środa, 24 lipca 2019

pragnienia modelowe


Urażone ambicje jątrzą się i prowadzą do zmian jatrogennych. Pokora mogłaby stanowić antidotum, ale na literę A modne są

Asertywność towarzyska
Agresywność handlowa
Anonsowanie ambarasów
Atrakcyjność ałyczy
Airoportów aportowanie
Awiator
Awokado
Asystowanie archikatedralne
Aktywność sportowa
Ahoj przygodo!

Uraza to niespełnione pragnienia. Urazę psychiczną, tak jak i urazy cielesne się pielęgnuje. Szramy się likwiduje, a urażone ambicje się rozdmuchuje. Dmuchanie na ranę – robi szramę, także na psychice. Paradygmaty są całe zbudowane z psychicznych szram... Nasza wizja świata wynika z mniej lub bardziej błędnych modeli. To pomysły zastępowane po pewnym czasie innymi. A w tym sezonie media po raz kolejny wieszczą rychły koniec świata.
Trzeba będzie zacząć szukać radości życia, gdzie indziej niż w kupowaniu. Tradycyjny handel się kończy, produkcja się załamuje! Oto koniec ery pazernej konsumpcji. Oto koniec człowieka kupującego! Trzeba przyznać, że media mistrzowsko manipulują Polkami i Polakami. Kiedy skupiają uwagę wieszczeniem ekologicznej zagłady, prawdziwi Polacy wzywają do obrony. Na przykład do obrony wielkich drzew. Wielkie drzewa łatwo przemawiają do wyobraźni. Nikt nie pyta, czy będą mogły rosnąć bez wody i jak radzą sobie rolnicy z katastrofalną suszą. Nikt nie pyta o program "czyste powietrze", nikt nie pyta tony węgla sprowadzanego dla Polaków, nikt nie pyta o wiatraki. No i przy okazji zapomina się o dramacie rekrutacji do szkół średnich. 
Czy to skuteczny marketing polityczny? Oczywiście! Można uważać, że "Macierz Eisenhowera" to element mitów i bredni szkoleniowych... Niemniej Dwight Eisenhower powiedział ponoć, że to, co ważne, rzadko bywa pilne, a to, co pilne, rzadko bywa ważne. Należy więc świadomie ustalać priorytety. Gdy więc widzę pikietę, z jednym NIE jako hasłem – to zastanawiam się nad ustalaniem priorytetów, paradygmatów i programów. Czy wielkie drzewo pozbawione wody będzie produkowało tlen? Czy napakowani, wygoleni i wytatuowani; stojący ramię w ramię i wznoszący pięść; śpiący razem po imprezie – to norma? Czy dzieci rodzą się z zasiłków?
Czy każde pragnienie zasługuje na spełnienie?

środa, 3 lipca 2019

cienie wielkich słów

Czytajcie... Czytajcie wiersze nieznanych poetów, a może traficie na te właściwe. 
I nie śmiejcie się z inności. Może się zdarzyć, że trafiliście na talent, okryty mgiełką pełnej tajemnic niezwykłości...

czwartek, 20 czerwca 2019

Gelotologia, czyli terapia śmiechem


Jest nauka, zajmująca się badaniem wpływu śmiechu na zdrowie. Gelos to po grecku

śmiech
beka
chichot
rechot
rżenie
euforia
ekstaza
polewka

Jestem już w tym wieku, że mam wielu znajomych na fejsbuniu, pokazujących swoje perypetie w dostępie do usług medycznych. Czasami mam wrażenie, że ten organizacyjny chaos przed gabinetami lekarskimi jest zamierzony. Bo gdyby system publiczny był efektywny, to efektowny system prywatnych usług medycznych byłby niepotrzebny. Dlaczego tak jest? Ponieważ prywatne, estetycznie projektowane przychodnie i kliniki są nastawione na zysk. W prywatnej placówce dowiesz się, że jesteś chory na raka. I że ci go nie wyleczą. To bardzo długie i drogie procedury. To wyrafinowana wiedza. I oczywiście tylko niektórzy, mogą skorzystać z kosztownych terapii. A inni nie, chociaż wszyscy płacą w ZUS ubezpieczenie zdrowotne z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym.
Jednak wszyscy tak boją się utraty dostępu do „bogów – uzdrowicieli”, że nikt nie ośmieli się robić dobrej zmiany w systemie ich świadczeń. Na przykład media i mieszkańcy Lublina długo i wytrwale ekscytowali się kolorkami budynku usług medycznych. Być może dzięki temu nie poświęcono wiele uwagi jakości usług. Dlatego najwyższy czas przestać używać określenia „służba zdrowia”. To są usługi, a my jesteśmy klientami. Powinniśmy dyskutować nie o kolorkach, ale o składkach i ogłaszanych kilka lat temu przez rząd pompatycznych narodowych programach ochrony zdrowia. Dobry rząd ogłasza i co? Nico! Jest gorzej z roku na rok. Pytamy o diagnozę doktora gOOgla i konsultujemy z dr Yahoo. Na razie!
Niech no tylko rozkwitną sztuczne inteligencje! W boskiej WWW można uruchomić wiele alternatywnych algorytmów, tak by wieśniaczka z Polski B za pośrednictwem smartfona skontaktowała się z Sztuczną Inteligencją Lekarską. Jej diagnozy będą wciąż ze sobą porównywane. Nie podoba się, co powiedział lekarz IBM? Do konsultacji jest gotowa Baidu – najpopularniejsza wyszukiwarka internetowa w Chinach. Niech no tylko rozkwitną programiści! Świat nie będzie taki zły. Świat nie będzie wcale mdły. Tak skończymy te narzekania. Latem ludzie umierają, latem ludzie się kochają. I dziewczyna z ulicy, i złodziej będą mogli korzystać za pośrednictwem smartfona z dużo lepszej opieki medycznej, niż dziś bogacz w prywatnej klinice.
A póki co – terapia śmiechem: przychodzi baba do lekarza...

piątek, 14 czerwca 2019

bójcie się blackoutu


Media nie straszą jak dawniej poczciwymi roztoczami i kleszczami. Widmo zagłady po redakcjach krąży, a w tle unosi się oldskulowa piosenka Bajmu

Nie ma, nie ma
Wody na pustyni,
Wielbłądy nie chcą iść
Czołgać się dłużej
Nie mam siły,
O, bardzo chce się pić
Tylko piach!
Suchy piach!
Tylko piach!

Jesteśmy zewnątrzsterowalni, co nam media podrzucą – tym się ekscytujemy. Żyjemy w swoich bańkach informacyjnych, których nie przebijają nawet alerty RCB. Żądamy klimatyzacji w pracy i kurtyn wodnych na deptakach. Ponieważ jest coraz cieplej, rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Klimatyzacja potrzebuje wiele energii. Elektrownie w lecie pracują jak szalone. Tymczasem w czasie suszy - rzeka sucha, coraz mniej wody do ochłody. Już dwukrotnie w ciągu ostatnich lat byliśmy na krawędzi blackout’u – utraty napięcia w sieci elektroenergetycznej obejmującej albo cały, albo większą część kraju. To zagrożenie będzie się powtarzać, bo nasze potrzeby energetyczne rosną, a my zamiast inwestować w odnawialne źródła energii, palimy węglem cały czas.
Czytamy romanse, a lekturą obowiązkową powinien być „Blackout”, thriller naukowy Marca Elsberga o tym, jak w Europie zabrakło energii elektrycznej. Wyobrażacie sobie? Nie tylko komputery i telefony nie działają. Nie działa nic. Nie ma nie tylko wody, ale nawet kawy brak! A potem przywracanie zasilania na dużym obszarze, uruchamianie produkcji i dystrybucji żywności, ponowne uruchamianie wodociągów i kanalizacji, etc. Jakie skutki taka awaria zasilania miałaby w dłuższym okresie? Byłby odczuwalne przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat. Może byłyby to skutki nie tylko gospodarcze, ale i społeczne.
W przyszłości, z powodu zmian klimatu oraz ochrony środowiska, zamiast tradycyjnych upraw, rolnictwo będzie stopniowo zmieniało zestaw roślin na polach i zasady nawożenia. Trzeba się będzie na nowo nauczyć gospodarowania wodą. W naszej szerokości geograficznej globalne ocieplenie oznacza przede wszystkim problemy z wodą, której w rolnictwie będzie niedostatek lub nadmiar. Obecnie praktycznie nie nawadnia się upraw, a w przyszłości może się to okazać zbyt kosztowne. To już było u Sapkowskiego, w „Krańcu świata” – Znasz się na rolnictwie? - My, poeci, musimy znać się na wszystkim – rzekł wyniośle Jaskier. – W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się, pisząc. Uczyć się trzeba, mój drogi, uczyć. Od rolnictwa zależy los świata, dobrze więc znać się na rolnictwie. Rolnictwo karmi, ubiera, chroni od chłodu, dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. – Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. – A gorzałkę z czego się pędzi?
Zatem: wypijmy za błędy...

piątek, 7 czerwca 2019

komu się uda


Nie mów, że Ciebie polityka nie interesuje, bo polityka żywo interesuje się Tobą. Polityka to nie gadające głowy w telewizorze. Polityka to


cena pietruszki
szkoła dziecka
chodnik przydrożny
źródła ciepła
efekt cieplarniany
fontanny na placach
kopalnia na łąkach
erozja gleb
migracje tam
transport tu

Pamiętacie tamten 4 czerwca? Na plakacie zrobionym w 1989 roku  w Lublinie uwieczniono przedstawicieli trzech pokoleń ze znaczkami "Solidarności" na piersi. 9-letnie dziecko, bo tyle lat miała wtedy Solidarność. Działacz Solidarności, brodaty opozycjonista, pamiętający stan wojenny. Starszy pan, który mógł był być żołnierzem podziemia z drugiej wojny. I czerwony napis „Tobie się uda”. Te kolory, wydają się teraz słabe, ale wtedy wyglądały doskonale. Wtedy pewne było, że coś się kończy, coś się zaczyna i że nastolatkom się uda chodzić po wygodnych chodnikach do dobrych szkół, że będą źródła ciepła nie wywołujące efektu cieplarnianego...
Trzy dekady minęły i słyszę w radiu, jak jakaś młoda osoba wytrząsa się nad określeniem "homosovieticus". Mówiła, że od tego określenia zaczął się w Polsce czas pogardy dla zwykłych szarych ludzi, dla słabych, niedających sobie rady w życiu. Tym nowym, kapitalistycznym. I ja się chyba z tym zgadzam – tak, roztrwoniliśmy tamten czas. Miała być równość, wolność, braterstwo – a jak jest każdy widzi i słyszy. Japy, chuje, kurwidołek, ograbiane pola tak lepsi mówią o gorszych. Pogarda aż kipi, a potem wrze zdumienie, że pogardzani nie wybierają pogardzających. Miastowi tkwią w wygodnych fałszywych schematach. Policzyłam profesorów mieszkających we wsi z której pochodzę - 3, inne zawody - większość, rolnik – 1. We wsi, w której mieszkam teraz – podobnie, więcej inteligencji niż chłopstwa. Akademicy zadzierają nosy, a my... my ich trochę lekceważymy
O istnieniu uczelni przypominamy sobie, gdy ekscytują liczbą kandydatów na jedno miejsce i gdy pojawi się tytuł "bunt profesorów". A czy słyszeliście głos etyków lub ekonomistów, gdy pojawia nowinka medyczna typu - pompa serca za pół miliona lub inne koszty zdrowia? Większym posłuchem cieszą się antyszczepionkowcy, niż wykładowcy uczelni medycznych. Ekscytują ekolodzy broniący klimatu, ale nierezygnujący z klimatyzacji w biurze, samochodzie i domu. Patrzymy na nich z zainteresowaniem, czy im się uda?

piątek, 24 maja 2019

tworzę nie kradnę


Małych złodziejaszków wieszacie, wielkim w pas się kłaniacie – pisał Mikołaj Rej w czasach, gdy Dekalog cieszył się uznaniem i poważaniem. Może dziś warto przypomnieć przynajmniej kilka przykazań, np.:
. . .
Czcij rodziców

Nie zabijaj

Nie cudzołóż

Nie kradnij

Nie szkaluj

Nie pożądaj cudzego
. . .

Ale zaraz! Zaraz! Jeśli ja robię kopiuj-wklej z Dekalogu – czy nie jest to złamanie siódmego przykazania? Zwłaszcza, gdy nie podaję źródła? Przecież Mojżesz trochę się napracował przy tych kamiennych tablicach, a teraz co? Klik-klik kopiuj-wklej i to jest okej? Taka akcja jest #TworzęNieKradnę. Oczywiście! Nikomu do głowy nie przyszłoby wykradanie tablic z wyrytym na nich Dekalogiem. Czy można zwędzić same słowa? Ideę? Koncepcję życia? Dziesięciorga przykazań ukraść nie można – zostały dane ludzkości. Jednak co dziś znaczy kraść?
Mojemu dalszemu sąsiadowi zniknęły ostatnio dwie małe alpaki. W tym jedna ślepa, dlatego bardzo się o nie martwił. Ja też się martwiłam, bo miałam taki plan, że jedną sobie wypożyczę. Byłabym z nią wędrowała i jak Marshall Rosenberg nauczała porozumienia bez przemocy. Czy jednak mogłabym wziąć sobie słowa i idee amerykańskiego psychologa i głosić je jak własne? Czy to byłaby kradzież równie odrażająca, jak zabranie dwu ślicznych zwierzaczków? Sąsiad mój podniósł raban w Internecie. 1000 razy udostępniono jego prośbę o zwrot zwierzaków i co ciekawe – zwierzaki zostały podrzucone do zagrody. Niemniej #sumienie to mało popularny hasztag, bo i pojęcie mało modne.
Można by powiedzieć: potęga Facebooka – złodzieja ruszyło sumienie i oddał skradzione mienie. Myśli, muzyka, malarstwo to też czyjeś mienie, czyjeś umiejętności i czas zostały zużyte do ich stworzenia. Jednak czy kogoś nyje sumienie, gdy zobaczy w sieci fajną fotkę skopiuje ją i wrzuci jak własną? Jak mówi klasyk: to dobrze, czy źle? Inny klasyk odpowiada: jak Kain kraść – dobrze! Jak Kainowi by ukradziono – źle! Taka moralność. Nie komunistyczna, nie wspólnotowa – internetowa. Inaczej jest traktowana kradziona krowa, a inaczej krowa opisana lub fotografowana.
A Ty? Jak myślisz, gdy bierze się coś za darmo [z Internetu] to dobrze, czy źle?


wtorek, 14 maja 2019

zbędne penisy


Penis sprzedać łatwo nie jest, nawet jako bardzo wyrafinowany implant. Jeśli jednak ludzie za coś zapłacą – to jest im to sprzedane. Człowiek chce dużo

pożywienia
picia
oddychania
spania
seksu 
miłtości
rozrywki
przynależności
bezpieczeństwa
szacunku

Potrzeby podstawowe są ważne, jednak bycie potrzebnym i ważnym jest równie istotne. - Świątek-piątek, ale prezentacja sama się nie wygłosi – anonsuje znajoma i jedzie na drugi koniec kraju. Tymczasem wypowiedź jest w formie cyfrowej i bez problemu można przekazać ją na koniec świata. Nawet z dodanym hologramem, udałoby się wysłać lub na bieżąco odpowiadać na pytania uczestników webinaru. Żywy człowiek potrzebny jest jedynie do zebrania wiadomości i ich spisania. Chociaż – niezupełnie, a właściwie – zupełnie można się bez człowieka obyć. Program komputerowy zrobi to szybciej, dokładniej i obiektywnie. Taki program nie je, nie pije – a pracuje za dwóch. „Zatrudnij cyfrowego pracownika do działu kadr, logistyki, administracji” proponuje agencja pracy robotów.
Pół wieku temu Ira Levin opisał idealne żony ze Stepford: piękne, posłuszne, zadbane, niewymagające. Mężczyźni chcą mieć właśnie takie żony. Jak daleko mogą się posunąć sprzedawcy, aby dostosować rzeczywistość do potrzeb i wymagań klientów? Dotychczas można było kupić implanty zębów, soczewek, uszu, sutków, penisów itp. A gdyby je dołączyć do cyfrowego robota spełniającego wszelkie potrzeby? Byłby piękny, pożyteczny a jego cyfrowa sztuczna inteligencja, ułatwiałaby przeciwstawianie się ludzkiej, naturalnej głupocie. Mógłby być hermafrodytą, ale producenci implantów byliby na tym stratni – więc zostanie wyposażony w drugorzędowe cechy płciowe. Jednocześnie cyfrowy doktor, kapłan czy pedagog nie będzie popełniać grzechów głównych ani pospolitych.
Już dziś przy największej modernizacji dróg w Wielkiej Brytanii pracują autonomiczne wywrotki, których zadaniem jest przewożenie ogromnych ilości wykopanej ziemi. Pracują przez całą dobę, co skraca czas robót. Gdyby posłać tam roboty wyręczające robotników - drogi powstałyby jeszcze szybciej. Byłyby bezpieczniejsze, bo sztuczna inteligencja samochodów autonomicznych zapewniałaby bezwzględne przestrzeganie przepisów ruchu. Był już taki skok cywilizacyjny, gdy automobile zastąpiły dorożki. Dorożkarze przekwalifikowali się na szoferów, a konie... ach koni tylko żal. Teraz kierowcy nie przekwalifikują się na programistów, raczej podzielą los koni i komiwojażerów. Zbędnych będzie więcej, choćby przedstawiciele producentów sutków i penisów staną się zbędni w świecie sztucznej inteligencji.