poniedziałek, 4 czerwca 2018

noc kultury

Kultura przynosi także zwycięstwo, choć zwycięstwo czasem obniża kulturę

Kultura jest sprawą zbyt poważną, by pozostawiać ją politykom. Rozwój Polski w ostatnim ćwierćwieczu był nierównomierny; doprowadził do rozwarcia się nożyc nowoczesności i regresu. Regres kulturalny, funkcjonalny analfabetyzm itp. utrwalają się w kolejnych pokoleniach już nie tylko w braku dostępu do oświaty i kultury, ale we własnym obyczaju kulturowym – w braku potrzeb wyższego rodzaju.
Nakręca to błędne koło szeroko pojętego życia intelektualnego. Polacy nie czytają książek, ponieważ brak im zwyczaju wydawania na nie pieniędzy, a znalezienie w bibliotekach nowości wydawniczych graniczy z cudem. W mniejszych miejscowościach niedługo ostaną się pewnie tylko biblioteki szkolne. Wszystkie badania od lat wskazują na masowy wzrost wtórnego i funkcjonalnego analfabetyzmu zarówno na obszarach zacofanych, a nawet w ośrodkach akademickich. W obliczu zapaści cywilizacyjnej argument braku środków przestał być oczywisty, skoro racjonalność ich wydatkowania budzi wątpliwości. Oczywistym warunkiem uzdrowienia gospodarki w tej dziedzinie stało się przywrócenie podmiotowości elit kulturalnych.  


wtorek, 8 maja 2018

siedzą święci


A Jezus myśli o nas w liter ciemnym stuku, jak trudno w niebo wstąpić spod robactwa druku - zauważył ks. Twardowski.

teologia
dogmat
półdogmat
ćwierćdogmat
tajemnica 
frasobliwy 
zaduma
kapliczki 
sanktuaria

Są to nie tylko miejsca kultu, ale również zabytki sztuki, usytuowane wśród pięknych krajobrazów. Nawet dla wierzących–niepraktykujących podróż do nich, stanowić może okazję do refleksji nad życiem. Natomiast przy okazji czysto turystycznych wypraw po najbliższej okolicy, warto poświęcić trochę uwagi przydrożnym kapliczkom.
Stanowią charakterystyczny element krajobrazu Lubelszczyzny, nierzadko są dziełami sztuki ludowej. Do najpiękniejszych należą drewniane, często misternie rzeźbione. Niestety, jest ich coraz mniej. Do najstarszych zaliczana jest murowana kapliczka w Kazimierzu Dolnym, sygnowana datą 1588 r.
Kapliczki stawiano zwykle wśród zabudowań wiejskich, na rozstajach dróg, nad wodą i w lasach lub wieszano je na przydrożnych drzewach w miejscach związanych z pamiętnymi wydarzeniami. Powstawały najczęściej na chwałę Boga, z prośbą o opiekę nad rodziną, dobytkiem, ochronę przed plagami, chorobami i wszelkim złem, o czym świadczą zachowane na nich napisy.
Najbardziej archaiczną formę mają kapliczki wykonane z pnia drzewa, w którego górnej części wyciosana wnęka z figurą świątka. Podobne do nich są kapliczki słupowe, mające kształt kolumny zwieńczonej kapliczką w kształcie czworobocznej latarni. Kapliczki szafkowe, zawieszane na drzewach, krzyżach przydrożnych, ścianach domów lub świątyń, mają formę prostokątnych szafek przykrytych dwuspadowym daszkiem.
Największy rozwój wznoszenia kapliczek w naszym regionie przypada na wiek XIX. Są to przeważnie dzieła anonimowych twórców, którzy uwieczniali datę ich powstania, niekiedy początkowe słowa modlitwy, ale bardzo rzadko własne nazwisko. Byli wśród nich nie tylko chłopi, snycerze, cieśle, stolarze – samoucy, ale i artyści związani z tradycjami rzemieślniczymi warsztatów pracujących na potrzeby kościołów.
Kapliczki spełniają do dziś jeszcze rolę obiektów kultowych. We wsiach, gdzie nie ma w pobliżu kościoła zbiera się przy nich ludność z okazji święcenia pól, czy też pokarmów w Wielką Sobotę, bywają też miejscem nabożeństw majowych. Nadal również przy polskich drogach wznoszone są nowe obiekty kultu, przybierające jednak coraz bardziej współczesne formy.

środa, 25 kwietnia 2018

7 poziom – moja danina


Właśnie dzięki takim bohaterskim wysiłkom zmierzasz na poziom 7 – napisał do mnie wielki gOOg od map. Wysiłek mój jest taki, że próbuję nie gubić drogi, a gdy widzę coś interesującego – fotografuję 

Prowokacje
Konfrontacje
Kontestacje
Noc Kultury
Spotkania Folklorystyczne
Carnaval Sztukmistrzów
jarmarki
festiwale
Ekscytujące nazwą i fascynujące programami. Organizowane w Lublinie dla koneserów, czekających na nowinki ze świata mody, teatru i filmu. Gromadzą tłumy publiczności – chociaż organizatorzy deklarują spotkanie z kulturą wysoką. Amatorzy kultury jako takiej mają Jarmark Jagieloński, a smakosze i żarłoki - Festiwal Smaku. Festiwale to jednak tylko jeden z powodów umieszczenia Lublina na liście niezbędnych do poznania atrakcji turystycznych.
Pogranicza, peryferie i prowincja to miejsca o szczególnej mocy kulturotwórczej. W tym mieście stykają się przecinające Europę na pół – cywilizacje łacińskiego Zachodu i bizantyjskiego Wschodu. Od początku swego istnienia Lublin był bramą między nimi, tyglem narodowości i religii. Najłatwiej dostrzec to w najcenniejszym z zabytków Lublina – gotyckim kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy. Świątynia z pierwszej połowy XIV w. ma unikalną dwupoziomową strukturę, sklepioną na pojedynczym, centralnym filarze. Wnętrze jest pokryte polichromią w stylu bizantyjsko-ruskim. Zachodnia architektura ozdobiona jest wschodnimi malowidłami. To wspaniały, ale nie jedyny przykład przenikania kultur.
Tak jak Rzym na Zachodzie, tak na Wschodzie – Lublin rozłożył się na wzgórzach. Podobnie jak Rzymianie, Lublinianie mają legendę o dzieciaczkach przygarniętych przez zwierzę i wykarmionych jego mlekiem.... Tyle, że Rzym ma waleczną waderę, a Lublin... cudnego capa w herbie. Pewnie dlatego bardziej popularna jest legenda o biednej kobiecie, której działa się krzywda. Ważny w ziemskiej hierarchii sędzia okazał się skurczybykiem. Poczciwy i sprawiedliwy okazał się szatan. Nie. Nie szatan. Szatan jest zły. I nie diabeł. Diabeł jest wredny. W lubelskiej legendzie występuje czart – wprawdzie nie jest uosobieniem dobra, raczej - tępawa z niego poczciwina. Toteż jeden z lokali na lubelskim Starym Mieście z dumą nosi znak czarciej łapy wymierzającej sprawiedliwość.
Na tarasie pod tym znakiem, latem pić można herbatkę. W Carnavale Sztukmistrzów można podziwiać, jak ponad głowami gości przechadzają się akrobaci na rozpiętych między dachami linach. Można też usiąść w Browarze i przy świeżo warzonym piwie wspominać „Sztukmistrza z Lublina”, o którym pisał Isaac Bashevis Singer, laureat Nobla. Na Starym Mieście w Lublinie, nieopodal Teatru Starego jest są też restauracje: Złoty Osioł oraz Mandragora. Knajpiani goście ani pomyślą, że to tytuły sztuk Machiavellego! Może dlatego, że Mandragora nijak nie nawiązuje do włoskiego myśliciela – ale do tradycji żydowskich, oferując pyszne latkesy i inne cymesy. Amatorzy żydowskiej kuchni mogą stąd powędrować dalej, do Szerokiej, a zainteresowani katolickimi cudami – w przeciwną stronę, do kościoła Dominikanów. Tu zachwyt powinien budzić obraz pożaru Lublina. „Któren to pożar ugaszon został przeżegnany Świętym Krzyżem”. Jest na świecie inne miasto obdarzone równie cudowną protekcją? Może i jest. Niemniej w skarbcu u Dominikanów są artefakty ciekawsze niż inne relikwie.
Bo Lublin to miasto wielu cudów! Tak naprawdę, tu zaczął wielki zryw Solidarności w lipcu 1980 roku strajkiem w lokomotywowni. 3 lipca 1949 był cud lubelski: łzy na obliczu Matki Bożej w katedrze. 22 lipca '44 – manifest PKWN, zwany lubelskim, ale w Chełmie, a dokładniej w Moskwie opublikowany. Także w lipcu roku 1569 miało miejsce podpisanie Unii Lubelskiej – łączącej królewskim ożenkiem Wschód z Zachodem. Przypomina o tym obelisk na placu Litewskim, ale nie jest jedyny powód, aby spacerować Deptakiem w stronę miasteczka akademickiego. Nawet wspaniałe pokazy fontann też nie są najważniejszym powodem. Warto spacerować dla zdrowia i wypicia kawy na tarasie Centrum Spotkania Kultur, skąd podziwiać można panoramę miasta.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

raz dwa trzy: słuchaj ty


Jadę na rowerze. Słuchaj! Do byle gdzie. Rower mam. Posłuchaj! W taki różowy jazz... śpiewa Janerka. Inni gadają do kamerki nad kierownicą w samochodzie, ale nie dowiesz się od nich o:

VAT – Value Added Tax
PIT – Personal Income Tax
CIT – Corporate Income Tax
RRSO – rzeczywista roczna stopa oprocentowania
RODO – Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych
GIODO – Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych

Nie będę pytać, czy TY znasz rozwiązanie powyższych skrótów... Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Potrzebuję tego, żeby wierzyć w ludzi. Ostatnio moja wiara została mocno nadwyrężona. Po internecie krąży prościutki rebus, w którym pod rysunek frytek, kanapek i napojów trzeba podstawić liczby i rozwiązać banalne równanie. I co? Zdziwko! Nie uwierzysz, jakie wyniki podają wysoko wykształceni ludzie. Dlaczego? Dlatego, że nie patrzą, nie rozwiązują problemu – tylko gadają. Gadają – bo wiedzą.
Wsiadają do samochodu i mówią: słuchaj jadę do byle gdzie i gadam do ciebie. Nie patrzą na jezdnię, na otaczającą ich przyrodę, nie patrzą na architekturę. Nie słuchają, no chyba, że stacyjki w radyjku. Najchętniej jednak gadają, przez szybę do innych kierowców lub przez radio, telefon, kamerę. Nie patrzą. Nie słuchają. Gadają. I czemu się dziwić, że każdy żyje w swojej informacyjnej bańce? Wystarczy rzucić hasełko, że jest afera VAT lub PIT, CIT, RRSO, RODO.... a już zaczyna się gadanie, że to... że sio.... że tamto... Ale poporoś gadającego, niech wytłumaczy, co to jest podatek od wartości dodanej? Co to w ogóle jest wartość dodana? Po co ją dodawać, skoro państwo musi ją zwracać? Rozumiesz to? Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Jestem profesjonalnym czytelnikiem. Jestem też profesjonalnym słuchaczem.
A poza mną, czy ktoś gdzieś uczy się słuchać? Zdumiewające jest to powszechne założenie, że umiejętność dobrego słuchania stanowi naturalny dar, którego nie trzeba w żaden sposób ćwiczyć. Przychodzą kolejni uzdrawiacze szkół, ale nie podejmują wysiłku nauczania uważnego słuchania, niezbędnego do krytycznego myślenia. Spotkaliście lekarza, który uważnie słucha, nie gapiąc się w ekran swojego komputera? Nie, nie chodzi mi o staruszków, który nie opanowali sztuki korzystania z komputerów. Tylko o tych, co wypisują karty pacjentów, ale nie słuchają ludzi. A może spotkaliście nauczyciela, słuchającego uważnie? Urzędnika? Prawnika? Kogokolwiek? Jeśli tak – napisz do mnie koniecznie! Potrzebuję tego, żeby wierzyć w możliwość dialogu. Bo porozumienie nie rodzi się z dialogu, dialog rodzi się z uważnego słuchania.
Gadać można do każdego – rozmawiać mało z kim...

czwartek, 22 marca 2018

dwa razy śmierć


Fajny widziałam. A nawet dwa filmy, bo staram się wyrabiać normę chodzenia do kina za całą moją wieś. Niewielu chce oglądać na wielkim ekranie

śmierć
dźiohar
sati
samospalenie
samobójstwo
burżuazję
bogactwo
innych
obcych

Happy End obejrzałam na początku. Taki dyskretny urok burżuazji z Calais. Jednak to zupełnie inne miasto niż się spodziewałam. Dla sprawdzenia wpisuję w okienko wyszukiwarki C A L – a wielki gOOg usłużnie dopisuje: CALAIS imigranci. Druga z listy wiadomość to: 2 lut 2018 - 5 osób jest w stanie krytycznym w rezultacie strzelaniny, do jakiej doszło w czwartek w trakcie bójki między afgańskimi i erytrejskimi imigrantami w Calais...Z innych informacji wynika, że to francuskie miasteczko jest miejscem scen dantejskich. W filmie Happy End natomiast – są chętni do umierania, ale ani małej dziewczynce, ani starszemu panu samobójstwo się nie udaje. A imigrantów prawie w ogóle nie widać. Niby we Francji jest ich całe mnóstwo, ale na ekranie króluje biała rasa. Taka biała i taka zdegenerowana dosyć.
Poszłam więc obejrzeć obcych – zupełnie nie białych. Jednak nie wiem, jak biali ich określają. Na plakacie wyglądali jak bogowie. Trochę to było dziwne, bo Indie, które widziałam na innych obrazkach, były tak przygnębiające, że nigdy się tam nie wybierałam. A tu proszę: Padmaavat w reżyserii Sanjay Leela Bhansali z piękną Deepiką Padukone. Podobno za rolę w tym filmie, hinduscy patrioci chcą ją ukarać śmiercią. A już przed premierą na ulicach miast wybuchły rozruchy! Podobno ze względu na jakiś seks, którego   nie zauważyłam. Musiał być bardzo wyrafinowany. Były za to monumentalne sceny batalistyczne, taneczne i samobójcze. Scenografia była przebogata, a kostiumy ociekające precjozami. Nie jakąś tam broszka, ale deszcz kosztowności.
Fabuła typowa – on kochał ją i ona go kochała. Był też ambitny watażka kolekcjonujący klejnoty i inne wspaniałości oraz niezwykłości, takie, jak na przykład struś. Do kolekcji potrzebował tytułowej piękności. A ona nie chciała być uprzedmiotowiona. Nie chciała, żeby jakiś facet, nawet w randze sułtana, wziął ją do swojej kolekcji. Rani Padmini zasłynęła jako bohaterka Indii, dzięki swojemu poświęceniu w walce o obronę kobiecego honoru. Jako pierwsza miała dokonać dźiohar, czyli aktu samospalenia. Zapoczątkowała nie tylko dźiohar wśród radżpudzkich kobiet, które wielokrotnie w historii dokonywały go zbiorowo. Stała się też prekursorką sati, czyli samospalenia wdów wraz z zwłokami mężów.
Tam samobójstwo w imię honoru jest dopuszczalne --  są bowiem  sprawy ważniejsze niż życie. Bo lepiej nie żyć, niż wegetować w pogardzie. Tego jednak nie da się przetłumaczyć na polski.

piątek, 5 stycznia 2018

kalendarzyk z Madonnami

Ania dała mi kalendarzyk z Madonnami. Na każdy miesiąc vis à vis Madonna i madonna; W nieodmienionej pozie tkwi - Od dziecka odchylona. I taka zasmucona – żaden z niej

orator
retor
zrzęda
papla
gaduła
szczebiotka
interlokutor
kaznodzieja
krasomówca
trybun

No dodatek każda to włoska Madonna, dobra dla Giorgia, mówiącego ze swadą mieszkańca słonecznej Italii. Cóż mi jednak po jego tłumaczeniu opisów obrazów i kolejnych odcinków czasu? Wiadomo – słowa są źródłem nieporozumień, zwłaszcza przenoszone z jednego języka do innego. Niektórzy z uporem godnym lepszej sprawy przekonują, że dewocjonalia są pisane, nie malowane, chociaż za pomocą pędzelka. Mój kalendarzyk z Madonnami powstał pod wyraźnym wpływem malarstwa bizantyjskiego, pozbawiony jest jednak sztywności i surowości ikony. Raczej w stylu wczesnego renesansu, kolory są jasne i czyste, kształty wyraziste, modelowane sztywno i graficznie.
Niestety zabrakło w kalendarzyku Madonny z Dzieciątkiem i kotem. Może dlatego, że rysunek piórkiem Leonarda da Vinci przechowywany jest w Galerii Rycin British Museum, nie w Italii. A może dlatego, że osławiła go powieść Dana Browna „Kod Leonarda” lub dlatego, że Leonardo nie mógł się zdecydować, czy rysuje kota, psa, czy łasiczkę? Nie łatwo pisać, czy malować Madonnę. Jak mówił poeta: Byli inni przede mną. Przyjdą inni po mnie, albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna. Wszystko jak sen wariata śniony nieprzytomnie – serwus, madonna.
Oczywiście tak mogli sobie mówić poeci poprzedniej epoki. Bardziej internacjonalni, a przynajmniej europejscy. Duchowo nieprzywiązani do Pięknych Madonn w typie toruńskim... To znaczy... w jesieni średniowiecza Piękne Madonny nie były figurami kultu polskiego patrioty. Należały raczej do elit i salonów pruskich, a nawet krzyżackich! Więcej: importowane były z Czech, a nawet krajów germańskich! Z zasady Madonna z Dzieciątkiem jest migrantką i smutną ma twarz.Bo domyśla się przyszłości. Domyśla się, że nie wystarczy zbudować syryjski kościół w miejscu, gdzie Jezus nakarmił głodnych chlebami i rybą. Cóż znaczy teraz Tabgha? Jego uczniowie po wieki wieków będą patrzeć na głodnych i proszących i mówić: niech idą!
Niech jadą!

wtorek, 19 grudnia 2017

10 000 kroków

6 km przeszłaś, a to tylko 8921 kroków – skarciła mnie apka do chodzenia. I co robić?! 1000 kroków brak, ale i tchu brak. Przejdę granice mojej wsi – a dalej już tylko

dym
smog
opary
mgławica
zadyszka
spaliny
żertwa
holokaust

Co robić? Kiedy rządowy system emerytalny nie działa – ludzie przechodzą na prywatny. Kiedy edukacja państwowa jest kiepska – posyła się dzieci do szkół prywatnych. Narodowa służba zdrowia zawodzi? Leczymy się prywatnie. Niepubliczna opieka nie jest oczywiście dla wszystkich. To kosztuje majątek, ale kto bogatemu zabroni, kupić sobie nawet czysty tlen? To nie to samo, co czyste powietrze, niewątpliwie jednak pomaga na wiele schorzeń. Czy nie należy nam się jednak czyste powietrze? I słońce? Wszak to dobro wspólne. To nie jest ani totalna opozycja; ani ideologia polityczna; ani przemianowany PR-owo interes publiczny. To jest ogólny wzorzec rządzenia się, zakorzeniony głęboko w historii ludzkości, jako system zarządzania zasobami i pomocy wzajemnej.
Wspieranie się Konstytucją w dzisiejszych czasach jest nieco ryzykowne, ale wciąż (chyba?) obowiązuje Art. 5: Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju. Ale zaraz! Co z czym ma się równoważyć? Jak ONI odróżniają zrównoważony rozwój od zrównoważonego regresu? Kiedy następuje przyspieszenie „zrównoważonego rozwoju”, a kiedy spowolnianie? Ach! Słowa... Z czasem sens słów się zmienia, choć z pozoru dobre, przyczyną są cierpienia... Weźmy na przykład „holocaust” – w grece oznaczał całopalenie. Tyle, co żertwa u dawnych Słowian.  W XX w. nabrał nowego znaczenia... Albo weźmy opisaną w Starym Testamencie ofiarę braci: Kaina rolnika i pasterza Abla. Jak pamiętamy, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą, bo dym zasnuwał ziemię. Nie dziwota, że Kain był smętny, gdy smog go dusił. 
Niektórzy tłumaczą, że Bóg chciał otrzymywać ofiary ze zwierząt, a odrzucał płody rolne. Wydaje się to jednak wysoce nieprawdopodobne, wszak chcemy wierzyć w boską opatrzność. Chcemy też wierzyć w sprawiedliwość. Bo podobnie jak powietrze i demokracja jest to dobro wspólne. Dobro, o którym nasz ulubiony Jan Paweł II mówił, że bez niego demokracja łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. Zatem nie wystarczy zmiana, nawet nazywana dobrą. Nie wystarczy dokonać przewrotu. Błędem jest założenie, że wraz z pozbawieniem władców dóbr i władzy, zrealizuje się Nowe Jeruzalem. Nie wystarczy wyruszyć w drogę. 10 000 kroków  to nie  8921, bo brakujące 1079 mogą stanowić o wszystkim. 
A może... modne spacery długodystansowe są bardziej szkodliwe niż siedzenie w domu?