poniedziałek, 4 lipca 2016

nagi król

Nie róbmy taniej propagandy – powiedział kiedyś Zbigniew Boniek do dziennikareczki, ekscytującej się „wielkim sukcesem polskich piłkarzy”. Kocham Bońka! Bo już zaczynałam obawiać się, że tylko ja dostrzegam, że cały ten sukces to

agitacja
indoktrynacja
kryptoreklama
lans
promocja
spam
demagogia
propaganda

Powtórzę jednak za eleganckim panem Bońkiem: nie róbmy taniej propagandy. Sukces to stanąć na podium. Trzeba jednak uderzać w ton tryumfalizmu, gdy mnóstwo pieniędzy publicznej tv poszło na transmisje i w tej samej tv musimy oglądać niezliczone reklamy z piłkarzykami. 
A przecież byłoby o wiele bardziej kształcące wrócić do lektury Roberta Cialdiniego i jego „Wywierania wpływu na ludzi”. Historia odnotowuje zadziwiający wzorzec zachowania wyznawców proroctwa bezpośrednio po wyjściu na jaw jego fałszu. Ich duch wydaje się wzmocniony, a nie osłabiony oczywistym fałszem przekonań. Przydarzyło się to różnym sektom, a teraz można obserwować jak praktykują to wspólnie kibice szalikowi i kapciowi.
Telewizja pokazuje zachwyty panienek z flagami wymalowanymi na policzkach, a my otwieramy Cialdiniego – rozdział „Społeczny dowód słuszności”. I przypominamy sobie, że wypowiedzi takich przeciętnych ludzi, takich jak Ty, czy ja – to skuteczny chwyt reklamowy. Słyszymy tylko wypowiedzi pozytywne i nawet nie zdajemy sobie sprawy z nachalnego fałszu tej wiadomości. A jeśli ktoś myśli inaczej, musi publicznie się pokajać, przeprosić za błąd i doszlusować do jedynie słusznej linii.
To już było: trzeba chwalić nowe szaty cesarza, nawet gdy król jest nagi.
PS
"Dziennikareczki i piłkarzyki" to tylko przykład negatywnego nacechowania słów

czwartek, 23 czerwca 2016

ile kosztuje człowiek

Ostatnie osiągnięcia Lewandowskiego spowodowały wzrost jego ceny. Eksperci z Transfermarkt szacują, że obecnie polski piłkarz jest wart 70 milionów euro! Mówi się też, że człowiek tyle jest wart, ile
daje innym
sprawdzono go
jego słowa
jego sława
jego sprawy
jego miłości
jego argumenty
jego myśli
Niby imponderabilia, ale jak widać po wycenach piłkarzyków i wbrew idealistom - wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Również wbrew temu, co mówi moja uczona koleżanka - nie ma prawd ostatecznych i jednoznacznych. Skoro piłkarzyki to ludzie, to nie powinno się nimi handlować, nieprawdaż? Owszem, zjawisko handlu ludźmi i niewolnictwo przetrwały od starożytności do czasów współczesnych. Aktualnie jednak definiowane są jako przestępstwo, w którym wyróżnić można werbowanie, transport, dostarczanie, przekazywanie, przechowywanie i przyjmowanie osób w zamian za korzyści majątkowe.
Tak, to prawda, ale tylko w odniesieniu do robotników i nierządnic. A raczej ludzi, którym obiecywano inną pracę niż muszą wykonywać pod przymusem. Przymus też nie jest tak jednoznaczny, jakby chcieli  go definiować fotelowi myśliciele. Czy prekariusze pracują pod przymusem? Jaki mają wybór seryjni stażyści, pracownicy tymczasowi, młodzi bezrobotni? Czy ich sytuacja jest lepsza od sytuacji chłopów pańszczyźnianych? Czym różnili się chłopi odrabiający pańszczyznę po obu stronach Bugu, od amerykańskich niewolników? Oni raczej nie wyznawali się ideach narodowościowych. Jednakowo wzgardzeni, jednakowo nienawidzili swoich panów:  wielkich Polaków i Amerykanów.
W Europie mamy taki elegancki fakt historyczny, nazywany Wiosna Ludów. Mamy też fakt pod nazwą Rabacja Galicyjska – rzeź panów. Nie wiadomo dlaczego historycy nie używają tu eleganckiego określenia: insurekcja. Bo kosy nie były stawiane sztorc? Bo z "Wesela" Wyspiańskiego zapamiętaliśmy chocholi taniec, a Upiora jakoś nie? Czemu Jakub Szela nie zdobył popularności Maksymiliana Robespierra? A pewnie jak ów francuski prawnik mówił: Terror bez cnoty jest zgubny, cnota bez terroru jest bezsilna.
Zazdrość to grzech, zazdroszczę jednak pewności posiadaczom prawd wszelakich. Szela "chłopski król" - zły. Dyktator Traugutt - dobry. Piłsudski, ten od przewrotu majowego - dobry, a jego adwersarze: chłopski premier i legalny prezydent Warszawy - źli. I teraz znów: my, polskie pany dobre, a zaburzańskie chłopy złe. Dołożyliśmy im - tym razem na boisku. A w lipcu wysmagamy słowami, wyliczymy, ile są warci.





poniedziałek, 20 czerwca 2016

brexit & brentrance

Media straszą "brexitem", jakby miał ruszyć z posad bryłę świata. Chcielibyśmy bowiem wierzyć, że nasz świat jest

solidny
mocny
niewzruszony
elastyczny
antykruchy
pewny
bezpieczny
spokojny
radosny

Tak jednak nie jest. Co więcej, wynik referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie ma mocy wiążącej - decyzja należy do parlamentu, a nie do pospólstwa. Zwłaszcza, że "wyjście" Brytanii, nie jest tak proste jak "zjazd" z autostrady. Uczciwie byłoby mówić  o "brentrance", czyli takim przedefiniowaniu Europy, że ​​Wielka Brytania będzie robić więcej tego, co lubi.
Przecież nie lubi być samotną wysepką na krańcu świata, skoro włączyła do The Commonwealth of Nations potężną Australię, całkiem sporą Kanadę i pół setki innych krajów, w których mieszka jedna czwarta całej ludzkości. I niby każdy z paszportem Commonwealthu może wjechać na Wyspę, ale nie do końca, bo pół wieku temu odmówiła prawa pobytu "obywatelom brytyjskim pochodzenia azjatyckiego ze wschodniej Afryki". Na pracowitych Polaków patrzy z wyższością, ale przecież bez ich ciężkiej pracy zapchałyby się zlewy, zgniły owoce, etc.
Nassim Nicholas Taleb,  Libijczyk zamieszkay w USA - pisze w książce "Antykruchość": Zastanówcie się nad jatrogenią prasy codziennej. Każdego dnia gazety muszą zapełnić strony jakimiś wiadomościami - przede wszystkim tymi, o których piszą inne gazety. Żeby działać jak należy, powinny milczeć wtedy, gdy nie mają nic do powiedzenia. Jednakże media muszą zarabiać, dlatego sprzedają nam papkę informacyjną.
Dlatego żyjemy w coraz bardziej kruchym świecie, przekonani, że coraz lepiej go rozumiemy. Nie rozumiemy. Wierzymy w iluzje i ponętne teorie spiskowe, zamiast czytać i uczyć się.

wtorek, 10 maja 2016

błyski pistoletów

Hańba! Wrzeszczał znajomy znajomego, uświadamiając mi, że to słowo wrzeszczane przy byle okazji, straciło swoją moc. Chłopaki spod znaku falangi, powinni czytać więcej, np. "Słownik wyrazów obelżywych" Pani Szymborskiej, gdzie nie ma "targowiczan" ale są:

andrusy
bajbusy
franty
gudłaje
kiziory
niedojdy
pomioty
ślepcyngry
ciury
obwiesie
kolesie

Bo jeśli chodzi o Targowiczan, to pobłogosławił ich papież Pius VI, a w ich gronie był ówczesny prymas i biskupi. Warto przypomnieć, że konfederaci z Targowicy zwalczali obowiązującą wówczas konstytucję i tak się składa, że była to Konstytucja 3 Maja. Logicznie rzecz ujmując dzisiaj obelga "targowica" dotyczy tych, którzy zwalczają konstytucję przyjętą przez większość Polaków w referendum. Zwalczają Trybunał Konstytucyjny i łamią trójpodział władzy, przekonując, że są suwerenem, jak jakiś car i wzywają do robienia list proskrypcyjnych.
Tu zastosowanie ma zasada 20/80. Sformułował ją  amerykański teoretyk zarządzania Joseph Juran, a jej nazwa pochodzi od włoskiego ekonomisty i socjologa Vilfreda Pareta, który zajmował się zagadnieniem nierównej dystrybucji bogactwa. Juran w 1951 r. opublikował pracę Quality Control Handbook, w której zawarł zasadę „kluczowych nielicznych i błahych licznych". Jeśli sprawdzić w wyniki ostatnich wyborów, to obecna władza w Polsce, została wybrana przez 20 proc. uprawnionych do głosowania...
Co z pozostałymi 80 procentami? Oto jest pytanie! Czy głos błahych licznych ma dla "suwerena" jakieś znaczenie? Czy  dzisiejszy "polski suweren", tak jak XIXwieczni suwereni  złamie dotychczasowe sieci społeczne? Czy będzie tworzył "wspólnotę narodową" i  tak jak przed wiekami wystawi nas przeciw kozakom lub janczarom?  

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

trawy i gromy

Uprawiam dziennikarstwo na poziomie traw. Ot tak, piszę sobie na marginesie Internetu. Żadne tam modne borderline, tylko prowincjonalnie pisanie podmiejskie. Co innego ONI, posiadacze prawdy, którzy z jedynie słusznych pozycji

zgromią
zmiażdżą
zaorują
zgaszą
zhejtują
zbanują
zohydzą
zdradzą
zaskarżą 

I żaden Janusz Purysta sobie z tym nie poradzi.  Typowy Janusz, co to był tu i tam, widział to i owo - na fejsie ma blisko 14 000 fanów - zwykle kończy internetowe dyskusje jakimś banałem i sakramentalnym: tyle w temacie. Ale nie. Nie chce wyjść na słabeusza, nie ugina się pod naporem nienawiści i inwektyw. Janusz typowy jątrzy. Z tyłu wizji zobaczy jakiegoś gniota i zaraz go udostępnia światu pod hasłem "X miażdży Ygreka!"
X mówi, że Zet jest skarżypytą i złym ptakiem co kala. Wszyscy to czterdziestolatki z okładem, a nie smarkacze z piaskownicy. Poznajemy to po ich kłopotach z określeniem własnego terytorium, większym niż piaskownica, podwórko i kamienica. Oni nie mają tak łatwo jak Brytowie, dla których wszystko jest offshore. Oni są kontynentalni, tyle że jeden jest nacjonalistą narodowym, a drugi Europejczykiem. Jeden tupie na marszową nutę "Matko Boża nas wysłuchaj - błogosław Chrobrego miecz". Drugi zaś "nie zna granic ni kordonów". Według Q wszyscy ONI to qrwy - lewaki lub prawaki.
Chodzi tylko o pejoratywne nacechowanie - zauważa refleksyjny Rajmund. Lewackie poglady reprezentowali trockiści, maoiści, lewicowe grupy terrorystyczne: Baader Meinhof, Frakcja Czerwonej Armii, Czerwone Brygady. Kreatywne podejście do języka cechuje systemy autorytarne, dzielące świat na biały i czarny. MY i ONI - obcy: lewacy, żydy, gorszy sort, zaplute karły reakcji, imperialiści, kułaki, migranty itp. Na nich rzucane są gromy z jedynie słusznych pozycji. Powoływane są zespoły do rozwiązania kwestii spornych, chociaż wiadomo, że cenzura to najlepszy sposób budowania zgody narodowej...
Moja chata skraja, ale gdy w moim ogródku kreślę koła na piasku, powtarzam jak mantrę „noli turbare circulos meos” i szukam świetlików wśród traw.

piątek, 25 marca 2016

oni i naród

Było 1000 szkół na 1000 lat Polski. Były szkolne pracownie internetowe i Orliki - bez żadnej  przyczyny. Był jubileusz 1050 lat chrztu Polski, a Warszawa ma być wioskową metropolią, bo czymże jest stolica bez Łąk Radzymińskich? Tym, czym  


Dziadoszanie bez Thietmara
Mieszko bez Galla Anonima
Polanie bez Kraszewskiego
Atlantyda bez Platona
Odys bez Homera
Izabella bez Wokulskiego
Wałęsa bez żony Danuty
reptalianie  bez Davida Icke'a
.....
?

To jedno z tych pytań typu: czy jeśli nikogo nie ma w lesie, upadające drzewo wywołuje dźwięk? Lub: czy gdyby Piłat zesłał Jezusa na bezludną wyspę - powstałyby Ewangelie?
Niby nikogo to nie obchodzi, niemniej, to dość interesująca kwestia: kim byliby wielcy bez maluczkich robiących im wielkość... Milenium minęło od Bitwy w Kraju Dziadoszan, gdy rozgromiliśmy germańską armię. Istnieje domniemanie, że my, Dziadoszanie - byliśmy chrześcijanami wcześniej niż Polanie. Nie potrafiliśmy się jednak dobrze wypromować.
Nie o nas Kraszewski napisał "Starą baśń". Owszem, ale kto zaprzeczy, że i my nawykliśmy do poszanowania przez rządzących naszych swobód ? Nie nas opisano jednak jako rewolucjonistów. Kim jednak są zwykle rebelianci? Niektórzy z nich to zwyczajni ludzie, którzy mieli już dość władzy. Wielu to młodzi bez pieniędzy, protestujący przeciw temu, że światem rządzą bogaci starcy. Inni odurzeni sztywną i nierealna wizją świata, protestują w imieniu narodu...
Cóż. Kiedy człowiek chodzi po ulicach miasta wiele rzeczy może zobaczyć, ale ja osobiście nigdy nie widziałam narodu. Słyszałam jednakże wielu rzeczników narodu, których często spotykało rozczarowanie. Naród nie bywał wdzięczny ani posłuszny, natomiast zwykł był być małostkowy i nieufny. Koniec końców władza odkrywała, że ma do czynienia z zupełnie niewłaściwym narodem.
To się zdarzyło blisko dwa tysiące lat temu w Jerozolimie, tysiąc lat temu u Polan i zdarza się nieustanie: władza przekonuje się, że akurat jej trafił zupełnie nieodpowiedni naród.

piątek, 4 marca 2016

computare znaczy liczyć

Nie liczcie na naukę lekką, łatwą i przyjemną. Szkoły nie są po to, by rozwijać niczym nieskrępowaną twórczość. Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebne są

umiejętności
rachunki
geometria
algebra
analiza
logika
statystyka
prognozowanie
księgowość

„Żadne ludzkie badania nie mogą być nazywane prawdziwą nauką, jeśli nie mogą być zademonstrowane matematycznie”, zauważył Leonardo da Vinci w "Traktacie o malarstwie" dawno temu. Niedawno, badając anonimowe połączenia telefonicznie naukowcy odkryli, że gdy z jakiejś grupy usunięte zostaną osoby przyjaźniące się z dużą liczbą grupowiczów - grupa się zmienia, ale istnieje. Natomiast jeśli usunięte zostaną osoby z licznymi kontaktami poza tą grupą - społeczność się dezintegruje. Nie było żadnego przygotowywania ankiet, wyboru ankietowanych, przepytywania na ulicach, zliczania odpowiedzi, opracowywania i ogłaszania wniosków.
Dzięki danym marketingowym, można też bez badania krwi, określić ryzyko zachorowania na pewne choroby. Niektórym wydaje się to podejrzane, ponieważ metoda bazuje na niezwiązanych ze sobą czynnikach. Komputer dostaje zbiór anonimowych informacji i robi z nich zupełnie nową informację. Komputer sam się jednak nie zrobił. Nie zrobił się sam program komputerowy. Stworzenie tych wyrafinowanych narzędzi nie wymaga intonowania Veni Creator, chociaż jak ktoś lubi może sobie nucić - zapis muzyki to matematyka w czystej postaci. Matematyka jest zaś potrzebna przetwarzania informacji XXI wieku. Na początku potrzeba zapamiętać zasady rachunków i tabliczkę mnożenia. Tu nie ma miejsca wolnomyślicielstwo i kreatywność - trzeba zapamiętać i powtarzać dla utrwalenia. Potem kolejne wzory trzeba zapamiętać i testować swoją wiedzę.
Dzięki telefonom w kieszeniach, laptopom w plecakach czy systemom informatycznym w firmach łatwo dostrzec owoce społeczeństwa informatycznego. Pół wieku po wejściu komputerów do powszechnego użytku, informacje tak się zaczęły kumulować, że powstaje coś nowego i wyjątkowego. Zmiana ilości doprowadziła do zmiany jakości. W naukach takich jak astronomia, czy genetyka ukuto termin BIG DATA. Koncepcja ta przenosi się na wszelkie obszary ludzkiej działalności - piszą Viktor Mayer-Schonberger i Kenneth Cukier w książce "BIG Data".