! Gronostaj nie należy już
do jaśnie państwa, naród zapłacił wielmożom za obrazek paniusi
z gryzoniem. A nie! Przepraszam – gronostaj, czyli łasica jest kunowata i poluje na
gryzonie, które coraz częściej nadmiernie się rozmnażają,
przekształcając pola oraz łąki w wielki labirynt podziemnych
korytarzy oraz przejść. Ptaki drapieżne mogłyby na nie polować,
ale po co? One wolą wolność synurbizacji – mieszkają w
miejskich wieżowcach i dojadają resztki po ludziach. Podobnie jak
lisy, którym wolno grasować w kurniku.
Chłop może sobie tylko popatrzeć,
jak gronostaj i kuna wyżerają jaja, lis – kury, a państwo nasyła
inspektorów z mandatem za kurę, która uciekła z kurnika przed
drapieżnikami. Nowa władza i „dobra zmiana” jest taka,
że kary mogą być nakładane na podstawie Ustawy o ochronie
zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt oraz
rozporządzenia Ministra Rolnictwa z 20 grudnia 2016 r. w sprawie
zarządzenia środków związanych z wystąpieniem wysoce zjadliwej
grypy ptaków. I patrzcie państwo – w mieście gołębie, kawki,
bażanty mogą sobie latać i... załatwiać potrzeby fizjologiczne
na samochody, chodniki i ludzkie głowy i nikt nie jest za to karany.
Obrońcy nieskażonej natury
niezmordowanie polują na myśliwych. Myśliwi mogą bowiem myśleć
o mordowaniu. Nawet w kinie pokazują „Pokot”, a na fejsbuniu od
lat udostępniane jest jedno zdjęcie pokotu. Nikt natomiast nie
pokazuje zbuchtowanej przez dziki uprawy kukurydzy, zeżartej przez
sarny uprawy rzepaku, ani szyby samochodowej rozbitej przez bażanta
wesoło przelatującego nad jezdnią... ani reflektora rozwalonego
przez zajączka. Bo zajączek jest taki wielkanocnie uroczy, bażancik wyhodowany przez koło łowieckie leci do ludzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








