poniedziałek, 20 maja 2013

kombajnem przez słowa

I promise to be:

trustworthy,
loyal,
helpful,
friendly,
courteous,
kind,
obidient,
cheerful,
thrifty,
brave,
clean and reverent.
Przyjaciółka przysłała przysięgę amerykańskiego harcerza. Czy amerykański skaut jest taki, jak nasz harcerz? Czy my jesteśmy inni niż oni? Nie mamy takich samych żołądków, niektórzy z nas mają ładniejsze nogi lub bardziej muskularne torsy. Czy to stanowi o naszej wyjątkowości?
Może i nasze życie jest wyjątkowe, ale to co nam się przydarza jest pospolite. Czasem motylki latają w brzuchu. Czasem okrąża czarna mgła. Wykopujemy - zakopujemy; lajkujemy - disujemy; hejtujemy - banujemy.... Jesteśmy mili z podniesioną przyłbicą, w przypadku odwrotnym  - się zakłada maskę Guya Fawkesa...
A gdyby tak, być przyzwoitym w każdej sytuacji?

niedziela, 19 maja 2013

anafora, czyli repetitio


- Po co współczesnemu człowiekowi wiedzieć, co to anafora? Znani publicyści nie wiedzą, a są uznani! - grzmiał znany publicysta. Oburzyło go pytanie o anaforę, wpisane w #egzamin dojrzałości.
retoryka
synantropizacja
ciąg Fibonacciego
prawo Pitagorasa
prawo Ohma
Ludolfina
Hastings
scrabble
archaizm
skuwka

Anafora i retoryka - po co komu? Bitwa pod Hastings - data nieważna? Ciąg Fibonacciego w c++ tylko dla programisty? Synantropizacja w mieście - dla służby porządkowych? A, anafora? Że niby współczesny człowiek anafor nie używa. Jasne! A nawet, tak jak pan Jourdain nie mówi prozą. O, pardon, według Moliera ten miły mieszczanin nie wiedział, że mówi prozą. Nie wiedział również, że we współczesnej Warszawie nazwaliby go "słoikiem". Z wyżyn płynie jednak przesłanie dla społecznych nizin, że mądre słowa prostakowi są zbędne. Bo i po co je znać? Do gry w scrabble? Do wypełniania krzyżówek?
Ponadto po co komu liczba π albo Ludolfina? Ciąg Fibonacciego do pasania bydła też nie jest potrzebny. Tak samo jak data upadku Rzymu do niczego się nie nada szewcowi. Ani prawo Ohma, ani prawo Pitagorasa nie jest użyteczne przy wypełnianiu PITu. Ziomal i dziunia mogą sobie oglądać "Prawo Agaty" bez wyrzutów.
Błyskotliwi publicyści usprawiedliwią ich luzackie podejście do edukacji nieżyciową głupotą programów szkolnych. I wiarę, że wystarczy mieć arkusz kalkulacyjny i dostęp do danych, aby mieć dobre wyniki. Tymczasem ułamek procenta uczniów namnażał będzie swoją siatkę neuronów, zakuwając rzadkie słowa i liczby. Bez komputera wykuje swój sukces antycznym piórem ze skuwką i archaicznym repetytorium.

środa, 15 maja 2013

errata rodzinna

Czy naturę trzeba cywilizować? Co jest naturalne? Co stworzyła cywilizacja? 

mastektomia;
wazektomia;
fertilitas;
poczęcie;
in vitro;
wylęgarka;
poronienie;
tacierzyństwo;
rodzina paczłorkowa;

Dzieci wszędzie wychowuje grupa rówieśnicza, a nie rodzice – przekonuje Steven Pinker w książce „Jak działa umysł”. – W każdym wieku włączają się do różnych grup zabawowych, kół, gangów, paczek, klik oraz salonów i tak manewrują, by zdobyć w nich wysoki status. Każda grupa jest kulturą, która absorbuje pewne obyczaje z zewnątrz i tworzy wiele własnych. Kulturowe dziedzictwo dzieci – reguły zabaw melodia i słowa piosenek, przekazywane są wśród dzieci z pokolenia na pokolenie, czasem przez tysiące lat.
W miarę jak dzieci dorastają, przechodzą z grupy do grupy, a w końcu włączają się do grupy dorosłych. Prestiż na jednym poziomie daje człowiekowi wsparcie na następnym; co bardzo znaczące – liderzy młodocianych klik pierwsi zaczynają się umawiać na randki. W każdym wieku dzieci muszą wykombinować, czego potrzeba, aby odnieść sukces wśród rówieśników i dają tym strategiom pierwszeństwo przed wszystkim, co narzucają im rodzice.
Dzieci lekarzy zostają lekarzami, dzieci prawników prawnikami, zaś dzieci kasjerek i palaczy kasjerkami i palaczami, a nam wydaje się, że na to zasługują, i że wszyscy mieli na starcie równe szanse. Tak pisze Szczepan Twardoch. Jak skomentowałby to J.J. Rousseau? Jaka jest naprawdę rola rodziny?


dzień MATKI

poniedziałek, 13 maja 2013

pozostałe 90 procent

Debata w szerokim znaczeniu oznacza publiczne roztrząsanie problemów na zebraniach, czy posiedzeniach parlamentarnych. Gdy elity karleją, gniew ludu na ulicy objawia, jaki temat ma
dyskusja, 
dysputa, 
dialog,
polemika
spór, 
obrady,
konferowanie, 
konwersowanie

Jestem jednym z tych ludzi, którzy nie wiedzą, co myślą, póki tego nie napiszą. I przyszło mi żyć w czasach, gdy brzytwę Ockhama zastąpiła brzytwa esemesów. A esemesy - zamiast słów, mają emotikony. W sieci wirtualnej wymiany myśli i emocji przydają się jeszcze linki i lajki. Żyję w czasach, gdy skomplikowane pytania znalazły proste odpowiedzi.
Prócz emotów i demotów mam jeszcze memy inspirujące i motywujące. I współczesną Biblia Googlerum. Ewangelia na dziś? Proszę: "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego". W wirtualnym świecie każdy ma wieczne słowa i jak Horacy może napisać exegi monumentum. Każdy może się wypowiedzieć, chociaż zwykle woli się wyrażać się anonimowo, by nie brukać swojego imienia inwektywami. Co innego anonimowo postponować innych...
Miło jest wyśmiewać się z gimbusów (w znaczeniu głupi gimnazjalista) i utożsamiać z twierdzeniem: matura to bzdura. Jakbyśmy wszyscy hurtem mieli certyfikat MENSY, kwalifikujący do dwóch górnych procent populacji o wybitnej inteligencji. Ba! nawet do tych kilkunastu procent o inteligencji ponadprzeciętnej. Przynależność do pozostałych 90 procent - to już nie jest powód do chwały? Co najwyżej do wyśmiewania się z tych, co przed kamerą kompromitują się odpowiadając na pytanie: co cięższe - kilo goździ, czy kilo puchu?
A następnie komentarze. Obowiązkowo od tajemniczego kierowcy bmw, pomykającego swoją betą i ostatnio popularny: tyle w temacie, zamykający e
x cathedra przedstawioną opinię. Po prostu komentarz komentarzy, jak capo di tutti capi..

piątek, 10 maja 2013

sława i osławienie


Ἡρόστρατος - dobre imię dla celebryty. Nie o nim jednak pisał Lechoń: Zabijcie go! - A trupa zawleczcie na stronę. I tylko wieść mi o tym radosną przynieście. Kto to


Herostrates
bohater
zdrajca
Priam
Hektor
Achilles
Antygona
Polinik
Edyp
barbarzyńca

W archiwalnej prasie znajduję wiadomość, 
że mieszkańcy stanu Massachusetts sprzeciwiali się temu, by sprawcę ataków bombowych pochowano w Bostonie.  I wyłania mi się z pamięci obraz Aleksandera Iwanowa "Priam prosi Achillesa o zwrot ciała Hektora". Achaj nie chciał wydać ciała pokonanego bohatera. Chciał, by zostało zbezczeszczone.
Gdy czytam, że jeden z oficerów bostońskiej policji apelował do Amerykanów: pokażmy, że nie jesteśmy barbarzyńcami - przypominam sobie Antygonę ze szkolnej lektury. Dziewczynę, która sprzeciwia się władcy,  zakazującego pod groźbą ukamienowania pochówku Polinika. Jego ciało miało sczeznąć rozdziobane przez kruki i wrony.
Kim był Polinik? Dobre pytanie. Powiedzieć, że był synem Edypa (tego od kompleksu) to stanowczo mało. Był bohaterem jak Hektor? Albo jak Achilles? Z punktu widzenia modnego teraz relatywizmu mógł być zdrajcą. Kreon - legalny władca - uznał go za zdrajcę Ojczyzny. A zdrajca, to gorzej niż barbarzyńca. Barbarzyńca, a niewolnik to z natury jedno i to samo - wierzyli starożytni. Barbarzyńcy i niewolnicy zniknęli ze słownika, ale jak starożytni żywimy przekonanie, że obcy to istoty innego gatunku. I jak starożytni uważamy, że Ars moriendi nie stosuje się do nich.
Jednakże sentencji memento mori nie stosujemy do siebie. Jeśli już mamy powiedzieć coś o sobie w umarłym języku, to raczej: non omnis moriar. Ładny nagrobek. W ostatni poniedziałek maja, Amerykanie celebrują Memorial Day. Dzień chwały obywateli zabitych w czasie służby wojskowej. Bohaterów, za jakich uznani są w w swojej ojczyźnie, nazywanej też The melting pot. Tygiel narodów, jak pokazali bostońscy bombiarze, nie tworzy jednak miałkiej masy. Masy tkwią w antycznej tragedii, wzmocnionej nowoczesną technologią. 
"Nic dwa razy się nie zdarza" pisała nasza Noblistka... no nie wiem. Raczej "historia lubi się powtarzać". 



wtorek, 7 maja 2013

book & blog

Literatura i edukacja powinny być etycznie neutralne, ale wiadomo, że są wykorzystywane do różnych celów. 
Czytam książkę,
która uzależnia jak betel,
ale nie czerni zębów.
Czytam i zapominam o tym, że
czytanie to luksus,
który nie każdemu jest dany.
Czytanie odbiera ubóstwo i despotyzm.
Littera docet, littera nocet
jak mawiali starożytni Rzymianie,
 co się nasze przekłada:
słowo/literatura uczy, ale i szkodzi.
Literatura/edukacja jest/powinna być etycznie neutralna, ale wiadomo, że może być wykorzystana do różnych celów. Despota lubi niepiśmiennych poddanych trzymać w ciemnogrodzie. Demokrata preferuje światły elektorat, zanurzony w wartkim strumieniu wiadomości. Jak mówi klasyk: ciemny lud kupi wszystko. W czym mieści się również lud ociemniały, oślepiony feerią wieści zbyt wielu.
Lud oświecony internetowym blaskiem dostępu do wszystkiego, podrzuca słowa jak gorące kartofle. Zwłaszcza w maju, gdy "świętowanie" zamieniane jest na grilowanie lub wiecowanie. Święta sprzed dekady umarły, a ich miejsce zajęły nowe: dzień św. Józefa Robotnika, dzień flagi, dzień praw autorskich i dzień Europy.
Dzień zwycięstwa jest passe. Bo i nie wiadomo nad kim to zwycięstwo było. Obecnie przyjmuje się, że było to zwycięstwo nad tymi obmierzłymi nazistami i faszystami. Ogólnie bez narodowości. I zwyciężyliśmy w koalicji z tymi, co byli naszymi ciemiężycielami potem. Nie jest zatem politycznie poprawnie nazywać narodowości ówczesnych wrogów, a tym bardziej przyjaciół. Te słowa zniknęły ze słownika, jak kaleka, czy debil.
8 maja świętować można dzień św. Stanisława, kiedyś oskarżanego o zdradę narodową - teraz prezentowanego jako prekursora współpracy transgranicznej. Ogólnie maj był kiedyś miesiącem książki i prasy. A teraz co? Przemianować go na: miesiąc audiobooków i blogów? Ewentualnie - skoro już wzięliśmy słowa book & blog, to porzućmy te polonofilne sentymenty i: You can be part of the “Girl with a book”.

Tego obawiają się najbardziej despoci, a nawet demokraci.

czwartek, 2 maja 2013

Wasabi neurasteniczne

A kimże ja jestem, żeby siedzieć we wrotach historii? Czy musi mi smakować 

wasabi
chrzan
turmeric
kurkuma
jalapeno
worcestershire
martyrologia

Czy muszę wsłuchiwać się w tyrady Polaka-Ponuraka, bolejącego nad tym, że "do naprawy lokomotywy dziejów, dano nam po pilniczku do paznokci"? Cała ta martyrologiczna oprawa państwowych świąt, to najbardziej chybiony aspekt naszej kultury. Gdy słyszę o tym, że cierpienie uszlachetnia i każdy nosi swój krzyż - to nieodparcie mam ochotę powiedzieć:
a) odejdź (w wersji wulgarnej)
b) czy krzyż może być złoty, rubinami wysadzany i za ile można go opylić?
c) złamię ci nogę, obdarzając cię tym samym możliwością uszlachetnienia!
d) a skręcisz jointa? - możesz przy tym cierpieć!
Uważam, że joga nie jest lekarstwem na wszystko, zamiast diety wolę tłuste kotlety, a na alergię lepszy jest ten lek, od którego się tyje, niż ten, od którego ma się depresję. Niemniej stewię i inne ziółka akceptuję jako remedium na melancholię i neurastenię.
Kiedyś przyszła paczka od mojej koleżanki z Bostonu (Z A-ME-RY-KI!) z pół kilogramem substancji o nazwie Turmeric oraz kartką ozdobioną białym bzem i słowami Cancer Center. Nogi zrobiły mi się miękkie, a motylki wypełniły brzuch. W końcu otworzyłam kartkę. Przyjaciółka pisze, że boi się alzheimera etc. i wynalazła, że ta oto indyjska przyprawa sprawia, że Hindusi żyją zdrowo i długo. Teraz muszę to jeść - ze wszystkim! Otworzyłam paczkę, ja ...! Kurkuma! Że leciało toto przez ocean to pikuś!... ale ja prosta baba jestem: tłuste kotlety lubię, a nie turmeric, wasabi, worcestershire
Ale cóż, polecam, na zdrowie! Jak to mówią ponuracy: co cię nie zabije - to cię wzmocni. Wasabi - znaczy pospolity chrzan w azjatyckim wydaniu - też wzmocni, ale zetrze uśmiech z twarzy. Podobnie jak jalapeno.
Prawdopodobnie to codzienna strawa Polaka-ponuraka. Chociaż... uśmiech, uprzejmość, życzliwość to raczej kwestia kultury, grzeczności, dobrego smaku - a nie diety, czy narodowości.