poniedziałek, 13 lutego 2023

Izrael: idźcie za Dawidem

- Ja, Żyd ze Szwecji, mam Was uczyć pacierza? - pyta Dawid, recytujący na zmianę po hebrajsku i aramejsku, linijka po linijce „Ojcze Nasz”.

- I cóż, że ze Szwecji? - odpowiadamy pod nosem. Przecież nauczyliśmy się mówić na powitanie Boker tov! I nie nadążamy zapamiętywać wszystkich opowieści. Chwała Bogu, niebo dzień po dniu gra Rorate caeli, dzięki czemu pola są obficie nawadniane, a nas nie prześladuje chęć gapienia się na egzotycznie wystrojonych ludzi i robienia im zdjęć. Bo sami nie czulibyśmy się dobrze, gdyby Nigeryjki w wielobarwnych szatach i spowite w czerni chasydki robiły nam fotki. Ulice są prawie puste, a Dawid pociesza:

- to też minie.

I

W Tyberiadzie przeszliśmy ze zbudowanego przez polskich imigrantów Hotelu Berger, na brzeg jeziora. Mijaliśmy wielu ortodoksyjnych Żydów spieszących na szabat i widzieliśmy grupę modlącą się w ogrodzie. Spotkaliśmy Ukraińca pytającego o pracę w Polsce. Jakiś miły mieszkaniec Tyberiady zachęcał, żeby częstować się mandarynkami, a ja tylko chciałam zobaczyć, co to za owoce, bo były takie malutkie. Nad jeziorem Genezaret, tym, po którym Jezus chodził, nauczał, uzdrawiał  itd. - teraz głównie biegają koty.

To był dwugodzinny spacer, ale nie zauważyliśmy śladów świetności miasta z czasów Heroda. Zaczął się szabat. Nie robiłam zdjęć pobożnym Żydom, spieszącym na modlitwę. W hotelu mieliśmy kolację z winem i chałką. Były też inne potrawy. Dobre. Poza tym  świece + łamanie się chlebem i wino - z czymś się kojarzy.

II

Dawid opowiada od rana do wieczora o świętych miejscach żydów (małą literą, bo o wyznawcach judaizmu), muzułmanów, katolików i skomplikowanych losach, jak np. ojca Daniela - Żyda (bo narodowość) karmelity z Izbicy. Opowiada o znaczeniu słowa: tohu-wa-bohu - stanu świata na początku stworzenia. Można też tym słowem określić chaos w pokoju nastolatka. Żartuje, że Adama Bóg ulepił z ziemi, więc Ewa lepsza, bo zrobiona z człowieka. Historyjkę "ekspertów rozwoju osobistego" przedstawia w wersji z królem Salomonem: Daj mi coś, co mnie jednocześnie zasmuci i ucieszy. Dostaje więc klejnot z napisem "to też minie".

Tego dnia zrobiliśmy 180 km autobusem i 15 000 kroków w miastach Hajfa, Akka, Nazaret. W Hajfie spacerowaliśmy po cudowny ogrodach Bahai. Bahaici wierzą, że ludzkość musi znaleźć wizję przyszłego społeczeństwa oraz natury i celu życia. Przypominam sobie mamę licealnej koleżanki, która radziła uczyć się języka esperanto, który ma połączyć świat. Przypominam sobie też spotkanego przed laty w Lublinie bahaitę i jego opowieść o nowym wspaniałym świecie. Tu, w zadbanym ogrodzie, w świątyni zdobionej symbolami najważniejszych religii brzmi to bardziej przekonująco. 

Akka, ach! Królestwo Niebieskie bez Orlando Bluma. Nazaret - wyspa chrześcijańskiej Ziemi Świętej otoczona Palestyńczykami. Ja robię mało zdjęć telefonem, który świetnie sprawdza się w lochach, ale ma słabego zooma. Jedzenie w naszym hotelu w Tyberiadzie niby egzotyczne, a jednak domowe, bo Rajmund robi lepsze falafele i humus. Jest bosko. Deszcz pada

III

200 m poniżej poziomu morza. Jezioro Genezaret - Kineret, czyli Harfa, na horyzoncie  Wzgórza Golan i 600 m npm - Tabga (Heptapegon, „siedem źródeł”). Tu Jezus  za życia dzielił ryby i chleb, po Zmartwychwstaniu ogłosił prymat Piotra. Dalej Kafarnaum, znane z kazania na górze i ośmiu błogosławieństw. Liczba jak w Ośmiorakiej ścieżce. Nie ma czasu na rozmyślanie o różnicach i podobieństwach dróg wielkich religii. Na nas czeka droga do Safed. Jeju! Jak tam musi być cudownie w sierpniu, gdy gra muzyka Festiwalu Klezmerów. Tzn., gdyby nie pogoda, w lecie musi być upał, a ja upału nie lubię. Teraz upału nie ma. Mamy za to poligon przemykania między kroplami deszczu od daszku do daszku. Mijamy światowe centrum Kabały, mkniemy do synagogi Ariego, mijamy mnóstwo galerii sztuki. Sztuki, nie pamiątek dla pielgrzymów i turystów. Potem Cezarea Górska Filipowa, Baniad, Migdal (Miriam z Migdali), ziemie Watykanu.

Migdały, jabłonie i eukaliptusy rosną  obok siebie, bo tu jest trójstyk roślin z trzech kontynentów. Teraz z góry Hemron wartko płyną strumienie do Jordanu, a nawet można jeździć na nartach do marca! Podobno są cztery wyciągi!  W marcu przyjeżdża się tu obserwować przelot ptaków z Afryki do Europy, w październiku - odwrotnie.

IV

Do Kany Galilejskiej pielgrzymki parafialne z Polski i z Filipin przyjeżdżają odnawiać śluby. Deszcz leje nieprzerwanie. W przedsionku kościoła małżeństwa w różnym wieku zrzucają mokre kurtki, poprawiają białe koronki, strząsają wodę z bukietów. Znów przeżywają sakrament małżeństwa.
A my znów: od daszku do daszku pod dach, żeby z dźwiękami muzyki przenieść się w czasy starożytne. Schniemy i słuchamy z Nabucco - pieśni niewolników oraz Bony M - Babilon. Patrzymy na rwące potoki rozbryzgiwane kołami samochodów i wspominamy łzy żydowskich niewolników nad rzekami Babilonu. W Turcji mówili nam, że Eufrat i Tygrys były rzekami granicznymi raju - nie więzienia żydowskich niewolników…

Cezarea Morska morska wita nas huraganem. Potem dowiemy się, że w Turcji i Syrii trzęsienie zienmi zbiera ponure żniwo. My,  pospiesznie oglądamy 3000-letni port rozbudowany przez Heroda, niszczony przez Persów, krzyżowców, odbudowany przez Rotszylda. Teraz to modna miejscówka dla bogaczy na wakacje lub na co dzień. Mieszka tu np. Gąsiorowski (ten od ArtB). Podobno w słoneczne dni jest tu przepięknie.


My słuchamy opowieści o Herclijja. Jak wszystko tutaj ma wielowiekową historię i wielokrotne zmiany władców. Obecna nazwa upamiętnia Teodora Herzla, twórcę syjonizmu. Wstawiam tu odsyłacze,  chociaż słyszałam w radio, że zorganizowane grupy zaciemniaczy historii grasują  po Wikipedii.

Uczymy się nowego słowa: kweca - grupa - kibuc. Pierwsi kibucnicy to było  90 osób z Katowic. Teraz nie ma już rolnictwa na tym miejscu - dzierżawią to wielkie biznesowe korporacje. Mosad ma tu siedzibę też. Przedmieścia Tel Aviv drogie, mieszkanie 93 m - 58 000 szekli, tyle kosztuje mieszkanie od strony morza. Tel Aviv to podobno miasto do zabawy, Hajfa do pracy, Jerozolima do modlitwy. A my zmierzamy do Jaffy na most życzeń i wielkiej  łyżki wygiętej niezwykłą mocą Uri Gellera. Gdyby nie huragan pewnie oglądalibyśmy galerie sztuki…

V

Betlejem i Yad Vashem

Jad Waszem oznacza „miejsce i imię” (lub „pomnik i imię”) Nazwa zaczerpnięta jest z księgi Izajasza (Iz 56, 5)[6]: dam [im] miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne. Wciąż pada, a w tym miejscu nie można biegać spod daszka pod daszek. Nie dlatego, że to wiele hektarów obsadzonych drzewami. Nie widzieliśmy wiele. Trochę drzew blisko pomnika dzieci Zagłady. Może to i lepiej. Opowieść o ojcu, który chciał upamiętnić swojego małego synka rozdziera serce. Wnętrze pomnika rozdziera umysł - wygląda jak noc  zaduszkowa na cmentarzu, jednak przestrzeń nie rozciąga się horyzontalnie, ale wertykalnie i jest wszechogarniająca.

Potem w barze robiłam zdjęcia tabliczek informujących o koszerności i wtedy podbiegł do mnie człowiek, który postanowił mi wyjaśnić ideę konieczności rozdzielenia potraw mięsnych i mlecznych. No przecież wiem. Nie wolno gotować mięsa w garnku do mleka. Z serialu Shtisel wiem, że trzeba mieć dwa zlewy w kuchni. Ale żeby jedzący mięso musieli siedzieć odgrodzeni od jedzących potrawy mleczne - to się nie spodziewałam.

Nie spodziewałam się też, że jeden z moich ulubionych świętych, św. Hieronim tłumaczył Biblię w grotach betlejemskich pastuszków. Dla mnie Ziemia Obiecana to kraina śniegu z deszczem, Hieronim może miał gorące dni, ale w grocie ciemno. W Grocie Narodzenia pobożni prawosławni. To prawosławna świątynia, chociaż dla wszystkich. Azjaci  dotykali nie tylko 14ramiennej gwiazdy, ale wszystkiego. Ich wiara w moc dotyku sacrum jest… trudna do pojęcia dla mnie. Ja dotknęłam dewocjonaliami gwiazdy, bo jeśli nawet ja nie czuję sacrum  - wiem że dla Edytki i Niny, mojej siostry - oliwny różaniec będzie  cudowny.

Dla mnie cudem są pustynie zalane wodą. Nie mogę ich zobaczyć. Cieszę się więc razem z rolnikami, że stał się cud. Lachaim! Będą dobre zbiory bananów, mango i awokado. I jak było wyryte na pierścieniu króla Salomona (lub innego mędrca)  "to też przeminie".
Mur dzielący Izrael i Palestynę też przeminie. Na razie można oglądać na nim polityczne graffiti. I hotel, który zaprojektował Banksy. I oryginalne dzieło niezwykłego artysty. 

VI

Gehenna, czyli dolina Hinnom (hebr. Ge-Hinnom), znajdowała się tuż za południowym murem Jerozolimy. Wikipedia podaje, że to był wiecznie płonący śmietnik. Tu dowiedziałam się, że po powstaniu żydowskim, Rzymianie wrzucali do tego ognia Żydów, a których nie zabili - wypędzili. Tak zaczęła się diaspora. To trzeba wiedzieć, gdy pielgrzymuje do Ziemi Obiecanej. I gdzie mieszkali Aszkenazyjczycy, Sefardyjczycy i Chasydzi. Kto mówił w jidisz, a kto w ladino. A także kto i dlaczego nie pozwolił im wrócić tu przed Zagładą.

Brama syjamska prowadzi do Wieczernika i grobu Króla Dawida.

Moses Montefiori - zbudował Żydom  osiedle, ale za bramami Jerozolimy, więc nie chcieli tam mieszkać, teraz to najdroższe apartamenty.

VI

Mama Dawida jest ginekologiem. Zaleca jedzenie 2 daktyli dziennie na poczęcie, gdyż owoc ten zawiera wiele cennych substancji. Ładi - okresowe strumienie Pustyni, niosą wszelkie minerały do Morza Martwego. Magnezjum leczy łuszczycę, są specjalne hotele do leczenia. Szwecja opłacała podobno chorym na łuszczycę dwa razy w roku pobyt nad Morzem Martwym. No… to ja nie wiem, czy chcę wchodzić do tej wody. Oczyma wyobraźni widzę kilogramy martwego naskórka w wysychającym akwenie. I te opary depresji, z którą tu przyjeżdżali od wieków.

Co innego Jerycho otoczone sadami, w których uprawia się  pyszne daktyle. Tu nazywają się tamar. Robimy zdjęcia sykomory, na którą wspiął się Zacheusz, żeby zobaczyć Jezusa.  Poproszę Mariusza, żeby sprawdził, co to za drzewo, bo mnie wygląda na  platan.

W Qumran zastanawiamy się nad zależnościami aramejskiego i hebrajskiego. Mnie się wydaje, że język jest tworem żywym. Podobno Anglicy nie rozumieją oryginalnych sztuk Szekspira. Dla nas tekst Bogurodzicy brzmi obco. Dziwne by było, gdyby język nie zmieniał się przez tysiąclecia.

Masada poraża ogromem. Można wspominać film o jej obrońcach. Mnie przypomina się jednak Mariupol i pułk Azow. I prośba moich ukraińskich koleżanek, aby z rękami na Ścianie prosić, żeby zakończyła się wojna. Tam starałam się tylko wypowiedzieć ich prośbę. Tu zastanawiam się nad dylematami obrońców. Jeśli życie jest największą wartością - to co? Należy klękać przed wrogiem?
Nic nie jest proste. Nic nie jest takie jak się wydaje. Na Pustynia Judzkiej, Beduini nie wyglądają romantycznie. Trwają przy swoich wartościach, przy “beduińskim stylu życia” - mieszkając w budach skleconych z byle czego, jeżdżąc wrakami samochodów.

VII

"Ustępowanie miejsca poglądom innych ludzi jest wymogiem życia wspólnotowego, które powinno być odzwierciedleniem trynitarnej rzeczywistości Boga." Wracam myślą do Ogrodów Bahai - nie ma jednej prawdy. Różne prawdy mogą istnieć równolegle. 👉 moje zdjęcia z Izraela 👈 zobacz

czwartek, 29 grudnia 2022

Morsy w Ciemiędze

Szczęśliwego Nowego Roku! Miejmy nadzieję na świat, w którym sąsiad jest przyjacielem – śpiewała Abba. A ja pytam siebie, czy sąsiedztwo jest

wspólnotą
bezpieczeństwem
środowiskiem
obszarem
bliskością
strefą
wojną
rywalizacją
?

Czas jak rzeka, jak rzeka płynie – śpiewał Czesław Niemen. Ładna piosenka, jakkolwiek nie chodziło o śródlądowy transport wodny w Europie, w którym od dwóch dekad nie odnotowano znaczącego wzrostu. Potencjał żeglugi śródlądowej pozostaje niewykorzystany, mimo, że posiada szereg zalet w postaci niskiego zużycia energii, niskiej hałaśliwości, niskiej terenochłonności i wysokiego bezpieczeństwa. Zaprzepaszczona została również energia wielu społeczności, dążących przed laty do budowania europejskiej wspólnoty.
Jak gdzieś w oceanie łączą wody się cieniutkiej Ciemięgi, modrego Dunaju i lodowatego Jeniseju, tak Nowy Rok łączy ludzi podejmowaniu postanowień. Jeden mój kolega postanowił nauczyć się mówić po niemiecku, bo opanowany do perfekcji angielski przestał mu wystarczać po Brexicie, a rosyjski - po inwazji na Ukrainę. Koleżanka również mówiąca po angielsku i rosyjsku, znalazła natomiast przyjemność w morsowaniu i zachęca do brodzenia w lodowatej wodzie.
Z koleżanką łączy mnie wiele, a dzieli Ciemięga – rzeczułka płynąca nieopodal Lublina, lecz klasyfikowana jako rzeka górska. Tu mamy stawać się morsami nucącymi „Pstrąga”, małą scenkę rodzajową napisaną przez Schuberta, więc i kolega z niemieckim się przyda... Tu kończę noworoczne plany, gdyż jak mówi dobra księga: Nadmiar słów powoduje potknięcia języka i znudzenie przyjaciół.

środa, 26 października 2022

pomagamy Afryce

 

Kenia - Zgromadzenie Świętej Rodziny
Znała różnice w dostępie do edukacji. Wiedziała, że dyskryminacja dotyka zwłaszcza kobiety, ponieważ w czasie studiów podróżowała po Europie i Azji. Widziała, że w krajach trzeciego świata nie ma lekarzy dla niezamożnych. W schronisku dla bezdomnych Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie, pomagała w rozdawaniu posiłków i zbieraniu datków. Jak na dłoni widać było, że nawet w Polsce są ludzie, którzy nie radzą sobie w życiu. Na studiach koordynowała wymianę i english division w Polskim Towarzystwie Studentów Stomatologii w Lublinie.

Gdy Natalia Pochroń-Sawka skończyła studia, wciąż pamiętała obietnicę dziękczynienia i planu niesienia pomocy tam, gdzie o to najtrudniej. Parę lat później przyjaciółka, nauczycielka języka angielskiego, powiedziała, że daje bezpłatne lekcje dla dzieci najbardziej potrzebujących. I zapytała „a Ty co ostatnio zrobiłaś dla innych?”... Czasem tak jest że wystarczy jedno słowo, które rozpala Cię na nowo. I stało się. Ruszyła lawina przygotowań.

Zaczęła od zbiórki pieniędzy

i materiałów stomatologicznych. Zbiórka przerosła najśmielsze oczekiwania. Limit, który został ustawiony, czyli 8000 zł został przekroczony o 50 proc. i w ciągu kilku godzin zebrała 12 000 zł. Wróciła wiara w człowieka. Następnie zaczęły odzywać się firmy stomatologiczne oraz osoby prywatne, które chciały dołożyć cegiełkę od siebie. Nad wszystkim czuwały jej niezawodne asystentki, bez których nie dałaby rady przebrać tych wszystkich rzeczy i ich posegregować. Pokierowały i pomogły w zabraniu najpotrzebniejszych materiałów byłe wolontariuszki “Dentysty w Afryce” - organizacji, która organizowała wyjazd.

Wykonała najpotrzebniejsze szczepienia. Dr Konrad Rylski, który jest założycielem “Dentysty w Afryce”, wspierał i przygotował mentalnie oraz czuwał nad nią podczas misji. Od niego dostała cenną radę: „Nie oceniaj.” Spojrzała na Kenijczykow bez emocji, bez litowania się nad ich losem, sytuacją ekonomiczna czy materialną. Praca w Afryce zmienia postrzeganie świata i ludzi. Pozwala nabrać dystansu do naszej wygodnej egzystencji i jałowych społecznych sporów. Kiedy woda i elektryczność stają się towarem deficytowym, człowiek zdaje sobie sprawę od ilu nieistotnych rzeczy stał się uzależniony i zniewolony.

Fundacja Redemptoris Missio

przestawiła wszystkie realne zagrożenia i jak się przed nimi chronić. Pomogła w zbiórce pieniędzy, a co najważniejsze zawsze wspierała. Szczególnie, gdy wybuchła pandemia, Redemptoris Missio ściągnęło ją bezpiecznie do domu w przyspieszonym terminie w tak trudnych warunkach. Za co wciąż serdecznie dziękuje.

Najbardziej bała się chorób, zakażenia wirusem HIV, czy WZW typu C, malarii, która wciąż jest aktywna w tym regionie. Obawiała się, że trudno będzie zmierzyć się z życiem jakże innym niż nasze... Ale też codziennie rodziły się nadzieje - na pomoc, na to że jej ręce będą mogły uśmierzyć ból, na to, że może choć trochę zmieni nawyki Afrykańczyków.

Gdy w końcu trafiła do Kenii starała się nie tylko usuwać zęby, ale i leczyć zachowawczo. Starała się zwiększać świadomość na temat zdrowia i higieny jamy ustnej u mieszańców Kanyakine oraz pobliskich wiosek. Wraz z siostrami organizowała akcje profilaktyczne, gdzie uczyła dzieciaki prawidłowo szczotkować zęby oraz wdrażała dobre nawyki higieniczne. Z pewnym zdumieniem zrozumiała tam, że wszyscy na świecie chcą się czuć pięknie. Spora cześć pacjentów przychodziła i prosiła nie o usunięcie, ale o dostawienie zęba.

Technologia, a raczej jej brak

Natalia pracuje w prywatnych klinikach, gdzie zajmuje się głównie leczeniem endodontycznym (kanałowym) oraz protetyką. Do codziennej diagnostyki wykorzystuje tomografię komputerową i mikroskop. W Afryce brak rtg, często brak prądu, korzystała ze światła czołówki… To była zupełnie inna praca. Tam trzeba było nieść pomoc „długoterminowo”. Zęby, które w Polsce leczyłaby kanałowo, tam z braku sprzętu i możliwości - usuwała. I temperatury... zabijały. Wysoka wilgotność powietrza, temperatury powyżej 30 stopni, nie było czym oddychać. Pracowała w bluzie medycznej i spodniach, czepku, maseczce, a na to wszystko zakładała fartuch fizelinowy. To było prawdziwe wyzwanie.

Kenijczycy mówią po angielsku, jednak mimo znajomości tego języka trudno zrozumieć ich wymowę. Pracowała w przychodni, gdzie była apteka, laboratorium oraz gabinet lekarski i stomatologiczny. Siostry zakonne, u których mieszkała były pielęgniarkami, więc czuwały nad nią i pomagały jej w pracy. To było także głębokie i bliskie spotkanie z kościołem. Siostry ze Zgromadzenia Świętej Rodziny w miejscowości Kanyakine to

prawdziwe Anioły.

W domu misyjnym mieszkały dwie Polki - s. Imelda na misji od 50 lat i s. Aniela na misji od 30 lat oraz trzy Kenijki. Siostry dają mnóstwo szczęścia i niosą pomoc miejscowym. Prowadzą sierociniec i dbają o najbardziej potrzebujących. Prowadzą również adopcje na odległość. Dzieci dzięki dotacjom mają ciepły posiłek w szkole, dostają dwie pary butów, mundurek oraz zeszyty i książki. Siostry towarzyszą im w drodze ich edukacji, pomagają na studiach, patrzą jak dorastają i zakładają swoje rodziny. Siostry kochają te dzieci jak swoje.

Pacjentów z dnia na dzień było coraz więcej, wieści po wioskach szybko się rozeszły, że przyjechał biały dentysta.
To był bardzo intensywny czas. Pełen uśmiechu, łez szczęścia, przyjaźni, ludzkiego dobra i kiści bananów od zadowolonych pacjentów. Natalia zostawiła tam wszystkie materiały stomatologiczne, kleszcze, wiertła, nie chciałaby żeby się zmarnowały. Sytuacja w naszym kraju i na świecie jest teraz niepewna, niemniej Natalia postanowiła tam wrócić, bo obiecała to siostrom. 

proszę 

sobota, 11 czerwca 2022

Historia jednego obrazu

To była skrzynia. W czasie wojny dziadek Magdy przechowywał  w  skrzyni naboje. Czy to było przed, czy po potyczce w Marysinie - nie wiem. Wiem, ze nie było to przy ulicy Szarugi. Nie wiem też, jak naprawdę wyglądała walka partyzantów z hitlerowcami.
Bo historie malują posiadacze farb i pędzli. Magda oderwała wieko od dziadkowej skrzyni i namalowała pejzaż Marysina. Ale dlaczego z oborą pana Kobiałki?! I z furtą  na cmentarz?! A co miała namalować? Ałyczę kwitnącą na między? Nie ma już ałyczy. Znikają pola malowane zbożem rozmaitym... Rosną na nich miejskie osiedla, którym przeszkadza dźwięk sianokosów i piejących kogutów.
A my co? Zależy kto. Na przykład bierzemy strofkę z pana Gałczyńskiego i mówimy:
lot i górność chmurną,
blask wody i kamienia,
chciałabym ziemię orną
ocalić od zapomnienia!

wtorek, 24 maja 2022

czytane dzieciom

Apel dziecka

Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.

Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz mi pomóc zwalczyć zło, póki to jeszcze jest możliwe.

Nie rób ze mnie większego dziecka niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.

Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli to nie jest absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga.

Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, aby przyciągnąć twoją uwagę.

Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.

Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie stłamszony, kiedy nic z tego nie wychodzi.

Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i tracę wtedy całą moją wiarę w ciebie.

Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, szukam ich gdzie indziej.

Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia.

Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwa grę umiem podziękować miłością, o jakiej ci się nawet nie śniło.

Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno mi dotrzymać kroku w tym galopie, ale zrób co możesz, żeby nam się udało.

Nie bój się miłości. Nigdy.

(Ten tekst zrobił furorę w ostatnich latach. Podobno powstał w połowie lat osiemdziesiątych w USA. Z pewnością jest piękny i mądry. Najkrótszy poradnik dla rodziców i nauczycieli, zbyt ważny, aby nie podzielić się nim z innymi.)


czwartek, 19 maja 2022

dzień matki


Pink FloydMother
Mama będzie dbać o zdrowie i czystość dziecka
Mamma's gonna keep baby healthy and clean

Ooooh kochanie, oooh kochanie, oooh kochanie
Ooooh Babe Ooooh Babe Ooooh Babe

Zawsze będziesz dla mnie dzieckiem
You'll always be a baby to me

Mamo, czy to musiało być tak wysokie.
Mother, did it need to be so high.
Źródło: Musixmatch, Roger Waters

środa, 23 marca 2022

червона калина

Miałam przed laty zajęcia ze studentami z Ukrainy. Raz przynieśli mi zaproszenie na wieczór poezji i mówią: pani zrozumie, wszystko przetłumaczymy. Ja się chciałam popisać znajomością czytania i rozumienia cyrylicy (oj niemądra ja) i pięknie wszystko przeczytałam. Pół grupy popatrzyło na mnie z zachwytem, a druga połowa z odrazą. 
- Pani po rosyjsku czyta - powiedział chłopak.
Innym razem studentka przyniosła mi opowieść o weselu i było tam zdanie, że babcia dała pannie młodej ręcznik. Trochę mnie to zdziwiło, więc zaczęli mi pokazywać fotografie "ręczników". Próbowałam wyjaśnić, że po polsku to chyba raczej bieżnik, serweta, makata. A dziewczyna w płacz, że to ich ukraiński ręcznik. Wtedy wstał chłopak i mówi, że on mi wytłumaczy, co to "ręcznik". Pół grupy rzuciło się na niego, że on ruski nie ma prawa mówić mi, co to ich ukraiński ręcznik. 
Wtedy byli w Polsce już drugi rok, a dzielili się na mówiących po ukraińsku i rosyjsku. Ja nadal nie nauczyłam się ukraińskiego, chociaż teraz spędzam sporo czasu z Ukrainkami. Nauczyłam się jednej zwrotki "Czerwonej kaliny" i przynajmniej poruszam ustami, gdy one śpiewają.