Zachwycajcie się ze mną! Polami - jakby z mojego dzieciństwa, piosenką - jakby ją ciocia Helutka śpiewała, perkusistą - jak Kamil wyrósł na poważnego muzyka ...
❤️💚💙
Chcesz mieć umysł jak brzytwa? Ćwicz! Metodą "rzymskiego pokoju" lub układając słowa w historyjki
czwartek, 29 września 2016
środa, 21 września 2016
poza kulturą
Może cosmopolitan? - zaproponowała
kelnerka. - Jak ten magazyn? - zapytałam ja. - Jak w tym serialu, co
zawsze piją tego drinka - odpowiedziała. Wzięłam, żeby poczuć
się jak w wielkim mieście i skosztować, czy do wódki z sokiem i
skórką pomarańczy pasuje
bułka
chleb
placek
maca
pita
kołacz
korowaj
podpłomyk
fajercarz
Ten wytworny z nazwy drink piłam bowiem w
lubelskim lokalu, serwującym kultowe danie Ameryki: bułę z
mielonym kotletem. Niedawno skończył się „Festiwal smaku”, na
którym w różnych budkach spróbowałam dania składającego się z
jakby naleśnika, zawierającego mięso i warzywa. Potrawa w
zależności od kraju pochodzenia miała różne nazwy i aromaty.
Niezmiennie jednak pozostawała pospiesznie przygotowanym daniem z
ulicznej budki.
Parę tygodni wcześniej można było
trenować podniebienie na „Zlocie foodtrucków”. Serwowali jadło
wątłym przechodniom, a nie strongmanom, znanym z zaprzęgania się
do wielkich trucków. Dziwne. Postanowiłam więc zasilić lokalny
patriotyzm, kosztując „prawdziwego kebaba od polskiego patrioty”.
Tak! Jest taki w moim mieście! Jednak akurat gdy się tam wybrałam,
przyczepa turystyczna oferująca strawę – była pusta.
Nieopodal krążył zaś mężczyzna częściowo nieświeży, z
twarzą napuchłą i torsem obleczonym w T-shirt. Sprany podkoszulek
miał hasło: Bóg Honor Ojczyzna - na przedzie i znak Polski
Walczącej na tyle. Widok ten odebrał mi apetyt i nawet odechciało
mi się sprawdzać wiadomości (16.07.16) z portalspożywczy.pl, iż
producent napoju energetycznego "Super Ruchacz" chce
wprowadzić kolejną markę. Już w sierpniu na sklepowych półkach
znajdziemy "Żołnierzy Wyklętych"...
Za
dużo czytam. Powinnam więcej oglądać tv i seriali, dzięki czemu
nie będę poza kulturą i nazwy drinków nie będą mnie zdumiewać.
Tymczasem w kulinarnej tv, jakiś kucharz wrzeszczy na podkuchenne,
aż się niedobrze robi. Zatem wezmę sobie kieliszek nalewki i
otworzę „Nic nie zdarza się przypadkiem” Tiziano Terzaniego.
Pisze „W Indiach są grupy osób - na przykład ortodoksyjni
bramini – które jedzą tylko to, co same ugotowały w naczyniach,
które same umyły. Myślą, że ten kto przygotowuje posiłek
wywiera na niego swój wpływ. Jeśli kucharz jest osobą niskiego
ducha, wprowadzi do dań negatywną energię, która przeniesie się
na jedzącego.”
Racja,
prawda? Pisze też o Ameryce, dosyć dobrze wyjaśniając to, co się
tam teraz dzieje.
Nic
nie zdarza się przypadkiem - czytajcie ze mną.
czwartek, 25 sierpnia 2016
nowinki na niwach
Nie lubię disco polo, a jeszcze
bardziej kończącego lato refrenu „plon niesiemy plon, jegomości
w dom”. Ponad 150 lat po zniesieniu pańszczyzny i prawie 100 po
zaniku żelarki, chłopki w pas kłaniają się władzy, chociaż ich
własną ziemię uprawia
Ursus
Massey Ferguson
John Deer
New Holland
Deutz Fahr
Case
Deutz Fahr
Case
Claas
Volvo
Chłopki kończą studia na akademiach
rolniczych, tłumaczą sobie z angielskiego instrukcje komputerowo
sterowanych maszyn, a raz do roku przebierają się w paradne stroje
niewolników i śpiewają. Chłopki mają zdygitalizowaną Centralną
Biblioteką Rolniczą i na swoich smartfonach mogą przeczytać, że
dożynki to święto związane z Kościołem i gospodarką
folwarczną, a więc obchodzone nie wcześniej niż w XVI w. Chłopki
nie tęsknią jednak "Do tych pagórków leśnych, do tych łąk
zielonych, tych pól malowanych zbożem rozmaitem, Wyzłacanych
pszenicą, posrebrzanych żytem; Gdzie bursztynowy świerzop, gryka
jak śnieg biała, Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała".
Pejzaże opiewane przez Mickiewicza i
Reymonta mogą niedługo być podziwiane jedynie w zdigitalizowanych
zbiorach bibliotek. Niwy szybko zmieniają koloryt. Koni żal, ale
nowe elity nie znają się na arystokratycznej hodowli. Znikają więc
zboża, którymi karmiono araby i perszerony. Na polach mienią się
kolorami amarantus, hibiskus, ostrożeń warzywny - czarcie żebro.
Wiosną, gdy jaśnieją żółtymi łanami, trudno wyobrazić sobie,
że w Europie rzepak, czyli świerzop pojawił się około XVI wieku.
Przed I Wojną uprawiano go tyle co chłop napłakał, a teraz jest
go mnóstwo, podobnie jak egzotycznej jeszcze 40 lat temu kukurydzy,
pojawia się też afrykańskie sorgo.
A chłopki nic tylko wiją wianki z
dzięcieliny/koniczyny i dawaj kłaniać się panu wójtowi i
plebanowi. Nie oburzą się, że szkoła uczy ich dzieci dziejów
ojczyzny, w których ich przodkom poświęca się niewiele miejsca.
Nie oburzą się słysząc biadolenie nad losem stolicznej burżuazji,
domagającej się zwrotu majątków utraconych w wojennej zawierusze.
A warto rozważyć, że można było wybudować stolicę na gruntach
żelarzy. Żelorz w latach 40stych XX wieku zobowiązany był do
świadczenia nieodpłatnej pracy, po wojnie awansował na chłopa i
oddawał kontyngent, bo cały naród odbudowywał stolicę. Teraz
nazywają go farmerem i oczekują płacenia podatków, przeznaczanych
także na reprywatyzację dla arystokratycznych jegomościów i
oczywiście radosnego śpiewania: plon niesiemy, plon w jegomościa
dom...sobota, 16 lipca 2016
turystyfikacja Turcji
Podróże kształcą. Wykształconych.
Nieucy nie podróżują, tylko wczasują się w nadmorskim
blokowisku. Nawet jeśli nieopodal czekają na włóczęgę
źródła Tygrysu i Eufratu
Ararat
Sanliurfa z grotą Abrahama
orły królestwa Kommageny
kurhan Antioha
ruiny Troi
ruiny Ani
Dogubayazit
Gdyby ktoś zapomniał: chrześcijaństwo
rodziło się - było zapisywane, na ziemiach dzisiejszej Turcji.
Dziś opustoszone kościelne budynki niszczeją, ale istnieją.
Ataturk uczynił swój kraj państwem świeckim. I tak jest do dziś.
Na każdym autobusie jest jednak wezwanie do Boga: Masallah lub Allah
Korusun lub jedno i drugie. Nowoczesne miasta wyrastają na
pustkowiach. A w nich wciąż ludzie pamiętają, aby 5 razy
dziennie umyć ręce, twarz, kark, nogi; pokłonić się, uklęknąć,
dotknąć czołem Ziemi, kilka lub kilkanaście razy; podziękować
Bogu za... życie? Czy to nie jest godne szacunku?
Gubię się w meandrach islamu. Sufizm
jest chyba tym jego nurtem, który przypomina chasydyzm w judaizmie,
a w chrześcijaństwie... chyba nic podobnego nie było. Owszem tańce
derwiszów są teraz częścią spektaklu, ale jeśli doprowadzą
kogoś do poezji/myśli Mevlany - to chyba dobrze? Tymczasem w imię
komfortu i wydajności wypoczynku starożytna kolebka religii i
imperiów, rzadko bywa celem pielgrzymek i podróży. Za niewielką
cenę wyspecjalizowane biura usuwają niepewność i
nieprzewidywalność wakacyjnego relaksu.
Jednak nie do końca. Czasami zdarzają
się katastrofy naturalne, czasami polityczne. Nagle zturystyfikowana
Turcja okazuje się miejscem walki o władzę. Okazuje się, że
ścierają się tam jakieś ideologie. Ba! Można domniemywać, że
pracownicy obsługi turystów mają jakieś poglądy. Aż trudno w to
uwierzyć, popijając drinka wliczonego w cenę hotelu. Tymczasem w
krainie literatury przeciwnie – można spotkać postaci z krwi i
kości. A nawet ociekające krwią. Popatrzcie, właśnie zdjęłam z
półki
czwartek, 14 lipca 2016
rozmowa o edukacji
przed rokiem, z Grzegorzem Teresińskim
17 lat temu rząd AWS rozpoczął
program czterech wielkich reform: administracji, emerytur, zdrowia i
edukacji. Zmiany systemu kształcenia, nawiązujące do tradycji
przedwojennych i odrzucające „socjalistyczny” model z
ośmioklasową podstawówką, czteroletnim liceum lub pięcioletnim
technikum, miały zbliżyć polską edukację do modelu wtedy
nazywanego „zachodnim”. Pojawiły się gimnazja oraz inny
tradycyjny element edukacji zachodniej – egzaminy zewnętrzne po
każdym etapie kształcenia. Już wcześniej do wszystkich szkół
wprowadzono naukę religii.
Reforma rządu
Jerzego Buzka nawiązywała do świetnych przedwojennych tradycji
polskiego szkolnictwa, a jednocześnie wprowadzała, tak potrzebną w
końcu XX wieku i po zmianie ustroju w Polsce, nowoczesność. W
dodatku – i chyba to akurat było najważniejsze – zmieniała
wizję celu nauczania. Uczniowie nie mieli zdobywać wiedzy, ale
umiejętności. Zewnętrzne egzaminy mają obiektywnie sprawdzać
umiejętność praktycznego stosowania wiadomości. Systematyczny
wzrost pozycji polskich szkół w Programie Międzynarodowej Oceny
Umiejętności Uczniów (PISA) wskazuje słuszność kierunku zmian,
zapoczątkowanych przez rząd zjednoczonych partii
centro-prawicowych.
Szanuję
dokonania i prawdziwie światowy poziom nauki obowiązujący przed II
Wojną Światową, czego dowodem były materialne dokonania
ówczesnych rządów i intensywny rozwój gospodarki w latach
1921-1939. Ale... O ile odniesienie do historii przedwojennej może
stanowić argument, to już działania rządów AWS w zakresie
czterech reform, pozostają w jawnej sprzeczności z etosem
państwowym, dobrze rozumianym idealizmem i wreszcie poziomem
obowiązującym w latach 30. XX w.
Przypadkowość ludzi przygotowujących
reformy z lat 90., miałkość lub brak rzetelnej debaty je
poprzedzającej, ich negatywne skutki społeczne i gospodarcze, które
ciążą nad Polską do dziś – stanowią wystarczające obciążenie
dla twórców tych nieszczęść. Jedyne, czym kierowali się
ówcześni kreatorzy rzeczywistości politycznej, była chęć za
wszelką cenę zmiany wszystkiego, co mogło kojarzyć się z
poprzednią epoką. Polacy przekreślili ówczesnych polityków,
odsyłając ich w polityczny niebyt, lecz niestety zapomniano o
likwidacji nieszczęsnych reform...
Chętnie kiedyś porozmawiam także o
reformie administracyjnej, ale wróćmy do szkoły. Lista przewin
reformy edukacyjnej Handkego jest dłuższa niż maturalna ściąga i
będę rozprawiał się z nimi sztuka po sztuce, ciesząc się
inteligentną wymianą zdań z Panią (a brak umiejętności
dialogu między Polakami zajmuje na tej liście wysokie miejsce).
O! I bardzo dobrze, że Pan
wspomniał o tych długich maturalnych ściągach. To był rak
ówczesnej oświaty! Oczywiście teraz uczniowie też ściągają,
ale przynajmniej mają świadomość, że ich zachowanie jest wysoce
naganne. A i ściąganie jest trudniejsze, bo konstrukcja egzaminów
wymierzona jest w oszustów. Warto w tym miejscu przypomnieć, że
równocześnie z reformą edukacji rozpoczęła się kampania
antyściągawkowa Zygmunta Zamoyskiego. Arystokrata, absolwent
znamienitych uczelni angielskich, który przyjechał w 1990 roku
uczyć angielskiego zamojskim kolegium nauczycielskim, był
autentycznie wstrząśnięty, kiedy na egzaminie końcowym przyłapał
ośmiu studentów z takimi właśnie długimi ściągami. A jeszcze
bardziej – kiedy został wyrzucony z kolegium za piętnowanie
ściągania.
Nikt nie mówił wtedy, że ściąganie
jest niemoralne, że to nieuczciwa konkurencja. Ani o łapówkach dla
nauczycieli. Zresztą nie używało się wtedy słowa „łapówki”
tylko „wziątki”, a wysokopłatne korepetycje u nauczyciela,
który najpierw uczył, a potem egzaminował własnych uczniów, były
oczywiste jak ściągawki. Nikt nie kwestionował zasady, że
nauczyciel sam jest kontrolerem własnej pracy. To był jeden z
powodów wprowadzenia egzaminów zewnętrznych, praktykowanych na
Zachodzie. Drugim argumentem za reformą jest obiektywizm ocen, które
ucięły erę punktów za pochodzenie. Nikt nie podnosił „co
łaska” ocen absolwentom zapyziałych szkółek. Zapyziałe
szkółki, dające namiastkę umiejętności i wiedzy, miały
zniknąć. I właśnie dlatego powstały gimnazja.
Widzę, że dobry humor Pani
nie opuszcza! Zapytam, bo nie dowierzam: czy Pani zdaniem reforma
oświaty miała w swoim zamierzeniu stworzyć system uniemożliwiający
ściąganie? To miało być jednym z jej zamierzeń? Jeśli tak, to
już sam ten fakt stanowi kolejny dowód na brak wyobraźni jej
twórców. Czy to przypadkiem nie Pani uważa, że to fajnie, jak uczeń szybko odnajduje właściwą
odpowiedź w necie i podpowiada zażenowanemu nauczycielowi? I czy to
nie jest współczesna forma ściągania?
Widocznie założenia nieszczęsnej
reformy AWS nie przewidziały tego, że świat się zmienia.
Rewolucja technologiczna wychowała nowe pokolenie i myślę, że
zasadne byłoby zmienić niektóre założenia reformy oświaty,
właśnie z duchem czasu. Ściąganie nie jest żadnym zagrożeniem w
systemie oświaty. Było, jest i będzie. Pomówmy o prawdziwych
dramatach wywołanych przez reformę Handkego...
Takich jak zdaniem pedagogów jeden z
najgorszych skutków tej żałosnej reformy – mianowicie quasi
komunistyczne zrównanie uczniów i zabicie w nich indywidualizmu,
odebranie prawa do rozwoju talentu i zainteresowań zgodnie z
predyspozycjami. Śmiech historii prawda? Prawicowy rząd stworzył
postkomunistyczną reformę! No bo czym innym jest stworzenie
ujednoliconego systemu ocen i okręgowych komisji egzaminacyjnych
(OKE), tworów przypominających departament cenzury i swoiste
politbiuro?
O jakim prawidłowym rozwoju możemy
mówić, jeśli zdolny dzieciak, który sam poszerza zakres swojej
wiedzy, czyta naukowe opracowania, ślęczy w necie, zostaje ukarany
przez anonimowego urzędnika, który przykładając na egzaminie
szablon z „jedynie słuszną koncepcją słów – kluczy” stawia
ambitnemu uczniowi ocenę dobrą, mimo, że ten w swojej pracy
znacznie wyszedł poza materiał szkolny? Skandal – to jedyne
określenie tego stanu rzeczy, który niestety trwa i trwa.
Do tego dodajmy fatalny program
nauczania i mamy komplet. Gdybym wierzył w teorię spiskową,
zapytałbym: komu zależy na wychowaniu szarej masy bez własnego
zdania, nie potrafiącej formułować własnych tez, stawiać
niewygodnych pytań i reprezentować indywidualnych, odważnych
poglądów? Niemcom, Ruskim, czerwonym, czarnym, a może cyklistom?
Nadzieję dają indywidualne działania niezadowolonych uczniów,
którzy występują do sądu. Kropla drąży skałę i może kiedyś
tama urzędniczej głupoty pęknie z hukiem, razem z tą reformą...
Dziękuję, że wspomniał Pan
o cyklistach... wzruszyłam się. Przed laty jeździłam w „Masie
Krytycznej” w Lublinie i gdy na głównym rondzie podnosiliśmy
rowery nad głowy – też nas wyklinali, kierowcy pluli i
wrzeszczeli: zmasakrować masę krytyczną! Teraz są ścieżki i
rowery miejskie. Ale my nie dla ocen tam staliśmy, ale dla
dzisiejszych rowerzystów narzekających, że stacji rowerowych jest
za mało. Z uczniami jest podobnie – jeśli chcą mieć wysokie
oceny, muszą się dostosować do oczekiwań oceniającego.
Obiektywizm ocen wymaga porównywalności. Jeśli geniusz ogłosi
przełomową teorię potwierdzoną badaniami, to – jak pokazuje
historia Einsteina, Wittgensteina i innych wybitnych umysłów – po latach doczeka się uznania.
Każdy system, system edukacji także,
wymaga respektowania zasad. Rzeczywiście, jednego w tej reformie
zabrakło: autorytetów. Charyzmatycznych liderów do naśladowania
brak jednak nie tylko w szkołach, które przecież odwzorowują
społeczeństwo.
Mówi Pan, że obecny system oświaty
zabija w uczniach indywidualizm i odbiera im prawo do rozwoju
talentu? Czy nie liczy się to, że dziecko może uczyć się poza
systemem szkolnym, korzystając z edukacji domowej, nauczania
indywidualnego, szkół niepaństwowych? Czy wybitny uczeń nie może
dowieść swoich niezwykłych zdolności w licznych konkursach? I
dziękuję, że wspomina Pan o moim ulubionym aspekcie edukacji –
technologiach informacyjno-komunikacyjnych. Mam portal edukacyjny,
używałam tablicy multimedialnej, gdy mało kto wiedział, co to
jest. Mam też świadomość, że nie wszyscy nauczyciele są
entuzjastami e-learningu, czy m-learnigu, podczas gdy prawie każde
dziecko ma w domu komputer i wciąż z niego korzysta. Dotychczasowa
formuła nauczania informatyki już się wyczerpała, a na kierunki
nauczycielskie nie idą prymusi z liceów. Najlepsi absolwenci szkół
średnich toczą morderczą walkę o miejsce na uczelniach
medycznych, informatyce, mechatronice. O zdobyciu indeksu decydują
ułamki punktów...
Czy Pan ma jakąś cudowną receptę na
likwidację korepetycji, które nakręca ta rywalizacja? A może też
receptę na wysoką jakość pracy nauczycieli? Bo tamta reforma
założyła, że nowy system oceniania nauczycieli i podniesienie ich
wynagrodzeń sprawi, że kadry pedagogiczne będą bardziej
efektywne.
I cóż się w tak zwanym
„międzyczasie” okazało! Oto wyniki kontroli NIK przynoszą
mrożące krew w żyłach dowody ogromnych zaniedbań, niekompetencji
i wręcz zagubienia OKE przy sprawdzaniu tegorocznych matur. Czyż to
nie dowody na nieracjonalność systemu ocen, który wygenerowała
chora (od dziś nie można nazywać jej inaczej) reforma z 1999 r.?
Skarżą się już nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele. Tak dalej
nie można, system jest rażąco niesprawiedliwy, łamie kariery
setkom uczniów, obniża poziom edukacji... etc, etc.
Czy byłem szczególnie mądry, żeby
przewidzieć takie reakcje? Nie – byłem racjonalny! I dziś
racjonalnie wzywam do poparcia idei szerokiej debaty publicznej,
której uwieńczeniem będzie likwidacja barier i patologii, które
wytworzyła obecna reforma.
wyjść po angielsku
Brexit nas przerasta, ale... Rozbłyska na monitorze po włączeniu komputera, bo wielki gOOg
uznał, że to ważna dla mnie informacja. A może to
dezinformacja
manipulacja
ilustracja
interpretacja
generalizacja
modyfikacja
negacja faktów
psychoza
sezon ogórkowy
postprawda
Faktycznie to może być istotne, bo
funt odbił się i Małgosia pracująca wakacyjnie na Wyspie zarobi
lepiej. Co ma jednak robić Agata, która świetnie zdała maturę i
przyjęta została do angielskiej uczelni? Przecież brexit jest
faktem, Brytowie nie chcą migrantów, czyli zagranicznych studentów
również. Szkoci wprawdzie chcą, ale żeby żacy z Unii mogli dawać im pieniądze, Szkocja musiałaby się wypisać ze
Zjednoczonego Królestwa. Rajmund mówi: nie dramatyzuj, nowa premier
wyjdzie z Unii po angielsku. Faktycznie. Jakich to produktów
brytyjskich zabraknie na europejskim rynku? Wielki gOOg podpowiada
niepewnie: produktów finansowych? Ale kiedyś to hohoho! To była
potęga!
Co było, a nie jest, nie pisze się w
rejestr, ale w recesję. Opowiadała o tym X Muza, zanim my
weszliśmy do zjednoczonej Europy. Pamiętacie taki film „Billy
Eliot”? A „Faceci w butach”, „Goło i wesoło”? I jeszcze
te seriale, na które szkoda czasu „Co ludzie powiedzą?” i
„Mała Brytania”. Oto oni, bohaterowie naszych czasów, którym
tak łatwo przychodzi ignorowanie rzeczywistości. Patrzą na drzewo
i widzą sztywne zielsko. Nie chcą znać jego historii, nie
rozróżniają zieleni liści i ich ruchu, gdy kierują się do
słońca. Oto oni - konsumenci dezinformacji, tak łatwo ulegający
adaptacji technik reklamowych do polityki. To im podrzuca się
program lub idee jak samochody lub mydełka. To oni biegną do
referendum, jak do salonu sprzedaży, gdzie kupując samochód, żywią podświadomą nadzieję, że dostaną dodatkowo piękną dziewczynę, która go
reklamuje.
To oni wychwalają jednocześnie prawo
do referendum i geniusz Steve'a Jobsa. Tymczasem siłą tego
przedsiębiorcy był brak zaufania do badań rynkowych i grup
fokusowych. Wychodził z założenia, że ludzie nie wiedzą, czego
chcą, póki im się tego nie da. Tzw. zwykli ludzie, jak Ty i ja, tylko bezmyślnie powtarzają tezy agentów wpływu, przekazywane im
przez pudła rezonansowe, jakimi stały się współczesne media.
Media mówią to, co chcemy słyszeć. Wielki gOOg dał nawet
specjalne suwaki, żebym mogła sobie określić bardzo dokładnie,
jaką wiadomość wyświetli mi na „dzień dobry”.
A przecież angielskie wyjście nie
zapowiada dobrych dni, raczej tupot facetów w butach i brunatnych
koszulach.fot. +Ewa Wartacz
poniedziałek, 4 lipca 2016
nagi król
Nie róbmy taniej propagandy –
powiedział kiedyś Zbigniew Boniek do dziennikareczki, ekscytującej się
„wielkim sukcesem polskich piłkarzy”. Kocham Bońka! Bo już
zaczynałam obawiać się, że tylko ja dostrzegam, że cały ten
sukces to
agitacja
indoktrynacja
kryptoreklama
lans
promocja
spam
demagogia
propaganda
Powtórzę jednak
za eleganckim panem Bońkiem: nie róbmy taniej propagandy. Sukces to
stanąć na podium. Trzeba jednak uderzać w ton
tryumfalizmu, gdy mnóstwo pieniędzy publicznej tv poszło na
transmisje i w tej samej tv musimy oglądać niezliczone reklamy z
piłkarzykami.
A przecież byłoby o wiele bardziej kształcące wrócić do lektury Roberta Cialdiniego i jego „Wywierania wpływu na ludzi”. Historia odnotowuje zadziwiający wzorzec zachowania wyznawców proroctwa bezpośrednio po wyjściu na jaw jego fałszu. Ich duch wydaje się wzmocniony, a nie osłabiony oczywistym fałszem przekonań. Przydarzyło się to różnym sektom, a teraz można obserwować jak praktykują to wspólnie kibice szalikowi i kapciowi.
A przecież byłoby o wiele bardziej kształcące wrócić do lektury Roberta Cialdiniego i jego „Wywierania wpływu na ludzi”. Historia odnotowuje zadziwiający wzorzec zachowania wyznawców proroctwa bezpośrednio po wyjściu na jaw jego fałszu. Ich duch wydaje się wzmocniony, a nie osłabiony oczywistym fałszem przekonań. Przydarzyło się to różnym sektom, a teraz można obserwować jak praktykują to wspólnie kibice szalikowi i kapciowi.
Telewizja pokazuje zachwyty panienek z
flagami wymalowanymi na policzkach, a my otwieramy Cialdiniego –
rozdział „Społeczny dowód słuszności”. I przypominamy sobie,
że wypowiedzi takich przeciętnych ludzi, takich jak Ty, czy ja –
to skuteczny chwyt reklamowy. Słyszymy tylko wypowiedzi pozytywne i
nawet nie zdajemy sobie sprawy z nachalnego fałszu tej wiadomości.
A jeśli ktoś myśli inaczej, musi publicznie się pokajać, przeprosić za błąd i doszlusować
do jedynie słusznej linii.
To już było: trzeba chwalić nowe
szaty cesarza, nawet gdy król jest nagi.
PS
"Dziennikareczki i piłkarzyki" to tylko przykład negatywnego nacechowania słów
PS
"Dziennikareczki i piłkarzyki" to tylko przykład negatywnego nacechowania słów
Subskrybuj:
Posty (Atom)







